Chciałam poruszyć temat, który od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie. Chodzi o tak zwaną Księgę Pamiętania, czyli technikę odzyskiwania pamięci minionych wcieleń jako ścieżkę do osiągnięcia - to znaczy do pełni duchowej, wyzwolenia, call it what you will. W różnych tradycjach to się różnie nazywa: w buddyzmie mamy jatismara, w hinduizime smriti, gnostycy mówili o anamnesis, czyli dosłownie od-pamiętaniu. Ale w każdej z tych dróg chodzi o to samo - ze dusza niesie ze sobą zapisy, i ze uświadomienie sobie tych zapisów coś w człowieku zmienia, odblokuje. Mnie interesuje przede wszystkim czy ktoś z was pracuje z tą metodą i co z tego wyciąga. bo to nie jest prosta medytacja wizualizacyjna, tu sa pułapki, o których mało kto mówi otwarcie.
No to ciekawy temat. Sam troche siedziałem przy tym przez jakis czas - głównie przez medytację regresywną, bo nie miałem dostępu do żadnego dobrego prowadzącego. I włanśie te pułapki mnie interesują bo cos czułem ze cos jest nie tak ale nie wiedziałem jak to nazwac. Możesz rozwinąc o co konkretnie chodzi?
Muszę powiedziec że ten temat wymaga oddzielenia kilku rzeczy,bo inaczej zaraz będziemy mieszać jabłka z gruszkami. Jedno to doktryna reinkarnacji jako taka i to jak rozne tradycje ją opisują, drugie to konkretna praktyka odzyskiwania pamięci, a trzecie to kwestia - co zrobimy z tą pamięcią. Bo można ją odzyskać i nic z niej nie wyciągnąć, albo co gorzej - przykleić się do niej jak do nowej tożsamości. I tu właśnie widzę największe ryzyko.
jejku, a czy aby to nie tak że część tradycji w ogóle odradza grzebanie w poprzednich wcieleniach? Bo gdzies czytałam że w buddyzmie therawada to nie jest cel praktyki, tylko ewentualny efekt uboczny medytacji. Że skupianie się na tym jest właśnie przeszkodą a nie drogą?
Przyznam szczerze ze mam mieszane uczucia do całego tematu regresji i pamięci wcieleń. Nie dlatego że nie wierzę w reinkarnację, bo akurat wierzę. Ale większość tego co ludzie "pamiętają" w sesjach regresji to jest albo produkcja własnej wyobraźni albo coś co pryzswoili z filmów i książek. I to zupełnie nie złośliwość z mojej strony - psychologia to dobrze opisuje, mamy nawet nazwę na to: kryptomnezja. Piszę o tym bo zanim zaczniemy gadać o technikach to wypada powiedziec głośno, że weryfikacja jest praktycznie niemożliwa. chyba za długo o tym mysle
No właśnie to jest ciekawy punkt, bo efekt terapeutyczny nie dowodzi że coś jest historycznie prawdziwe. To samo można osiągnąć przez pracę z archetypami albo z wyobraźnią aktywną w sensie jungowskim. Pytanie czy to ma znaczenie czy nie. Dla mnie ma, bo jeśli ktoś "przypomina sobie" że byl w poprzednim życiu kimś wielkim i buduje na tym swoją obecną tożsamość, to jest problem niezależnie od tego czy to prawda czy nie.
odezwę się z boku ale mam pytanie troche z boku - a co to znaczy "Księga Pamiętania" w tytule? to jakaś konkretna technika czy metafora?
ja się zastanawiam czy da sie to robić samemu bez żadnego przewodnika? bo słyszałam że to morze byc niebezpieczne ale nie wiem dlaczego dokladnie
a jak ta ochrona energetyczna wygląda w praktyce przy takiej pracy? bo kojarzę ze słyszałam o jakichś kręgach ochronnych i wizualizacjach ale nie wiem czy to jest to samo czy coś innego
Kręgi ochronne to jeden sposob ale moim zdaniem to troche za mała skala jak juz mówimy o pracy z wcieleniami. Chodzi raczej o stabilny punkt obserwatora, żebyś nie wchodziła w to co widzisz tylko żebyś to oglądała. To jest ta zasada którą tez stosuje się w medytacji vipassana, nie chodzi o to zeby nie czuć, chodzi o to zeby wiedzieć ze ty jesteś tym ktory obserwuje, a nie tym co jest obserwowane. Jak tego nie ma to emocje z tych "wspomnień" wchodzą w ciebie jak własne i nie wiesz skad
ale wlasnie coś mnie ciśnie do Stasia - jak to zdanie "wiem ze obserwuję" sie wypracowuje? 🙂 bo to brzmi prosto ale chyba nie jest
ojej czytam to z otwartą buzią bo nigdy nie myślaałam ze regresja do poprzednich wcieleń to aż tak poważna sprawa. myślałam ze to takie trochę jak horoskop, powiesz mi kim byłam i tyle 🙂 a tu wychodzi ze to jest cała ścieżka z przygotowaniem i wszystkim
no i właśnie to mnie uderzyło jak zaczęłam czytać tę rozmowę. bo ja nawet nie wiedziałam ze istnieje jakaś różnica miedzy "sesją u kogos" a samodzielną długotrwałą praktyką. to tak jakby porównać wizytę u kosmetyczki do nauki makijażu od podstaw, upraszczając oczywiscie 🙂 chyba długo szłam w złym kierunku szukając informacji
a co do wątku ochrony - czy to wogóle jest kwestia wyłącznie energetyczna, bo mnie bardziej interesuje psychologiczny aspekt? tzn. co się dzieje jak ktoś wyciągnie podczas takiej pracy jakąś bardzo ciężką emocję z przeszłości (nieważne czy "poprzedniego wcielenia" czy własnej pamięci) i nie umie jej przetworzyć? to chyba realne ryzyko niezaleznie od tego w co się wierzy
