Czyli rozumiem, że Irga mówi, że Potrójna Bogini w tej popularnej formie to jest głównie Graves, a nie rekonstrukcja historyczna. Ale mam pytanie - bo nie jestem pewna - czy to w takim razie unieważnia praktykę? Jak ktoś pracuje z Potrójną Boginią i czuje, że to działa, to czy fakt, że to dziewiętnastowieczna lub dwudziestowieczna konstrukcja coś zmienia?
Ale zaraz, bo mam wrażenie, że to zderzamy ze sobą dwie różne rzeczy. Jedna to historia konkretnego symbolu albo koncepcji, a druga to to, czy za tym symbolem stoi coś realnego niezależnie od historii. Graves mógł opisać coś na swój sposób, ale czy to znaczy, że zasada, którą opisał, jest jego wynalazkiem?
Wracając trochę do wątku głównego - bo mi się wydaje, że trochę odpłynęliśmy. Rozmawialiśmy o tym, gdzie bogowie 'mieszkają', o transcendencji i immanencji. I mam wrażenie, że żeńskie bóstwa, o których tu mówimy, mają inny stosunek do immanencji niż męskie. Czy ktoś ma teorię, dlaczego tak jest? Czy to kulturowe skojarzenie z ciałem, z ziemią, z materią?
To jest pytanie do historii religii, i krótka odpowiedź jest taka, że ten schemat utrwalił Arystoteles, a potem trafił przez neoplatonizm do chrześcijaństwa i do alchemii. Materia, hyle, jest żeńska w tym systemie - bierna, nieukształtowana. Forma, eidos, jest męska - aktywna, dająca kształt. To jest filozoficzny koncept, który nałożył się na wcześniejsze mity i je zreinterpretował. Ale wcześniejsze tradycje - mezopotamskie, egipskie, indyjskie - tego podziału nie znają w tej postaci.
Leopold, ale jeśli ten schemat jest taki późny i tak bardzo filozoficzny, to jak to możliwe, że do dziś tak bardzo czujemy go jako 'naturalny'? Bo naprawdę jak słyszę 'bogini', to mam w głowie ziemię, ciemność, księżyc. Skąd to?
Ale Hekate jest właśnie ciekawa w tym kontekście, bo ona jest i chtoniczna, i uraniczna - i to nie jest sprzeczność w tradycji greckiej, to jest jej cecha. Jest w Hadesie i na niebie i na ziemi jednocześnie. Więc może ten podział transcendencja-immanencja w ogóle nie pasuje do starszych religii?
Właśnie chciałam się zapytać - bo wy mówicie o tym jak o problemie filozoficznym, ale ja zastanawiam się, co to zmienia dla kogoś, kto po prostu praktykuje. Czy jeśli pracujesz z boginią i czujesz ją jako immanentną - w sobie, w naturze - to czy w ogóle potrzebujesz wiedzieć, skąd pochodzi ten podział?
Wróciłabym jeszcze na chwilę do hinduizmu, bo Leopold powiedział coś wcześniej, co mnie uderzyło - że Devi jest Brahmanem o twarzy żeńskiej. Czy to znaczy, że w tradycji śaktyjskiej transcendencja nie jest 'ponad' immanencją, tylko że to jedno i to samo? Czy dobrze rozumiem?
To jest naprawdę inne podejście niż to, do czego jestem przyzwyczajona z chrześcijaństwa. Bo tam Bóg jest absolutnie oddzielony od stworzenia, to jest fundament - i jakokolwiek możesz go doświadczać, to jest zawsze łaska, nie twoja własna natura. A tu wychodzi, że sama masz w sobie Shakti i to nie jest metafora.
Czekajcie, bo mam pytanie do tego co Irga powiedziała. Szechina jest w wygnaniu razem z ludźmi - to dosłownie tak jest opisywane? Że Bóg niejako dzieli los swojego narodu przez ten żeński aspekt?
To jest coś, czego w chrześcijaństwie zupełnie nie ma w takiej formie. Bóg w wygnaniu razem z człowiekiem - to brzmi niemal jak coś z gnozy, ale jednocześnie jest bardzo ludzkie. Czy to nie przypomina trochę Ducha Świętego jako obecności Boga w świecie? Zastanawiam się, czy ktoś próbował porównywać Szechinę właśnie z Duchem Świętym.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę wrócić do czegoś, co Strzybozka powiedziała o Hekate. Że jest jednocześnie w Hadesie i na niebie i na ziemi. To jest dla mnie osobista kwestia, bo mam w domu małą ikonę Hekate i zawsze myślałem o niej jako o bogini 'dołu'. A tu wychodzi, że to nieporozumienie?
A to ciekawe, bo jeśli Hekate jest na progach, to czy to nie odpowiada lepiej na pytanie 'gdzie mieszkają bogowie' niż cały ten spór transcendencja kontra immanencja? Może bogowie nie są ani 'tam' ani 'tu', tylko właśnie na granicach?
I to ma też sens praktyczny - jak pracujesz z boginią czy bogiem, to właśnie szukasz kogoś, kto może przejść granicę, kto jest pośrednikiem. Nikt nie idzie od razu do najwyższej instancji. Może cała architektura politeizmu jest właśnie o tym - o różnych poziomach dostępności boskości?
To co Leopold teraz powiedział - że podział transcendencja/immanencja może być niewystarczający - to jest właściwie odwrót od punktu wyjścia tego tematu, prawda? Zaczęliśmy od pytania 'gdzie mieszkają bogowie', a dochodzimy do tego, że to pytanie samo w sobie może być źle postawione?
Właśnie. I może to jest najciekawszy wniosek z całej tej rozmowy - że zanim zapytasz 'gdzie jest bóg', musisz zapytać 'jakiej przestrzeni używasz'. Bo przestrzeń w hinduizmie nie jest tą samą przestrzenią co w średniowiecznym chrześcijaństwie. I dlatego odpowiedzi są tak różne.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i trochę się gubię, ale chciałam zapytać o jedno. Wy mówicie o boginiach jako o 'immanentnych' - ale co to właściwie znaczy w praktyce? Że mogę je poczuć w naturze, w sobie? Czy że one są 'bliżej' niż bogowie? Naprawdę nie rozumiem tego podziału na poziomie codziennym.
Patrycelka77, ale właśnie to jest ciekawe - że doświadczenie może być wcześniej niż słowo na nie. Najpierw czujesz, potem szukasz tradycji, która to opisuje. I zupełnie naturalne jest, że to co czułaś w lesie, ktoś gdzieś w historii też czuł i budował wokół tego rytuały.
I to chyba odpowiada na moje wcześniejsze pytanie - czy praktykujący potrzebuje tej teorii. Może nie potrzebuje do samej praktyki. Ale jak słyszę Patrycelkę, to widzę, że teoria może pomóc nazwać to, co i tak się przeżywa. I to też ma wartość.
To co Habba powiedziała na końcu - że teoria pomaga nazwać przeżycie - jest dla mnie kluczem do całej tej dyskusji. Bo właśnie tak działają tradycje. Nie tworzą doświadczenia, ale dają mu język. I dlatego moim zdaniem pytanie 'gdzie mieszkają bogowie' jest w gruncie rzeczy pytaniem o to, jakiego języka używa dana tradycja do opisania bliskości sacrum. Transcendencja i immanencja to nie są miejsca - to są gramatyki.
Słucham tej rozmowy i trochę się gubię w tych gramatykach i filtrach. Ale wróćmy do czegoś, co mnie zastanawia od początku - czy boginie są z reguły bardziej immanentne niż bogowie? Bo jak patrzę na to co tu pisaliście, to tak mi się wydaje. Ziemia, ciało, las - to jest żeńskie. Niebo, abstrakcja, prawo - to jest męskie. Czy to jest rzeczywiście wzorzec w różnych religiach, czy ja to sobie tak upraszczam?
A w Japonii jest Amaterasu - bogini słońca. Najwyższe bóstwo panteonu shinto, kobieta, i rządzi niebiańską równiną. To chyba najbardziej odwraca ten schemat co Patrycelka opisała. Słońce, wyżyna, władza - i do tego kobieta.
To jest trafne spostrzeżenie. Schemat 'bóg nieba ojciec, bogini ziemia matka' jest charakterystyczny dla indoeuropejskiego kręgu kulturowego - Dyaus Pitar, Zeus Pater, Jowisz, słowiański Niebo-Ojciec. Ale poza tym kręgiem reguła się sypie. Amaterasu, którą Strzybozka przywołała, to dobry przykład. Podobnie w Mezopotamii An, bóg nieba, współistnieje z Innanną, która jest boginią i miłości, i wojny, i nieba zarazem. Więc tak - to jest nasza indoeuropejska mapa, nie mapa powszechna.
Ale skoro to jest indoeuropejski wzorzec, to czy współczesny neopoganizm i ruch Bogini nie przenosi tego samego schematu, tylko z odwróconymi wartościami? Tzn. zamiast 'ziemia jest niżej' mówi 'ziemia jest ważniejsza' - ale sam podział pozostaje?
Czekajcie, ale czy to jest zarzut wobec ruchu Bogini, czy wobec całej naszej kultury, która nie umie myśleć inaczej? Bo może nie da się wyjść z tego schematu, jeśli wszystkie nasze słowa i obrazy są nim przesiąknięte. Jak opiszesz boginię nie używając ziemi, ciała, natury - skoro właśnie te słowa są dostępne?
No ale wróćmy na chwilę do pytania o immanencję i transcendencję, bo mi się wydaje, że wątek bogini jako 'bliższej' jest wciąż nierozstrzygnięty. Czy to jest kwestia płci bóstwa, czy raczej kwestii funkcji? Bo Hekate jest na progu, Szechina jest w wygnaniu z ludźmi - obydwie są 'bliskie' - ale czy dlatego, że są żeńskie, czy dlatego, że pełnią rolę pośrednika?
To brzmi bardzo przekonująco. W Kościele katolickim Maryja pełni właśnie tę rolę - pośredniczki, orędowniczki. I jest kobietą. Choć formalnie nie jest boginią. Ale funkcja jest bardzo podobna do tego co Kinia opisuje.
