Chciałam napisać o tym od dłuższego czasu, bo temat jest w ezoteryce bardzo poważny, a na polskich forach jakoś go omijają albo sprowadzają do pikanterii. Księga Rozmnażania to nie jest jakiś jeden konkretny tekst - to zbiorcze określenie na tradycje, w których seksualność jest traktowana jako ścieżka do sacrum. Mam na myśli przede wszystkim leworęczną ścieżkę w tantrze, pewne nurty w taoizmie (szczególnie taoizm seksualny szkół takich jak Shangqing), ale też zachodnie tradycje jak Ordo Templi Orientis czy pewne wątki w gnozie. Zależy mi żeby porozmawiać o tym BEZ sensacyjności, bo to jest naprawdę głęboka tradycja, która ma swoje uzasadnienie teologiczne i filozoficzne. Czy ktoś tu ma jakieś doświadczenie z którymś z tych nurtów?
Dobre pytanie postawiłaś Dolo, tylko od razu powiem że to nie jest prosty temat i dużo tu nieporozumień narosło. W OTO na przykład rytuały seksualne to dopiero wyższe stopnie inicjacji, a i tam chodzi bardziej o trannssmisję enegii i transformację świadomości niz o sam akt fizyczny. Crowley pisał o Magick bez szczegółów dla szeokiej publiczności właśine dlatego, zeby nie bylo tego spłaszczenia. Tantra w ogóle w 90% to wcale nie praktyki seksualne co ludzie bardzo mylą. Ale wróćmy do sedna - co rozumiesz przez "Księgę Rozmnażania" jako termin? Bo nie spotkałem sie z tym jako ustalonym pojęciem w żadnej konkrtenej tradycji.
Taoizm seksualny to ciekawa sprawa bo tam przynajjmniej jest jakaś konkretna "fizjologia duchowa" za tym stojąca. 😀 Chodzi o pracę z jing, czyli energią esencji, i jej subliamcję do wyższych centrów. Ale szczerze - ile z tego co krąży w necie to oryginalne nauki, a ile to współczesne pomieszania z XIX wiecznym okultyzmem zachodnim?? Mam duże wątpliwości co do czystości tych przekazów.
No wlasnie, ta kwestia metafora-dosłowność jest kluczowa. W tantrze kaszmiryjskiej, konkretnie w tradycji kaula, to nie jest metafora - Abhinavagupta w Tantraloke pisze dość wprost o ritach z udziałem partnerki. Ale tez od razu zaznacza warunki: odpowiedni guru, inicjacja, właściwy kontekst. Bez tego to jest według niego po prostu seks a nie sadhana. mnie interesuje czemu zachodnie podejście zawsze to albo dosłownie traktuje albo całkowicie wypiera. Hindsi mają tu jakiś spokój i jasność której nam brakjue
ja tu troche z boku ale mam pytanie bo moze głupie - czy w tych tradycjach jest jakis odpowiednik tego co my dzisiaj nazwiemy "świadomą zggodą"? tzn. czy te teksty w ogule poruszają temat dobrowolności i partnerstwa czy to zakładano jako oczywiste? pytam bo to mi sie od razu nasuwa jak słyszę o rytualnym kontekście i hierarchii guru-uczeń. niech to zostanie jako luźna myśl
lecę przez ten watek i mam wrażenie że krążymy wokół czegoś ważnego. jest jakaś różnica między sakralną seksualnością jako doświadczeniem wewnętrznym, transformacją własnej energii, a jej aspektem rytualnym z udziałem drugiej osoby. te dwie rzeczy często są mieszane. w taoizmie na przykład masz praktyki solo - dla kobiet i mężczyzn osobno - które dotyczą właśnie sublimacji energii. to zupełnie inny kontekst niż rytuał z partnerem.
no nie wiem, trochę nie rozumiem po co w ogóle łączyć to z religią, jakby seks jest seksem, nie? szczerze pytam bo nie kwestionuję że ktos tak wierzy tylko nie widzę tej logiki. co takiego "duchowego" ma się dziać? jakiś fizjologiczny mechanizm czy to bardziej symbolika?
a co z praktyczną stroną? 😀 tzn. skad wiedziec ze sie robi to dobrze a nie po prostu... no wiecie. czy sa jakies oznaki ze energia faktycznie sie sublimuje czy to wszystko na wierze? bo czytałem troche o karezza i technikach zatrzymania i to brzmi jakby miało efekty ale trudno mi ocenić czy to fizjologia czy psychologia
zanim ktos odpowie Ezoterykowi - warto zaznaczyć ze karezza to tradycja z końca XIX wieku, Alice Bunker Stockham, i ma bardzo specyficzny kontekst chrześcijański co ciekawe. 🙂 to nie jest dokladnie to samo co tantra czy taoizm, choć powierzchowne podobieństwo jest. sama Stockham pisała o tym jako o dodze do uszlachetnienia relacji małżeńskiej i wyzwolenia kobiety z niekontrolowanej ciąży. bardzo ciekawy przykład jak "sakralna seksualność" może mieć kompletnie rozne uzasadnienia ideologiczzne w zależności od kontekstu. tak mi sie przynajmniej wydaje
kurcze, wchodzę w dyskusję troche z innej strony - we śnie symbolika erotyczna ma w prawie wszystkich tradycjach mistycznych znaczenie inicjacyjne. Proroctwa snów w Talmudzie, sny boga Serapisa w Egipcie, wizje mistyków chrześcijańskich jak Hildegarda z Bingen - wszędzie pojawia sie ten język zednoczenia, zaślubin duszy z Bogiem. Nie mówię ze to to samo co fizyczne praktyki ale ten sam archetype. czy ktos sie zastanawiał nad tym powiązaniem?
czytam tę dyskusję od początku i mam troche inny kąt - czy ktoś z was zetknął się z tym tematem nie przez teksty a przez praktykę? bo tu mówicie duzo o Abhinavagupcie i Kabale ale mnie bardziej interesuje jak to wygląda od środka dla kogoś kto zaczyna. pytam serio, bez ironii
dobra, tyle ze zacznę od tego co mnie tu uwiera bo czytam i coraz bardziej mnie to drażni - połowa tej dyskusji to cytowanie tekstów których nikt z was pewnie na oczy nie widział w oryginale. Tantraloka, Ewangelia Filipa, Hieros Gamos - to brzmi mądrze ale co z tego wynika praktycznie? mam wrażenie ze to akademicka układanka a nie rozmowa o duchowości
tytuł celowo jest prowokacyjny, tak, przyznam. 🙁 chodziło mi o to żeby zebrać pod jednym hasłem całą tę rozproszoną tradycję - od pieśni nad pieśniami przez kaulę po hermetyczne alegorię zaślubin. ale punkt Sylwerii jest uczciwy. może powinnam była napisać "seksualność jako droga" wprost. co do pytania Romci - jak to wygląda od środka to jest naprawde inne pytanie i właściwie ważniejsze
aha, właśnie to "od środka" jest dla mnie kluczem w całej tej rozmowie. bo można gadać o tekstach, hierarchiach, ryzyku nadużyć, historii - i to wszystko ważne. ale jest coś co doświadczenie energetyczne w kontekście bliskości ma w sobie specyficznego, czego żaden tekst nie opisuje dobrze. nie wiem jak inni ale ja pierwsze zetknięcie z tym wymiarem miałam zupełnie bez żadnej tradycji, bez guru, bez nazwy
no ale to jest problem bo jeśli niema żadnego kryterium rozróżnienia to jak w ogóle ćwiczyć cokolwiek? tzn ja czytałem o technikach oddechowych przy karezza i o zatrzymaniu, i tam są konkretne instrukcje, ale czy to "działa duchowo" czy tylko fizjologicznie - kto to ocenia?
to pytanie Ezoteryika jest naprawde ciekawe i uczciwe ale mam wrażenie ze zakłada ze "duchowe" i "fizjologiczne" to dwie rozne kolumny. W hermetyzmie - "jak na górze, tak na dole" - żadnej przepaści tu nie ma. ale zeby odpowiedzieć praktycznie: kryterium jest zmiana stanu świadomości i jej trwałość. Nie samo doznanie w trakcie ale to co zostaje. Czy inaczej myślisz, inaczej reagujesz czy zmienił sie twój stosunek do własnego ciała i do innych
lecę przez ten wątek i mam inne zastrzeżenie. mówicie o "zmianie stanu świadomości" jakby to był jednoznaczny marker czegos pozytywnego. ale zmiana stanu świadomości to też dysocjacja, to też trauma, to też efekt post-intensywnych doświadczeń emocjonalnych. skad pewność ze to co opisujecie jako "duchowe" nie jest po prostu efektem neurobiologicznym po silnym przeżyciu?
to jest ważne ostrzeżenie Kasjopei i chcę je podtrzymać. ale pytanie leci do niej - czy uważasz że ryzyko przekroczenia tej granicy dyskwalifikuje tradycje jako całość, czy raczej że trzeba narzędzi rozróżnienia? bo to są dwa różne wnioski
nie dyskwalifikuje tradycji. ale wymaga zdecydowanie większej ostrożności niż ta którą widzę w popularnych opisach tantrycznych kursów weekendowych. tradycja owszem ale z pełną świadomością ryzyka i z konkretnymi zabezpieczeniami. a tych zabezpieczeń w oryginalnych tekstach jest mało bo pisane były dla kogos kto latami chodził z guru, nie dla kogos kto przyszedł na warsztat w hotelu spa
to co piszecie o tej granicy między transformacją a traumą - to mnie zatrzymało. nigdy o tym tak nie myślałam. czy jest jakiś sposób żeby przed wejściem w cokolwiek podobnego sprawdzić czy się jest gotową? nie mówię o kursach w hotelach, ale nawet o samodzielnej pracy z tym tematem
powiem wprost bo widzę ze ten watek zaczyna robic się poradnią: gotowość do pracy z energią seksualną jako ścieżką duchową to nie jest kewstia samosprawdzenia przed lustrem. tradycje ktore brały to poważnie - i mówię o pełnej inicjacji tybetańskiej, nie hotlowym weekendzie - wymagały lat przygotowania, stabilnej praktyki medytacyjnej, i relacji z nauczycielem ktory zna praktykanta. nie dlatego ze chciały utrudniać dostęp, tylko dlatego ze wiedziały co sie moze wydarzyć gdy ktos nie jest gotowy
ale wróćmy do pytania Romci - ja bym ujął to inaczej niż gotowość. pytanie nie brzmi "czy jestem gotowy" tylko "czy mam zasoby na wypadek gdyby coś pozsło nie tak". tzn. czy masz kogos do kogo możesz zadzwonić, czy wiesz jak sie zatrzymać w trakcie jeśli cos czujesz co nie jest okej, czy znasz różnicę między dyskomfortem który jest częścią procesu a dyskomfortem ktory mowi "stój". to jest bardziej operacyjne niż pytanie o gotowość
cholera, to pytanie Romci jest chyba jedno z ważniejszych w całym tym wątku. i nie sądzę żeby była na nie jedna prosta odpowiedź. z mojej obserwacji - w snach ten sygnał "stój" ma inną jakość niz napięcie procesowe. jest bardziej jak ściana niz jak góra do przejścia. ale w praktykach na jawie - naprawde nie wiem czy sama bym umiała to odróżnić bez kogos z zewnątrz
no i tu jest sedno. te wszystkie tardycje miały jedno czego nam brakje - spolegliwość wspolnoty. tzn. nie byłes sam w tym, byl ktos kto widział co sie z toba dzieje z zewnatrz. teraz masz youtube i ebooka i siedzisz sam w pokoju i niby "praktykujesz". to nie jest to samo, sorry
chcę tu wrócić do pytania Romci bo jest w nim coś co zostało bez odpowiedzi. pytała o samodzielną pracę z tematem - nie o kursy, nie o nauczyciela. i myślę że to jest oddzielna ścieżka. czy ktoś ma doświadczenie z samodzielną pracą z energią seksualną jako praktyką duchową i może powiedzieć co mu dało narzędzia, a co okazało się pułapką?
mam to doświadczenie i powiem szczerze: samodzielna praca z tym tematem może być wartościowa jesli zaczyna się od bardzo prostych rzeczy - obserwacja oddechu, ciała, własnych wzorców reagowania w kontekście intymności. bez żadnych technik "zaawansowanych". te pierwsze warstwy dają już bardzo dużo i nie niosą ryzyka. dopiero gdy są stabilne można iść dalej. i nawet wtedy - wolno
o kurcze,czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie które pewnie będzie brzmiało naiwnie. mówicie o ryzyku i wspólnocie i nauczycielu - ale czy te praktyki w ogóle są dla osób które nie są w związku? bo wszystko o czym mówicie zdaje sie zakładać że jest partner. a co jesli ktoś jest sam?
