Chciałam otworzyć temat, który od dawna krąży mi po głowie, a jakoś rzadko trafia na tego typu fora. Mianowicie: czystość rytualna i tabu w tradycjach niepiśmiennych, czyli tam, gdzie nie ma żadnej "Księgi Przepisów" spisanej raz na zawsze. Jak to działa, kiedy cała wiedza żyje w przekazie ustnym i pamięci starszych? W kulturach aborygeńskich Australii, u ludów Ameryki Północnej, w tradycjach afrykańskich czy syberyjskich - wszędzie pojawia się jakis system zakazów i nakazów, który musi być zachowany przed kontaktem z sacrum. Co ciekawe, te zasady często pokrywają się mimo braku jakiegokolwiek kontaktu miedzy tymi kulturami. post przed rytuałem, zakaz kontaktu z osobami w żałobie, oczyszczenie wodą albo dymem, tabu menstruacyjne w wielu tradycjach. Mnie szczególnie interesuje to, czy ktos z was ma doświadczenie z jakąkolwiek żywą tradycją w tym temacie, albo chociażby czytał coś konkretnego. Bo teorie to jedno, ale jak to wygląda w praktyce?
Oj, to jest temat rzeka! Ja się tym interesuję głównie od strony czakr i energetyki ciała, i muszę powiedzieć, że jak zaczęłam głębiej kopać w różne tradycje, to rzeczywiście te pokrywające się wzorce są zdumiewające. Mam taką książkę o szamanizmie syberyjskim i tam jest cały rozdział o tym, jak szaman przed wejściem w trans musi przez kilka dni nie jeść mięsa, nie współżyć, nie dotykać zwłok ani nic co z nimi związane. To nie jest napisane w żadnej "księdze" tylko przekazywane przez mistrza uczniowi. Ale chciałam zapytać - czy myślisz, że te zasady działają tylko w kontekście danej kultury? Bo mnie interesuje czy można je aplikować do własnej praktyki, no bo skoro energia jest energią...
Ciekawa dyskusja. Mnie zastanawia jedno - jak w tradycjach niepiśmiennych pilnuje się żeby zasady nie zmieniły się z pokolenia na pokolenie? Przekaz ustny siłą rzeczy ulega zniekształceniom. Skąd pewność że to co robi szaman teraz to jest "oryginalna" praktyka?
Niech no wrócę do głównego wątku bo robi sie trochę za duzo o menstruacji a temat jest szerszy. 😉 Mnie interesuje kwestia tabu dotyczącego jedzenia przed rytuałem. To jest absolutnie universalne, pojawia się dosłownie wszędzie. Post przed kontaktem z sacrum. Pytanie: czy te zasady mają jakiś wspólny korzeń czy to jest cos co ludzie odkrywają niezależnie w różnych miejscach? bo podobieństwo jest naprawdę uderzające.
Patrzcie,byłem kiedyś na warsztatach z pewnym człowiekiem ktory długo uczył sie u rdzennych mieszkańców Alaski i on opowiadał cos co mi bardzo zostało w głowie. mianowicie ze tam zasady czystości rytualnej nie sa traktowane jako "przepisy do wykonania" tylko jako naturalny stan który sie przywraca. Tzn. normalny człowiek w codziennym życiu jest "zanieczyszczony" w sensie rytualnym przez sam fakt funkcjonowania w świecie - jedzenie, kontakty z ludźmi w różych stanach, kłótnie, śmierć w okolicy itd. Rytuał oczyszczenia przed ceremonią to nie jest kara ani ograniczenie, to po prostu powrót do neutralnego stanu z którego możesz nawiązać kontakt z tym co nie-ludzkie. Jak reset systemu przed ważną operacją. Zupełnie inne podejście niz nasze "zakaz tego i tamtego".
Ale te zasady to nie sa chba universalne do konca?? Bo slyszalam ze sa kultury gdzie akurat stan po kontakcie ze smiercia DAJE moc rytualana a nie ja odbiera. Jakis afrykanski kult chyba. Nie pamietam dokladnie wiec moze sie myle ale mi sie tak wydaje.
Mam pytanie może troche z innej strony - czy w takich tradycjach niepiśmiennych te zasady dotyczą tylko rytualisty (szamana, kapłana) czy tez wszystkich uczestników? bo jak wyobrażam sobie ceremonię np. u rdzennych Amerykanów, to czy cała wspólnota musiała się przygotowywać czy tylko ten kto prowadzi?
Mnie to całe oczyszczenie przed rytuałem bardzo interesuje od strony praktycznej. Bo jak wy to robicie?? Tzn. nie chodzi mi o jakąś konkretną tradycję tylko o wasze własne praktyki. Bo sie przymierzam do cięższych rytuałów i czytałam duzo o przygotowaniu ale każde źródło mówi trochę co inneego i nie wiem za bardzo jak to połączyć
Wchodzę do dyskusji bo właśnie to czytam z wypiekami. Ale mam takie spostrzeżenie - we wszystkich tych tradycjach jest też ten element społeczny, że naruszenie tabu nie dotyka tylko samego naruszającego ale całą wspólnotę. I to jest chyba fundamentalna różnica z tym jak my na zachodzie myślimy o duchowości - u nas to jest prywatna sprawa, a tam to jest kwestia zbiorowej odpowiedzialności. Myślę że to tłumaczy dlaczego te systemy były tak konsekwentnie przestrzegane bez żadnej spisanej księgi - presja społeczna była wystarczającą sankcją.
ale właśnie tu jest ciekawe pytanie - skoro ta nieczystość przenosi się bez wiedzy ludzi, to skąd wiedzą kiedy coś poszło nie tak? Czy jest jakaś forma diagnozy, że "rytuał był skażony"? Bo rozumiem że efekty mogą być złe, ale jak odróżnić zły rytuał od np. po prostu złego okresu dla danej sprawy?
okej ale to brzmi trochę jak sytuacja bez wyjścia dla zwykłego członka wspólnoty? Szaman może stwierdzić że to twoja wina i co,bronisz się? czy jest jakiś odpowiednik odwołania albo drugiej opinii? Pytam bo mam wrażenie że taki system mógłby być łatwo nadużywany.
no właśnie, i tu wychodzi ta pragmatyczna strona tych tradycji którą troche pomijamy w dyskusji. Te tabu to nie tylko metafizyka, to tez system porządku społecznego. post przed rytuałem jednoczy grupę, zakaz kontaktu z obcymi przed ceremonią chroni tożsamość grupy, zakaz pewnych pokarmów wyróżnia "naszych" od "tamtych". Czy to przypadek że te zasady akurat takie sa?
hej, wracam bo nikt mi nie odpowiedział na pytanie praktyczne i ciągle mnie to gryzie 🙂 czy na prawdę uważacie ze nie ma żadnych wspólnych zasad przygotowania które działają niezależnie od tradycji?? Rozumiem argument ze każda ma swoją logikę, ale jakiś przekrój tych systemów chyba wskazuje na pewne stałe elementy? post jest wzedzie, woda jest wszedzie, cisza przed rytuałem jest prawie wszedzie. to tylko taka moja intuicja
a co jesli ktos nie ma dostępu do żadnej tradycji i chce robic cos poważniejszego? To znaczy czy taka osoba jest z góry skazana na niepowodzenie? Pytam bo nie wszystcy maja szanse uczyc sie od kogoś,czasem tylko ksiazki i internet
no ale wiekszosc z nas i tak nie ma dostępu do żywej tradycji i jakoś musimy sobie z tym radzić, nie? Ciekawe jest dla mnie to czy te tradycje niepiśmienne miały jakiś mechanizm przyjęcia kogoś z zewnątrz, żeby się nauczył. Czy to zawsze było tylko dla swoich?
hm, a to ciekawe, tzn. że samo prygotowanie do nauki tradycji jest jak długie tabu? Przez kilka lat nie wolno ci pewnych rzeczy, w tym wypadku wiedzy, i dopiero po tym czasie stajesz się "czysty" zeby ją przyjąć? Nigdy tak nie patrzyłem na inicjację.
hmm, a czy ktos wie jak wyglądało to z tabu żałobnym w tych tradycjach niepiśmiennych? Bo rozumiem zakazy przed rytuałem ale słyszałem że w wielu kulturach osoba po śmierci kogoś bliskiego jest jakby nieczystą przez określony czas i nie moze uczestniczyć w pewnych obrzędach. To chyba też jest forma tabu rytulanego?
ojej, to jest niesamowite właśnie bo to znaczy ze nieczystość rytualna to nie kara ani wina, tylko jakis stan który po prostu się ma i który trzeba przeprocesować. 🙂 Zupełnie inaczej niż w grzechu w rozumieniu chrześcijańskim na przykład. To zmienia jak o tym myślę
