Ostatnio wpadła mi w ręce Księga Zakalenicy - zbiór opisów praktyk czarownic z różnych regionów Słowiańszczyzny, głównie z terenów Podlasia i Mazowsza. Jedna rzecz mnie w tym uderzyła mocno, że większość rytuałów ma bardzo ścisłe wymogi czasowe. Nie chodzi tylko o fazę księżyca, bo to oczywiste. Chodzi o godzinę, dzień tygodnia, porę roku, czasem nawet o konkretną minutę przed wschodem słońca. Autorka podaje, że czarownice wiedziały, kiedy "czas jest cienki" - czyli kiedy granica między tym światem a tamtym jest słabsza. Ktoś tu coś o tym słyszał? Skąd w ogóle brały tę wiedzę?
Ta Księga Zakalenicy to mało znana pozycja, w Polsce chyba niedoceniana. Ale to pytanie o czas jest kluczowe i nie tylko dla słowiańskich czarownic. W każdej tradycji magicznej czas ma strukturę jakościową, nie tylko ilościową. To znaczy że nie każda chwila jest równoważna. Niektóre momenty mają "gęstość" sprzyjającą określonym działaniom, inne sa neutralne albo wręcz szkodliwe. W tej konkretnej księdze - która o ile wiem opiera sie na zapisach etnograficznych z przełomu XIX i XX wieku - ten "cienki czas" to dosłowne tłumaczenie terminu używanego przez wiejskie znachory. Pytanie jest jednak takie: czy to przekonanie wynikało z obserwacji, z tradycji przekazywanej ustnie, czy z czegoś głębszego?
No ale chwilę, bo to można tłumaczyć prościej. Ludzie zawsze szukali wyjaśnień dla tego co sie wokół nich dzieje. Burze, choroby, urodzaj albo nieurodzaj. Jak coś dobrego sie wydarzyło po rytuale w pełnię, to zapamiętywali "pełnia działa". Jak nie, to mówili że źle wykonali albo zły dzień wybrali. Taki mechanizm potwierdzania własnych przekonań, nie? Nie mówię że ta Zakalenicy to bzdura w całości, bo nie czytałem, ale ta synchronizacja różnych kultur może być właśnie wynikiem tego że wszystkie kultury są podobnie zbudowane poznawczo.
Zostawcie na chwilę tę dyskusję o tym czy działa czy nie bo to jałowe bez danych. Mnie bardziej interesuje klasyfikacja tych "cienkich czasów" w samej księdze. Czy autorka podaje jakiś system? Bo w runach nordyckich mamy na przykład pojęcie wyróżnionych momentów przejścia związanych z przesileniami. W tradycji słowiańskiej to podobno były przede wszystkim: świt, południe, zmierzch i północ, plus pewne daty w cyklu rocznym. Czy Zakalenicy to potwierdza czy ma coś oryginalnego?
Właśnie to mnie w tej księdze najbardziej przyciąga, że te godziny graniczne nie są przypadkowe. Świt i zmierzch to momenty gdy dwa porządki istnienia nakładają się na siebie. Słońce nie jest ani tu ani tam. To przestrzeń niepewności i właśnie w tej niepewności łatwiej przesunąć cokolwiek. Rytuały miłosne wykonywane o świcie mają zupełnie inną jakość niż w środku dnia, to czuję fizycznie, nie tylko wiem teoretycznie.
Czytam to z wypiekami bo właśnie szukam czegos o starej słowiańskiej magii. Chciałam zapytać - czy ta Zakalenicy jest dostępna po polsku i gdzie mozna kupić? Bo jeśli zawiera opisy konkretnych rytuałów z tymi wymaganiami czasowymi, to chętnie bym sama sprawdziła jak to wygląda. Szczególnie te miłosne interesują mnie, przepraszam że tak wprost 🙂 Czy ktos wie czy autorka opisuje też konkretne zioła i przedmioty które były używane?
Przepraszam że się wtrącę bo nie znam tej księdzy ale mam pytanie morze głupie... te czarownice ze Słowiańszczyzny to były osoby które same z siebie miały jakis dar i stąd wiedziały kiedy jest ten dobry czas czy każda kobieta ze wsi mogła się tego nauczyć? Bo to zmienia chyba sens tego o czym mówicie, nie?
Faza księżyca w kontekście tej dyskusji to akurat element, który da się opisać systemowo. Nów - czas początków i zaklinania nowych spraw. Przybywanie - czas wzmacniania. Pełnia - szczyt mocy, rytuały wymagające maksymalnej energii. Ubywanie - czas odpędzania, uwalniania, kończenia. To nie jest specyficznie słowiańskie, to struktura obecna w astrologii, tarota, tradycji hermetycznej. Interesujące że Zakalenicy - jeśli dobrze rozumiem z tego wątku - wpisuje się w ten sam schemat. To albo dowód na jakąś wspólną prawdę, albo na to ze ludzie na całym świecie opisują tę samą obserwację naturalną.
Czytam to wszystko i mam takie wrażenie, że gdzieś umyka nam jeden wymiar tej sprawy. Nawet jeśli przyjmiemy że to "tylko" obserwacja empiryczna przełożona na język symboliczny, to sama struktura rytuału czas naznaczonego ma swoją wartość. Kiedy wiesz że działasz w odpowiednim momencie, twoja intencja jest inna. Skupienie inne. Wiara inna. I to też wpływa na efekt. Zakalenicy - czy ktoś wie czy autorka w ogóle zahacza o tę psychologiczną stronę? Czy traktuje to czysto opisowo?
OK powiem wprost bo inaczej umrzemy w tych ogólnikach. Czytałem fragmenty tej Zakalenicy dostępne w sieci i jest tam kilka rzeczy które budzą moje wątpliwości co do rzetelności. Autorka cytuje "źródła ustne" ale nie podaje nazw miejscowości ani dat zebrania materiału. Dla pozycji która ma być dokumentacją etnograficzną to dość poważne braki. Czy osoba która ma pełne wydanie może potwierdzić ze w środku jest aparat naukowy, bibliografia, cokolwiek? Bo na razie nie mam pewności czy to dokument historyczny czy ładnie napisana fikcja. trochę zgaduję, przyznaję
Czytam od początku i jedno mi nie daje spokoju. Zakładamy że te czarownice wiedziały co robią i że ich system czasowy działał. Ale nigdzie nie ma w tym wątku pytania: co się stało gdy ktoś wykonał rytuał o złej porze? Czy Zakalenicy opisuje też konsekwencje złego czasu? Bo to chyba ważniejsze niż sam przepis.
Analogia tarot a rytualny czas słowiańskich czarownic jest trochę naciągana. Tarot to sposób koncentracji uwagi i to ma swoje psychologiczne wytłumaczenie. A tu mówimy o twardych regułach: o tej porze działa, o innej nie. To są dwie różne kategorie. Nie mieszajmy.
no ale "co działało" to jest najsłabszy możliwy dowód bez grupy kontrolnej. cos się wydarzyło po rytuale - ok. ale czy wydarzyłoby się bez rytuału? i co z tymi co powiedzieli że im nie wyszło? ich nie zapisano w księdze? selekcja potwierdzającego przekazu to klasyczny błąd poznawczy i tu nie robię złośliwości, po prostu tak to działa
matko, właśnie, to jest jak gotowanie. 🙂 nikt nie robi eksperymentu ze dodaje sól i nie dodaje zeby sprawdzić czy robi różnicę. wiesz ze robi, bo tak ci przekazała babcia i prababcia. i to działa. morze nie zawsze w stu procentach ale na tyle zeby to przekazywać dalej. ale to tylko moje zdanie
mam pytanie może trochę z boku ale zastanawiam sie - te czarownice to przekazywaly sobie tą wiedzę o czasach w ramach rodziny czy szerzej? bo to by wpływało na to czy ten system był spójny w całej słowiańszczyźnie czy każda wioska miała swój własny kalendarz rytualny. i czy Zakalenicy to w ogóle porusza?
matko, o to wlasnie mi chodziło gdy zaczełam czytać ten watek! bo skoro nie ma jednego systemu to jak ktoś dzisiaj chce pracować tą tradycją to się opiera na... no na czym właściwie?? na jednej księdze? na kilku? na własnym odczuciu? bo mnie sie wydaje ze to musi byc troche jak skłądanie obrazka bez pudłeka po którym widać co ma byc. tak mi się przynajmniej wydaje
przeczytałam cały watek i mam wrażenie że ta dyskusja o czasie to tak naprawde pytanie o to czy my mamy jakiś wpływ na to co robimy rytualnie czy zawsze jesteśmy zależni od zewnętrznych czynników. 😀 bo jak wszystko zależy od fazy księżyca i pory dnia i dnia tygodnia to gdzie jest ta sprawcza moc czarownicy?? ona tylko czeka na odpowiedni moment? to jakaś bierność. moge sie mylić
oj, a nikt nie pomyslal o tym ze moze ta ksiega sama w sobie jest troche jak ten rytualny czas? znaczy, czytasz ją i nagle zaczynasz inaczej patrzeć na pory dnia. mnie sie to przytrafiło, obudziłam sie pare razy o świcie i zamiast sie denrwować ze nie sypiam to po prostu... sieddziałam przy oknie i cos sie z tym robiło samo. ciężko powiedzieć czy to z ksiązki czy z tej dyskusji ale cos sie zmieniło 🙂
Gabrysieńka, tak, jest to wyjasnione, choc nie w sposób który zadowoliłby Zenka. Autorka pisze że pewne pory to momenty "cienkości" - kiedy granica między tym co widzialne a niewidzialne jest cieńsza. Świt i zmierzch to progi, nie czas. Nie dzień ani noc, tylko przejście. I wlasnie w przejściu można działać inaczej niż w pełni jednego albo drugiego. Nów to otwarcie cyklu, więc działania inicjujące. Pełnia to szczyt energii, działania które mają dać natychmiastowy efekt. To nie jest arbitralne, to jest logika cyklu. tak to widzę
ok ale "logika cyklu" brzmi ładnie dopóki nie zapytasz co się dzieje jak masz pilną sprawę a nów jest za dwa tygodnie. czy czarownica czekała? bo jeśli tak to ta tradycja jest dość... nieelastyczna dla codziennych potrzeb. a jeśli nie czekała to znaczy że te reguły czasowe są jednak zaleceniami a nie warunkami koniecznymi.
