Jakiś czas temu rozmawiałam z jednym dominikaninem o tym, co dzieje się w Medjugorie. Rozmawialiśmy o zjawieniach, o tym jak przebiegają i co ludzie opowiadają po powrocie, zwłaszcza ci, którzy wracają absolutnie przekonani o cudowności tego miejsca. Ten kapłan powiedział mi coś, co mocno utkwiło mi w pamięci: właśnie to, co opowiadają „żyjący orędziami”, najbardziej utwiedza go w przekonaniu, że to nie Matka Boża tam działa, lecz wręcz przeciwnie, widać wyraźne oznaki działania złego ducha. Bo ci ludzie więcej mówią o potędze szatana i konieczności wystrzegania się go niż o samej Matce Bożej czy Panu Jezusie. „Proszę posłuchać ich relacji” mówił ten kapłan „zawsze znajdzie się tam coś o szatanie, zawsze będzie mowa o jego działaniu, oczywiście dużo się mówi też o nawoływaniu Maryi do postów i modlitwy, ale nie ma relacji, w której by nie padło słowo o szatanie. Czasami odnoszę wrażenie„ dodawał ”że szatan robi sobie w Medjugoriu cichą reklamę”.
Te słowa przypomniały mi się bardzo wyraźnie ostatnio, kiedy słuchałam przez internetowe radio pewnych „rekolekcji”. Odbywały się one w dniach 21-23 listopada w kościele oo. dominikanów na warszawskim Służewie. Dowiedziałam się o nich przypadkowo, dosłownie dwa dni przed rozpoczęciem. Byłam na podwórku kościelnym, gdy jakaś dziewczyna zapytała mnie gdzie można odebrać zaproszenia. Nie wiedziałam o czym mówi, więc nie mogłam jej pomóc, ale ona wyjaśniła mi, że chodzi o zaproszenia na specjalne rekolekcje mające się odbyć w tym kościele. Powiedziałam jej dość naiwnie, że na pewno się myli, bo gdyby miały być jakieś rekolekcje, to na kościele wisiałby plakat albo jakieś ogłoszenie, a poza tym rekolekcje nie są organizowane na zaproszenia. Okazało się jednak, że to ja byłam w błędzie, bo zaproszenia jak najbardziej istniały i były na dodatek płatne. Dokładnej kwoty nie znam, ale chyba nie była zbyt wygórowana.
Nie mieszkam w parafii dominikańskiej, ale bywam tam bardzo często ze wzgledu na przynależność do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego i dlatego, że moja macierzysta fraternia ma siedzibę właśnie przy tym klasztorze. Nie byłam jednak na tyle zorientowana, żeby wiedzieć, że parafianie zostali poinformowani o tym, iż podczas tych „zamkniętych rekolekcji” część mszy będzie odbywać się w sali parafialnej, bo kościół będzie zamknięty dla niezaproszonych. Nawet w niedzielę tylko ranne msze były planowane w kościele, popołudniowe miały być przeniesione do sali. Od znajomych dowiedziałam się w końcu, że zaproszenia nie były rozprowadzane wśród parafian, co wywołało spore rozgoryczenie, bo przecież „będzie wiele uzdrowień, ale tylko dla swoich, nie dla zwykłych parafian”. To wszystko zainteresowało mnie na tyle, że postanowiłam dowiedzieć się jak najwięcej i o samych rekolekcjach, i o rekolekcjoniście. Okazało się to zaskakująco proste.
Od jakiegoś czasu unikam wszelkich nabożeństw związanych w mniejszym lub większym stopniu ze środowiskiem charyzmatycznym. Widziałam kilka razy zachowanie wiernych ogarniętych euforią i zawsze budziło to we mnie niepokój. Regularnie słyszę jednak relacje z takich spotkań i obserwuję, co dzieje się po pewnym czasie z ludźmi, którzy w nich uczestniczą. Bardzo często widzę pewien rodzaj uzależnienia od spotkań charyzmatycznych, różne formy zachwiania w wierze, ale najczęściej chyba infantylizację wiary i duchowości. Czasem wręcz obawiam się o los niektórych osób, które w takich nabożeństwach brały udział, bo skutki bywają naprawdę różne, od zachwiania nerwowego po całkowite zatracenie poczucia własnej odpowiedzialności i zrzucanie wszystkiego na „powiązania międzypokoleniowe”, działanie „przekleństw” czy ingerencję szatańską. Nie chcę byc źle zrozumiana. W żadnym razie nie neguję możliwości ingerencji złego ducha, rzucenia czarów czy przekleństw. Kościół jednak naucza, że do tego potrzebna jest zgoda człowieka, a nadmierne dopatrywanie się wszędzie ciągłej ingerencji duchowej grozi zatraceniem poczucia grzechu.
Podobnie zresztą jest z nadmiernym dopatrywaniem się działania Ducha Świętego w każdej możliwej sytuacji. To temat bardzo trudny i zaznaczę go tu tylko skrótowo. Oczywiście Duch Święty działa i jak naucza Kościół, nie ma
no właśnie, bo z jednej strony mówi się że Duch Święty nie jest sługą człowieka i przychodzi kiedy chce i gdzie chce... ale z drugiej strony wychodzi na to że jest dostępny tylko dla księży? 🙂 to trochę nie trzyma sie kupy moim zdaniem!
bardzo chętnie poznam dalszy ciąg tej historii, napiszcie więcej 😀
szczerze to myślę ze to po prostu placebo i nic więcej 🙂
szczerze mówiąc to wszystko zależy od tego na kogo się trafi. bo takie rekolekcje mogą być naprawdę wartościowe, dużo można się nauczyć i wynieść... ale klucz to prowadzący. jak ktoś kompetentny, to i doświadczenie będzie porządne. jak nie, no to wiadomo jak bywa
nie sprawdzałem wiarygodności tego wszystkiego, ale mam wrażenie że takie rekolekcje to często bardziej spektakl niż cokolwiek innego. Znam kilka osób które na to pojechały i jak wróciły to przez chwilę były „uzdrowione”, a po miesiącu wracało do normy. Nie mówię że nie ma w tym nic wartościowego, ale podchodziłbym do tego z dystansem
