Dwie noce temu, z 31 października na 1 listopada, przyśnił mi się kolega z liceum, który zmarł 4 lata temu. Nie byliśmy blisko, znajomość czysto szkolna. Wcześniej śnił mi się jeszcze dwa razy, zaraz po jego śmierci, więc łącznie to już trzeci taki sen.
Za każdym razem jest to samo, mianowicie od razu w tym śnie wiem, że on nie żyje, zaczynam płakać i pytam, co tu robi. Tym razem nie pamiętam szczegółów, tylko to, że znów się popłakałam i mówiłam coś w stylu „przecież ty nie żyjesz”, a potem sen się urwał.
Zastanawiam się, co to może znaczyć. Czy on chce mi coś przekazać? Tym bardziej że przed tą nocą w ogóle o nim nie myślałam, więc nie było żadnego powodu, żeby mi się przypomniał. Nie wiem jak na to patrzeć... czy to zwykły przypadek, jakieś podprogowe „zaprogramowanie” akurat na ten konkretny dzień (no bo jednak noc z 31 na 1 listopada jest dość szczególna), czy może jednak to coś więcej?
Bede wdzięczna za każdą podpowiedź jak to rozumieć.
może potrzebuje od ciebie modlitwy albo jakieś mszy... 🙂
no właśnie, jak mi się przyśni ktoś z kim nie mam kontaktu i jakoś znikąd... to od razu wiem że ta osoba szuka ze mną połączenia 🙂 Jeśli żyje, to dzwonię, pytam co słychac, jak się miewa. Raz tak zrobiłam i okazało się że ta osoba była w bardzo złym miejscu psychicznie, udało się jej pomóc, naprawdę! Więc pomodl się za tego kolegę, poślij mu ciepłe myśli, przypomnij sobie jakieś dobre wspomnienia z nim związane. na pewno to poczuje.
