Zaczęłam ostatnio drążyć temat, który mnie kompletnie wciągnął - mianowicie chodzi o to, że w bardzo wielu tradycjach magicznych i religijnych same dźwięki, sylaby albo całe słowa mają w sobie realną moc sprawczą. Nie chodzi tylko o znaczenie słów, ale dosłownie o ich brzmienie, o wibrację. W hinduizmie mamy mantrę OM, która podobno jest dźwiękiem stworzenia. W kabale każda litera hebrajska to nie tylko znak ale nośnik boskiej energii. W tradycji egipskiej słowa wypowiadane przez kapłanów podczas rytuałów miały materializować rzeczywistość. W germańskiej magii runicznej samo głośne wyśpiewywanie nazw run (galdr) to była technika magiczna. I tu jest to co mnie najbardziej kręci - czy to przypadek że we wszystkich tych tradycjach niezależnie od siebie wyszło podobne przekonanie?? Że dźwięk buduje, dźwięk niszczy, dźwięk przywołuje? Co wy na to, znacie inne przykłady z innych tradycji?
O tak, temat rzeka! W numerologii dźwięki i litery mają przypisane wartości liczbowe a to bynajmniej nie oderwane od magii słów - wręcz przeciwnie, to część tego samego systemu. Ale co mnie uderza w tym co piszesz - to że różne kultury doszły do podobnych wniosków bez kontaktu ze sobą. W taoizmie też jest coś podobnego, są dźwięki powiązane z organami ciała i porami roku. Pięć dźwięków uzdrawiających, to się do tej pory używa w qigongu. Czy ktos może wie więcej o tym taoistycznym podejściu? Bo ja znam to tylko powierzchownie.
No właśnie, bo ja się zajmowałem dość długo czakrami i każda czakra ma swój dźwięk, swoją bijadzę jak to mówią. I wcale nie jest to takie proste jak się wydaje bo nie chodzi o to żebyś po prostu powiedział LAM albo VAM na głos i już. Liczy się rezonans, czyli dźwięk musi trafić w właściwą częstotliwość. Zrobiłem kiedyś eksperyment, śpiewałem te bij przez godzinę co wieczór przez miesiąc i powiem wam że zmiany w energii czuć było realnie. Oczywiście ktoś mi powie że to autosugestia ale ja wiem co czułem.
Iga, dziękuję że to powiedziałaś bo mnie też kabała w tym kontekście bardzo ciekawi. czytałam gdzieś że Sefer Jecira to jest traktat właśnie o tym jak litery hebrajskie budują rzeczywistość. Każda litera to inna wibracja i inna siła. Ale ciekawe czy to dobrze rozumiem, bo to jest strasznie skomplikowane. Ktoś zna się lepiej na kabale żeby wyjaśnić?
Sefer Jecira, tak, to chyba najbardziej dosłowny zapis tej idei. 22 litery hebrajskie dzielą sie na kategorie, trzy litery matki, siedem podwójnych i dwanaście prostych, i każda odpowiada innej sferze rzeczywistości, żywiołom, planetom, częściom ciała. Ale ważna jest jedna rzecz której wiele osób nie łapie od razu: to nie jest tak że samo wypowiedzenie słowa działa automatycznie. W tradycji kabalistycznej kluczowe jest kawwana, czyli intencja, skupienie, kierunek woli. Bez tego litery są martwe. To jest wspólne prawie ze wszystkimi tradycjami w których dźwięk ma moc - sama fonacja to nie wszystko
To jest świetne pytanie. Bo ja ostatnio czytałam o afrykańskich tradycjach griotów, tych śpiewakach-kronikarzach, i tam jest przekonanie że słowo wypowiedziane na głos ma moc tworzenia i niszczenia. Nommo się to chyba nazywa u Dogonów. Mowa jest siłą życiową. Ale nie tylko recytacja starych słów, właśnie tworzenie nowych nazw, nadawanie imion, to miało ogromną wagę rytualną. Nadanie złego imienia mogło kogoś skrzywdzić.
oj, od paru stron to czytam i jestem trochę zagubiona, przepraszam. Czy to znaczy że jak mówię jakieś słowo to ono ma moc bez względu na to czy ja o tym wiem? Bo to by znaczyło że każda rozmowa jest w jakimś sensie magiczna, a to jest trochę przerażające. Albo... nie wiem, może dobrze rozumiem?
No i właśnie te szeptunki to jest coś co mnie od lat fascynuje bo to nie były przekazy pisane, to szło z ust do ust. Babka uczyła wnuczkę. I te formuły były niezmienne, bo zmiana jednego słowa niszczyła całość. To nie jest tak że możesz sobie parafrazować - konkretne słowo, konkretna melodia, konkretna pora. Ktoś tu mówił że Koran to samo i myślę że to jest dobry trop, bo w obu przypadkach przekaz ustny był ważniejszy niż pisany.
a jak te szeptunki wyglądały? Jak można się ich nauczyć? Gdzieś można znaleźć zapisane?
no ale gdzies muszą być chociaż przykłady, nie wiem, w jakichś starych księgach albo na internecie. wrócę do tego jak coś jeszcze znajdę
no proszę ale skoro intencja jest tak ważna to dlaczego w ogóle potrzebne są konkretne słowa albo dźwięki? :)) Nie wystarczyłoby się bardzo mocno skupić na tym czego chcesz, bez żadnych formuł? Szczerze pytam bo to mi nie daje spokoju w całej tej dyskusji.
Iga, no i tu jest właśnie clou. Bo ja uważam że jedno i drugie, ale to drugie wynika z pierwszego. Jeśli dźwięk zmienia coś w człowieku, a człowiek jest częścią rzeczywistości, to zmiana w człowieku jest zmianą w rzeczywistości. Nie widzę tu ostrej granicy. Ale rozumiem że to dla sceptycznych brzmi jak filozoficzne cwaniactwo. sama nie wiem do końca
Nie cwaniactwo,tylko bardzo pojemna definicja która niczego nie wyklucza. Jeśli wszystko co dzieje sie w człowieku to zmiana w rzezywistości to w zasadzie każde słowo jest magiczne i każde dziłaanie jest rytuałem. Ale wtedy te pojęcia tracą sens bo nie odróżniają niczego od niczego. Magia musi byc specyficzzna zeby cokolwiek znaczyć.
