Hej, wrzucę tu swój sen bo pasuje do wątku. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie, ale mniej więcej tak to wyglądało.
Mały kościółek, na początku sporo ludzi, a potem nagle się rozeszli i zostało tylko kilka osób, między innymi mój przyszły mąż i ja. Ktoś z obecnych powiedział, że to normalne, że tak zawsze bywa kiedy ksiądz rozdaje jedzenie albo pieniądze (nie jestem pewna co to dokładnie było). Potem pojawił się ksiądz, ten który ma nam udzielać ślubu, coś mówił, ale kompletnie tego nie pamiętam. Przez cały sen kilka razy zmienialiśmy ławkę, przenosiliśmy sie z miejsca na miejsce.
Sama w sobie ta treść nie byłaby dla mnie niczym dziwnym, bo ślub za trzy miesiące i pewnie podświadomość robi swoje. Ale rano narzeczony mi mówi, że jemu też śnił się kościół i że siedzieliśmy po lewej stronie... a w moim śnie właśnie tam zaczęłam, od ławki po lewej.
No i tu mam pytanie właśnie, co w ogóle może znaczyć taki sen i jak to mozliwe, ze nam śniło sie podobnie? Jestem sceptyczna wobec takich rzeczy, ale to naprawdę zastanawia.
Hej, no to ciekawe bo ja tez tam byłem, siedziałem gdzieś z tyłu za wami w tej ławce... i tak samo nie mam pojęcia co ten ksiądz gadał, kompletnie mi to wyparowało z głowy 🙂
Hmm, to naprawdę ciekawe pytanie, które warto tu rozwinąć. Sama zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu i myślę, że warto by się nad tym głębiej pochylić na tym wątku.
Też jestem bez słów... naprawdę oniemiałam kiedy przeczytałam ten wątek.
