Mam dziwny temat do zgloszenia i trochę się wahałam czy wrzucać, bo brzmi abstrakcyjnie. od jakiegoś czasu śnię sny, w których mój własny cień - dosłownie cień, taki czarny zarys mojej sylwetki - zachowuje się zupelnie inaczej niż ja. 😀 Idę, on stoi. Siadam, on wskazuje mi jakiś kierunek. Raz powiedział coś, czego nie zrozumiałam na jawie, ale we śnie było oczywiste. Miałam poczucie, że to nie jest zagrożenie, a raczej... coś jakby nauczyciel? Coś we mnie, co wie więcej niż ja sama. Czy kojarzycie coś takiego? Bo szukałam w sennikach i nic konkretnego nie znalazłam.
O to akurat blisko tego co czytałam o Cieniu u Junga, wiesz, ta cała koncepcja że cień to ta część nas, którą wypieramy, chowamy, prawda, nie akceptujemy. ale u ciebie on jest nauczycielem, a nie czymś strasznym, i to jest moim zdaniem ważna różnica. Jakby twoja psyche zamiast walczyć z cieniem, zaprosiła go do rozmowy. Miałam podobne śnienie raz, cień szedł przede mną i zatrzymywał sie przy drzwiach, ktorych normalnie bym nie otworzyła. Potem w życiu nadarzyła się okazja i przypomniałam sobie ten sen. Nie jestem pewna czy to zbieżność czy coś więcej, ale napewno warto ten sen obserwować dalej
Jung to psychologia, nie ezoteryka. Tutaj chyba jednak inny kontekst? Ale dobra, jeśli już szukamy interpretacji, to cień jako nauczyciel pojawia się w różnych tradycjach szamańskich jako tzw. "ciemny przewodnik" - nie zły, ale prowadzący przez to, czego unikamy. Różni się od ducha opiekuńczego tym, że nie pociesza, a konfrontuje. Pytanie do autorki: co ten cień ci pokazywał albo mówił? Bo szczegóły tu bardzo dużo znaczą.
Ta mapa to ciekawy motyw. w pracy z cieniem (nie tylko w psychologii ale i w magii) chodzi o to, że ciemna czesc nas zna drogi, ktore nasza swiadoma jaźń odrzuca jako zbyt ryzykowne albo niestosowne. Cień jako kartograf podświadomości, który cofa się żeby nie dac gotowej odpowiedzi, tylko prowadzić przez proces, to brzmi jak cos autentycznego, nie wymyslonego przez sen. Walentyna, czy te sny z cieniem mają jakiś wzorzec - przychodza w konkretnych momentach życia, w napięciach, przy decyzjach?
Ale numer, nigdy bym na to nie wpadła że cień we śnie to może byc cos pozytywnego. Ja sie zawsze bałam jak mi sie śniły cienie, myślalam ze to zle duchy albo cos w tym stylu. Ale to co piszesz Walentyna brzmi zupelnie inaczej, tu nie ma strachu, bardziej takie... no nie wiem jak to nazwac, nie wiem, mentorstwo? Tylko mam pytanie bo jestem ciekawa - czy ten cien wyglądał jak twoj wlasny cien (czyli miał twoj ksztalt) czy byl jakos inaczej zbudowany?
To co opisujesz ma odpowiednik w wielu tradycjach. W alchemii mowiono o "umbra", cieniu ktory jest koniecznym etapem przed przeistoczeniem. Nie wroga czesc ale ta, ktora przechowuje material do pracy. W snach gnostyckich cien wlasnej sylwetki interpretowano jako daimon, nie demon w chrzescijanskim sensie, ale przewodnik-duch wlasciwy kazdemu czlowiekowi, niewidoczny dopoki ktos sie z nim nie skonfrontuje. To ze ten cien rysuje mape i sie cofa jest niemal klasycznym obrazem inicjacji: przewodnik nie niesie ucznia, tylko wskazuje droge i pozwala isc samemu. Pytanie czy masz poczucie ze coś w twoim zyciu aktualnie wymaga takiej inicjacji, no dobra, jakiejs decyzji albo zmiany?
Zanim wszyscy zaczniemy budowac katedry interpretacji, zapytam wprost: jak czesto ten sen wraca? Bo jezeli raz albo dwa razy, to moze byc po prostu echo jakiejs lektury albo rozmowy przyswojone przez podswiadomosc i tyle. A jezeli regularnie, z wariantami, to juz inny temat. Nie mowie ze to niemozliwe, mowie ze warto rozroznic.
Słuchajcie, mam lekki problem z tym całym "cień jako nauczyciel". bo to jest bardzo ładna metafora i rozumiem dlaczego sie tu pojawia ale trochę za łatwo naklejamy etykietę "duchowe przesłanie". Cień we snie to rownież poprostu cien, wytwór mechaniki mózgu przetwarzającego obrazy. To że wydaje nam sie znaczące nie znaczy ze JEST znaczące. Pytam serio, co was przekonuje że to NIE jest po prostu projekcja własnych myśli i lęków w atrakcyjnej formie wizualnej? 😀
Zielarz ma tu pewien punkt, nie w tym sensie zeby negowac ale ze warto sie zastanowic: co zmienił ten sen? Czy cos w twoim zachowaniu, decyzjach, sposobie myslenia poszlo inaczej po tych snach? Bo w pracy z symbolami sennymi to jest dla mnie kryterium bardziej uzyteczne niz dywagacje o naturze zjawiska. Jezeli cien jako nauczyciel cos ci dal, jakis impuls, wglad, swoją drogą, odwage, to ma znaczenie praktyczne niezaleznie od tego co to bylo "naprawde"
to jest swietne pytanie Makary! walentyna, czy po tych snach faktycznie cos sie zmienilo? Bo ja mialam serie snow o czymś ciemnym co mi towarzyszyło i przez długi czas sie bałam, a potem zobaczyłam ze to jak moja blokada z czakry splotu słonecznego, zablokowana wola i sprawczość, i od kiedy to skojarzyłam to te sny sie zmieniły. Głowię się czy to dobry trop ale może twój cień to tez cos takiego, jakas zablokowana energia ktora chce byc widziana?
Wracając do tego co Otek pisał o daimonie, bo to ważny trop, chcę dodać że w tradycji hermetycznej cień własnej sylwetki oddzielony od ciała to jeden z klasycznych obrazów spotkania z Ja wyższym albo z tym co Jung potem nazwał Selbst. Nie chodzi o ducha zewnętrznego, ale o tę część siebie, która patrzy na nas z pewnego dystansu i widzi więcej. 😛 Cień ktury rysuje mapę i się cofa, to moim zdaniem obraz procesu, a nie punktowego przesłania. Mapa nie jest gotowa, jestes w trakcie jej rysowania razem z nim. To co warto zrobic to zapisywać kolejne sny z tym motywem i szukać ciągłości, bo te obrazy czesto mówią w seriach, nie w pojedynczych epizodach.
Zastanawiam sie czy mozna w ogole celowo wywolac taki sen jak sie wie ze cien ma byc nauczycielem. Czy sa jakies techniki? Pytam bo mam wrazenie ze moje sny sa chaotyczne i nigdy nie ma w nich nic co by mialo sens.
