Chciałam zapytać o kamienie losu, bo ostatnio trafiłam na kilka tekstów o artefaktach które niby mają realną moc i zastanawiam sie ile w tym prawdy. Mam na myśli konkretne fizyczne obiekty które są opisywane w różnych tradycjach, jak Kamień Scone w Szkocji, Lapis Niger w Rzymie, Święty Graal, Ka'ba w Mekce, Czarny Kamień. Słyszałam że wiele z tych miejsc jest nadal aktywnych energetycznie i że da sie jakoś z nimi pracować, nie tylko jako turysta. Ktoś wie coś wiecej na ten temat? Chodzi mi o to czy istnieje jakaś technika zbliżenia sie do takiego miejsca czy kamienia żeby coś poczuć albo skorzystać z tej energii
To bardzo szeroki temat i dobrze że ktoś go wreszcie poruszył. Powiem tak,to nie jest tylko kwestia poczucia czegoś przy kamieniu, te artefakty mają zupelnie różne tradycje pracy z nimi i nie można ich wrzucać do jednego worka. Ka'ba i Czarny Kamień to Isslam, tam w ogóle nie ma mowy o żadnej "technice energetycznej" w naszym rozumieniu, to jest tawaf, rytualne okrążanie, i tylko tyle jest dostępne dla wyznawców. Kamień Scone to inna bajka, leży sobie teraz w zamku Edynburg i... no wlasnie, pytanie co z nim zostało po tych wszystkich przeprowadzkach. Ale żeby w ogóle rozmawiać o technikach to najpierw powiedz co konkretnie cię interesuje bo to ma znaczenie
Lia Fáil to jeden z czterech skarbów Tuatha Dé Danann, stoi na wzgórzu Tara w Irlandii do dziś. Legenda mowi ze krzyczał kiedy dotknął go prawowity król Irlandii. Ciekawe jest to ze w XIX wieku jeden z badaczy tierdził ze kamień Scone i Lia Fáil to ten sam obiekt bo Scone miał byc wywieziony z Irlandii do Szkocji. Ale Irlandczycy temu przeczą bo ich kamień stoi na Tarze. tak czy inaczej Wzgórze Tara jest ogólnodostępne, można tam pojechać i to jest jedno z tych miejsc gdzie naprawdę cos się dizeje energetycznie, niezależnie czy wierzysz w Tuatha czy nie. Znam kilka osób ktore tam były i zgodnie mówią ze to wyjątkowe miejsce
no i tu zaczyna się problem bo "naprawdę coś się dzieje energetycznie" to powiedzenie które nic nie znaczy. 🙂 każdy coś "czuje" inaczej, turystka z Niemiec poczuje to samo co druid z Dublina? wątpię. na Tarze byłam i owszem, miejsce ma klimat, ale to wzgórze z widokiem, koniec końców. nie kwestionuję że ludzie miewają tam silne przeżycia, ale robienie z tego "aktywnej energii kamienia" to już duże uproszczenie. a co do technik pracy z takimi artefaktami, czy autorka tematu ma na myśli techniki medytacyjne, rytualne czy co dokładnie? bo to zmienia wszystko
o jej,nie wiedziałam ze Lia Fail stoi tam do dzisiaj! myslałam ze to jeden z tych artefaktow ktore zagineli. a co z Graalem bo o nim jest chyba najwiecej teorii? jedni mowia ze to kielich w Walencji, inni ze w Glastonbury, inni ze to w ogole nie fizyczny obiekt. jak sie pracuje z czyms o czym nie wiadomo gdzie jest? 😉
Graal to osobna historia i troche pułapka, bo tam masz kilka warstw naraz. jest legenda arturiańska, jest tradycja chrześcijańska, jest nurt gnostycki gdzie Graal to w ogóle nie kielich tylko wiedza albo krew, i sa turystyczne "miejsca Graala" które z oryginałem mają tyle wspólnego co pamiątka z Watykanu. Glastonbury mi zawsze wydawało sie bardziej zbiorową projekcją pielgrzymów niz realnym miejscem mocy, choć kto wie. Walencja z kolei ma fizyczny kielich ktory faktycznie ma poważny rodowód historyczny i niektórzy biblisty biorą go serio jako kandydata na kielich z Ostatniej Wieczerzy. Ale to już zupelnie inne zagadnienie niz "praca z artefaktem mocy"
glastonbury to jednak nie jest "tylko projekcja" bo jest tam tor z labiryntem i studnia chalice well z czerwona woda od zellaza i biala studnia i te dwa zrodla maja wyrazna symbolike meska i zenska. 😀 niezaleznie od graala to jest miejsce z energia wodna ktora jest mierzalna. inna sprawa ze jest tam teraz takie nawarstwianie sie pelgrzymow i nowych wierzen ze ciezko poczuc cos autentycznego. bylem tam kilka lat temu i chalice well mi sie bardzo spodobalo, cisza, ogrod, ta charakterystyczna woda. ale lia fail na tarze jednak wygrywa dla mnie
aha, hej, wchodzę do tej rozmowy bo temat mi bliski. chciałam rzucić coś o Czarnym Kamieniu z Mekki bo to ciekawy przypadek, meteoryt ktury ma pre-islamski rodowód, był czczony jeszcze przed Mahometem, a islam go zasymilował. w Hadisach jest napisane wprost że to tylko kamień i że oddawanie mu czci nie ma sensu, a jednocześnie całowanie go w czasie hadżu jest sunną. to jest świetny przykład jak religia monoteistyczna przejmuje starszy kult obiektowy i go reinterpretuje. to samo zresztą z Lapis Niger w Rzymie, nie wiadomo dokładnie co to jest, może grób, może cos innego, ale miejsce jest otoczone tabu od tysięcy lat
a moim zdaniem zapominacie o Kamieniu Betyl, bo w starożytnym świecie semickim kamienie meteorytowe były dosłownie uważane za ciała bogów albo miejsca gdzie bóstwo przebywa. baetyl z greckiego to właśnie dom boga. Ka'ba to tylko najsłynniejszy przykład ale było ich w tamtym rejonie dziesiątki. to mi wydaje się kluczowe dla tematu, bo to znaczy że tradycja świętych kamieni nie jest przypadkowa, ona ma sens w ramach kosmologii tych ludzi. kamień spada z nieba, jest nie z tego świata, jest pośrednikiem
To pytanie o gotowość jest właściwie kluczowe i cieszę się że padło. 😛 Większość tradycji z którymi miałam kontakt zakłada że nie ma czegoś takiego jak "bycie gotowym" w sensie osiągnięcia jakiegoś poziomu, raczej chodzi o właściwą intencję i odpowiednią postawę wobec miejsca. To co psuje kontakt z takim miejscem to przede wszystkim nastawienie konsumpcyjne, przyjedź, weź, odjedź. Kamień Scone, Lia Fáil, Lapis Niger, wszystkie te miejsca mają swoje tradycje i te tradycje mówią o kontakcie jako o dialogu, nie pobraniu energii. Ale żeby odpowiedzieć na pytanie Joasieńka, nie wiem czy repliki działają tak samo, mam co do tego spore wątpliwości
ojejku, haha no właśnie, ta historia ze szkockim kamieniem jest naprawde dobra. podobno Edward I zabrał w 1296 kamień który był zwykłym kawałkiem piaskowca z toalety, a prawdziwy lia fail, znaczy prawdziwy kamień Scone, jest gdzieś zakopany pod zamkiem Scone albo w innym miejscu. to jest taki piękny przykład jak ważna była ta tradycja że woleli oddać fałszywy niż prawdziwy. ale wracając do technik jak ktos jedzie do zamku w Edynburgu i patrzy na ten kamień, to co, czuje energię kamienia z toalety? :D. może z czasem to lepiej zrozumiem
Ta historia z "kamieniem z toalety" to raczej popularna legenda bez poważnych podstaw źrdółowych, trzeba to powiedziec wprost. Kamień który jest w Edynburgu i był w Opactwie Westminster to kawałek cezrwonego piaskowca z Pertshire, to jest geolologicznie potwierdzone. natomiast to ze oryginał mugł być inny, ciemniejszy, bardziej ozdobiony, to faktycznie pojawia się w starszych opisach. Więc może byc tak że mamy historycznie oryginalny kamień z Scone który jednak nie jest tym samym co legendarny kamień przeznaczenia. To są dwie rozne rzeczy i warto je rozdzielić zanim zaczniemy mówić o technikach. zapisuję sobie ten wątek
No to teraz mam wiecej pytan niz na poczatku 😀 ale to dobrze. Rozumiem ze nie ma jednej techniki bo to sa rozne tradycje. Ale czy ktos moze powiedziec bardziej konkretnie co sie robi na przyklad na Wzgorzu Tara jesli sie tam jedzie swiadomie,nie jako truysta? Chodzi mi o to co sie robi fizycznie, gdzie sie staje jak dlugo co sie ma w glowie. Bo czytam o intencji i dialogu ale to jest troche abstrakcyjne
Amethysto, na Tarze konkretnie to zależy czego szukasz. Jeśli Lia Fáil, to stoi na wzgórzu i możesz do niego podejść, dotknąć, nie ma żadnego zakazu. Co się robi? różne rzeczy w zależności od tradycji. Ja bym powiedziała żeby najpierw po prostu pobyć w ciszy zanim cokolwiek "robisz". Nie mam na myśli medytacji z podręcznika, tylko po prostu stanąć i oddychać. Intencja którą przynosisz ma być prosta i czysta, nie listę życzeń. Co chcesz zrozumieć, co chcesz zostawić, co chcesz zabrać. Tyle na start.
ej no to jeszcze o kamieni jako fizycznych obiektów bo toche odbiegamy, mam pytaie: czy jest w ogule jakis kamien ktory mozna zobaczyc i dotknac w Polssce? znaczy swiety kamien z tradycji słowianskiej, nie kopia nie muzzeum? bo sie zastanawiam czy trzeba wyjecac za granice zeby to przezyc. wrócę do tego jak cos jeszcze znajdę
o Swietowid slyszalam ale nie kojarze ze jest w Krakowie! to do muzeum archeologicznego? hm to ciekawe ze moglabym zobaczyc cos takiego bez wyjazdow za granice. ale w muzeum to jest za szybka za, nie mam pojjęcia jak to powiedziec, zbyt chłodne? czy da sie cos czuc przy eksponacie za szybą
to pytanie o muzeum jest dobre i rozumiem skad sie bierze. W litoterapii pracuję z kamieniami ktore mają historię i często pytają mnie czy kupiony kamień w sklepie "cos ma". moja odpowiedź jest zawsze taka sama: intencja i uwaga to sposób,a nie otoczenie. Można pracować z Świętowidem za szybą jesli się wie co się robi. Skupienie i koncentracja na konkretnym pytaniu z jakim do niego przychodzisz robi różnicę, nie to czy dotykasz
przepraszam ze sie pytam o podstawy ale nie rozumiem jednej rzeczy. 😀 co to znaczy "przychodzić z pytaniem" do kamienia albo do miejsca?? czy to dosłownie formułujesz pytanie w głowie? bo chyba o to chodzi ale chciałam się upewnić ze dobrze rozumiem
mam notatki z kilku wizyt w różnych "miejscach mocy" bo robiłam sobie taki osobisty projekt przez parę lat, i z moich obserwacji wynika ze za pierwszym razem rzadko cokolwiek czuję. za drugim albo trzecim razem w tym samym miejscu już tak. jakby trzeba się było z miejscem "poznać". zastanawiam się czy to ma sens z perspektywy tradycji ale u mnie tak działa konsekwentnie
to jest bardzo trafna obserwacja. 🙂 W tadycji gaelickiej jest pojęcie "dindshenchas", wiedzy o miejscach, i zakłada ona ze relacja z miejscem buduje sie przez czas i znajomość jego historii, nie przez jednorazowy kontakt. Pielgrzym który zna historię miejsca i wraca do niego wielokrotnie jest w innej relacji z nim niz ktoś kto po raz pierwszy słyszał o nim tydzień temu. nie chodzi o zasługi ani o bycie "wybranym", chodzi o głębokość relacji.
na Łysej Górze ten kamienny wał to jest właśnie ten element, to nie jest jeden kamień tylko układ kamieni. ale powiem ci że jak tam stałam przy tych kamieniach to coś inne niz przy zwykłych skałach w lesie. może autosugestia, może nie, ale pytanie Amethysty o dotyk ma sens, bo to jest zupełnie inny kontakt niż patrzenie przez szybę w muzeum
mrowienie w dloniach to klasyczny objaw kontaktu z naladowanym miejscem, to sie poawia u wrazliwych energetycznie dosyc czesto. pytanie jest inne: czy to samo czulas przy drrugim podejsciu do tych kamieni czy za pierwszym razem bylo silniejsze
o kurcze, byłam tam tylko raz, więc nie mam porównania. ale teraz mam ochotę wróicć właśnie po to zeby sprawdzić 🙂
no wlasnie, to jest dokładnie to co miałam na myśli z tymi powtórnymi wizytami. i mam pytanie do Slazowej i wszystkich którzy byli gdzies fizycznie przy kamieniu, czy robiliście coś konkretnego, jakis gest, modlitwę, czy poprostu staliście? bo zastanawiam sie czy sama obecność wystarczy czy jest jakaś technika
ojej ojej, to jest właśnie sedno tej dyskusji i myślę że odpowiedź jest: zależy od tradycji. 🙂 Lia Fáil w tradycji irlandzkiej wymagała konkretnego działania, władca musiał stanąć na kamieniu i kamień miał krzyczeć. Czarny Kamień z Mekki całuje się lub dotyka prawą ręką. Kaaba Aphrodite w Papo na Cyprze była pokrywana oliwą. każde święte miejsce ma swój protokół. problem polega na tym że dla wielu współczesnych miejsc ten protokół zaginął
Lia Fáil to jeden z czterech Skarbów Tuath Dé i tradycja mowi ze kamień wydawał krzyk gdy dotknął go prawowity król Irlandii. 😛 czy to dosłownie czy metaforycznie, tego nie wiemy. rozne interpretacje mówią o fizycznym dźwięku, o wizji, o wewnętrznym pczuciu pewności u kandydata. kamień nadal stoi na Wzgórzu Tara w hrabstwie Meath i mozna go dotknąć, chodź nie kazdy wie ktory dokładnie to jest bo legenda jest troche pogmatwana i wskazuje sie rozne obiekty
czekaj, mozna go dotknąć?? i co się czuje? ktoś był na Tara? bo to wchodzi na moją listę, jakoś nigdy nie myślałam o Irlandii jako miejscu do takiej podróży
