Mam taki sen od jakiegoś czasu i nie wiem co z tym zrobić. Chodzi o to, że śnię sobie jakieś miejsce, powiedzmy dolinę z rzeką i lasem po lewej stronie, jakiś mostek. Zapamiętuję to całkiem dobrze. A potem wracam tam w kolejnym śnie i tego mostku już nie ma, rzeka płynie zupełnie inaczej, po prawej, a las jakby się cofnął dalej. To nie jest tak, że sen się zmienił — to jakby to MIEJSCE żyło i zmieniało się między moimi wizytami. Czy ktoś miał coś takiego? Bo nie wiem czy to znak, czy ja po prostu słabo zapamiętuję.
Znam to i to nie jest kwestia słabej pamięci, bo u mnie jest podobnie i pamiętam szczegóły bardzo wyraźnie. Mam takie jedno miejsce, nazwijmy je 'miasto na wzgórzu', i za każdym razem kiedy tam wracam, coś jest przestawione. Raz główna ulica idzie na wschód, raz wprost urywa się przy ścianie budynku, którego wcześniej nie było. Mnie bardziej ciekawi to, czy te miejsca mają jakąś własną logikę zmian, czy zmieniają się przypadkowo. Bo u ciebie ta rzeka — czy zmienia się w sposób, który jakoś pasuje do tego, co wtedy przeżywasz?
No właśnie mnie to samo zastanawia, bo też mam jedno miejsce, do którego wracam. I też się zmienia. Tylko u mnie to bardziej że raz są tam ludzie, raz pustka. A topografia, no mniej więcej ta sama, ale jakieś szczegóły inne. Ale chciałem zapytać — czy u was to jest jakieś konkretne, realistyczne miejsce, jak prawdziwe miasto albo prawdziwy las, czy bardziej coś surrealistycznego, co nie mogłoby istnieć?
Czytam to z uwagą, bo też mam powracające senne miejsca, ale nigdy nie myślałam o tym od strony topografii. Zawsze skupiałam się na tym, co się dzieje, a nie jak wygląda przestrzeń. A może zmiana przestrzeni to właśnie przekaz? Że zamiast słuchać co się mówi w śnie, trzeba patrzeć jak się zmienia tło?
Jest pewna tradycja w pracy ze snami, która mówi o tak zwanych 'stałych miejscach sennych' — to nie jest mój termin, spotkałem go u Junga pod nieco inną formą. Chodzi o to, że pewne przestrzenie w snach nie są przypadkowe, ale są czymś w rodzaju sceny, na której grana jest wasza wewnętrzna dynamika. I właśnie dlatego ta scena może się zmieniać — bo zmienia się to, co rozgrywa się w środku. Pytanie, które bym postawił: czy zmiany krajobrazu poprzedzają zmiany w waszym życiu, czy po nich następują?
Wchodzę tu z innej strony, bo mnie interesuje aspekt cykliczny. Astrologia uczy, że pewne energie wracają w cyklach i być może takie senne miejsca też mają swój rytm. Czy ktoś z was sprawdzał, czy zmiany krajobrazu sennego pokrywają się z jakimiś datami, fazami księżyca, albo nawet porami roku? To brzmi może zbyt technicznie, ale może by coś wyjaśniło.
Dobra, ale ja mam pytanie bardziej praktyczne. Bo to wszystko ciekawe, te analizy i symbolika, ale co z tego wynika? Jeśli to miejsce się zmienia, to czy można jakoś na to wpłynąć? Czy można wejść do snu i spróbować, na przykład przez świadome śnienie, sprawdzić dlaczego rzeka płynie inaczej?
Ja nie mam takich snów z powracającymi miejscami, ale teraz po przeczytaniu tego zaczynam się zastanawiać, czy czasem nie mam i po prostu nie łączę tego w całość. Bo mam różne sny z lasem, ale nie myślałam że to ten sam las. Czy jest jakiś sposób żeby stwierdzić, że różne sny to to samo miejsce? Może brzmi głupio, ale naprawdę nie wiem jak to rozpoznać.
Słuchajcie, mam jedno pytanie do was wszystkich, bo pracuję trochę z energetyką i czakrami, i mnie zastanawia coś innego. Czy te zmieniające się krajobrazy mogą być związane z tym, jak zmienia się pole energetyczne osoby? Mam na myśli to, że czakra korzenia odpowiada za poczucie stałości i gruntu pod nogami. Jeśli jest w rozchwianiu, czy to nie mogłoby właśnie objawiać się tym, że senny 'grunt' dosłownie się przesuwa?
Dorzucę coś z numerologii, bo to może niespodziewanie pasować. W numerologii pewne liczby wiążą się z pojęciem 'żywej przestrzeni' — coś, co nie ma stałej formy, ale ma stałą funkcję. I mnie zastanawia, czy ktoś z was liczy te powroty. Ile razy wrócił do tego samego miejsca? Bo jeśli to cykl, to może ma jakąś liczbową strukturę, co sewen czy dziewięć powrotów i coś się zmienia jakościowo.
Ja tu trochę z boku, bo takich snów nie mam, ale wychowałam się w tradycji, gdzie mówiono że jeśli miejsce we śnie się zmienia za każdym razem, to znaczy że ono żyje i cię obserwuje, nie ty je. Babcia mówiła, że takie miejsca mają duszę i same decydują co ci pokazują. Nie wiem czy to prawda, ale to interesujące odwrócenie perspektywy — może nie warto pytać 'dlaczego się zmienia' tylko 'co ono chce mi pokazać'?
Czytam ten komentarz Orlikowej68 i zastanawiam się nad tym zdaniem, że miejsce obserwuje mnie, a nie ja je. Bo to zupełnie odwraca perspektywę. Przez cały czas myślałem o tym jak o swojej podróży, swoim powracaniu. A co jeśli to ta przestrzeń mnie 'zaprasza' za każdym razem? I to ona decyduje, co mi pokaże?
Ta nostalgia za czymś nieznanym, to jest coś. Mam dokładnie to samo i nigdy nie umiałem tego nazwać. Jedna z moich znajomych powiedziała kiedyś, że to może być pamięć duszy, nie pamięć osoby. Że pewne miejsca pamiętamy z poprzednich żyć, tylko nie mamy do nich świadomego klucza. Czy to ma sens dla kogoś tutaj?
Słuchajcie, chcę wrócić do zmiany topografii, bo myślę że ten wątek trochę odpłynął. Pytanie konkretne: czy któreś z was zauważyło, że konkretny element, właśnie rzeka, droga, drzewo zmienia się regularnie, a nie przypadkowo? Bo to by mogło znaczyć, że ta zmiana ma rytm, a nie jest chaosem.
Rzeka płynąca ku tobie — w symbolice solarnej i lunarcjo-wodnej to jest coś zupełnie innego niż rzeka odpływająca. Odpływ to zwykle koniec etapu, oczyszczenie, pożegnanie. Wpływ, czyli rzeka płynąca do ciebie, może oznaczać, że coś wraca do pola twojej świadomości. Niekoniecznie dosłownie, raczej jakiś temat, jakaś energia. Blazej, powiedziałeś wcześniej, że rok temu był trudny czas. Czy coś z tamtego okresu wróciło ostatnio?
To co teraz opisuje Blazej jest bardzo ciekawe z perspektywy cykli. Podobna sytuacja życiowa wraca, rzeka we śnie zmienia kierunek w tym samym czasie. W astrologii mówimy o powrotach planetarnych, gdzie planeta wraca do swojej pozycji z narodzin i wywołuje echo tych samych tematów. Blazej, ile masz lat? Nie musisz odpowiadać dokładnie, ale na przykład okolice trzydziestki to Saturn return, który jest właśnie o powtarzaniu i decyzjach.
tak, drugi Saturn return zaczyna się trochę przed pięćdziesiątką i to jest czas przeglądu — co zbudowałeś, co porzuciłeś, co wraca do ciebie jako nierozwiązane. Zmiana kierunku rzeki w tym kontekście mogłaby być właśnie obrazem tego przeglądu. Ale to hipoteza, nie pewnik.
Dobra, przepraszam, że wejdę z inną stroną, ale mam wrażenie że trochę za bardzo analizujemy każdy szczegół i gubimy to, o co chodziło na początku. Bo Blazej napisał o topografii, która się zmienia co noc. I mnie nadal zastanawia to słowo 'co noc'. Czy to naprawdę dzieje się przy każdym śnie w tym miejscu, czy to bardziej że przy każdym kolejnym powrocie? Bo to duża różnica.
Ja mam głupie pytanie, ale powiem. Skoro to się zmienia za każdym razem, to czy jesteście pewni, że to to samo miejsce? Bo może to są podobne miejsca i tyle, a nie jedno żywe które ewoluuje? Jak to rozróżnić tak naprawdę?
Dobra, rozwijam własne pytanie, bo mi się tu coś kręci w głowie. Skoro to miejsce zmienia się stopniowo, a nie radykalnie, to może to tak działa jak miasto w którym mieszkasz? Jak wracasz po roku, to drzewo wycięli, postawili kiosk, ale wiesz że to to samo miasto. Może mózg albo dusza albo cokolwiek to jest, też tak to rozpoznaje. Tylko skąd to rozpoznanie? Co sprawia że Blazej czuje 'to tam', skoro to wygląda inaczej?
To co opisujecie, to rozpoznanie przed percepcją, ma swoje miejsce w fenomenologii snu. Nie oceniam tego naukowo, mówię o tym jako o doświadczeniu. Są tradycje, które nazywają to rozpoznanie 'pieczęcią miejsca' — pewna energia lub intencja, która jest stała, nawet gdy forma się zmienia. Ale mam pytanie do Blazeja: czy to rozpoznanie jest przyjemne? Czy raczej neutralne, takie techniczne?
Wracam do kwestii rytmu zmian, bo mi to nie daje spokoju. Blazej, próbowałeś kiedyś sprawdzić, czy te wizyty w tym miejscu łączą się z czymś konkretnym w życiu na jawie? Bo mam wrażenie, że nie rozmawiamy tutaj o przypadkowych zmianach krajobrazu, tylko może o jakimś wskaźniku. Jakby mapa reagowała na ciebie, nie na jakieś zewnętrzne czynniki.
Okej, ale jak sprawdzić czy mapa reaguje na ciebie? Blazej, masz jakiś zapis tych snów? Bo jak nie, to trochę trudno cokolwiek porównać. Pytam serio, nie złośliwie.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam ten wątek od początku i nie rozumiem jednej rzeczy. Jak to jest możliwe, żeby w śnie pamiętać jak wyglądało to miejsce poprzednim razem? Bo kiedy ja śnię, to nie pamiętam poprzednich snów, jestem po prostu w danym miejscu. Blazej, czy ty w samym śnie wiesz, że tam już byłeś i że coś jest zmienione?
To co mówi Blazej o wewnętrznej mapie, bardzo mi koresponduje z czymś, co czytałam o śnieniu u rdzennych Australijczyków. Tam jest pojęcie songlines, szlaków śpiewu, które są jednocześnie geografią zewnętrzną i wewnętrzną. Nie twierdzę że to to samo, ale ciekawa zbieżność. Czy ktoś śnił kiedyś o miejscu, które znał tylko 'z wewnątrz', bez żadnego wizualnego zakotwiczenia?
Słuchajcie, ale czy my nie odpływamy od topografii Blazeja? On pytał o mapy które się zmieniają, a teraz jesteśmy przy korytarzach bez ścian. Chcę wrócić do czegoś konkretnego. Blazej, czy kiedyś wróciłeś do tego miejsca we śnie i było dokładnie tak samo jak poprzednim razem? Ani trochę inne?
Wchodzę tu bo mam wrażenie że nikt nie powiedział wprost jednej rzeczy. W numerologii i w niektórych podejściach do snów, zmiana przy każdym powrocie to nie jest anomalia, to jest norma. Nic co żyje nie stoi w miejscu. Pytanie do Blazeja: czy te zmiany układają się w jakiś kierunek? Czy raczej to takie losowe przesunięcia?
