Chcę dodać jeden wątek, bo mnie uderzyło coś w opisie Walentyny o ciszy po. W tradycji zen ta cisza po słowie ma własną nazwę — mu, pustka która jest pełna. Nie brak, nie urwanie, ale spełnienie formy. Walentyna, czy ta cisza przed przebudzeniem ma jakiś ciężar, jakąś jakość — czy jest jak nic, czy jest jak coś?
Zamknięcie nawiasu to bardzo precyzyjny obraz. Bo nawiasy implikują że coś było otwarte zanim zaczęłaś mówić. Czy masz poczucie że wchodzisz do tych snów już w środku zdania, czy jest jakiś moment otwarcia który pamiętasz?
To co mówi Walentyna o wejściu w środku zdania jest klasycznym opisem pewnego rodzaju snów w tradycji sufickiej — tam mówi się o 'snach bez progu', gdzie dusza nie przekracza bramy ale jest już po drugiej stronie zanim zdąży to zauważyć. Nie twierdzę że to dokładnie to samo, ale podobieństwo jest uderzające. Chalcedonko, czy mu w zen też może być stanem bez punktu wejścia?
Ja rozumiem zestawianie tego z tradycjami mistycznymi i to jest ciekawe, ale wracam do prostszego pytania — Walentyna, czy kiedykolwiek udało ci się zapamiętać choć fragment tego co powiedziałaś? Nie znaczenie, nie wrażenie, ale dosłowne słowa?
Puste po wyjęciu — to mnie bardzo uderzyło. Czy to nie jest tak z większością snów? Że znaczenie jest w kontekście, nie w treści? Bo ja też czasem zapisuję coś co brzmi absurdalnie rano, a w nocy czułam że to najważniejsza rzecz na świecie.
Przepraszam że znowu z czymś prostym, ale — czy to zdanie które zapamiętałaś było skierowane do kogoś konkretnego we śnie, czy bardziej jak wypowiadanie czegoś w przestrzeń? Bo to by zmieniało to kto albo co jest odbiorcą.
Ta obecność bez twarzy albo bez imienia — to chyba jeden z częstszych motywów tu na forum. Ale tu jest inne niż przy osobach bez twarzy w snach, bo tu ktoś aktywnie słucha i rozumie. Czy ta obecność sprawiała wrażenie życzliwej? Pytam bo zastanawiam się czy to może być przewodnik.
To ciekawe co mówisz o pełnej uwadze. Mam pytanie z trochę innej strony — czy nosisz coś podczas snu, jakiś kamień albo przedmiot? Pytam bo lapis lazuli i szafir są tradycyjnie przypisane do gardła i komunikacji, i ciekawi mnie czy cokolwiek fizycznego się zmieniło kiedy te sny się pojawiały albo ustępowały.
Skoro mówimy o falach i korelacjach — czy sprawdzałaś kiedy te sny wracają w kontekście tranzytów? Merkury, który rządzi komunikacją, w retrogradzie albo w opozycji potrafi dość konkretnie wpływać na to jak przebiega mowa nawet w snach. Nie twierdzę że to jedyne wyjaśnienie, ale mogłoby pokazać jakiś wzorzec.
Zaczęłabym od Merkurego i jego aspektów do Neptuna — Neptun rządzi snem i tym co przenika granice, więc połączenie tych dwóch może dawać właśnie coś w rodzaju otwartego kanału nocnego. Ale powiedz mi najpierw jaki masz znak ascendentu albo chociaż słońca, bo bez tego mówię trochę w próżni.
Wracam do tego co Walentyna mówiła o pełnej uwadze bez odpowiedzi — i to zdanie 'idziesz dalej bo wiesz że jesteś słyszana'. To brzmi jak bardzo konkretny opis tego co dzieje się w czakrze gardła kiedy jest odblokowana. Normalnie zatrzymujemy się bo szukamy potwierdzenia, bo czujemy że słowa nie dotarły. Walentyna, czy po tych snach masz inne poczucie mówienia na jawie? Pytam serio, bo to by coś sugerowało o kierunku pracy.
Mruczenie po przebudzeniu — nigdy bym na to nie wpadła. Próbowałam zapisywać, próbowałam leżeć bez ruchu żeby zachować więcej, ale to zawsze jest walka z czymś co już ucieka. A dźwięk jako zakotwiczenie jest innym podejściem, bardziej fizycznym. Muszę to przemyśleć.
Przepraszam że się wtrącam, ale ja mam pytanie które chodzi mi po głowie od kilku postów — czy w tych snach Walentyna mówi do kogoś z zaświatów, czy raczej do jakiejś wersji siebie? Bo to co opisuje z tą obecnością która tylko przyjmuje i słucha... to mi bardziej brzmi jak 'wyższa jaźń' niż duch z zewnątrz. Nie twierdzę, tylko pytam.
Dla mnie złote i ciepłe to nie brzmi jak coś obcego ani z zaświatów w typowym sensie — to brzmi jak coś bardzo bliskiego, może naprawdę wyższa jaźń jak Mania mówiła, albo przewodnik który towarzyszy od dawna. Zimno kojarzy mi się z przekazami wymagającymi więcej energii albo z czymś co nie jest 'swoje'. Ale to tylko moje doświadczenie, nie wyrocznia.
Złote ciepło i brak odpowiedzi przy pełnej uwadze — to mi przypomina opisy w tradycji wedyjskiej dotyczące 'sakshi', świadka. Nie jako przewodnika który mówi, ale jako czystej obecności która obserwuje i przyjmuje bez oceny. Interesujące jest że Walentyna jest tam nadawcą a nie odbiorcą przekazu, co odwraca schemat który widzimy w większości opisów snów o przewodnikach. Walentyna, czy kiedykolwiek miałaś odczucie że to ty dajesz coś tej obecności, a nie odwrotnie?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam może naiwne pytanie, ale — czy to że Walentyna mówi tak szybko może po prostu znaczyć że tamta przestrzeń ma inny czas? Nie kto jest odbiorcą, nie co to za obecność, tylko samo tempo. Jakby czas płynął inaczej i to wymusza to przyspieszenie mowy?
Gęstość czasu sennego to jest coś o czym mówi Ibn Arabi w kontekście wizji nocnych — że czas w śnie jest 'zwinięty', a nie linearny, i dlatego dusza może doświadczyć w jednej nocy tego co na jawie zajęłoby lata. Nie twierdzę że to wyjaśnia co się dzieje u Walentyny, ale może być jednym z kluczy do tego przyspieszenia mowy, szczególnie jeśli mówi coś ważnego i czas 'naciąga' na treść.
To jest dla mnie ważne usłyszeć. Bo przez długi czas miałam wrażenie że coś jest nie tak — że ta szybkość to błąd, niedokończenie, jakiś sygnał że komunikacja nie działa. A może ona działa dokładnie tak jak powinna, tylko w innym reżimie czasowym. Czy ktoś z was miał kiedyś sen gdzie tempo było odwrotne — mówienie wolniejsze niż normalnie, przeciągłe?
Ja miałam raz sen gdzie próbowałam coś powiedzieć i każde słowo ciągnęło się w nieskończoność — jakby dźwięk był gęsty jak miód. Nie mogłam przyspieszyć. To było nieprzyjemne, zupełnie inne niż to co Walentyna opisuje. Zastanawiam się czy to jest po prostu odwrotna wersja tego samego zjawiska, czy coś zupełnie innego znaczeniowo.
Nie było nikogo. To był sen bardzo pusty, ciemny. I chyba właśnie to było najgorsze — mówiłam w próżnię. Twój sen ma odbiorcę, nawet jeśli milczącego. Mój nie miał. Teraz kiedy to porównuję, to chyba jednak różnica jest zasadnicza.
OK ale to mnie zastanawia — czy ta obecność, o której Walentyna mówi przez cały wątek, pojawia się w każdym takim śnie z szybką mową, czy zdarzały się sny gdzie mówiłaś tak szybko, ale nie było nikogo? Bo to by dużo zmieniało w interpretacji.
