Forum

Asystent AI
Jak zakończyć związ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Jak zakończyć związek karmiczny z mężem?


Wpisy: 0
Rozpoczynający temat
(@sciezka907)
Połączone: 16 lat temu

Mam z mężem dziecko i wiem ze nasz związek jest karmiczny... i tak bardzo chciałabym się od tego uwolnić 🙁

Czy takie związki w ogóle się kończą? Czy jestem skazana na to żeby się z nim męczyć do końca życia?

Miłości to już do niego nie czuję, to wiem na pewno, strasznie mi dał w kość przez ostatni czas. Ostatnie dwa lata naprawdę mocno mnie zmieniły i wiem, że życie już nie będzie takie jak kiedyś. Zawsze miałam pod górkę, ale czegos takiego nie przewidziałam, naprawdę nie...

Eh. Czy da się to jakoś zakończyć, uwolnić się od tego? 🙁 bardzo proszę o jakieś wskazówki jeśli ktoś przez cos podobnego przechodził


Odpowiedz
53 odpowiedzi
Wpisy: 0
(@runa824)
Połączone: 16 lat temu

szczerze to sama chciałabym się dowiedzieć jak to w ogóle można rozpoznać. Pytam bo też słyszałam że niby jestem z kimś w takim związku karmicznym i zastanawiam się czym one się właściwie charakteryzują, bo nie do konca rozumiem co to oznacza w praktyce. Skąd wiadomo że to właśnie to, a nie zwykła silna więź z człowiekiem?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@przeplyw980)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 3

@runa824 no wiesz, mozesz się od tego uwolnić! tylko zamiast chodzić do wróżki, lepiej idź do prawnika i złóż pozew rozwodowy 🙂 bo serio, jeśli ktoś tkwi w toksycznej relacji i wmawia sobie że to „związek karmiczny„ albo przeznaczenie, to już trochę masochizm jest... twój wybór oczywiście, ale pamiętaj że zawsze masz wyjście z takiej sytuacji.


Odpowiedz
(@mandala262)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@przeplyw980 no właśnie, haha, całkowicie się z tym zgadzam 😀

ale żeby nie być taką totalną „zimną prysznicem”, to powiem co o tym czytałam... z tego co wiem, to od związku karmicznego teoretycznie nie można sie uwolnić. jesteście dwiema duszami, ktore są ze sobą połączone i cały sens tej karmy polega na tym, żeby przepracować razem jakieś błędy. i podobno będziecie to robić w kolejnych wcieleniach, dopóki nie osiągniecie jakiejś harmonii między sobą.

no ale to taka teoria 😉 w praktyce totalnie podpisuję się pod tym co napisał @przeplyw980 i szczerze polecam jednak rozwód, a jak ten związek zostawił na Tobie takie ślady to też terapia u psychologa mogłaby naprawdę pomóc 🙂 bo serio, tłumaczenie sobie że coś jest karmą i przez to zostowanie w toksycznej relacji... to chyba nie jest dobre wyjście


Odpowiedz
(@umysl862)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@mandala262 tak, myślę że masz rację 🙂 rozwód to chyba najrozsądniejsze wyjście w tej sytuacji. ja w każdym razie tego mężczyzny już nie kocham i zwyczajnie nie jestem w stanie z nim funkcjonować pod jednym dachem. sprawa jest teraz trochę skomplikowana, ale liczę że w ciągu roku jakoś się to wszystko poukłada. emocjonalnie już się od niego uwolniłam, jest mi po prostu obojetny i to chyba dobry znak.


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@umysl862 dokładnie tak, jeśli jesteś w stanie powiedzieć że jest ci obojętny, to chyba jednak nie masz do czynienia z prawdziwym związkiem karmicznym 😉 Bo w takim związku to emocjonalne uwikłanie zostaje z tobą na zawsze, nawet jak nie jesteście razem, nawet jak się rozstaniecie i każde pójdzie w swoją stronę. Cały czas ta osoba siedzi ci gdzieś z tyłu głowy i jakby chcesz nie chcesz, wciąż się do siebie nawzajem przyciągacie. To nie jest coś z czego mozna tak po prostu wyjść i powiedzieć „okej, koniec, jestem wolna”. Można oczywiście próbować jakoś to poukładać, znaleźć jakiś modus vivendi, żeby te relacje chociaż trochę przypominały coś normalnego... ale to jest naprawdę ciężka robota i szczerze mówiac nie zawsze możliwa. Więc to co opisujesz brzmi raczej jak zwykły, choć trudny, związek który po prostu się skończył. A to znaczy że masz całkiem dobrą perspektywę na nowy rozdział w życiu 🙂


Odpowiedz
(@przeplyw980)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 3

@gosia-93 otóż to, dokładnie o to chodzi 🙂 bo jak się nad tym zastanowić, to wychodzi że taki przekaz jest idealną pożywką dla różnych „specjalistek” od duchowości, które chętnie zainkasują opłatę za „uwolnienie” 😉 pewnie za chwilę ktoś tu poleci jakąs wróżkę albo rytualistkę, która za odpowiednią sumkę wszystko załatwi, hehe. i tak się to kręci...


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@przeplyw980 właśnie o to chodzi tu się mylisz 🙂 żadna wróżka, rytualistka ani inna tego rodzaju osoba ci w tym nie pomoże, bo związku karmicznego nie da się po prostu „odprawić„ czyjąś ręką. To trzeba przepracować samej, własnym wysiłkiem i własnym życiem. I nieważne czy wierzysz w karmę czy nie, bo chyba każdy z nas przyzna, że są w życiu takie rzeczy na które zwyczajnie nie mamy wpływu 😉

W zwykłym, niekarmicznym związku da się jakoś uruchomić ten przysłowiowy zdrowy rozsadek i powiedzieć sobie dość. Ale w karmicznym właśnie tego brakuje najbardziej. Emocjonalnie nie jesteś w stanie oderwać się od tej osoby, nawet jezeli już jej nie ma przy tobie fizycznie. I nikt, absolutnie NIKT ci tej emocjonalnej wolności nie wyrobi. Tylko ty sama, w swoim czasie i swoim tempie.


Odpowiedz
(@nina-38)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 23

@gosia-93 przepraszam ale dla mnie to co piszesz to zwykła bzdura. to podejście do „związków karmicznych„ trąci sekciarską mentalnością i myślę, że na całą tę sytuację można znaleźć o wiele bardziej racjonalne wytłumaczenie.


Odpowiedz
(@kamil-52)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 234

@nina-38 no dobra, rozumiem że to wszystko może brzmieć abstrakcyjnie ale nie powiedzialbym od razu że to bzdura. Związki karmiczne to nie jest jakiś wymysł sekty, to pojęcie które pojawia się w różnych tradycjach duchowych od bardzo dawna i wiele osób po prostu tak opisuje pewne relacje, które czują jako wyjątkowo intensywne albo trudne do wyjścia.

Jasne, można szukać racjonalnych wyjaśnień i to też jest ok. Psychologia pewnie wytłumaczyłaby to przez wzorce przywiązania z dzieciństwa albo coś podobnego. Ale to nie znaczy, że jedna opcja wyklucza drugą. Można patrzeć na to i z tej i z tamtej strony.

Dla mnie ważniejsze jest to że ludzie którzy mówią o takich związkach, często naprawdę cierpią i szukają jakiegoś sensu w tym co przeżywają. I w sumie nieważne czy nazwiemy to karmą czy czymś innym, pytanie w wątku jest całkiem poważne i warto o tym pogadac.


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@kamil-52 dokładnie to samo mam wrażenie, serio. Bo jak się człowiek przyjrzy temu wszystkiemu bliżej, to widac że te całe gadki o więziach karmicznych, z których niby nie można uciec, działają na zasadzie takiego haczyka... Ktoś kto ma słabszą wiarę, kto szuka odpowiedzi, poczucia sensu, to łatwy cel. Wmawia mu się że jest uwikłany, skazany, a potem okazuje się że jest gdzieś ktoś kto może mu w tym pomóc. Za odpowiednią opłatą rzecz jasna 🙂 Z takich właśnie przekonań i strachów ludzkich się żyje, i całkiem nieźle, bo ta branża ma sie dobrze. Nie mówię że każdy kto o karmie mówi jest od razu naciągaczem, ale ten klimat uzaleznienia i bezsilności, który gdzieniegdzie jest celowo podsycany... no, to już pachnie sekciarskim mysleniem jak nic innego.


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Właśnie, ale mnie bardziej nurtuje inne pytanie w tym wszystkim... czy w ogóle da się uwolnić od takiej karmicznej więzi jeśli się już nie jest z tą osobą razem? Bez żadnej magii, bez rytuałów, normalną drogą? Bo może jest jakiś inny sposób na to, tylko po prostu nie wszyscy o nim wiedzą


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamil-52)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 234

@gosia-93 prawdę mówiąc to magia powinna być ostatnią opcją jaką w ogóle bierzesz pod uwagę. Najpierw praca nad sobą i pozytywne nastawienie 🙂


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@kamil-52 no i widzisz, zgadzam się że praca nad sobą to podstawa, ale chcę dodać jeszcze coś do tego... bo jak ta osoba karmiczna jest gdzieś daleko, nie ma się z nią żadnego kontaktu, omija się ją szerokim łukiem, to ta karma po prostu sama wygasa. Serio, to działa jak iskierka, która jak nie trafi na odpowiednie podłoże, to po prostu gaśnie. Nie ma czego podtrzymywać, nie ma z czego płonąć 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wiesz, uwolnienie od karmy to tak naprawdę „naprawienie tego, co kiedyś się popsuło”. Dopóki sama tego nie zrobisz, to będzie się za tobą ciągnąć, nie ma innej drogi. Różni ludzie mogą ci w tym pomóc, nie tylko wróżbici czy osoby od rytuałów, ale nawet zwykli psychologowie, bo oni też potrafią spojrzeć na twoje życie i podpowiedzieć nad czym trzeba popracować, co zmienić w sobie. Ale zrob to jasne, nikt za ciebie tej roboty nie odwali. Karmy nie da się po prostu „zmienić” z zewnątrz, to nie działa w ten sposób 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@magda-82)
Połączone: 16 lat temu

Wiesz, jak dla mnie to nie ma żadnych szans żebyście to po prostu zakończyli, los już dawno postanowił za was że będziecie się wzajemnie doprowadzać do szaleństwa 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Tak jest, dokładnie o to mi chodziło kiedy czytałam twój wpis 🙂 jak się przestaje komuś poświęcać energię i uwagę, jak nie chodzi się z poczuciem winy za wszystko i umie się sobie i tej drugiej osobie wybaczyć, to ta karma po prostu... odpuszcza. nie trzeba od razu sięgać po jakieś rytuały czy zaklęcia. po co? wystarczy ominąć człowieka szerokim łukiem, traktować go jak powietrze i poczekać aż sam zgaśnie. bo jak nie ma czym się żywić, to gaśnie, tak jak napisałaś z tą iskrą - piękne porównanie btw. ja sama sobie radzę właśnie tak, zwykłym unikiem. i wiesz co, działa lepiej niż niejedna magia 🙂 bo chyba największą magią jest to, że sami mamy w sobie siłę żeby coś takiego przeprowadzić własnymi rękoma, bez żadnych zewnetrznych wspomagaczy.


Odpowiedz
Wpisy: 0
(@aura144)
Połączone: 16 lat temu

Karma to w zasadzie nic innego jak pamięć poprzednich wcieleń, wszystkich tych wydarzeń, ran i urazów, ale też dobrych chwil, miłości i radości z poprzednich żyć. Mamy ją z niemal każdą napotkaną osobą, tylko z jednimi jest silniejsza, z innymi słabsza. To co ludzie nazywają „złą karmą„ albo „związkiem karmicznym” to po prostu odtwarzanie sytuacji z poprzednich żyć, które były dla nas nieprzyjemne, albo czasem właśnie te przyjemne. Jeśli w poprzednich wcieleniach kłóciliśmy się z jakąś osobą, to możemy kłócić się z nią i teraz, ale nie musimy. Ktoś kto nam kiedyś pomagał, prawdopodobnie pomoże i w tym życiu.

Czyszczenie karmy, czy jak kto woli uwalnianie się od związku karmicznego, to tak naprawdę jedno: wybaczanie. Zarówno tego co było w poprzednich życiach jak i tego co dzieje się teraz. I podkreślam to bardzo mocno: WYBACZANIE.

Do tego nie potrzeba żadnej wróżki ani jasnowidza. Wystarczy spojrzeć na konflikt z dystansu, z pozycji obserwatora, i dostrzec że każda ze stron ma swoją racje i trzyma swój koniec kija. Prawda leży gdzieś po środku, a po środku jest akceptacja i miłość.

Nelson Mandela kiedyś powiedział mniej więcej tyle, że nie będziesz wolny dopóki nie wybaczysz. I żeby wybaczyć, trzeba zrozumieć że człowiek który nas krzywdzi, robi to dlatego, ze coś go boli. Ma do nas żal, a im mocniej kocha, tym ten żal jest głębszy i krzywda może być większa.

Dlatego Jezus uczył żeby modlić się za wrogów i kochać nieprzyjaciół, bo w gruncie rzeczy oni pragną tylko naszej akceptacji i miłości, a krzywdą czy manipulacją próbują to wymóc, dążąc po swojemu do jakiejś harmonii.

Jeśli wybaczysz mężowi, to albo wasza relacja się poprawi, albo po prostu pozwoli ci odejść... może nawet pomoże ułożyć życie na nowo.

A jeśli wybaczyć jest ci bardzo ciężko, pomodl się do Boga, poproś swojego Anioła Stróża o pomoc w zrozumieniu jego postępowania. Jak zrozumiesz, wybaczysz. A jak zaczniesz wysyłac mu miłość, on też się zmieni.


Odpowiedz
29 Odpowiedzi
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@aura144 pięknie to napisałaś, naprawdę cudownie. Tylko żeby tego dokonać w praktyce, to trzeba z samym sobą stoczyć naprawdę ciężką walkę... zmienić siebie, swoje myślenie, swoje reakcje. nikt nie mówił że bedzie łatwo, prawda? Wysyłać miłość do kogoś, kto nas krzywdzi, no tak, proste to to nie jest 🙂 trzeba naprawdę ogromnego samozaparcia żeby temu podołać.


Odpowiedz
(@umysl11)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@gosia-93 tak, masz rację że to wymaga ogromnej pracy nad sobą... wysyłanie miłości do kogoś kto nas skrzywdził to nie jest żadna łatwizna, wiem coś o tym.

Bo moja historia z ojcem to byl prawdziwy koszmar. Byłam dla niego wrogiem numer jeden dosłownie, za brak piątek dostawałam w skóre, bez żadnego powodu i sensu. Dziś mu wybaczyłam, i co? On teraz pomaga mi finansowo. Sama nie wiem co o tym myśleć, troche to absurdalne, ale tak właśnie wygląda karma w działaniu chyba...

dzieciństwo było koszmarem.

małżeństwo też.

Mój mąż jest narkomanem i po prostu nie chcę już przy nim być, nie ma we mnie miłości do niego, to już koniec. Może w psychologii nazywa się to wzorcem ofiary, nie wiem. Ale widzę to coraz wyraźniej i to już jest jakiś punkt wyjścia


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@umysl11 wiesz, patrząc na to co piszesz... to jednak twój mąż jest tą ofiarą w tym wszystkim. Sam wybrał tę drogę, narkomanię, i to jest naprawdę ciężka droga, uwierz mi. Myślę że powinnaś to zrozumieć zanim cokolwiek, bo nie chodzi tu o to żeby dokuczac czy dodatkowo ranić człowieka ktory i tak już jest pogrążony. Twoja rola to raczej pomagać, wybaczać i po prostu współczuć mu w tym, bo taka karma na ciebie przypada w tym związku.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@umysl11 wydaje mi sie, że twój tata pomaga ci teraz finansowo bo gdzieś głęboko czuje, że jest ci winien... więc przyjmij tę pomoc spokojnie, naprawdę ci sie należy.

Jeśli kiedykolwiek poczujesz w sobie odwagę, żeby z nim porozmawiać wprost, to powiedz mu jak było. Że zniszczył ci dzieciństwo, że przez to wszystko co zrobiłeś nie miałas też szansy na szczęśliwe małżeństwo. Powiedz mu co czujesz. Tobie to ulży, a jemu da szansę żeby w końcu zrozumiał co zrobił. Bo jeśli tego nie przepracuje, to w kolejnym wcieleniu sam będzie musiał przejść przez cos podobnego... takie jest prawo karmy. Ale nie rób tego na siłę, tylko jeśli naprawdę tego potrzebujesz, jeśli serce ci tak mówi.

Piszę to z własnego doświadczenia, więc wiem o czym mówię. Ale każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie czy warto.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@aura144 nie do końca się z tobą zgadzam w tej kwestii wybaczania... bo no, jeśli komuś wybaczamy i dalej z nim jesteśmy, on po prostu czuje ze moze robic co chce i nie ma żadnych konsekwencji. to nie jest dobre ani dla nas, ani tak naprawdę dla niego samego.

żeby w ogóle móc odpuścić sobie i wybaczyć, najpierw trzeba stworzyć między sobą a tą osobą jakiś dystans, najlepiej fizyczny. gdzieś tu wyżej ktoś pisał o tej odległości i moim zdaniem to ma sens. dopiero wtedy, z bezpiecznej odległości, można naprawdę coś w sobie przepracować. ale to wybaczenie jest dla nas samych, żebyśmy my mogli ruszyć dalej, a nie po to żeby ta druga osoba miała czyste sumienie i wiedziała że wszystko jej wolno.

on musi sam dojść do tego że zachowywał się źle, bo inaczej nic się nie zmieni i te same błedy będą się powtarzać w kółko.

a jeśli chodzi o dziecko... no to też jest ważne. dzieci które od małego widzą taki niezdrowy układ między rodzicami, naprawdę nie wynoszą z tego nic dobrego. nikt w takim domu nie jest szczęśliwy, ani dorośli ani dzieci

więc jeśli udało ci się już odejść od tego emocjonalnie, to postaraj sie też jak najszybciej odejść fizycznie. życzę ci dużo siły w tym wszystkim 🙂


Odpowiedz
(@przeplyw980)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 3

@pole313 dokładnie tak samo to widzę i cieszę się, że to napisałaś.

bo to jest jakaś dziwna logika, że ktoś nas skrzywdził, a na dokładkę wmawia się nam że to on jest tą biedną ofiarą i my powinniśmy mu wybaczyć... a jak nie potrafimy, to od razu jesteśmy „ci źli”, karma nam rośnie i inne takie rzeczy.

tylko że prawdziwe wybaczenie zaczyna się od siebie. wybaczyć sobie, że tkwiliśmy w czymś toksycznym, że tłumaczyliśmy złe zachowania, że pomagaliśmy komuś kto nas krzywdził. to jest ważne.

ale jeśli ktoś nas krzywdzi, to mamy pełne prawo to przerwać. rozejsc się z narkomanem, zerwać kontakt z toksyczną matką, wyrzucić za drzwi brata alkoholika, cokolwiek jest potrzebne w danej sytuacji. on albo ona dokonał swojego wyboru i ponosi za niego odpowiedzialność. my też mamy prawo wybierać i nie musimy się martwić o dobro kogoś, kto świadomie nam robi krzywdę.

i nie chodzi o to żeby się mścić ani nienawidzieć. chodzi o to żeby zamknąć tamtemu człowiekowi drzwi, właśnie dlatego żeby więcej nie mógł skrzywdzic. to jest wybaczenie które ma sens, a nie takie co polega na tym, że dalej pozwalamy się tratować.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@przeplyw980 dokładnie tak, zgadzam się z tym co napisałaś, totalnie 🙂 chyba nie mogłaś tego lepiej ująć...


Odpowiedz
(@iwona-8)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 8

@przeplyw980 otóż to, zgadzam się z Tobą w stu procentach i jeszcze dodam od siebie jedno, bo przez lata widziałam to na własne oczy u siebie i u bliskich mi osób... najgorsze w tym wszystkim są chyba te emocje, ktore nas pożerają od środka, kiedy pozwalamy się traktować jak kogoś, kto powinien być wdzięczny za byle co. To uczucie jest straszne i wiele osób je zna, tylko nie zawsze potrafi nazwać. Ale wiesz co, myślę ze mozna sobie z tym poradzić, naprawdę. Można zerwać to emocjonalne przywiązanie, ten haczyk który drugi człowiek w nas zostawia, często nawet nie zdając sobie sprawy jak głęboko sięga. Albo zdając, co gorsza. W każdym razie istnieją sposoby na takie odcięcie się emocjonalne i warto o nich poczytać, porozmawiać, poszukać informacji. Nie jest tak, że skazani jesteśmy na wieczne dźwiganie cudzego bagażu. Wszystkiemu można zapobiec, jeśli się tylko chce i ma trochę wsparcia wokół siebie.

iton . com . pl/index . php?p=1_7_Odci-cie-emocjonalne


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@iwona-8 właśnie o to chodzi... „pomoc„ za która trzeba zapłacic, bo przecież nic za darmo, prawda? Ciekawe kto nam naprawdę pomoże jeśli nie mamy kasy na takie usługi...


Odpowiedz
(@swiatlo939)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 82

@przeplyw980 masz rację i to w każdym słowie. Takie osoby są po prostu najgorsze, bo żerują na uczuciach dopóki im to odpowiada, a potem odchodzą jakby nigdy nic. Cały czas wciągają w swoje gierki emocjonalne, manipulują, a jak coś nie po ich myśli to jeszcze potrafią odwrócić kota ogonem i zrobić z siebie ofiarę.

I właśnie o to chodzi, żeby w końcu przestac się na to godzic. Żadne „karmy„ ani „duchowego wzrostu” nie osiągniemy trwając przy kimś, kto nas niszczy. To co opisujesz, czyli ta presja żeby wybaczać na siłę i jeszcze martwić się o krzywdziciela, to jest moim zdaniem jeden z większych nonsensów jakie się tu przewijają. Wybaczenie to jedno, ale zerwanie kontaktu i postawienie granicy to zupełnie osobna sprawa i te dwie rzeczy nie wykluczają się nawzajem.

Wybaczyć sobie że dałyśmy/daliśmy się w to wciągnąć, że broniłysmy kogoś kto na to nie zasługiwał, że tłumaczyłysmy jego zachowanie latami... to tak. Ale zamknąć drzwi na cztery spusty i zadbać wreszcie o siebie, bez wyrzutów sumienia że kogoś skrzywdzilismy, to jest właśnie ten moment, od którego zaczyna się prawdziwa wolność.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@swiatlo939 no tak, niestety coś o tym wiem z własnego doświadczenia... najpierw rozkochują w sobie, dają poczuć się wyjątkowym, a potem po prostu porzucają.

to trochę jak taki człowiek, co bierze pieska ze schroniska bo potrzebuje kogoś do pilnowania domu, a jak mu się znudzi albo przestanie być przydatny to wywozi go do lasu i tyle. okrutne porównanie ale jakoś tak to wygląda 🙁


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@pole313 no i widzisz, dokładnie tak to działa i to boli podwójnie, bo człowiek czuje się jak ten piesek wyrzucony do lasu...

Wiesz, związek karmiczny to jest tak naprawde praca z własnymi emocjami i energiami. I te emocje są tak potężne, że naprawdę ciężko je porównać do czegokolwiek innego. To jak uzależnienie, ale nie od jakiś tam drobiazgów tylko wiesz... od narkotyków, tyle że jeszcze silniejsze. Człowiek potrafi wpaść w taką obsesję na punkcie tej drugiej osoby, że przestaje normalnie funkcjonować. Ciągłe huśtawki, raz miłość, raz nienawiść, i nic pośrodku. Zdrowy rozsądek gdzieś się po prostu wyłącza.

Ale najważniejsza rzecz, i naprawde mocno w to wierzę, to żeby w tym całym chaosie umieć przede wszystkim bronić siebie. Nie tej drugiej osoby, właśnie siebie. Trzeba naprawić to co kiedyś zostało zepsute i za co teraz płacimy. Bo płacimy, nie ma co do tego wątpliwości. Tylko nie można przy tym stać się ofiarą, bo wtedy budujemy nową karmę i kółko się zamyka.

Myślę że kluczowe jest uświadomienie sobie, że kiedyś to my skrzywdzilismy tę osobę i to co teraz przeżywamy to jest właśnie ta rachunkowość energetyczna. Żeby z tego wyjść trzeba to co było naprawić. W wielkim skrócie: przeprosić za to co się wydarzyło dawno temu i odciąć się emocjonalnie od tego co dzieje się teraz. Jak to się uda, związek karmiczny traci rację bytu i po prostu się kończy 🙂


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gosia-93 no nie wiem, jakoś ciężko mi się z tym zgodzić...

Rozumiem złość i rozumiem, że masz prawo się bronić, nikt ci tego nie zabiera. Ale chyba trochę na wyrost porównujesz karmę do prania mozgu? To że coś tłumaczy podłości innych ludzi nie znaczy, ze jest wymyślone po to żeby robić z nas niewolników. Religia, karma, różne systemy wierzeń, każdy z tym robi co chce, nie musisz w to wierzyć.

I masz rację, że masz prawo się gniewać. Nikt chyba nie powiedział ze musisz komuś wybaczyć od razu i bez warunków. Ale... no nie wiem, mam wrazenie że w tym co napisała koleżanka wyżej chodziło bardziej o to, żebyś ty była wolna, a nie żebyś robiła sobie krzywdę trzymając się tego wszystkiego. Nie o to, żebyś stała się ofiarą która wszystko znosi.

Może właśnie o to chodzi, żeby wybaczenie było dla siebie, nie dla tamtej osoby? Ja sama nie jestem pewna jak to działa, dopiero szukam swojej drogi w tych tematach 🙂


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@pole313 sama rozumiesz, mam za sobą dwa takie karmiczne związki i trochę wiem o czym mówię 🙂 jeden z matką, drugi z facetem, więc nie piszę teorii z ksiazki.

Co do karmy, to ona tak naprawdę nie ma wiele wspólnego z religią, jakimkolwiek Bogiem czy rajem. To bardziej coś w stylu fizyki, prosta zasada przyczyny i skutku. Gniew rodzi gniew, agresja agresję, nienawiść nienawiść... i tak w kółko. Jak ktoś na ciebie krzyczy, to podświadomie liczy że też zaczniesz krzyczeć. Jak zamierza uderzyć, czeka że oddasz. To napędza całe to koło.

I właśnie dlatego w takim związku obrona nic nie daje. Wiem, brzmi to absurdalnie, ale ten oprawca naprawdę często nie robi tego świadomie, to silniejsze od niego. On wie że krzywdzi, ale nie może sie powstrzymać bo podświadomie szuka tego „odwetu”. Jedyna droga żeby to przerwać, to odebrać mu broń, dosłownie sprawić żeby zrozumiał że cokolwiek zrobi, nie osiągnie celu. Że nie jest w stanie cię zranić. I w tym samym czasie nie można ranić jego... wtedy to się kończy.

Spróbuj kiedys kiedy ktoś na ciebie nawrzeszczy czy zrobi coś złego, po prostu nie reagować. Nic. Jakbyś stała za szybą i patrzyła na film, w którym grasz ale cię to nie dotyczy. Trudne? Bardzo. Ale da się.

Może wtedy zrozumiesz o czym piszę 😉


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gosia-93 hmm, nie wiem czy to do końca tak jak piszesz z tą fizyką...

Bo jeśli już się powołujesz na naukę, to może warto przypomnieć że energia wcale nie musi rodzić tej samej energii, ona się po prostu transformuje w różne formy. Taki przykład z wodą, jak ją podgrzejesz to nie dostaniesz więcej wody tylko parę, prawda? Więc to nie działa tak prosto jak opisujesz.

I jeszcze ta elektryczność, kationy przyciągają aniony, czyli plus przyciąga minus, a nie plus przyciąga plus. Plus z plusem wręcz się odpycha. Więc jeśli mamy mówić o fizyce to raczej to by sugerowało że przeciwieństwa się przyciągają, nie że gniew rodzi gniew...

Nie chce byc złosliwa i naprawdę doceniam że próbujesz wytłumaczyć jak to działa ze związkami karmicznymi, bo może masz rację w kwestii samej idei. Ale zanim ktoś powołuje się na prawa fizyki, to chyba dobrze byłoby się upewnić że te prawa dobrze rozumie 🙂


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@pole313 przecież widzisz, trochę się zagalopowałaś z tą fizyką 🙂 bo tu nie chodzi o żadne kationy ani aniony, tylko o zupełnie inny porządek rzeczy.

Poczytaj sobie o prawie przyczyny i skutku, serio polecam. Chodzi o to, że kiedy wyrządzasz komuś krzywdę, jakieś utrudnienie, szkodę, to ta energia w pewnym sensie idzie w świat i musi się gdzieś wyładować. Wszechświat jest jak taki wielki układ, w którym równowaga musi być zachowana. Jeśli ktoś ją naruszy krzywdząc inną istotę, to prędzej czy później ta energia wraca do niego w postaci cierpienia. I co ciekawe, niejako soczewką dla tego wyładowania staje się właśnie pokrzywdzony. no, taki mechanizm przywracania stanu wyjściowego.

Dokładnie tak samo działa to w drugą stronę, z dobrymi czynami. Karma dobrego uczynku to energia, ktora wróci do jego autora przez jakieś przyjemne okoliczności, pomoc z niespodziewanej strony, coś miłego. I tu jest właśnie clou: każdy rodzaj energii działa w swojej własnej sferze, to nie jest fizyka szkolna z jonami, to inny poziom rzeczywistości zupełnie.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gosia-93 no... przyznam szczerze, że piszesz naprawdę ładnie i płynnie, ja tak nie umiem 🙂 ale troche obawiam się, że to wszystko brzmi pięknie w teorii, a rzeczywistość wygląda inaczej...

Weźmy Prometeusza - zrobił coś dobrego dla ludzi, ale bogowie uznali to za przewinienie i skończyło się jak skończyło. I co, ludzie pospieszyli mu z pomocą? Zdali się na karma, że sama wszystko ureguluje? No właśnie... A Jezus na krzyżu i tak dalej, przykładów można by mnożyć. Praktyka jakoś nie potwierdza tej ladnej teorii, niestety.

I jeszcze jedno - to co Ty uważasz za dobro, dla kogoś innego może być krzywdą. Nie ma jednej miary tego, co jest dobre a co złe, i chyba wszyscy wiemy że między ludźmi nie ma w tej kwestii zgody.

No i tak na marginesie... zastanawiające, że piszesz bardzo podobnie do Artura, zauważyłam to od razu 🙂


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@pole313 nie jestem Arturem 🙂 i dzięki za miłe słowa!

Wiesz, rozumiem że ta teoria brzmi abstrakcyjnie, bo mnie też zajęło sporo czasu zanim to do mnie dotarło. Ale tu właśnie jest sedno: karma w ogóle nie opiera się na wdzięczności ani na tym, jak ty albo ktoś inny rozumie dobro i zło. To zupełnie inny poziom patrzenia o to, żeby myśleć w kategoriach wielu wcieleń i chronić przede wszystkim siebie.

Kiedy coś robisz dla innej osoby, nie oczekuj że ci podziękuje bo to nie o to chodzi. Chodzi o to, że kiedyś, niekoniecznie w tym właśnie życiu, ktoś zrobi to samo dla ciebie. jeśli chciałabyś żeby ktoś tak postąpił wobec ciebie, to budujesz dobrą karmę. Jeśli robisz coś, czego sama byś nie chciała doświadczyć, to wiadomo co się dzieje...

No i jest jeszcze ta druga strona medalu. Gdy ktos robi ci coś złego, karma mówi żebyś to zaakceptowała jako swego rodzaju „odwet„ za to, co kiedyś sama zrobiłaś. I tu właśnie pojawia się ta słynna japońska zasada trzech mądrych małpek: „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. To nie jest pusty slogan, naprawdę działa jako ochrona przed złem. Imo najprostszy i najskuteczniejszy sposób żeby się bronić.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gosia-93 zauważ, rozumiem że masz dobre intencje ale ta filozofia jest zwyczajnie nie moja. Dla mnie coś takiego to postawa tchórza... tak właśnie, tchórza! bo co to znaczy „nie widzę zła, nie słyszę zła„? że po prostu z nim nie walczę? że mam się skupiać tylko na sobie, a reszta niech jakoś sobie radzi? no sorry, ale to mi nie pasuje.

Każdy ma inną drogę i ja po prostu jestem inaczej zbudowana wewnetrznie. Nie potrafię przejść obok krzywdy i udawać ze jej nie ma.

I jeszcze jedno, to porównanie z Arturem... szczerze? to nie był żaden komplement 🙂


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@pole313 hej, chciałam tylko zaznaczyć że to nie bylo żadne porównanie z Arturem, mialam na mysli ze pochwaliłam twój sposób pisania 😉

Wiesz, po tym co napisałaś w ostatnim poście mam wrażenie że trochę nie wiesz o czym jest ten wątek i o czym ja piszę. Bo tutaj mówimy o związkach karmicznych i tylko do tego sie odnoszę.

A w związku karmicznym sprawa wygląda tak... nie ma tu żadnych „innych osób”. Jest tylko Ty i ta druga osoba, z którą łączy cię ta karma. I jeśli zaczniesz z nią walczyć, to po prostu się wykończycie emocjonalnie, oboje albo ty sama. Taka walka jest z góry przegrana, bo emocje bez trzeźwego myślenia nic tu nie dają. W takim układzie trzeba myśleć przede wszystkim o sobie i walczyć o siebie. I uwierz mi, to nie jest ani egoizm, ani tchórzostwo. To po prostu jedyna droga żeby przez to przejść w jednym kawałku.

Pomyśl sobie tak, może trochę naciągam ale spróbuj. Czy kłóciłaś się kiedyś w dzieciństwie z rodzicami? No i co z tego miałaś? Padały jakieś mocne słowa, ktoś kogoś zranił i co dalej? A jak było kiedy odpuszczałaś, nie dałaś sie wciągnąć w sprzeczkę, przemilczałaś parę rzeczy? Nie bylo wtedy spokojniej?


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gosia-93 no przepraszam, ale skąd Ty właściwie wiesz tyle o tej karmie? Piszesz jakbyś była wyrocznią albo kimś kto ma jakiś bezpośredni dostęp do prawd wszechświata 🙂 skąd ta pewność siebie?

Ja osobiście uznaję tylko związki z prawdziwej miłości, reszta według mnie nie powinna w ogóle istnieć. tyle mam do powiedzenia w tej kwestii. Ta cała dyskusja trochę mija się z sensem... Twoje wywody na temat karmy są co najmniej niepoważne, wybacz że tak powiem wprost. Trochę jak ksiądz żyjący w celibacie, ktory prowadzi nauki przedmałżeńskie 🙂


Odpowiedz
(@oddech708)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@pole313 cześć, nie mieszaj fizyki jonowej do emocji ludzkich, bo to zupełnie różne porządki, ale dobra, to nie jest tu temat.

Do autorki tego wpisu chcę powiedzieć wprost: ta sytuacja brzmi naprawdę ciężko i rozumiem, że się wahasz. Uzależnienie partnera to nie jest coś, co da się naprawić „chęciami naprawy„ z jego strony, szczególnie kiedy ty już nie czujesz nic do tej osoby. To jest uczciwe i nie ma co się za to wstydzić.

Co do powrotu do domu, no wiem, że to trudne z tym ojcem i z odległością, ale jeśli tam masz realniejszą szansę na pracę to może jednak warto to przemyśleć poważnie. Dziecko potrzebuje stabilnego otoczenia, a długi męża to jego sprawa, nie twoja, zakładam że nie brałaś ich na siebie.

Ten wstyd przed powrotem... szczerze, to chyba najgorszy doradca w takich decyzjach. Łatwiej mi to powiedzieć niż zrobić, wiem, ale siedzenie tam z poczuciem że twoje życie to porażka jest de facto gorsze niz to jak siostra prowadzi swoje zycie. Jej sytuacja nie mówi nic o tobie.

Napisz więcej w wątku jeśli chcesz, może razem da się to poukładać.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@oddech708 a tak z ciekawości, czy twoja siostra nie mogłaby jakoś pomóc? skoro wiedzie takie super życie to może byłaby w stanie wesprzeć cię w tej sytuacji...

bo wiesz, nie wiem czy powrót do ojca to dobry pomysł, jakoś mi to nie brzmi jak prawdziwe wyjście z tego wszystkiego :/

trzymaj sie tam, naprawde


Odpowiedz
(@brzask469)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@pole313 no tak, siostra ma swoje życie, nie będę się do niej wpychać. Ona w ogóle nie wie jak wyglądało moje życie z tym człowiekiem, bo mieszka daleko i jakoś nigdy nie miałyśmy bliskiego kontaktu. Pożyczy mi może pieniądze, pewnie tak, ale trzeba oddać... a ja już naprawdę mam dość tego oddawania :(. Zostaje dom rodzinny, chociażby na początek, na jakiś rok. Tylko że jest jeszcze dziecko, zmiana otoczenia też nie byłaby prosta ani łatwa.

Nieźle się załatwiłam, serio. Są jeszcze długi i mam wrażenie ze to ja bede je spłacać, bo na razie tak jakby go pilnuję. Czasem nie wierzę że to się dzieje naprawdę, myślę sobie niech mnie ktoś uszczypnie, to musi być sen...

Gram czasem w zdrapki i tak mi przez głowę przelatuje: a może wygram, spłace te długi po tym gnoiu i kupię sobie małe mieszkanie, będę żyć jak człowiek, znajdę jakąś prace. Takie mam teraz marzenia :). Wiem że nie wygram, ale... nikt za mnie nie zdecyduje, to jest jasne.


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@brzask469 ojej, czytam to i serce mi się ściska naprawdę 🙁 tyle tego naraz - długi, dziecko, brak własnego kąta, i jeszcze to poczucie że śnisz a nie śnisz...

Mam nadzieję że wszystko jakoś się poukłada, że po tych trudnych chwilach w końcu przyjdzie coś lepszego. i że jeszcze kiedyś będziesz szczęśliwa i trafi się na twojej drodze ktoś normalny, kto na to zasługuje 🙂


Odpowiedz
(@gwiezdnabrzask)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 122

@pole313 tak jest TY jesteś tą nazistką w swoim przykładzie, bo chyba nie za bardzo wiesz skąd w ogóle pochodzi słowo „faszysta„ i co oznacza. Faszyzm to nie jest to samo co nazizm, to dwie różne rzeczy. Faszyzm wywodzi sie z Włoch, stworzył go Mussolini i przez jakiś czas, mniej więcej do 1936 roku, przynosił naprawdę wymierne efekty dla włoskiej gospodarki. Więc zanim kogoś nazwiesz faszystą, warto najpierw sprawdzić co się pod tym słowem kryje...


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@gwiezdnabrzask dokładnie tak, dokładnie tak to działa, ten cytat wyżej bardzo dobrze to oddaje...

Moja sytuacja była trochę inna, u mnie nie było długów ani narkotyków, ale wiem co mówię z własnego doświadczenia.

Uciekaj stamtąd jak najszybciej sie da i przestań śledzić co on robi, co u niego słychać, z kim sie zadaje. Wiem że myśli i tak będą wracać, że to nie takie proste wyłączyć się w głowie od kogoś kto był ważną częścią życia, ale musisz zacząć stawiać siebie i dziecko na pierwszym miejscu. Naprawdę. Jeśli tata może pomóc, chocby przez jakiś czas przyjąć was pod skrzydła, to skorzystaj z tego bez zastanowienia. I koniecznie idź do prawnika, dobrego, bo może sie okazać że da sie jakoś uchronić przed spłacaniem jego długów, takie rzeczy warto sprawdzić zanim bedzie za późno.

I trzymaj się swojej decyzji, nawet kiedy bedzie bardzo ciężko. Szczególnie kiedy bedzie ciężko 🙂


Odpowiedz
(@pole313)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 344

@gwiezdnabrzask dobrze dobra, nie czepiaj się tak 🙂 faszyzm to symbol okrucieństwa, podobnie jak inkwizycja. jak ktoś mówi o kimś że jest „faszystą„ to nie chodzi o lekcję historii, tylko o to, że ta osoba zachowuje się bezwzglednie i okrutnie... chyba to było dość jasne w tym co napisałam?


Odpowiedz
(@swiatlo939)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 82

@pole313 przepraszam, ale to co piszesz to zwykłe nieuctwo. Faszyzm ma konkretne znaczenie historyczne i nie można go używać jako ogólnego synonimu okrucieństwa, bo to po prostu manipulacja słowem. Ja trzymam się faktów, a nie luźnego gadania bez pokrycia. Zresztą nie tylko ja mam takie zdanie, inni użytkownicy tego forum też już wyrazili swoją opinię na twój temat.


Odpowiedz
Wpisy: 0
(@runa824)
Połączone: 16 lat temu

no cóż, to znaczy że po tym jak karma między wami zostanie przepracowana, powinniście się rozstać i przestać do siebie czuć? Tak to rozumieć?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@zrodlo160)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 0

@runa824 no, można to chyba tak podsumować 🙂

www . iton . com . pl/index . php?p=1_7_Odci-cie-emocjonalne


Odpowiedz
(@cisza453)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 63

@zrodlo160 znalazłem coś ciekawego na temat odcięcia emocjonalnego, jeden z artykułów opisuje to dosc szczegółowo... jeśli chcesz, mogę tu opisać co tam było napisane, albo podzielić się przemyśleniami na ten temat w wątku 🙂


Odpowiedz
(@magda-71)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 173

@cisza453 a ty sama korzystałaś już z czegoś takiego? bo koleżanka wrzuciła tu jakiś link do strony o odcięciu emocjonalnym i chciałam wiedziec czy ktoś z was to sprawdzał i czy ma jakieś efekty


Odpowiedz
(@gosia-93)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 611

@runa824 sama nie wiem do końca tak to działa 🙂

Są w zasadzie dwie drogi. Pierwsza to taka, że zostajecie razem i oboje naprawdę harujesz na to, żeby ten związek był szczęśliwy. Chodzi o to żeby te wszystkie emocjonalne burze jakoś okiełznać, wygładzić te skrajności i zbudować między sobą coś harmonijnego. Jeśli wam się to uda, karma po prostu się wypełnia i jest po sprawie.

Ale jest też druga droga i ona wcale nie jest łatwiejsza... tu chodzi o to, żeby naprawdę puścić tę drugę osobę. I nie mówię tylko o tym fizycznym rozstaniu, bo to akurat bywa prostsze. Chodzi o puścenie jej emocjonalnie, o zapomnienie, o nietrksnienie, o nierzyślenie o niej. A to w związku karmicznym jest strasznie ciężkie, bo cały ten związek działa właśnie na poziomie emocji. Nawet jak tej osoby nie ma przy tobie, jak jest gdzieś daleko i w ogóle nie wiesz co u niej słychać, to i tak czujesz kiedy cię rani, kiedy za tobą tęskni, kiedy cię kocha albo nienawidzi. Te uczucia są bardzo intensywne, potrafią dosłownie przewrócić wszystko do góry nogami. No i właśnie kiedy w końcu uda ci sie od nich uwolnic i emocjonalnie odpuścisz tej osobie, dopiero wtedy karma się wypala.


Odpowiedz
(@umysl238)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 124

@runa824 nie do końca tak to rozumiem. Nie chodzi o to, żeby się odkochać na siłę czy rozstać się za wszelką cenę. Karma to nie wyrok że musisz odejść jak tylko „odrobisz lekcję”. Czasem po prostu relacja zmienia swój charakter, staje się spokojniejsza, bez tego ciągnienia i bólu. Napisz tu więcej o co ci konkretnie chodzi, chętnie porozmawiam w wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@dorota-76)
Połączone: 16 lat temu

Hm, zastanawia mnie to...


Odpowiedz
Udostępnij: