Chce napisać o czymś, co mnie od jakiegoś czasu zastanawia i nie wiem czy ktoś inny to zauważył. Mam sny - i to całą serię - w których uczę się zapominac. Nie wiem jak to lepiej opisać. chodzi o imiona konkretnych osób, które mnie skrzywdziły. We śnie jest zawsze jakiś nauczyciel albo raczej coś w kształcie nauczyciela, bo nigdy nie widzę twarzy, i ta postać każe mi powtarzać imię jakiejś osoby. Powtarzam i powtarzam, aż w pewnym momencie dźwięk imienia zmienia sie w bełkot. I po przebudzeniu faktycznie nie potrafię od razu przywołać go w głowie. Muszę myśleć. A ten detail, który naj bardziej mnie uderza - moje kroki odbijają się we śnie głośno, choć w tym śnie poruszam się absolutnie leciutko, prawie płynę nad podłogą. To odgłos nie zgadza się z ruchem. I czuję, że to coś znaczy. macie tak czasem?
Rany boskie,to jest niesamowite bo ja tez mam sny gdzie zaczynam czegos zapominac ale mysłam ze to zwykle zapominanie we snie, wiesz jak to jest ze zwykle w snach polowy rzeczy nie pamiętasz. ale ze to moze byc zamierzone przez sen, ze sam sen cie uczy... tego to nie brałam pod uwage w ogole! a ta postać bez twarzy - to nie jest straszne? bo ja bym sie bała
słuchaj, to z tymi krokami mnie wciaga. bo to brzmi jak klasyczny rozjazd między forma a trescia we śnie, ale rzadko sie o tym mowi. jakby sen chciał coś zaakcentować przez ten dysonans właśnie, że hałas kroków to ślad jaki zostawiasz, a ty starasz sie poruszac bez sladu. 😀 moze sen mówi ze to niemozliwe? ze każdy kontakt, nawet ten bolesny, zostawia cos w tobie bez względu na to ile zapomnisz
to ciekawy trop z tymi krokami, ale ja bym poszła w troche innym kierunku. ten dysonans między lekkością ruchu a głośnością może być sygnałem, że praca którą robisz wewnętrznie, ta praca puszczania, jest głębsza niż myślisz. nie wygląda na zewnątrz intensywnie, ale pasuje w jakiejś innej warstwie. sam nie jestem pewien czy to dobra analogia, ale troche jak praca z czakrą gardła, tak myślę, gdzie cisza bywa głośniejsza niż krzyk. ta nauka zapominania imion to też coś z tego poziomu chyba - imię to vibration, żeby użyć mniej górnolotnego słowa, poprostu dźwięk który ma moc. i jeśli go nieutknął, ciągnie.
no hej, ale czy ktos sie zatrzymal nad tym ze zapominanie we snie to poprostu zjawisko neurologiczne? mózg konsoliduje pamiec podczas snu i nie wszystko się zapisuje, dlatego mamy wrazenie ze zapomnielismy. ta narracja ze "uczysz sie zapominac" to interpretacja po fakcie. nie mowie ze to nieinteresujace, ale zanim zbudujemy na tym caly system znaczen warto sprawdzic czy czasem to nie jest po prostu mechanika snu
a ja chce wiedziec jedno - po tych snach naprawdę zapomnisz tych ludzi na jawie czy to tylko we śnie? bo jeśli ten sen naprawdę działa jak jakiś rytuał oczyszczenia to jest to coś co chciałabym umieć zrobić. mam kilka imion które chętnie bym zgasiła 🙂 jak to w ogóle wyglada nazajutrz po takim śnie?
oooh, to jest piękne! ta nauka zapominania jako forma uwalniania się. to brzmi jak coś co robiła moja babcia, ona mówiła że nie trzeba wybaczać żeby odpuścić, że to dwie różne rzeczy. i ta postać nauczająca bez twarzy, to może być właśnie przewodnik ktury nie chce żebyś go identyfikowała jako konkretna osobę, bo sam przekaz jest ważniejszy niż jego źródło. chciałabym mieć taki sen!
ale czy to jest na pewno coś dobrego? bo ja sie zastanawiam - zapominanie imienia kogoś kto skrzywdził to jedno, ale czy to nie jest też jakaś forma wymazywania czegoś ważnego co się wydarzyło? jakby troche ochrona przed... no nie wiem jak to powiedziec. przed tym żeby coś sie powtórzyło? bo jesli zapomnisz kto cie skrzywdził to może łatwiej sie znowu zbliżyć. to mnie troche niepokoi szczerze
no dobra, wycofuję sie trochę ze sceptycyzmu bo ta kwestia Zanetki jest interesująca. bo to już nie jest "czy sen ma znaczenie" tylko "jakie znaczenie jest właściwe". i to jest pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi. moze ten sen jest kompensacyjny, czyli robi coś czego na jawie nie dajesz rady. a moze jest ostrzegawczy. sam motyw uczenia sie zapominania jest etycznie niejednoznaczny
Ojoj ojoj, mnie ciekawi ta cisza w tym głośnym kroku. znaczy to ze cisza jest niemozliwa w pewnych przestrzeniach? jak jaskinia czy świątynia, gdzie kazdy twój krok odbija sie od scian niezaleznie od tego jak lekko stąpasz. moze to jest wlasnie ta przestrzen snu - przestrzen w której twoje wewnętrzne ruchy maja konsekwencje których nie kontrolujesz
a powiedz mi - ta postać nauczająca, to jest zawsze ta sama? i skąd wiesz ze to ona każe ci zapominać, a nie po prostu stoisz przed czymś i to się dzieje? pytam bo to zmienia interpretację. jeśli ktoś cię prowadzi to jedno, a jeśli jesteś sama w tym procesie to drugie
przeczytałem wszystko i nie wiem czy sie wypowiadac bo to brzmi bardzo... prywatnie i głęboko. ale to z tymi krokami mnie nie opuszcza. zastanawiam sie czy nie chodzi o to ze cokolwiek robimy - nawet jak staramy sie byc niezauwazalni albo lekcy - zostawiamy slad. i moze sen mowi ze to no dobra. ze slad jest nieodlaczny od istnienia. nie musi byc wstydem
No dobra,wracam do tego co powiedziała Zanetka bo mnie to też zastanawia. bo robię dużo pracy z emocjami, różne rzeczy ćwiczę i zawsze sie powtarza ze granica między puszczaniem a wypieraniem jest bardzo cienka. i pytam siebie czy sen ktury opisujesz to jest naprawdę puszczanie czy wyparcie w pieknym opakowaniu. jak to rozroznisz po przebudzeniu? co czujesz - ulge czy pustke?
