Chciałem otworzyć temat, który od dawna mi siedzi w głowie i jakoś nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca. Chodzi o cos, co w różnych tradycjach bywa nazywane różnie - w Indiach to mantra-shastra, w środkowoazjatyckiej tradycji szamańskiej mówi się o "słowach mocy", w Europie średniowiecznej krążyły pod nazwą incantatio lub carmen, a w tradycji słowiańskiej znamy to jako zamówienia i szeptuchy. Ale tu nie chodzi tylko o same słowa - chodzi o mechanizm, o to jak formuła dźwiękowa oddziałuje na świadomość osoby, która jej słucha lub ją wypowiada. Mam od lat notatki na ten temat i zastanawiam się, czy ktoś jeszcze bada to porównawczo - czyli nie tylko "mam zaklęcie na miłość z babcinej książki", ale właśnie tę warstwę działania na umysł, na percepcję, na wolę. Hinduska tradycja mówi wprost o shakti słowa, o tym ze dźwięk ma własną energię niezależną od znaczenia. Tybetańczycy w Bon i w buddyzmie tantry traktują pewne sylaby jako bezpośrednie emanacje rzeczywistości, nie jako "symbol". Arabska tradycja ilm al-huruf, nauka o literach, też idzie w tym kierunku. Czy ktoś z was śledził te ślady? I co ważne - czy mapa szlaków energetycznych (o której kilka razy wspominano przy innych tematach) ma tu jakiś związek? Bo ja coraz bardziej myślę że tak. zostawiam temat otwarty
Ten temat to coś, na co czekałam. Właśnie to rozgraniczenie - słowo jako symbol a słowo jako nośnik energii - jest kluczowe i większość ludzi tego nie widzi. W tradycji wedyjskiej nie bez powodu uważano, że mantra działa nawet jeśli recytujący nie zna sanskrytu. Bo tu nie chodzi o intelektualne rozumienie, tylko o drganie. Ale to co mnie bardziej interesuje w tym co napisałeś to właśnie ta mapa szlaków. Bo kiedy pracuję z klientkami i używam określonych słów przy czytaniu kart, zauważam że reakcja jest różna w zależności od tego jak siedzą, gdzie mają napięcia w ciele. Jakby dźwięk trafiał w różne punkty. To może być zbieżność, ale zbyt często powtarzana żeby ją zignorować.
Kwestia szlaków energetycznych w połączeniu z dźwiękiem to temat na który jest już sporo materiału w literaturze o nadii - te subtelne kanały w ciele wedyjskim. W nadi teoria jest taka ze dźwięk podróżuje nie przez uszy tylko przez ciało jako całość, a konkretne sylaby aktywują konkretne kanały. To troche tłumaczy dlaczego przy mantrach medytacyjnych czuć wibrację w klatce piersiowej albo w głowie, nie tylko w uszach. Ale coś mnie ciśnie do Pustelnika - kiedy piszesz o "działaniu na umysł słuchacza" to masz na myśli coś co dzieje się bez wiedzy i zgody tej osoby? Bo to by wprowadzało poważne pytania etyczne, nie tylko duchowe.
okej to ja moze głupie pytanie ale co to znaczy ze dźwięk "podróżuje przez ciało jako całość"?? przez skórę? przez kości? bo słyszałem o terapii dźwiękiem misami tybetańskimi i tam niby wibracje wchodzą przez ciało ale to chyba po prostu fizyka a nie magia albo to jest to samo?
Czytam ten watek z wypiekami i mam wrażenie że to się łączy z tym co praktykuję w afirmacjach! Bo przecież afirmacja to też formuła słowna powtarzana w określony sposób i naprawdę zmienia myślenie. Czy to nie jest właśnie ta sama zasada tylko nowoczesna wersja? Tzn. chce zapytać - czy te starożytne tradycje o których tu mówicie widzą afirmację jako "słabszą wersję" mantry, czy to zupełnie inny mechanizm?
Dobrze,wracam do map bo rzeczywiście to jest serce tematu. W różnych tradycjach istnieje cos co możnaby nazwać geografią subtelnego ciała - sieć kanałów przez które krąży to co Hindusi nazywają prana, Chińczycy qi, nordycka tradycja nie ma jednego słowa ale mead of poetry, miód poezji Odyna, jest ciekawą metaforą substancji krążącej. Teraz kluczowe: te szlaki nie są random. Mają punkty węzłowe i mają punkty wejścia. Teoria - obecna zarówno w tantrze jak i w pewnych gałęziach sufizmu - mówi że formuła dźwiękowa o odpowiedniej częstotliwości i strukturze trafia w konkretny punkt wejścia i stamtąd podróżuje szlakiem do centrum. To jest właśnie mechanizm działania. Mapa szlaków to nie metafora - to instrukcja obsługi. Problem w tym że w każdej tradycji ta mapa wygląda trochę inaczej, co albo oznacza że każda tradycja odkryła ten sam system pod innym kątem, albo że każda stworzyła własny system i każdy działa bo umysł nadaje mu strukturę. Jedno z tych wyjaśnień jest mniej wygodne dla ludzi którzy lubią myśleć że odkryli obiektywną prawdę.
No i wlasnie tu mamy problem który ktoś powinien głośno powiedziec. Jeśli każda tradycja rysuje te "szlaki" inaczej, to albo jedna ma rację a reszta się myli, albo wszystkie są metaforą i żaden nie jest dosłownym opisem ciała. Nie wiem dlaczego to drugie wyjście jest zawsze odrzucane w tych rozmowach. Metafora nie znaczy "fałsz", metafora może być bardzo użyteczna ale to inna rozmowa niż "formuła działa energetycznie na szlak".
a poczekajcie bo sie zgubiłem trochę, te formuły z tytułu tematu mają działać przez te szlaki? znaczy ktos wypowiada slowa i to idzie przez cialo tymi kanalami? bo to brzmi juz nparawde skomplikowanie i chciałbym zrozumiec jak to jest rozumiane w tych tradycjach dosłownie
czytam od dłuższego czasu i mam takie moze naiwne pytanie - czy ktoś próbował jakieś z tych formuł zapisać albo porównac? znaczy czy istnieja jakies konkretne przykłady tych "szeptów" które działają na umysł słuchacza bo cały czas rozmawiacie o zasadzie działania a mnie ciekawi czy jest jakis konkretny przykład ktury można sprawdzic
To może głupie pytanie ale, czy to znaczy że te formuły można usłyszeć przez nagranie i tez działają? Bo jeśli chodzi o żywy głos to rozumiem, ale jakby wejść w youtube i puścić sobie jakieś mantry to jest to samo co u Czesławy na sali? Serio pytam bo widzę różne filmiki i nie wiem czy to ma sens czy to tylko dobra muzyka w tle
Kryształy które odpowiadają na nagranie to chyba jednak fizyka a nie magia - kwarcyt jest piezoelektryczny i faktycznie reaguje na dźwięk mechanicznie. To nie jest dowód na energetyczne szlaki, to jest podstawowa mineralogja 🙂 Nie złośliwie, po prostu warto rozróżniać co jest czym.
Poczekajcie chwilę. To że dwie tradycje używają metafory "wnikania w ciało" nie znaczy że opisują ten sam mechanizm. Języki poetyckie i religioznawcze bardzo często używają podobnych obrazów bo mamy jedno ciało i ograniczony zestaw metafor do opisu wewnętrznych stanów. To moze być zbieżność językowa a nie dowód na istnienie wspólnej siatki energetycznej.
to znaczy że te babcine szeptania nad chorym dzieckiem to była taka celowana magia? bo moja babcia też tak robiła, coś szeptała nad głową i robiła jakieś ruchy rękami, i zawsze myślałam że to tylko taki zwyczaj, nie że to ma jakiś głębszy sens...
matko, to wydmuchnięcie na końcu to jest klasyczny element zamawiań - "wyprowadzenie" słowa albo "pieczętowanie". 😉 Spotykam to w różnych opisach polskich zamawiań. Czoło i brzuch to dwa główne obszary pracy w tej tradycji - głowa i środek ciała. Zupełnie niezależnie od wedyjskiego podziału na czakry, prawda? A jednak podobne obszary.
Hej, rozumiem że to wzruszające i fajne odkrywać rodzinne tradycje, ale chcę powiedzieć jedną rzecz. To ze babcia pracowała przy głowie i brzuchu mogło wynikać z tego że to są obszary gdzie chore dzieci najczęściej mają objawy - gorączka idzie do głowy, bóle brzucha to klasyka. To morze być obserwacja medyczna a nie mapa energetyczna. Nie twierdzę ze babcia nie miała racji, tylko ze przyczyna może być inna.
Jeszcze raz o pytania o te szlaki i formuły - mnie ciekawi coś innego. Czy te mapy energetyczne mają jakieś "punkty węzłowe", gdzie formuła działa mocniej? Bo w akupunkturze są konkretne punkty, w czakrach konkretne centra - a czy przy zamawianiach też były takie szczególne miejsca na ciele gdzie szept miał trafiać?
O właśnie! Mnie to bardzo do czegoś odsyła - w afirmacjach też się mówi o "wdmuchiwaniu intencji" w słowo zanim je wypowiesz, ale nie wiedziałam że to może mieć takie stare korzenie. Czy to znaczy że te wszystkie techniki afirmacyjne z samymi głębokie oddechem przed wypowiedzeniem słów to jest echo tych starszych praktyk? Albo przypadek?
ojejku, to jest ciekawy spór i myślę że obie macie trochę racji. 🙂 Pani która mnie uczyła mówiła że tchnięcie ma dwa znaczenia jednocześnie - jedno fizyczne, że dosłownie przenosisz ciepło i wilgoć na chorego (co jest zresztą zbliżone do tego co robią uzdrowiciele dotykowi), i drugie, że "zamykasz bramę" żeby słowo nie uciekło zanim zrobi swoje. Dlatego robi się to na końcu, nigdy na początku. To wydaje mi się dość precyzyjnym systemem, niekoniecznie tym samym co oddech przed afirmacją.
aha, ta metafora z ziarnem bardzo mi pasuje do tego co czytałam o bija-mantrach w tradycji tantrycznej. bija to dosłownie "nasiono" i idea jest taka że mantra zasiewa coś co potem samo wyrasta według własnej logiki. może to jest podobny model - nie droga którą cos idzie, ale punkt startu z którego cos wyrasta? to by tłumaczyło czemu nie ma mapy szlaków, tylko mapa punktów
zagadam do Pustelnika w związku z tymi źródłami - czy Moszyński albo Luda Michajłowa piszą coś konkretnego o tym jak zamawiający wiedzieli w który punkt uderzać przy konkretnej chorobie? tzn czy był jakiś klucz: choroba X - punkt Y, czy raczej to była wiedza przekazywana ustnie i niepisana? bo jeśli to drugie to mamy problem z odtworzeniem bo możemy mieć punkty ale nie wiedzieć które do czego. głupio by bylo gdybym się mylił
