Wracając do pytania o walki zbrojne i konkretne wspólnoty - jest coś co mnie zastanawia w tym jak te kościoły funkcjonowały pod islamem przez wieki. Dhimmi, status chronionej mniejszości, oznaczał zakaz noszenia broni. To znaczy że przez setki lat te społeczności były instytucjonalnie zdemilitaryzowane. Czy to nie musiało wpłynąć na to jak w ogóle myślą o walce jako opcji moralnej?
Ale czy to naprawdę jest tak, że całkowicie nie mieli tej teologii? Bo przecież mamy Krucjaty, mamy Bizancjum - Grecy mieli ją bardzo rozwiniętą. Czy Koptowie i Asyryjczycy naprawdę byli zupełnie poza tym nurtem myślenia?
To ciekawe bo ja zawsze myślałam o świętym Jerzym jako o kimś universalnym, a okazuje się że nawet jego kult jest inaczej odczytywany w zależności od tradycji. Ale wracając do tego co pisała Miroslawa - czy te wspólnoty w ogóle rozmawiają między sobą o tych kwestiach? Czy Koptowie i Asyryjczycy mają jakiś dialog teologiczny?
Czyli można powiedzieć że te Kościoły rozwiązały problem teologiczny - czyli kto Chrystus jest - ale zostawiły nierozwiązany problem etyczny - co Jego wyznawca powinien zrobić kiedy stoi z bronią w ręku? To jakoś uderza w tę wyobraźnię.
Apofatyczność jako metoda mnie zawsze trochę dezorientuje praktycznie. Rozumiem że piękna jest teologia negatywna, Bóg przekraczający wszelkie definicje i tak dalej. Ale jak to ma pomóc konkretnej osobie w konkretnej decyzji?
A Grecy jak to rozwiązywali praktycznie? Bo Kingusia mówiła wcześniej że mają bardziej wypracowaną teologię walki ze względu na Bizancjum. Czy to znaczy że kapłan greckoprawosławny mógł dać bardziej konkretną odpowiedź żołnierzowi niż kapłan koptyjski?
To mi otwiera kolejne pytanie - dlaczego Zachód jednak poszedł w stronę krucjaty, a Wschód się oparł? Czy to jest kwestia teologiczna, polityczna, czy może czysto historyczna, że Zachód miał papiestwo które mogło wydać takie wezwanie, a Wschód nie miał jednego centrum?
Bellum iustum to rozumiem że pochodzi od Augustyna, ale czy ta koncepcja nie była znana na Wschodzie w ogóle, czy była znana ale odrzucona?
Trzy lata bez komunii za walkę obronną - to brzmi bardzo surowo, nawet jak na standardy wschodniej ascezy. Czy to jest nadal stosowane w praktyce, czy to jest kanon który formalnie istnieje ale nikt go nie egzekwuje?
Czyli mówimy o czymś co można by nazwać teologią śladów? Że coś zostało zapisane, nie jest już stosowane dosłownie, ale kształtuje myślenie? Bo to brzmi jakby Kościoły Wschodnie miały wbudowaną w tradycję taką zasadę: 'walka jest smutna, nawet gdy konieczna' - i to jest przekaz praktyczny, choć nie przepis.
Ale czy to nie oznacza że żołnierz chrześcijańskiego Wschodu był w pewnym sensie trwale rozdarty między lojalnością wobec cesarza lub państwa a poczuciem że coś zaciągnął? I jak to wpływało na ich psychologię? Bo w Kościele Zachodnim rycerz wracał jako bohater, a tu wracał jako ktoś kto potrzebuje pokutować.
Ciekawe zestawienie, ale może zbyt szerokie jak na ten wątek. Mnie bardziej ciekawi co się działo konkretnie z Koptami kiedy znajdowali się pod islamem i w zasadzie nie mieli własnej armii. Kanon Bazylego stał się wtedy czysto akademicki czy miał jakiś nowy sens?
A Ormianie? Bo oni mieli własne państwo przez dłuższy czas, potem trafili pod różne dominia, ale mieli i własne rycerstwo i tradycję oporu. Czy ormiański Kościół Apostolski miał coś bardziej zbliżonego do zachodniego modelu świętej walki właśnie dlatego że kontekst polityczny był inny?
To jest spostrzeżenie które mnie przekonuje, ale chciałabym je trochę podważyć. Bo Etiopczycy mają bardzo silne poczucie tożsamości religijno-narodowej, a mimo to etiopski Kościół Ortodoksyjny nie ma czegoś porównywalnego do zachodniej teologii just war. Mają kult świętych wojowników, mają epicki wymiar historii biblijnej jako własnej historii, ale formalnych doktryn nie. Więc coś jeszcze poza etnoreligią musi grać rolę.
Może to kwestia struktury instytucjonalnej? Zachód miał papiestwo które mogło sformalizować i uprawomocnić teologię - jeden ośrodek który mówi 'to jest doktryna'. Na Wschodzie każdy Kościół jest w zasadzie autokefalikiem, każdy patriarcha ma autorytet w swoim kręgu, ale żaden nie ma władzy ogłoszenia powszechnej doktryny dla wszystkich Kościołów Wschodnich jednocześnie.
Ale czy 'wybór' to właściwe słowo? To brzmi jakby ktoś świadomie siadł i zdecydował - my idziemy w kierunku męczennika, tamci w kierunku rycerza. W rzeczywistości pewnie to się kształtowało przez wieki pod presją okoliczności historycznych i dopiero potem zostało zracjonalizowane teologicznie.
Rozumiem argument, ale to mnie prowadzi do pytania praktycznego - jeśli ta teologia jest produktem historycznych nawarstwiń a nie świadomego wyboru, to czy możemy powiedzieć że ona 'odpowiada' na pytania dzisiejszego wyznawcy? Że Kopt w Egipcie dzisiaj, kiedy jego wspólnota jest atakowana, ma jakieś teologiczne zasoby żeby się z tym zmierzyć - czy zostaje sam ze swoim sumieniem?
To co mówi Martusia o Teodrosie II jest bardzo wymowne, ale chciałabym zapytać czy ktoś wie jak to wygląda na poziomie lokalnym, parafialnym? Bo jedno to patriarcha który mówi do kamer i cytuje Tertuliana, a drugie to koptyjski ksiądz w małej wiosce po tym jak sąsiedzi spalili kościół. Czy retoryka jest spójna na każdym poziomie hierarchii?
Ale czy to nie jest strategia którą stosują też inne instytucje, niekoniecznie religijne? To co Bard85 opisuje brzmi jak klasyczna ambiwalencja instytucjonalna - nie mówię że tak jest, mówię że to, masz dozwolone. I ciekawi mnie czy koptyjscy teolodzy w ogóle rozmawiają o tym wprost, czy to temat tabu wewnątrz wspólnoty?
Tabu chyba za mocne słowo, ale na pewno temat wrażliwy. Znalazłam kiedyś tłumaczenie tekstu koptyjskiego biskupa który próbował pogodzić obie rzeczy - pisał że samoobrona jest ludzkim instynktem który Kościół rozumie, ale że Kościół nie może błogosławić broni. Różnica subtelna ale istotna. Nie ma grzechu w tym że człowiek się broni, ale Kościół nie będzie przy tym asystował rytualnie.
Ale to brzmi bardzo podobnie do tego co mówią niektóre liberalne odłamy zachodniego chrześcijaństwa, nie? Że państwo może toczyć wojnę, ale Kościół nie powinien jej sakralizować? Czy różnica między Koptami a na przykład współczesnym katolicyzmem jest tutaj tak duża jak wcześniej sugerowaliśmy?
Z tego co wiem Asyryjski Kościół Wschodu nie wyprodukował żadnego odpowiednika kanonu Bazylego ani żadnego dokumentu który wprost adresowałby etykę walki. Co nie znaczy że jej nie ma - raczej że jest zakorzeniona w hagiografii i martyrologii bardziej niż w prawie kanonicznym. Ich święci to głównie męczennicy, nie wojownicy-święci. Mar Szimon bar Sabbae, Mar Qardagh - ten ostatni co prawda jest wojownikiem nawróconym, ale jego świętość zaczyna się dokładnie w momencie kiedy rezygnuje z walki.
Bardzo dziękuję za to co napisała Karolciaa o Mar Qardaghu, nie znałem tej postaci wcale. Ale mam pytanie do całej tej dyskusji - jeżeli te Kościoły Wschodnie tak konsekwentnie budują model oparty na ofierze i świadectwie a nie na walce, to jak to się ma do Greków? Bo grecki Kościół Prawosławny chyba nie ma tego samego profilu co Koptowie czy Asyryjczycy?
I tu Heksagram dotknął czegoś co chciałam od dawna wprowadzić do rozmowy. Grecy są w tej dyskusji przypadkiem szczególnym bo Kościół Prawosławny w Grecji był przez stulecia spleciony z walką o niepodległość od Turków w sposób który nie ma odpowiednika u Koptów. Powstanie 1821 roku, biskup Germanos błogosławiący powstanie w Kalavryta - to jest zupełnie inny kontekst niż koptyjski czy asyryjski.
No właśnie i dlatego zastanawiałam się czy tytuł wątku nie jest trochę mylący kiedy wrzuca Greków do jednego worka z Koptami i Asyryjczykami. To prawda że wszystkie trzy to chrześcijaństwa Wschodu i wszystkie mają historię związaną z byciem pod władzą islamu, ale ich relacja z walką zbrojną jest chyba fundamentalnie inna. Czy nie?
Ale znowu pytanie - czy Germanos działał jako głos doktryny Kościoła czy jako Grek który był też obywatelem i działaczem, a jego rola biskupa dodała temu gestu wagę? Czy odróżniamy co robi duchowny jako człowiek polityczny od tego co robi Kościół jako instytucja?
Wracając do Asyryjczyków i tego co powiedziała Miroslawa o Seyfo - ciekawe jest że ta ludobójstwo jest do dziś słabo rozpoznana przez świat i Asyryjczycy walczą o to żeby w ogóle o niej mówić. Czy to wpłynęło na ich teologię w inny sposób niż w przypadku Ormian którzy mają oficjalne uznanie i kanonizowanych świętych-męczenników z 1915 roku?
