no nie, zaczęłam ostatnio wertować stare grimuary i natrafiłam na coś co mnie totalnie wciągnęło - mianowicie rytuały przywracania życia. Nie mówię tu o filmowch zombie ani o tanim horrore, tylko o konkretnych tradycjach magicznych które traktowały to całkiem serio. W Księdze Wznowienia, jeśli ktoś zetknął sie z tym terminem, chodzi generalnie o zbiory praktyk nekromantycznych które krążyły po różnych kręgach okultystycznych. Ale zanim zajdziemy za daleko, chciałam zapytać, czy ktoś w ogóle orientuje sie w tym temcie? Bo widzę, że zwykle rozmawiamy o kontakcie z duchami, ale rzadko o czymś tak radykalnym jak próba fizycznego odwrócenia śmierci.
Temat wrażliwy i nie bez powodu rzadko poruszany. Tradycje które dotykały tej granicy, zazwyczaj otaczały je ścisłymi warunkami wtajemniczenia, bo rozróżnienie między przywróceniem a zniewoleniem duszy jest cienkie jak włos. Pytanie jest fundamentalne: czy mówimy o przywróceniu kogoś, kto jeszcze nie skończył swojej drogi, czy o wymuszeniu powrotu wbrew woli samej duszy?
O, nareszcie cos konkretnego! Zawsze mnie ten temat krecil ale wszędzie gdzie szukałem były tylko ogólniki albo fikcja. Czy mozna gdzies dostac te grimuary? Rozumiem ze sa stare ale moze sa jakies tłumaczenia? Słyszałem ze Klucz Salomona cos tam wspomina o tego typu praktykach?
Szczerze?? Trochę sceptycznie podchodzę do całego framing'u "przywracania do życia". W słowiańskiej tradycji mamy pojęcie nawii i tego co dotyczy umarłych - ale tam nigdy nie chodziło o odwrócenie śmierci jako takiej. Wręcz przeciwnie, wszelkie rytuały, ktore pilnowały granicy między światem żywych a umarłych, miały na celu właśnie jej utrzymanie, nie naruszanie. Dziad, Zaduszki - to kontakt, szaunek, nakarmienie duchów, ale nie zapraszanie ich z powrotem do ciał. tak czuję, chodź trudno to uzasadnić
I tu właśnie jest sedno problemu etycznego, o którym powinna być mowa od pierwszego posta. W każdej tradycji, w której pracuję lub którą znam dostatecznie dobrze, naruszenie naturalnego cyklu śmierci jest traktowane jako poważne przekroczenie. Nie dlatego że "tak jest napisane", ale dlatego że wymaga albo zgody samej duszy, albo jej całkowitego pominięcia. A to drugie to juz nie jest magia przywrócenia, to jest coś innego. Ktoś ma w ogóle pomysł, w jakiej tradycji ta granica była najwyraźniej zaznaczona?
a co z tradycja voodo? tam chyba tez jest cos o zombie i przywracaniu? to sie jakoś łączy z tym o czym mówicie czy to zupełnie inna bajka
nie rozumiem jednej rzeczy, tłumaczcie mi bo jestem laik w tym temacie - jeśli dusza po smierci gdzies odpływa, to zeby ją "przywrócić" trzeba by ją z powrotem przyciągnąć, tak? i pytam o to bo zastanawiam sie czy to jest w ogule możliwe bez jej zgody. bo jak czytam tu od jakiegoś czasu o tych rytuałach to mam wrażenie ze nikt nie pyta samej zainteresowanej strony
No wlasnie, i tu wchodzą czakry bo jak dusza opuszcza ciało, czakra korony zamyka sie jako ostatnia - przynajmniej tak to rozumiem - więc teoretycznie okno czasowe kiedy mozna by "przytrzymać" duszę zanim w pełni odejdzie jest bardzo krótkie. 😀 W niektórych tradycjach tybetańskich jest podobno kilka dni takiego stanu przejściowego. To może stad biorą sie opisy skutecznych rytuualow, ze trafiały w ten czas?
Czytam tę dyskusję i mam mieszane uczucia. Z jednej strony to na prawdę grząski teren bo nie bez powodu we wszystkich prawie tradycjach są ostrzeżenia przed ingerowaniem w ten obszar. Z drugiej - jest mi ciekawe czy gdzies na forum była już rozmowa o tym jak praktycznie wygląda etyczna granica w magii pracy z umarłymi. Bo to jest szersze pytanie niż tylko "Księga Wznowienia". Mam na myśli kontakt z duchami, prowadzenie, praca z przodkami - gdzie zaczyna sie nadużycie?
A mi sie skojarzyło z pewnym wątkiem który kiedyś czytałam o necromancie w średniowiecznej Europie - tam były bardzo konkretne opisy że żeby "przywołać" nie tylko ducha ale całość,trzeba było działać w ciągu trzech dni od śmierci, w określonej fazie księżyca i z użyciem przedmiotów należących do zmarłego. I to brzmiało jak system, nie jak przypadkowe praktyki. Ktoś wie coś o tym trójdniowym oknie? Bo to się powtarza w różnych tradycjach chyba.
Mnie ta kwestia metafory contra dosłowność naprawdę siedzi w głowie bo czytałam kiedyś że w tradycji różokrzyżowców "śmierć i wskrzeszenie" były centralnym motywem inicjacji,bardzo podobnie jak u masonów te stopnie wtajemniczenia. i tam też to nigdy nie miało być dosłowne. ale skoro wszyscy wiedzieli że to symbol, to po co otaczano to taką tajemnicą?? co tak właściwie chronili?
okej ale jak już mówimy o inicjacji, to chcę się upewnić że dobrze rozumiem bo trochę zgubiłam wątek - w takim razie te wszystkie teksty o "przywracaniu" ktore cytowaliście wczesniej, to one traktują o inicjacji duchowej, a nie o fizycznym wskrzeszeniu? bo jeśli tak to rozumiem czemu to jest tak tajemnicze, ale trochę żałuję że to nie jest cos bardziej... no nie wiem, konkretnego?
