Chciałem założyć temat, bo od jakiegoś czasu siedzę w materiałach o szamanizmie i natrafiłem na coś, co mnie mocno uderzyło. Chodzi o ten motyw zmiany postaci, czyli o to, kiedy szaman dossłownie staje się zwierzęciem albo postacią mityczną w trakcie transu. Nie metaforycznie, nie "duchowo", ale z punktu widzenia praktykującego i jego otoczenia - po prostu jest tym bytem. W źródłach syberyjskich to jest opisane wprost: szaman moze być orłem, niedźwiedziem, wężem, zależnie od linii duchowej. Ale nie tylko Syberia. Naliczyłem podobne opisy w Amazonii, w tradycjach afrykańskich, nawet w celtyckich legendach. stąd pytanie: czy to jest jakiś wspólny mechanizm ludzki, czy przypadkowe podobieństwo? I co ważne dla mnie - jak to się ma do nauki? Bo w sensie nie chodzi mi o to, że szaman naprawde rośnie sierść, tylko o to, jakim procesem do tej zmiany dochodzi i co ona daje uczniowi szamana. Macie jakieś materiały, doświadczenia, przemyślenia?
To jest na prawdę duży temat i cieszę sie, że ktoś go wreszcie porządnie postawił. Eliade pisał o tym w "Szamanizmie i archaicznych technikach ekstazy" - jest tam cały rozdział o zmiaine postaci jako elemencie inicjacji. Zresztą to nie tylko trans, to tez dosłowne przebieranie się w skóry, noszenie masek, rytualne "stawanie się" zwierzęciem duchy-patronem. W tradycji jakuckiej szaman po inicjacji dosłownie dostaje nowe imię, które jest imieniem jego zwierzęcia. Ale to co mnie bardziej interesuje to pytanie które postawiłeś na końcu - co to daje uczniowi. Bo właśnie w kontekście przekazywania wiedzy ta metamorfoza ma specyficzną funkcję: uczeń obserwuje mistrza, ktury "odchodzi" i wraca jako ktoś inny. To jest demonstracja tego, ze granice osoby są płynne. I to jest chyba klucz.
No ale chwilę, bo Eliade jest fajny ale też mocno kontrowersyjny jako źródło. On sporo generalizował, zestawiał tradycje bez patrzenia na kontekst. Właśnie czytałam parę tekstów gdzie go dość ostro krytykują za to, że stworzył jeden wielki model "szamanizmu" tam gdzie w rzeczywistości mamy dziesiątki bardzo różnych tradycji. Więc ta metamorfoza u Jakutów i ta u Tukano to mogą być podobne z wyglądu ale zupełnie inne rzeczy. Nie mówię że to złe źródło, tylko że warto na to uważać. Ktoś zna nowsze opracowania, coś po polsku albo przynajmniej po angielsku sprzed dekady?
To ciekawe bo jak czytam o tej zmianie postaci to mysle że to jest wlasnie to, czego zachodnia duchowość nie ma i dlatego jej brakuje głębi. Ten szaman nie udaje że jest zwierzęciem - on dosłownie przesuwa swoją energię w inny stan wibracji i dlatego staje sie czymś innym na poziomie subtelnym. To jest jak z czakrami właściwie - każde centrum energetyczne odpowiada innemu zwierzęciu albo żywiołowi i szaman po prostu umie aktywować je wszystkie w pełni. Niedźwiedź to czakra podstawy, orzeł to ajna... Mniej wiecej tak to rozumiem.
Ten motyw rozkładania na kości i składania to jeden z najstarszych i najszerzej obecnych wzorców inicjacyjnych w ogóle. Jest u Eskimosów, u Sybiraków, ale analogiczna symbolika jest też w kabale przy rozważaniu "śmierci ego", jest w alchemii jako "putrefactio". Nie mówię że to to samo, ale że ludzka psychika wraca do tego schematu wielokrotnie i w różnych kulturach. Może to jest właśnie ten wspólny mechanizm o który pytasz. Inicjacja jako symboliczna śmierć i odrodzenie w nowej postaci - i metamorfoza w zwierzę jest jedną z form tego odrodzenia.
a mnie naszło takie pytanie - czy w tych tradycjach jest jakaś zasada co do LICZBY zwierząt z którymi szaman może sie utożsamiać? Bo np. czytałem ze sa szamani jednego zwierzęcia i sa tacy co mogą byc wieloma. I zastanawiam sie a nie jest czasem tak że to tak ze liczba zwierząt mowi cos o poziomie wtajemniczenia. Jak trzy zwierzęta to środkowy szaman,siedem to bardzo zaawansowany, coś takiego.
no właśnie ja tez patrzyłem na to przez liczby kiedyś i doszedłem do wniosku ze tu bardziej chodzi o jakość niż ilość. Tzn. jedno zwierzę ale naprawde "opanowane" moze dawać wiecej niz pięć po łebkach. Przynajmniej taki wniosek wyciągnąłem porównując opisy inicjacji z różnych źródeł syberyjskich. Zapisałem sobie te przypadki i w tych gdzie szaman miał reputację większej mocy - niekoniecznie więcej zwierząt ale te same zwierzęta pojawiały się przez całe zycie i były opisywane z dużym szczegółem
hm, czytałem że w niektórych tradycjach ameryki pólnocnej to zwierze nie jest wybierane przez szamana tylko przez duchy albo przez samo zwierze. 🙁 tzn szaman nie mówi "chcę byc lisem" tylko lis go wybiera. I tu jest wlasnie ten element ktory odróżnia to od zwykłej medytacji czy wizualizacji - szaman niema pełnej kontroli nad tym, co do niego przychodzi. to mnie zawsze uderzało jako ważna różnica między tradycyjnym szamanizmem a tym neoszamańskim gdzie sam wybierasz "swojego zwierzęcego opiekuna" na weekendowych warsztatach
no ale czy to znaczy że te neoszamańskie metody nie działają?? 🙂 Pytam szczerze bo znam osoby które przeszły takie warsztaty i opisują je jako bardzo ważne doświadczenia. To jest po prostu inny gatunek, tak?
Jest sporo relacji z pierwszej ręki, trudno je zweryfikować ale są. Castaneda jest sporny jako źródło ale jest. Lepsze są antropologiczne zapisy wywiadów - np. Rasmussen w swoich pracach o Eskimosach zebrał relacje szamanów o inicjacji i jest tam właśnie opis od środka: poczucie rozpadania, czarność, potem ciepło, potem powrót z innej strony. Podobne schematy powtarzają się u różnych rozmówców. To nie dowód na nic, ale pokazuje że jest jakiś wzorzec doświadczenia. A do Jarzebinki: ten "rozkład" jest raczej opisywany jako ulga a nie groza, przynajmniej w tych relacjach które czytałem. Stara skóra odpada i jest lżej.
mam zapisane gdzieś fragment z opisu inicjacji szamana z Tuwy, z opracowania rosyjskiego z lat 70. Tam jest zdanie mniej więcej takie (tłumaczę z pamięci): "duch wziął moje oczy i pokazał mi przez nie jak widzi nocny ptak, potem oddał mi je z powrotem ale już inne". To jest właśnie ta zmiana - nie chodzi o to że szaman staje się ptakiem fizycznie, ale że jego zmysły sa przerabiane żeby postrzegać inaczej. I to jest chyba klucz do pytania Jacka o mechanizm. Metamorfoza to trening percepcji.
ten fragment który przytoczyłem z opisu tuwańskiego to mnie jakoś nie opuszcza od kiedy go znalazłem. "oczy oddane i zwrócone ze zmianą" - to brzmi jak opis permanentnej modyfikacji percepcji, nie tylko chwilowego transu. jakby sama struktura widzenia była inną po przejściu przez to doświadczenie. mam zapisane podobne frazy z kilku innych opracowań i za każdym razem jest ten motyw, że coś wraca ale nie wraca takie samo
to jest ciekawe jako relacja, ale mam pytanie o metodologię. skąd wiadomo co badacz zapisał dokładnie a co zinterpretował? opisy z lat 70. z ZSRR mają specyficzny kontekst - często przechodzily przez podwójne tłumaczenie i przez ideologiczne filtry. nie mówię że relacja jest fałszywa, ale stopień przetworzenia tych źródeł jest duży. czy masz dostęp do oryginału po rosyjsku czy do tłumaczenia?
kwestia filtrów w źródłach jest ważna ale nie zapominajmy że ten sam problem dotyczy większości tekstów antropologicznych z tamtego okresu, nie tylko radzieckich. Malinowski też interpretował przez własny filtr, Frazer tym bardziej. to nie dyskwalifikuje materiału, to wymaga krytycznego czytania. i w tym konkretnym przypadku motyw "szwów w ciele" jest tak spójny między źródłami z różnych kultur i różnych badaczy że trudno go całkowicie sprowadzić do artefaktu metodologicznego
mam takie pytanie do całej dyskusji bo troche mnie to nurtuje - czy w tych opisach metamorfozy jest jakas regularnosc co do pory roku albo fazy ksiezyca kiedy te przemiany sa mozliwe? bo w numerologii i w astrolgoii mamy mocne powizania rytmow kosmicznych z mozliwosciami duchowymi i zastanawwiam sie czy szamani tez to rozpoznawali
to pytanie o wyczerpanie jest bardzo dobre i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Relacje są różne - część opisuje szamanów jako wyjątkowo żywotnych i długowiecznych w swoich społecznościach, inne mówią o skróconym życiu i chorobach. Ale raczej nie chodzi o wyczerpanie w sensie energetycznym. Raczej o coś co można by nazwać kosztem społecznym. szaman jest potrzebny ale też trochę wykluczony, stoi na granicy i ta granica ma cenę
oj, pytanie Dominiki jest właściwie najważniejszym pytaniem w całym wątku i ciesze sie że ktos je zadał. bo jesli metamorfoza jest subiektywna to mamy do czynienia z czymś co można badać jako zmieniony stan świadomości. jesli jest intersubiektywna czyli widziana przez grupę to mamy coś zupelnie innego i pytanie o mechanizm staje sie dużo poważniejsze. te dwa scenariusze nie powinny byc traktowane jako równorzędne bez wyraźnego rozróżnienia w źródle
patrzcie, nie odpuszczę tego co mówiłam wcześniej o archetypach kontra mechanizmie psychofizycznym - bo ta kwestia "zachowanej świadomości podczas dekonstrukcji" jakby to trochę przesuwa. jeśli szaman świadomie obserwuje własne rozbieranie na części i "uczenie" każdej z nich, to nie pasuje mi to do modelu jungowskiego gdzie archetyp działa niejako bez udziału świadomości. tu jest pełna uwaga, pełna obecność. co wy na to?
mam pytanie bo mnie ta kwestia świadomości w trakcie metamorfozy nurtuje od początku - jeśli szaman jest świadomy i obserwuje własne rozbieranie,to kto obserwuje? bo żeby obserwować swoje części jak się uczą osobno, musisz stać jakby obok, poza tymi częściami. to sugeruje że jest jakaś część szamana której duchom nie udaje sie rozłożyć albo która sama w sobie jest tym co "zostanie" po całej inicjacji. coś jak rdzeń.
ten "niestrawialny rdzeń" to jest takie piękne określenie. i troche mi to przypomina te stany kiedy śnisz i w środku snu nagle "wiesz" ze śnisz i ta świadomość jest czymś innym niż treść snu. jakby rdzeń który obserwuje. ciężko powiedzieć czy to dobra analogia ale coś mi tu gra
mnie ten "niestrawialny rdzeń" z opisów buriackikh bardzo trafia. bo w praktyce to jest to samo co mistrzowie medytacji opisują jako "świadka" albo czyste awareness ktore jest zawsze obecne niezależnie co sie dzieje z umysłem i emocjami. może szaman po prostu uczy sie tego co w medytacji tez jest celem, tyle że szybciej i bardziej radykanlą metodą?
wracam trochę do pytania które zadałam wcześniej bo mi się wydaje że nie wybrzmiało do końca - czy poza kwestią wewnętrzne-zewnętrzne były jakieś opisy co się dzieje ze zwykłymi ludźmi z wioski w czasie gdy szaman przechodzi metamorfozę? czy oni coś odczuwają, widzą jakąś zmianę w przestrzeni, czy to jest coś kompletnie niewidzialnego dla reszty?
mam pytanie ktore mnie gryzie od jakiegos czasu w tym watku - jesli ta "swiadoma obserwacja wlasnego rozbierania" jest kluczem do metamorfozy szamana, to czy da sie to w jakis sposob skalibrować albo ustrukturyzować? bo w numerologii mamy np. cykle transformacji ktore dotycza lat 8 i 9 zycia i tam tez jest mowa o "rozkładzie starych wzorców". czy ktos widzi tu jakis wspolny rytm czy to jest nadmiar interpretacji z mojej strony?
no ok rozumiem że to nie jest kurs z planem zajęć ale skoro sam mówiłeś ze jest jakis "niestrawialny rdzeń" ktory przechodzi przez cały proces nienaruszony, to czy ten rdzeń nie ma jakijeś struktury? bo w numerologii tez mamy cos w rodzaju rdzenia - liczba duszy, liczba przeznaczenia - i one są stałe przez całe życie niezależnie od zewnętrznych cykli. moze nie chodzi o harmonogram ale o to co jest niezmienne?
chcę tu wejść bo ta rozmowa o "niestrawialnym rdzeniu" zaczyna trochę odchodzić od źródeł. w relacjach buriackikh i ewenckikh ten "rdzeń" nie ma przypisanej struktury którą mozna by opisać liczbami ani geometrią. jest opisywany raczej funkcjonalnie - to jest "to co wraca", "to co duchy oddają po inicjacji". nie ma tam żadnej doktryny czym to jest ontologicznie. wiec ostrożnie z przypisywaniem temu jakiejś wewnętrznej architektury, bo to juz bedzie nasza projekcja, nie tradycja
