Zawsze kiedy oglądam jakiś obrzęd - chrzciny, ślub kościelny, inicjację w tradycji wicca, ceremonię shintoistyczną - mysle sobie: a co jest za tym, czego nie widzimy? Mam na myśli dosłownie tą część, która nie jest przeznaczona dla świadków. Przygotowania kapłana, gesty wykonywane zanim wejdzie do świątyni, słowa mówione po cichu, rzczy robione zanim zapłoną świece. W różnych tadycjach ta "zakulisowa" warstwa obrzędu bywa ważniejsza niż to, co publiczne. Ciekawi mnie jak wy to widzicie - czy macie jakieś doświadczenia z tą stroną ceremonii, albo wiedzę o konkretnych tradycjach gdzie ta ukryta część jest szczególnie rozbudowana?
jejku, to jest temat ktory leży mi na sercu od dawna. W tradycji runistycznej mamy pojęcie "innangard" i "utangard" - przestrzeń wewnątrz porządku i poza nim - i ta metafora pasuje też do obrzędów. To co widzą goście to innangard, bezpieczna, uporządkowana część. Ale każdy rytuał ma swój utangard, część chaotyczną i nieprzewidywalną, którą kapłan czy kapłanka przeżywa osobno. W tradycji nordyckiej seidr był właśnie taki - wieszczka siedząca na platformie robiła na widzach wrażenie, ale sama jej podróż, to co przeżywała w transie, to było zupełnie oddzielne doświadczenie niewidoczne dla nikogo. Pytanie na które sama szukam odpowiedzi: czy ta ukryta warstwa jest zawsze intencjonalna, czy też po prostu się zdarza niezależnie od woli celebransa?
o, dobry temat. Byłem kiedyś na ceremonii buddyjskiej w klasztorze pod Krakowem i poprosiłem mnicha żeby mi pokazał jak wyglądają przygotowania przed puja. Zgodził się i szczerze - byłem zaskoczony. To byl cały osobny rytuał sam w sobie. Czyszczenie naczyń w konkretnej kolejności, specyficzna koleność zapalania kadzideł, ciche modlitwy których nie słyszeli później uczestnicy ceremonii. Mnich powiedział coś co zapamiętałem - że publiczna część obrzędu jest jak kwiat, a przygotowanie jest korzeniem. Kwiat jest piękny ale bez korzenia nic nie ma.
Od paru stron to czytam. Przygotowania i kulisy obrzędu to jedno, ale mam wrażenie że tu szybko wchodzimy w strefę gdzie wszystko co niewidoczne staje się automatycznie "głębsze" albo "ważniejsze". klęczenie z tyłu świątyni zanim wejdą wierni może być równie dobrze zwykłym nawykiem co ważnym rytuałem, i kapłan sam często nie rorzóżnia tych dwóch rzeczy. Pytanie które zadałabym badaczom religii - skąd wiadomo ze ta ukryta warstwa ma realną funkcję sakralną, a nie jest poprostu bagażem zwyczajów ktory narastał przez wieki bez głębszego sensu?
ja tu troche z boku zapytam bo nie znam sie na tych naukowych aspektach. Byłam ostatnio na ślubie koleżanki w kościele prawosławnym i naprawdę byłam ciekawa co ksiądz robi w tej zakrystii przed wejściem, bo wychodzi zawsze inaczej niz wchodzi, jakby był w innym stanie. koleżanka powiedziała ze to ubranie szat ma swoją kolejność i swoje modlitwy. czy ktoś cos więcej o tym wie?? bo mnie to niesamowicie zainteresowało
o rany to nie wiedziałem, ciekawe. A co z tradycjami wschodnimi, np. shinto? tam kapłani yoko mają chyba jakies specjalne przygotowania? czytałem kiedys że nie mogą jeść pewnych rzeczy przed obrzędem ale trudno mi ocenić czy to prawda
dziękuje za te info o shinto Uniesława, naprawde nie wiedziałem o tej warstwie zakazu tematow. pytanie mam - czy to ograniczeenie tematów dotyczy tylko dnia ceremonii czy tez kapłan w takim stanie musi być przez kilka dni? bo to brzmi bardzo wymagająco jesli jest sie kapłanem na stałe
yyy, trochę tu czytam i mam wrazenie ze mieszamy dwie rezczy. jedno to są rytuały przygotowawcze które mają sens religijny i tradycyjne uzasadnienie, a drugie to są zwykłe "procedury" które narastają w każdej instytucji. kościół katolicki ma tyle naleciałości historycznych że trudno odróżnić co jest "prawdziwą teologią" a co po prostu zwyczajem który nikt juz nie pamięta skad pochodzi. nie twierdzę że to bez sensu, ale wydaje mi sie że te zakulisowe rytuały są bardziej skomplikowane historycznie niż sie nam wydaje
przepraszam ze wtrącę ale dla mnie to troche abstrakcyjne te kabalistyczne odniesienia. mam pytanie bardziej przyziemne - czy w tradycjach słowiańskich też był ten podział na to co widzą wszyscy i to co robi kapłan czy kapłanka osobno?? bo czytam o rekonstrukcji słowiańskiej i nigdzie nie mogłam znaleźć opisu tego co dzieje sie przed np. paleniem Marzanny od strony samego celebransa
wlasnie tez mam pytanie w stylu Edytki. interesuję się runami i słyszałem ze Vikiing Age galdr - śpiewanie run - miał jakąś fazę przygotowawczą przed właściwym wykonaniem. ale źródeł nie moge znaleźć. czy ktos cos wie na ten temat?
no wiec pytalem - czy ktos byl PO TEJ DRUGIEJ SRTONIE i nie dostaje odpowiedzi. moze zle sformulowałem. chodzi mi o to czy ktos z was uczestniczył jako np. pomocnik, asystent kapłana, uczen, cokolwiek - i wdzial te zakulisowe przygotowania od srodka? bo cała ta dyskusja jest ok ale troche akademicka
to co Uniesława pisze o no jest swietne bo wlasnie daje mi do myslenia - moze ta zakulisowa warstwa jest tak wazna DLATEGO ze jej nikt nie widzi? ze ta nieobserwowanosc jest czescia jej mocy? w kabale jest cos takiego ze "ejn sof" - nieskonczonosc boga - jest z definicji niewidzialna i niepoznawalna i wlasnie to jest jej fundamentalny atrybut. moze te zakulisowe fazy rytualu naśladuja ta strukture
no nie, a ja mam pytannie troche z innej beczki bo czytam to wszystko od poczatku i zastanawiam sie - jak sie do tego maja runy? bo w tytule jest o zakulisowych obrzedach a temat sie pojawia i znika. czy praca z runami tez ma te zakulisowa warstwe? i jak ona wyglada u tych co pracuja z runami regularnie?
no proszę, oooh to jest taki ciekawy wattek! ja jestem jeszcze poczatkujaca wiec przepraszam jesli glupie pytanie, ale jak sie przygotowujecie DO tego stanu przed? znaczy wiem ze to brzmi srednio ale mam na mysli - czy sa jakies przedmioty ktore pomagaja w tej fazie zakulisowej, nie w samym rytuale tylko w tej fazie wejscia? kamien, talizman, cokolwiek? bo sama zastanawiam sie jak to robic
cholera, wchodzę tu z boku bo watek ciekawy. ta kwestia ile trwa faza przygotowawcza to moim zdaniem zalezy bardziej od osoby niz od tradycji. znam ludzi ktorzy w 5 minut sa gotowi i to jest autentyczne, i znam takich co robia 2 godziny ceremonii przygotowawczej i nadal sa gdzies myslami przy rachunkach do zaplacenia. czas nie jest tu wyznacznikiem
doczytuję ten watek juz od dawna i mam jedno krotkie pytanie ktore mnie nurtuje - czy ta zakulisowa faza moze sie zepsuc?? tzn. czy kapłan / osoba prowadzaca moze wejsc w rytual publiczny kiedy ta faza sie nie udała i co sie wtedy dzieje z calym rytuałem?
ciekawe czy to ma sens tu pisac ale ta dyskusja mi troche otworzyła oczy na cos - zawsze myslałem ze rytuał to jest ta widoczna część,to co sie robi publicznie. a tu sie okazuje ze to jest tylko wierzchołek. i zastanawiam sie czy to nie dotyczy wszystkiego - czy kazda powazna czynnosc nie ma tej warstwy zakulisowej ktora jest tak naprawde wazniejsza
