Miałem ostatnio sen, ktury próbuję jakoś ogarnąć i nie mogę. Nie chodzi o to że był straszny ani dziwny w normalnym sensie, tylko że... sam sen był jak coś zbyt dużego żeby to pojac. Bylem w jakimś miejscu gdzie wszystko się nakladalo na siebie, kilka rzeczywistości naraz i wiedziałem że gdzieś tam jest sens, logika, coś co to wszystko spaja - ale mój umysł nie był w stanie tego uchwycić. Jakbym próbował zobaczyć trójwymiarowy kształt majac tylko dwuwymiarowy wzrok. obudziłem się z poczuciem ze coś ważnego było tuż przed moim zasięgiem i poprostu uciekło. Czy to komuś brzmi znajomo? Bo nie wiem nawet jak to interpretować, skoro sam sen był jakby za bardzo złożony na moje kategorie myślenia.
To co opisujesz, znam to uczucie. Jest taka granica w snach gdzie przestajesz być obserwatorem a zaczynasz być czymś co obserwuje samo siebie obserwując i właśnie tam zaczyna się to co opisujesz. Nie brak ci slow, brak ci struktury poznawczej żeby to pomieścić. Pytanie do ciebie - czy podczas tego snu byłeś sobą, czy raczej byłeś świadomością bez konkretnego "ja"?
To co piszesz to nie jest przypadkowy sen, to jest wyraźny znak że twoja świadomość dotknęła czegoś co przekracza ramy egomysłu. W tradycjach szamańskich nazywa się to spotkaniem z wielowarstwowością bytu. Ludzki umysł jest jak małe naczynie próbujące pomieścić ocean. nie ma w tym nic złego że ci to ucieklo bo to właśnie ma uciekać. Ważniejsze jest to co zostaje po przebudzeniu, ta reszta, to poczucie czegoś dużego. Co dokładnie zostało ci po tym śnie? Jakie uczucie, obraz, słowo? 😮
Ojej, ja miałam coś podobnego i też nie wiedziałam jak to nazwać. U mnie było to jak sen w snie w snie i na każdym poziomie byłam przekonana że to jest ta prawdziwa rzeczywistość, a potem się okazywało że jest jeszcze głębiej. Ale powiedz mi, bo jestem ciekawa - te "kilka rzeczywistości naraz" to były po sobie czy naprawdę wszystkie jednocześnie? Bo to by było coś innego chyba, nie?
No właśnie,skąd wiadomo że to "dotknięcie czegoś wyższego" a nie po prostu mózg podczas snu produkuje niespójne sygnały i my to interpretujemy jako "głębię"? Pytam szczerze, tak myślę, nie złośliwie. Bo takie sny gdzie czujesz że "coś ważnego jest tuż przed zasięgiem" mogą być po prostu fragmentarycznym przebudzeniem z fazy REM kiedy kora przedczołowa jeszcze nie działa pełną parą. I ta "złożoność" to może być po prostu chaos sygnałów który mózg próbuje sklecić w narrację.
Ale Sylweria, to nie wyklucza że sen ma znaczenie, nie? Tzn. nawet jeśli fizycznie to są sygnały mózgu, to może właśnie wtedy kiedy ta kora jest wyłączona dociera do nas coś co normalnie jest zagłuszane? Ja przynajmnej tak to rozumiem. chyba że się mylę;)
"Tożsamość jako opcjonalna etykietka" - to jest bardzo precyzyjny opis i ważny. w pracy z runami jest taki moment w głębokiej kontemplacji gdy ego staje się przezroczyste. Nie znika ale przestaje być pierwszym planem. Granica wynika z tego że nasz aparat pojeciowy jest zbudowany z języka i kategorii jawy. Sen może pokazać coś dla czego nie mamy jeszcze słów, dosłownie, bo słowa to narzędzia świata dziennego.
Kurde to jest naprawde niesamowite co tu piszecie. Ja wgl nigdy nie myslałem o snach w taki sposob, ze to moze byc kwestia granic poznania a nie tylko symboli. Kasandra, to co napisalas o "reszcie co zostaje" - to mi cos kliknelo bo ja tez mam czasem sny po ktorych zostaje mi jakies uczucie ale niema obrazu, nic konkretnego, no nie wiem, tylko cos jak... posmak? Czy to jest to samo o czym mowisz?
Bardzo dziękuję za ten wątek bo od tygodni mam podobne sny i nie umiałam tego nazwać. 😮 U mnie to jest jak sen w którym wiem że "to ma sens" ale ten sens jest w jakimś języku którego nie znam i nie mogę przetłumaczyć. jak muzyka atonalna - słyszysz że tam jest jakiś porządek ale nie masz narzędzi żeby go rozkodować. Czy to jest ta sama kategoria o której wy mówicie?
Ja się tu trochę gubię bo wgl nie rozumiem jak można w snie "wiedzieć" że coś ma sens skoro się śni. Tzn ja jak śnię to jestem totalnie przekonana że wszystko co się dzieje jest normalne, nawet jak to jest kompletnie absurdalne. Czy te sny o których tu piszecie są inne? Czyliscie w nich przytomni że to jest sen?
Spoko ale żeby to jakoś wykorzystać praktycznie to co z tym zrobić? Bo czytanie że "świadomość dotknela wielowarstwowości bytu" to brzmi pięknie ale co to daje. Czy jest jakiś sposob żeby wrocic do takiego snu żeby tym razem zapamietac więcej? Bo jeśli tam faktycznie jest cos do zrozumienia to chciałabym wiedzieć co.
A może kamienie mogą tu pomóc? czytałam że lapis lazuli pomaga w snach które dotyczą wyższej wiedzy i że można go trzymać pod poduszką. Czy ktoś próbował czegoś takiego przy takich snach? Chodzi mi o to żeby może przy kolejnym razie być bardziej gotową na odbiór tego co sen chce przekazać
Hmm,a czy to możliwe ze te sny się pojawiają z jakiegos konkretnego powodu, tzn ze cos w zyciu czlowieka powoduje ze zaczyna miec dostep do takich doswiadczen? Bo nurtuje mnie czy to jest cos co przychodzi losowo czy raczej jest jakis wyzwalacz. nikodem czy ostatnio cos sie u ciebie zmienilo, jakis okres stresu, medytacja, dieta, cokolwiek?
Słuchajcie, mi się przypomniał sen który miałam bodajże w czasie gdy przechodziłam przez trudny okres osobisty i właśnie wtedy miałam dokładnie to o czym Nikodem pisze, tą niemożność ogarnięcia. I wtedy pomyślałam że może właśnie dlatego tak to wyglądało, że mój umysł był przeciążony w jawie więc we śnie też nie miał możliwości ułożyć tego w coś pojmowalnego. Może ta "złożoność" to nie jest zawsze objawienie ale czasem po prostu efekt tego że coś przerabiamy. Albo to może być jedno i drugie naraz.
