Chciałam porusyzć coś, co od dawna mnie zastanawia, bo gdzies o tym czytałam ale nigdzie nie mogłam znaleźć porządnej dyskusji. Chodzi o ofiary, składanki, wota - wszystko to co tradycje politeistyczne robiły żeby nawiązać kontakt z bóstwami albo przodkami. Nie chodzi mi o krwawe ofiary w stylu azteckim, bo to za duże uproszczenie. Bardziej interesuje mnie ta strona energetyczna - co tak naprawdę następuje gdy składamy darowiznę bóstwu? Czy to jest wymiana energii, zapłata, prośba? Greckie thysia, słowiańskie trebia, nordycki blót, indyjska puja - każda z tych tradycji ma coś innego do powiedzenia na ten temat. Mam wraenie że wszędzie jest jakiś wspólny mianownik ale nie umiem go do końca opisać. Co wy o tym myślicie?
No to zacznijmy od tego że termin "wymiana energii" jest dość nowoczesnym nalotem na cos co w oryginalnych tradycjach działało zupelnie inaczej. w starogreckim kontekście thysia to byl akt komunikacji - dym unosił sie do bogów, bogwie dostawali część. Nikt tam nie gadał o enegii, tylko o konkretnym protokole. Zresztą jesli czzytasz starsze źródła to widać ze Grecy mieli bardzo transakcyjne podejście: daję żebyś dał. Do ut des. Żadnej mistyki, żaden nie konntemplował przepływu kosmicznej energii przy zarzynaniu wołu.
Ale czy to na prawdę wyklucza jedno drugie? 🙂 Mnie się wydaje że forma rytuału i jego głębszy wymiar to dwie różne warstwy. Kapłan w świątyni mógł odprawiać mechanicznie, a ktoś inny w tej samej świątyni przeżywał coś zupełnie autentycznego. tak samo może być z ofiarą - protokół jest protokołem ale co jeśli przez ten protokół rzeczywiście coś przepływało, niezależnie od tego jak to nazywano?
Ja to widzę tak - w blócie nordyckim jest cos co mnie uderza kiedy o tym czytam. Krew była rozlewana na ołtarz i po świątyni, spryskiwano nią uczestników. To nie jest tylko symbolika, to jest jakis bardzo konkretny akt powiązania z mocami. Rune-pracujacy wiedzą dobrze że krew to nośnik - ma ładunek którego nie mają inne ofiary. Nie mówię że to dobra praktyka dzisiaj, ale funkcjonalnie to był bardzo silny nośnik intencji. Coś w tym było, nie sądzę żeby stare ludy robiły to bez powodu. być moze przesadzam
U mnie w rodzinie była tradycja zostawiania jedzenia przy grobach, nie na cmentarzu ale przy domu - taki kącik który babcia miała zawsze. trudno mi ocenić czy to czysto słowiańskie ale jakoś przetrwało. I zawsze miałam poczucie że to nie jest jednostronne - że coś wraca. Nie umiem tego opisać lepiej. Nie "energia" w nowym-ejdzowym sensie, po prostu jakis kontakt.
aha, właśnie to jest mój problem z całą dyskusją o ofiarach - jak rozdzielić autentyczny kontakt od projekcji? Mamy tendencję do interpretowania zdarzeń jako odpowiedzi na nasze działania rytualne. Złożyłam ofiarę, tydzień później cos się udało - i już widzimy związek. To niekoniecznie jest dowód że system działa.
Czytam wasz wątek od rana i mam takie pytanie bo moze głupie ale nie wiem gdzie indziej zapytać - czy te ofiary to musi byc coś materialnego?? Bo ja gdzies czytałem że w niektórych tradycjach śpiew, taniec, poświęcony czas, to też jest ofiara. I to mnie bardziej pociąga szczerze mówiac bo nie bardzo wiem jak podejść do tych materialnych, zwłaszcza ze nie jestem osadzony w żadnej konkretnej tradycji.
no, agni to ciekawy przypadek bo to jeden z niewielu bogów który jest dosłownie obecny w rytuale, nie tylko wzywany. Ale żeby nie odpływać od tematu - zawracam do blótu i ofiar krwi, chciałem jeszcze dodać że w źródłach nordyckich jest rozróżnienie między blótem a holmgangiem, czyli ofiarą bojową. Intencja i kontekst były kluczowe. Nie każde zabicie zwierzęcia bylo sakralnym aktem.
Ale czy dyfuzja kulturowa i wspólny archetyp naprawdę się wykluczają? 🙂 Bo mi się wydaje że można twierdzić że jest jakis głębszy poziom na którym pewne doświadczenia są po prostu ludzkie - i właśnie dlatego ogień działa jako symbol. Nie dlatego że ktoś komuś powiedział, tylko dlatego że sam ogień coś w nas uruchamia. Odbijam z powrotem do tematu ofiar - czy ta "ludzka" odpowiedź na ogień oznacza że ofiara przez spalenie ma jakąś szczególną skuteczność?
ojej ta dyskusja o ogniu mnie troche zgubiła ale mam wrazenie ze to ważne. Chciałem zapytac bo nie za bardzo rozumiem - jak sie składa ofiarę przez spalenie to co zostaje?? Popiół? I co sie z nim robi potem? Wyrzuca, zakopuje, zostawia? Bo nigdzie o tym nie czytałem a to wydaje sie ważne
O popiele to słyszałam coś podobnego w kontekście ognisk kupałowych u nas - popiół z takiego ogniska chronił, sypało sie go na próg albo wokół zagrody. Wiec moze jednak ta polska tradycja tez gdzies to zachowała, tylko nie zawsze wiemy skąd pochozi. Zastanawiam się czy to co babcia robiła przy grobach tez miało ten sam rdzen - dawanie czegoś żeby cos wróciło.
No ale wiecie co, ja mam wrażenie że ta dyskusja o autentyczności trochę mija sie z celem. Mnie bardziej interesuje czy DZIAŁA a nie czy jest stare. Składam ofiary przy moich praktykach i nie zastanawiam się czy to słowiańskie czy wedyjskie. Forma jest moim własnym językiem, intencja jest prawdziwa. I tyle.
hm, to jest naprawde ważny spór. synkretyzm był zawsze, to prawda. Ale jest różnica midezy synkretyzmem który wyrasta z głębokiego zrozumienia dwóch tradycji a "zbieraniem tego co mi sie podoba". To drugie nie jest złe samo w sobie, ale lepiej wiedzieć co się robi. W kontekście ofiar mnie interesuje jeszcze jedna rzecz - czy ofiara moze byc "nieważna" albo "źle złożona"? Czy tradycje mają kategorie nieudanej ofiary?
Ojej to mnie teraz trochę przeraża - czyli można złożyć ofiarę "nie tam gdzie trzeba"?? I co wtedy? Pyta ktos serio kto dopiero zaczyna i chciałby spróbować ale teraz sie boi 🙂
Wracając na chwilę do Zorzy bo mam wrażenie że nie dostała pełnej odpowiedzi - w praktyce runicznych i germańskich tradycji relacja z bóstwem zaczyna się zanim złożysz ofiarę, to prawda, ale nie musi to być lata pracy. Może być zwykłe przedstawienie się, zaproszenie, pierwsze mniejsze gesty. Jak każda relacja zaczynacie od czegoś małego. Ofiarowanie miodu, wody, słów wypowiedzianych na głos. To nie jest od razu wielki rytuał.
patrzcie, a ja mam takie głupie pytanie moze - jak sie składa ofiarę jedzeniową, tak zwykłą, no nie spalana, to ile długo stoi?? Znaczy czy ona "wchłania" te ofiarę przez tydzien czy przez noc i potem mozna wyrzucić? Pytam bo mi sie wydaje ze zostawianie jedzenia tygodniami to niezyt mądre praktycznie a nie wiem czy jest jakiś rytuał zakończenia
no i tu mamy piękny przykład że system jest ważny bo inaczej siedzisz i patrzysz na talerz z jabłkiem i nie wiesz kiedy możesz go zabrać 😀 Ale serio - mam wrażenie że to jest jeden z tych momentów gdzie intuicja naprawdę działa. Jak czujesz że "zostało przyjęte" to zostało. Nie potrzebujesz zegarka.
a moze właśnie brak takiego kodeksu to jest cecha charakterystyczna słowiańskiej praktyki, a nie luka w źródłach? Tzn. moze u Słowian to było bardziej osobiste, nieformalne, domowe - każdy wiedział z obserwacji co to znaczy, nie potrzeba było kasty kapłańskiej żeby to interpretować. Moja babcia miała takie powiedzenia o zwierzętach przy jedzeniu i nigdy by tego nie nazwała rytuałem, a jednak. w każdym razie tak mi to wygląda
to jest troche logika "skoro coś jest stare to musi być autentyczne",nie? Spójność między przekazami moze świadczyć o wspólnym pochodzeniu ale równie dobrze o tym ze podobne warunki życia generują podobne przekonania niezależnie od ciągłości. wróbel wlatuje do okna = ktos umrze to jest motyw ktory znajdziesz dosłownie wszędzie bez żadnego wspólnego prardzenia. Nie mówię ze Moszyński nie jest wartościowy, mówię ze wnioskowanie o rytuałach ofiarniczych z przesłanek folklorystycznych to śliski grunt
