To jest właśnie ten szczegół który zmienia wszystko. Ogólny aforyzm można sobie przetłumaczyć z czegokolwiek, bo zawsze coś pasuje. Ale sentencja której możesz dotknąć konkretem, to jest zupełnie inna jakość. Nikodem, czy miałeś wcześniej sny, które w podobny sposób komentowały twoje aktualne życie, tylko że przez obrazy a nie przez kolor?
To 'ominięcie normalnej ścieżki' to jest bardzo konkretny trop. W pracy z czakrami mówi się o tym że niektóre informacje przychodzą przez kanały werbalne, a inne przez ciało lub kolor. Czy ta sentencja kobaltu była raczej czymś co 'wiedziałeś', czy czymś co 'poczułeś jako słowa'? Bo to są dwa różne tryby odbioru.
Zabarwienie kobaltem, to jest właśnie to wyrażenie które mnie uderza. Bo ja mam podobnie tylko że nie w snach, ale przy pewnych rytuałach, kiedy kolor świecy jakby wpływa na to co czuję w danej chwili. Czy nie jest tak, że kolor jest nośnikiem, i zarówno na jawie jak i we śnie może nam przekazywać coś co inaczej by do nas nie dotarło?
Właśnie sobie przypomniałam mój sen z tym czerwonym, który opisałam wcześniej. Tam naprawdę nie było żadnej komunikacji, był tylko lęk. Natomiast raz miałam sen z bardzo spokojnym zielonym, coś jak łąka ale sama zieleń była oddzielna, i po przebudzeniu miałam poczucie że coś mi minęło, jakiś ciężar. Bez słów, bez sentencji. Czy to jest podobne do tego co opisuje Nikodem czy raczej coś innego?
Ta różnica którą Nikodem właśnie opisał jest dla mnie kluczowa. Spokój jako warunek odbioru, nie jako efekt. To jest coś co znam z rytuałów, gdzie mówi się o konieczności wyciszenia przed otwarciem się na przekaz. Jakby ta mechanika była ta sama, tylko w przypadku Nikodema zadziałała automatycznie podczas snu, bez intencji.
Czy to znaczy, że można by próbować odtworzyć ten stan intencjonalnie? Na przykład celowo pracować z kolorem podczas medytacji i czekać na przekaz w tej formie? Bo jeśli sen to zrobił bez starania, to może da się to zainicjować świadomie?
Czyli rozumiecie, że sen robi to lepiej niż jawanienie dlatego że jesteśmy mniej kontrolujący? Ale wtedy pytanie, czy można się jakoś nauczyć nie kontrolować na jawie, żeby ten rodzaj percepcji był dostępny bez konieczności zasypiania?
To ciekawe że wzrok odpływa jako pierwszy. Zastanawiam się, czy to co Nikodem miał, ten kobalt z sentencją, mogłoby wrócić gdyby celowo zaczął notować te chwile pogranicza. Prowadzisz jakiś dziennik snów? Bo jeśli to się raz zdarzyło, to może jest w tobie zdolność do tego rodzaju odbioru.
Wróćmy do tego co Nikodem opisał na początku. Ten dziennik snów, który zaczął prowadzić od tamtego snu z kobaltem, to czy cokolwiek z niego już wynikło? Bo interesuje mnie, czy kolor pojawił się ponownie, i czy znowu miał jakiś przekaz, czy tym razem był 'tylko' tłem.
To co piszesz o wzorcu jest ważne. Wzorzec to nie jest dowód, ale jest sygnałem że coś się powtarza nieprzypadkowo. Pytanie jest jednak inne, czy te inne wyraziste kolory też coś 'mówiły', czy były po prostu intensywne bez treści?
To rozróżnienie które właśnie zrobiłeś, akcent kontra zdanie, jest bardzo precyzyjne i myślę że nie jest przypadkowe. W czakrach ajna odpowiada za percepcję symboliczną, a większość ludzi ma ją aktywną na poziomie obrazów, ale nie na poziomie znaczeń zakodowanych w kolorach. Czy ten sen z kobaltem był w jakiś sposób poprzedzony czymś szczególnym, intensywnym dniem, silnym przeżyciem, niespodziewaną sytuacją?
Ale czy musi być poprzedzony czymś szczególnym? Bo z tego co czytam, to jakby zakładamy że te głębsze sny wymagają jakiegoś katalizatora. A co jeśli one po prostu przychodzą losowo, i nie da się ustalić dlaczego akurat wtedy?
W litoterapii kobalt i kamienie w odcieniu kobaltu łączy się z komunikacją i z wyrażaniem prawdy, szczególnie tej której się unika. To trochę koresponduje z tym co Nikodem mówi o odkładanej decyzji. Ale nie wiem czy można to przenosić z kamieni na kolory we śnie jeden do jednego.
Ta idea różnych kanałów dla tej samej informacji jest mi bliska. W pracy z czakrami widać coś podobnego, ten sam blok energetyczny może się objawić przez ból fizyczny, przez powtarzający się sen albo przez szczególną wrażliwość na konkretny kolor w otoczeniu. Czyli jakby rzeczywistość szuka drogi do ciebie przez to co jesteś w stanie odebrać. Nikodem, a ty masz jakąś wrażliwość na kobalt poza tym snem? Nosisz go, lubisz ten kolor, unikasz?
To co Nikodem mówi o neutralności jest dla mnie nowe. Zawsze myślałam że otwartość to znaczy zainteresowanie i pozytywne nastawienie. A tu wychodzi że może być odwrotnie, emocjonalna neutralność jako rodzaj przepuszczalności. Czy to ma sens z perspektywy medytacji?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne. Czy ktoś próbował kiedyś celowo wybrać kolor przed zaśnięciem i sprawdzić czy sen 'odpowie' tym kolorem z przekazem? Nie jako dowód naukowy, tylko jako eksperyment?
I to jest chyba sedno całego tej rozmowy, nie? Że te doświadczenia których szukamy, jak kobalt Nikodema, nie dają się zaplanować ani wywołać na żądanie. Można stworzyć warunki, prowadzić dziennik, pracować z kolorami, ale sam moment gdy kolor przemawia, wydaje się być poza kontrolą. Nikodem, czy to cię niepokoi, ta nieprzewidywalność, czy raczej na nią czekasz?
To co Naparstnica napisała na końcu mnie zatrzymało. Że nie da się wywołać tego na żądanie. Ale jednocześnie przez całą tę rozmowę szukamy jakichś warunków, wzorców, katalizatorów. Czy to nie jest trochę sprzeczne? Albo jest jakaś metoda, albo jej nie ma. Nie można mieć obu naraz.
A może właśnie zapisywanie zmienia coś w tym jak śpimy? Nie wiem czy to ma sens, ale zastanawiam się, czy sama świadomość że 'będę to notować' nie stawia nas w jakiejś innej pozycji wobec snu. Bardziej obserwatora niż uczestnika.
Ja wróciłabym do czegoś innego. Mówiliśmy o kobalcie, ale czy ktoś z was miał doświadczenie z innymi kolorami, które nie tyle 'mówiły' zdanie, ale dawały jakieś wyraźne poczucie, nawet bez słów? Bo u mnie zdarzyło się raz z głęboką zielenią i to nie był przekaz słowny, ale było coś w rodzaju... stanu. Jakby kolor sam w sobie był komunikatem o tym jak jest, a nie o tym co robić.
To co Turkusowa mówi o 'gęstym spokoju' jest dla mnie bardzo obrazowe. Ale mam pytanie, czy to mogło być po prostu dobre przebudzenie po dobrej fazie snu? Jak odróżnić że to kolor coś przekazał, a nie że po prostu organizm był wypoczęty?
Słuchajcie, mam pytanie do Turkusowej, ale i do reszty. Ona powiedziała 'język bez sentencji'. Mój kobalt miał treść słowną, jej zieleń miała stan emocjonalny. Czy to mogą być różne języki kolorów? Jakby kobalt komunikuje intelektualnie, a zieleń emocjonalnie? Albo to zależy od odbiorcy, nie od koloru?
To jest bardzo dobre pytanie i nie mam na nie pewnej odpowiedzi. Ale jeśli idę za logiką czakr, to zieleń jest związana z sercem, kobalt z gardłem i wyrażaniem. Może to nie jest kwestia języka koloru jako takiego, ale kwestia tego przez które centrum energetyczne to do nas dociera. I to centrum tłumaczy na swój własny rejestr.
Czyli ten sam kolor mógłby do różnych osób trafić inaczej, w zależności od tego które centrum jest aktywne albo otwarte? To trochę zmienia całą perspektywę, bo przestajemy pytać 'co znaczy kobalt' a zaczynamy pytać 'przez co kobalt wszedł do mnie konkretnie'.
To porównanie do akordu jest dobre, bo faktycznie ta sentencja którą usłyszałem nie była złożona z różnych warstw, była po prostu... jednolita. Chociaż teraz jak o tym myślę, to może jednolitość była właśnie efektem tej harmonii o której mówi Piolunka, a nie jej brakiem.
Właśnie chciałam dopytać Nikodema o coś, bo cały czas mam w głowie to rozróżnienie, które sam zaproponował. Kobalt intelektualnie, zieleń emocjonalnie. Ale czy ta sentencja którą usłyszałeś była w ogóle czymś co można by zaliczyć do intelektu? Bo sentencja to też może być emocja ubrana w słowa.
Konstatacja bez emocji to ciekawa jakość. W pracy z tarota zdarza się coś podobnego, karta po prostu coś komunikuje i nie ma w tym ładunku afektywnego. To nie jest zimne, to jest po prostu inny rejestr przekazu. Może kolory we śnie działają podobnie w zależności od tego co 'chcą' powiedzieć, nie od tego jakim są kolorem.
