Ostatnio przydarzyło mi się coś dziwnego we śnie i nie mogę tego z głowy wytrząsnąć. Stałem na jakimś placu, a wokół mnie chodziły osoby, które wyglądały zupełnie normalnie - twarze, ubrania, wszystko. Ale kiedy mijały mnie bokiem albo odwracały się, ta druga strona była po prostu... niewidoczna. Jakby ktoś wyciął połowę człowieka i zastąpił ją przezroczystym powietrzem. Nie było krwi, żadnego horroru, po prostu ta połowa nie istniała. Co mnie uderzyło - te postacie zachowywały się zupełnie normalnie, rozmawiały ze sobą, nikt tego nie zauważał oprócz mnie. Szukałem czegoś na ten temat i nic konkretnego nie znalazłem. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to w ogóle ma jakiś sens ezoteryczny?
o matko, to brzmi strasznie ale i ciekawie jednocześnie. Tez miałam raz sen ze ludźmi jakby z mgły, ale nie aż tak dosłownie. Ta połówka była przezroczysta jak szkło czy raczej jakby ich tam po prostu nie było?
To co opisujesz jest naprawdę specyficzne. Zastanawiam się, czy te postacie były ci znane z życia, czy zupełnie obce? Bo to może mieć znaczenie przy interpretacji - czy to komentarz do konkretnych ludzi w twoim otoczeniu, czy raczej archetypiczny obraz czegoś ogólniejszego.
Mnie od razu przyszło do głowy coś innego niż niedokończone wcielenie. W tarocie jest karta, gdzie postać bywa opisywana jako 'między światami' - ani tu, ani tam. Takie półistnienia we śnie często kojarzę z duszami, które są jakby zawieszone na progu. Nie do końca tutaj, nie do końca po tamtej stronie. Ale to moja intuicja, nie twarda interpretacja.
Ja myślę o tym inaczej. Jak pracuję z czakrami, to czasem podczas medytacji pojawia mi się poczucie, że pewne osoby mają jakby 'niedomknięte' pola energetyczne - jakby aura była po jednej stronie zupełna, a po drugiej rozrzedzona do zera. To co opisuje autor wpisu może być właśnie tym - podświadomość wyłapuje czyjś energetyczny deficyt i tłumaczy go dosłownie, wizualnie, jako brakującą połowę.
Ale jak to sprawdzić? Bo każdy może powiedzieć 'to energia' albo 'to dusza zawieszona' i obie interpretacje brzmią równie niepewnie. Czy jest jakaś metoda, żeby w kolejnym takim śnie zorientować się, z czym się ma do czynienia?
W runach jest Hagalaz - symbol zniszczenia, ale też czegoś niepełnego, przerwanego w połowie drogi. Jeśli te postacie są symbolem, to mogą reprezentować coś, co zostało urwane - relację, wątek, zadanie. Ta transparentna połowa to nie brak - to nieobecność czegoś, co mogło być.
Mnie te słowa 'nieobecność czegoś co mogło być' bardzo trafiają. Miałam kiedyś serię snów, gdzie ludzie wokół mnie byli jak wyblakłe fotografie - nie transparentni, ale rozmyci po bokach. Dopiero dużo później skojarzyłam, że to był czas, kiedy wycofałam się z kilku ważnych relacji. Jakby sen pokazywał mi, że te osoby przestały być dla mnie 'pełnowymiarowe'. Czy to nie mogłoby działać podobnie tutaj?
Obcy z transparentną połową - to od razu budzi mi skojarzenie z tym, co niektóre tradycje okultystyczne nazywają 'mieszkańcami progów'. Nie duchy, nie żywi - coś pomiędzy. Opisuje się ich jako istoty, które nie należą do żadnego konkretnego wymiaru i dlatego manifestują się niepełnie. W snach pojawiają się często jako figury ludzkie, ale z jakimś brakiem - nie twarzy, nie głosu, albo właśnie połowy ciała.
Poczekajcie, bo się trochę gubię. Te 'istoty z progów' to są byty, które śnią nam się same z siebie, czy my je przywołujemy? I czy to jest coś, czego powinnam się bać, jeśli coś podobnego mi się przyśni?
Staram się teraz sobie przypomnieć i chyba była to lewa strona, ale nie jestem pewien w stu procentach. We śnie nie myślałem o takich szczegółach. Następnym razem spróbuję to zapisać od razu po przebudzeniu, bo to faktycznie może mieć znaczenie.
to bardzo istotny szczegół - że to ty czułeś się intruzem. Bo to odwraca perspektywę. Może te postaci nie były niekompletne w sensie duchowym, tylko ty wszedłeś do przestrzeni, która nie była dla ciebie przeznaczona? Jakbyś trafił za kulisy czegoś, co normalnie przebiega bez świadków.
No właśnie - że we śnie to nie wydawało się dziwne, to chyba kluczowe. U mnie też bywa tak, że najdziwniejsze rzeczy we śnie są oczywiste, a potem na jawie wyglądają absurdalnie. Zastanawiam się, czy to znaczy, że sen działa na innych zasadach akceptacji.
Przestrzeń tranzytowa to bardzo wymowne słowo. Dworce, lotniska, korytarze - we śnie to klasyczne miejsca 'pomiędzy'. Ani tu, ani tam. I jeśli te postaci są połowiczne, a przestrzeń jest tranzytowa, to mamy spójny obraz - wszyscy jesteście w zawieszeniu, ty też, tylko z zewnątrz.
To byłoby logiczne domknięcie tej wizji. Jeśli byłeś w ich przestrzeni jako intruz, to może z ich punktu widzenia ty też byłeś półwidoczny - tyle twojej osoby, ile ta przestrzeń mogła pomieścić. Symetria.
Ta jedna kobieta która się zatrzymała - to może być kluczowa postać całego snu. W symbolice razy jest tak, że jeden element łamie wzorzec i właśnie w nim jest przekaz. Że zauważyła cię choć na chwilę - to nie przypadek.
A ta kobeita - miałeś wrażenie że ona też miała przezroczystą połowe czy wyglądała inaczej niż reszta? Bo jak się zatrzymała to może waszta że ją bardziej zapamietałeś.
To brzmi jak odwrotny efekt skupienia - im bardziej próbowałeś ją uchwycić świadomością, tym mniej była dostępna. W pracy z energią mam podobne doświadczenia przy pewnych medytacjach - skupienie uwagi na subtelnym wrażeniu często je zamazuje zamiast wyostrzyć. Jakby te treści żyły tylko w kącie oka.
Słucham was i próbuję to przyłożyć do tego, co poczułem. Ta rozmytość jej wspomnienia - to nie jest tak, że jej obraz zbladł jak inne wspomnienia ze snu. To bardziej jakby nigdy nie była ostra. Jakby od początku była z innego materiału.
A mi sie narzuca inne pytanie - te przezroyste połowy, to zawsze ta sama strona? Prawa, lewa? Bo jak zawsze lewa, to może coś z tym jest, nie?
To ważne, że nie chcesz konstruować - ale wiesz, że nawet ta niepewność coś mówi? W runach jest zasada, że symbol, co do którego nie masz pewności, często jest tym właściwym - bo umysł nie zdążył go 'ułożyć'. Może twoja niepewność co do strony to właśnie ślad czegoś autentycznego.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam inne pytanie do Blazeja76. Nie o te postaci - o ciebie w tym śnie. Czy miałeś jakieś zadanie? Coś, po co tam przyszedłeś? Czy po prostu byłeś?
To jest bardzo istotna obserwacja. Wszystkie postaci były w ruchu, ty stałeś. Ona się zatrzymała. Może to nie był kontakt przypadkowy - może nieruchome zwraca uwagę tego, co też na chwilę przestało płynąć. Oboje wyłamaliście się z rytmu tej przestrzeni jednocześnie.
Widzem albo... nie wiem, może kimś, kto tam nie powinien być? Mam takie poczucie, że ta kobieta spojrzała na mnie właśnie dlatego, że byłem anomalią. Nie pasuję do tego miejsca.
To jest bardzo ciekawy trop. Bo jeśli jesteś anomalią - kimś żywym, ktoś w pełni uformowanym w przestrzeni, gdzie inni są tylko połową siebie - to ta kobieta mogła zareagować nie z wyboru, tylko z czegoś w rodzaju magnetyzmu. Coś pełnego przyciąga coś, czemu brakuje połowy. Pytam wprost - czy ona wyglądała jak ktoś, kto cię widzi, czy jak ktoś, kto cię rozpoznaje?
Rozpoznanie bez zaskoczenia to mi brzmi jak spotkanie kogoś, z kim masz nieskończoną wspólną historię. To nie jest znajoma twarz - to coś starszego. Czy masz jakieś poczucie, skąd mogłeś ją znać? Nie konkretna osoba, ale może jakieś uczucie - rodzina, przeszłość, dawna więź?
A mogła nie dać, bo ty się nie zatrzymałeś wystarczająco długo - czy to ona coś ograniczyło? Bo jest różnica między snem, gdzie nie dostajesz odpowiedzi, a snem, gdzie odpowiedź jest zablokowana. Pamiętasz, jak to się skończyło - odwróciła się, ty się przebudziłeś, coś przerwało kontakt?
