Zastanawiam się często nad tym, czy w ogóle da się wygrać z przeznaczeniem, czy to jest taka walka z góry przegrana... bo z jednej strony człowiek chciałby wierzyć, że ma jakiś wpływ na własne życie, że coś zależy od niego. Ale z drugiej strony patrze na ludzi wokoł i co widze? Jednemu wszystko idzie jak po maśle, wiatr zawsze w plecy, wszystko się układa samo. A drugi się stara, haróje całe życie i ciągle pod górkę. Jakim cudem to działa? Skąd ta różnica?
No i to mnie właśnie zastanawia najbardziej. Czy naprawdę jesteśmy w stanie zobaczyć co nas czeka? I czy gdybyśmy zobaczyli, moglibyśmy cokolwiek zmienić, czy to i tak pójdzie swoją drogą? Może każdy z nas ma jakąś ścieżkę wyznaczoną i tyle, możemy sobie dywagowac ile chcemy, a i tak wyjdzie jak wyjdzie. A może jednak mamy w ręku coś więcej niż nam się wydaje? Chciałabym wierzyć w to drugie, ale życie czasem skutecznie odbiera złudzenia 🙂
no właśnie, to jest tak jak mówi to stare powiedzenie: co komu przeznaczone, na środku drogi rozkraczone. Nie ma co uciekać przed losem ani z nim walczyć, można go co najwyżej trochę przyspieszyć albo opóźnić, ale nie ominąć.
Sam to wiem z doświadczenia, a właściwie ze swojego życia rodzinnego. Przed ślubem ksiądz ostrzegł mnie żebym uważała na welon przy świecach, bo jak mi się zapali to na starość spotka mnie wielkie nieszczęście. I uważałem przez całą ceremonię, przez całą mszę, obchodzenie ołtarza, wszystko. Już myślałem że jestem bezpieczna, ulga... i właśnie przy ostatnim klęknięciu przed końcem mszy, tuż zanim kościelny zabrał świece, stanąłem w ogniu. Potem łzy, kwiaty na ołtarzu, cały ten smutek...
Gdybym wtedy miała taką wiedzę i rozum jak dzisiaj, to zanim wszedłem do kościoła porozmawiałbym z tym księdzem zupełnie inaczej, zapytała co dokładnie widział.
Co do przyszłości, myślę że nie można jej zobaczyć wprost, dosłownie, tylko przez symbole. A przeszłość to mnie ciekawi jedno: czy wróżka jest w stanie opisać klientowi jego sny sprzed 20 lat? Ze szczegółami, tak jak je miał? bo jeśli tak, to może i to jest częścią tego przeznaczenia...
Gdzieś w Piśmie jest powiedziane wprost i bez owijania w bawełnę: oto kładę przed tobą życie albo śmierć, błogosławieństwo albo przekleństwo, więc wybieraj.
I naprawdę nie ma tu trzeciej drogi. Wybierasz Boga, to wybierasz życie i błogosławieństwo. Wybierasz grzech, nieprawość, szatana pod jakąkolwiek jego postacią, to wybierasz śmierć i przekleństwo. Proste, choć dla wielu trudne do przyjęcia.
A teraz to co najbardziej istotne i o czym mało kto mówi głośno: jeśli ktoś z twoich przodków, gdzieś w tej linii rodzinnej, dokonał takiego złego wyboru, to to przekleństwo nie zostaje z nim. Ono ciągnie się dalej, pokolenie za pokoleniem, jak niewidzialne brzemię które wszyscy dźwigają nawet nie wiedząc dlaczego.
i tylko Jezus może to zmienić. Naprawdę tylko On. Dopiero oddając Mu swoje życie w całości możesz poczuć, że stoisz na pewnym gruncie...
No widzisz, ja bym tu podeszła do tego trochę inaczej niż magia czarna czy biała... bo moim zdaniem ta „walka” ma sens tylko wtedy, gdy myślimy o czymś więcej niż tylko o minimalizowaniu strat tu i teraz.
Życie bez jakiejś głębszej perspektywy faktycznie może wydawać się bezsensowne, skoro i tak wszyscy umrzemy, prawda? Ale właśnie dlatego tyle tradycji mówi o zbawieniu, o zyciu wiecznym, o tym że jest jakaś nadzieja poza tym co widzimy. I tu wchodzi Bóg jako jedyne zródło tego życia. Zbawienie to nie jest jakiś abstrakcyjny koncept, to uwolnienie od wszystkiego co nas niszczy, chorób, śmierci, wojen, tego całego zła.
Jezus powiedział to naprawdę prosto, miłuj Boga całym sercem i bliźniego jak siebie samego. Tylko tyle i aż tyle. Na tym opiera się całe Prawo. A czy to jest stosowane? No sama widzisz jak wygląda świat... przemoc, krew, czary i magia właśnie, to wszystko jest dowodem że zło ma się na naszym globie całkiem dobrze.
Bóg jednak postanowil to zmienić. Wyznaczył swojego Syna na Króla i dał nam Przykazania jako drogowskaz. Znamy je przecież wszyscy, gdzieś w środku, mamy je wpisane w serce. Nie kradnij, nie zabijaj, czcij rodziców, nie pożądaj... Posłuszeństwo wobec tego to droga do zbawienia.
Co do zmartwychwstania, to nawet współczesna nauka zaczyna dostrzegać że to nie jest takie niemożliwe. Kod DNA, zapis całego człowieka, jego myśli, doświadczeń... Bóg który to stworzył jest w stanie to odtworzyć.
I nie liczy się tak naprawdę magia, żadna, ani biała ani czarna. Licza się uczynki. Każda myśl każdy czyn jest rejestrowany. Sądzeni bedziemy z miłości do Boga i do bliźniego, nie z tego jakich zaklęć używaliśmy 🙂 Nawet bez żadnej księgi, mamy to Prawo w sobie. Wystarczy słuchać sumienia i się modlić.
Wiesz, pięknie to napisałaś o tych łzach i masz rację, że to wielki dar... ale chciałam dorzucić coś od siebie, bo temat jest szerszy niż tylko modlitwa i oczyszczenie.
Święty Tomasz z Akwinu, jeden z największych teologów Kościoła, napisał wprost w swojej Sumie Teologicznej że demony mają realną władzę nad ciałem człowieka i nad jego wyobraźnią, oczywiście tylko na tyle, na ile Bóg im na to pozwala. I właśnie przez to magowie mogą rzucać uroki, bo korzystają z tej właśnie siły. Tomasz nie pisał tego jako jakiś domysł, tylko jako naukę Ojców Kościoła.
No i jest jeszcze to, co mówi Pismo Swiete. Paweł apostoł wymienia bałwochwalstwo i wróżbiarstwo wśród rzeczy które wykluczają człowieka z Królestwa Bożego, dosłownie, Galacjan piąty rozdział. A Jan w Apokalipsie dodaje że bałwochwalcy i wróżbici mają czekać jezioro ogniste z siarką...
Piszę to nie żeby straszyć, tylko żeby pokazać że walka o którą pytacie w tym wątku, to nie jest walka z wymysłami, ale z czymś co Kościół traktuje śmiertelnie poważnie od wieków. Łzy i modlitwa to jedno, ale świadomość z czym się walczy, to drugie 🙂
No widzisz, i tu właśnie jest sedno całej sprawy. Skoro nawet taki autorytet jak Tomasz z Akwinu pisał o tym wprost, to chyba warto się nad tym zatrzymać i pomyśleć.
Bo pytanie czy magia biała albo czarna w ogóle działa jest ciekawe, bo to zjawisko jest dziś naprawdę wszędzie, modne, popularne, ludzie się tym fascynują. Ale dlaczego u jednych niby działa, a u innych nie? Moja odpowiedź jest taka: jeżeli przyjmiemy, że czary rzeczywiście mogą być skuteczne, to wynika z tego, że te siły, te demony, działają tam, gdzie Zły ma już uchylone drzwi. A uchyla je grzech. To nie jest żaden mag, żaden wróżbita ani nawet demon jest naszym największym wrogiem. Naszym największym wrogiem jesteśmy my sami, a właściwie własny grzech.
Prawdziwa szkoda dla człowieka zaczyna się wtedy, kiedy żyje jakby Boga nie bylo, w oddaleniu od Niego. Natomiast jeśli ktoś trwa w łasce, regularnie się modli, przystępuje do sakramentów, do spowiedzi, wyraża żal za grzechy i robi pokutę, to ta nierozerwalna więź z Bogiem jest tak naprawdę zwycięstwem w tej walce. Taką osobę Zły ma po prostu utrudniony dostep... 🙂
Wiesz, sam długo zadawałem sobie podobne pytania i gryzłem się nimi nie raz. Ale odkąd oddałem całe swoje życie, i to co było, i co jest, i co będzie, Bogu, to jakoś te pytania same się rozwiały 🙂 Pozdro!
Myślę, że los można zmieniać... i to naprawdę.
Na to co nas spotyka składa się kilka warstw jednocześnie. Jest karma z poprzednich wcieleń, która ciągnie się za nami jak długi cień. Są nasze własne przekonania, poglądy, wewnętrzne programy które sami sobie wbudowaliśmy przez całe życie. Jest karma rodowa, czyli to co przynosimy ze sobą z linii przodków. I jest jeszcze działanie innych ludzi, bo nie żyjemy w próżni.
Wszystko to razem tworzy pewien obraz, splata się w całość i wpływa na nasze wybory, na to co nas spotyka, na to jak żyjemy na co dzień. Ale właśnie dlatego, że składa się z tych elementów, mozna ten los modyfikować. Trzeba tylko wiedziec co konkretnie chce się zmienić i wtedy podjąć pracę z tym jednym elementem. Niekoniecznie ze wszystkim naraz.
no i właśnie tu jest pies pogrzebany... pewna wróżka powiedziała mi kiedyś, że nic mi w życiu nie wyjdzie i że zawsze będzie kiepsko. i co, mam w to wierzyć? mam przyjąc, że takie jest moje przeznaczenie i się z tym pogodzić? albo co gorsza, skoro nic nie można zmienić, to może w ogóle nie warto żyć?
no przepraszam, ale to jest absurd.
Sprawdź, czy nie masz za ścianą czegoś, co mogłoby na Ciebie oddziaływać. Takie rzeczy bywają bliżej niż myślimy.
