Chcę opisać coś, co nie daje mi spokoju od dłuższego czasu. Śni mi się kobieta - nie ma konkretnego wyglądu, raz jest stara, raz młoda, ale zawsze wiem, że to ta sama osoba. I ona mnie uczy. Nie mówię o zwykłej rozmowie, mówię o tym, że budzę się z wiedzą, której nie miałam, kiedy zasypiałam. Ostatnio pokazała mi coś w rodzaju schematu czakr, ale inaczej ułożonego niż wszystko, co widziałam na jawie. Żadna książka, żadna strona. Po prostu wiedziałam po przebudzeniu, jak interpretować blokadę w czakrze serca w połączeniu z czakrą gardła. Nie mam pojęcia, skąd to się wzięło. Czy ktoś miał podobne doświadczenie - tę konkretną sytuację, gdzie sen dosłownie daje wiedzę, której wcześniej nie posiadałeś?
To bardzo ciekawy temat, bo ta granica między 'nauczycielem ze snu' a własną podświadomością, która już to gdzieś zaszyła, jest naprawdę trudna do uchwycenia. Sam kilka razy budziłem się ze szczegółowym układem kart - nie standardowy rzut, coś zupełnie nowego - i wiedziałem, co każda pozycja znaczy, chociaż nigdy tego nie opracowałem. Pytanie, które mnie od dawna nurtuje: czy ta wiedza 'pojawia się', czy raczej 'wyłania się' z czegoś, co już w nas jest? Bo jeśli kobieta ci tłumaczy coś o czakrach, to może ona jest częścią ciebie, tyle że tą częścią, która ma dostęp do głębszej warstwy. Albo nie. Naprawdę nie wiem, która opcja mnie bardziej przekonuje.
Słuchajcie, bo tu jest jeszcze jeden wątek, który warto rozwinąć. Ta postać nauczyciela w snach - czy ona zawsze działa przez słowa, czy raczej przez coś, co można by nazwać bezpośrednim przeniesieniem wiedzy? U Lilianki ta kobieta 'pokazuje schemat', u Felicjana pojawia się układ kart. To różne kanały. Ja miałam kilka snów, gdzie ktoś siedział naprzeciwko i wiedziałam, co wie, bez jednego wypowiedzianego słowa. Jakby wiedza była wymieniana samym byciem blisko. To zupełnie inne doświadczenie niż 'sen-wykład'. I ciekawi mnie, czy inni też rozróżniają te dwa tryby.
Wchodzę tu z trochę innym kątem, bo mnie od dawna zastanawia coś praktycznego. Skąd wiecie, że wiedza jest 'nowa', a nie że po prostu nie pamiętacie, gdzie to przeczytaliście albo usłyszeli? Mózg zasysa ogromne ilości informacji, które świadoma pamięć nie rejestruje. I we śnie to może wypłynąć jako coś 'objawionego'. Nie mówię, że tak jest - mówię, że to jest trudne do odróżnienia. Liliana, czy miałaś kiedyś sytuację, gdzie ta wiedza z snu okazała się być czymś, o czym absolutnie nie mogłaś nigdzie słyszeć? Tzn. jak bardzo jesteś pewna tego 'nie miałam o tym pojęcia'?
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem tu raczej zielony. Ale chciałem zapytać - ta kobieta, o której pisze Liliana, to coś, co wyraźnie odróżniasz od normalnej postaci ze snu? Bo ja czasem śnię o ludziach, którzy mi coś tłumaczą, ale po przebudzeniu nie mam wrażenia, że 'wiedziałem czegoś nowego'. To po prostu był sen. Jak rozpoznać, że to jest właśnie ten typ snu, a nie zwykły?
Czytam od początku i mam pytanie, które może być trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Czy te sny z nauczycielem zdarzają się losowo, czy może są jakieś warunki, które je przyzywają? Bo mam wrażenie, że czytałam gdzieś o rytuałach intencyjnych przed snem, żeby spotkać przewodnika. I zastanawiam się, czy to coś, co można w jakiś sposób 'zapraszać', czy to zawsze przychodzi samo?
Co do tej spontaniczności - mam podobne obserwacje jak Felicjan. Ale chcę dodać coś z perspektywy numerologicznej, bo pewne cykle mi się tu nakładają. Kilka razy miałam takie 'sny-nauki' w momentach, które numerologicznie były przejściem - rok osobisty 9, przejście do 1, albo dni z liczbą 11 lub 22. Nie twierdzę, że liczby powodują sny, ale zastanawiam się, czy nie ma tu jakiejś synchroniczności, że w momentach prawdziwego progu wewnętrznego otwieramy się na inne częstotliwości. To nie jest moja teoria, to obserwacja z lat.
Ja mam może inne doświadczenie, bo nie śnił mi się jeden konkretny nauczyciel, ale różne postacie, które w różnych snach dawały mi fragmenty czegoś. I te fragmenty - to dopiero po czasie, po kilku miesiącach, zaczęły się ze sobą układać w coś spójnego. Jakby całość była rozsypana po różnych snach celowo. To trochę przerażające, bo oznaczałoby, że ktoś planuje tę naukę długoterminowo. Może mi się po prostu tak wydaje, ale nie mogę się tego wrażenia pozbyć.
Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo idziemy w kierunku, który uwielbiam, ale też w którym łatwo się pogubić. To 'kto planuje' - to pytanie, które można postawić na wielu poziomach. Może to twoja własna psychika, która ma dostęp do szerszego obrazu niż ego i dawkuje ci informacje w odpowiednim tempie. Może coś zewnętrznego. A może te dwa poziomy nie są rozdzielne tak, jak nam się wydaje. Gabrysia, mam do ciebie inne pytanie: czy te fragmenty dotyczyły konkretnej dziedziny, czegoś, co możesz nazwać? Czy raczej były bardziej abstrakcyjne?
Dziękuję, że jest ten temat, bo nigdy wcześniej nie natknąłem się na rozmowę dokładnie o tym. Mnie śniła się ostatnio bardzo stara kobieta, może 90 lat, która tłumaczyła mi coś o kamieniach - nie o tym, jakie są 'dobre na co', tylko o tym, jak czytać historię z kamienia. Jakby kamień miał warstwy pamięci. Po przebudzeniu trzymałem mój turmalin i coś naprawdę poczułem inaczej niż przed snem. Nie wiem, czy to autosugesta, czy coś naprawdę mi przekazała. Ale to coś zmieniło.
Czytam tę rozmowę i zauważam, że większość opisywanych postaci to kobiety - stara kobieta, kobieta bez konkretnego wyglądu. Zastanawiam się, czy to przypadek, czy może jest jakiś wzorzec. Bo w wielu tradycjach figura Nauczycielki - nie Nauczyciela - ma bardzo konkretne znaczenie. Sofia, Wielka Matka, różne jej aspekty. Czy ktoś, kto śnił o postaci nauczyciela-mężczyźnie, też jest w tej rozmowie? Ciekawa jestem, czy te doświadczenia różnią się w jakimś wymiarze.
A wracając do tego, co powiedział wcześniej Albinek - że może to psychika dawkuje wiedzę - mam pytanie do Was obu. Bo jeśli to psychika, to skąd psychika wie, co dawkować? Skąd wie, jaki jest optymalny moment, żeby dać fragment drugi, a nie trzeci? To brzmi jakby ta 'psychika' miała dostęp do czegoś szerszego niż nasze świadome rozumienie siebie.
Słuchajcie, wchodzę tu z trochę innej strony, bo pracuję z runami i tam też jest coś podobnego - ten motyw przekazywania wiedzy, który nie jest werbalny. W tradycji nordyckiej Odyn wisi na Yggdrasilu dziewięć dni i dziewięć nocy, żeby 'zobaczyć' runy - nie żeby je wymyślić, tylko zobaczyć, odebrać. I ta nauka nie przychodzi od kogoś - przychodzi z głębi. Zastanawiam się, czy postacie z tych snów nie są po prostu formą, którą nasza psyche nadaje czemuś, co nie ma formy.
Czytam tę wymianę i mam jedno małe dopowiedzenie do tego, co mówiłam wcześniej o fragmentach. Kiedy przychodził kolejny sen z nową postacią dającą kolejny kawałek - za każdym razem ta postać była inna. Ale miały jedną wspólną cechę: wszystkie milczały zanim zaczęły mówić. Takie długie milczenie na początku, jakby sprawdzały, czy jestem gotowa słuchać. Czy ktoś jeszcze miał to wrażenie?
U mnie też jest to milczenie. I zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ten moment, w którym coś się kalibruje - nie wiem jak to inaczej nazwać. Jakby ta postać musiała chwilę popatrzeć, zanim zdecydowała, od czego zacząć. Co ciekawe, to milczenie nigdy nie jest nieprzyjemne. Jest gęste, skupione. Coś odwrotnego do ciszy z dyskomfortu.
Przepraszam, że się wtrącam, ale muszę zapytać - to milczenie na początku, o którym piszą Gabrysia i Liliana - czy ono ma jakiś czas? Znaczy, czy macie poczucie, że trwa sekundę, czy to mogłoby być dłużej? Bo kiedyś miałam sen, w którym ktoś siedział naprzeciwko mnie i nie mówił nic i nic i nic, i nie wiedziałam, czy to nauczyciel czy coś złego. Jak odróżnić?
Ja próbowałam to zapisywać i okazało się, że najtrudniej jest uchwycić samą treść nauki - bo to rzadko są zdania. Częściej jest to jakieś przełożenie. Że po przebudzeniu wiem coś, ale nie pamiętam, żeby ktokolwiek mi to powiedział. Jakby wiedza była przetłumaczona na język ciała, nie słów.
Ja sprawdzałam - i to jest właśnie ten przypadek, o którym wspominałam wcześniej przy runach. Postać we śnie pokazała mi pewne ułożenie run, którego nie znałam z żadnego źródła, z którym pracowałam. Kilka tygodni później trafiłam na starszy tekst, w którym to zestawienie było opisane jako rzadko stosowane. Nie wiem, czy to był przypadek, ale moment, kiedy to zobaczyłam, był bardzo wyraźny.
To mi przypomina coś, o czym czytałam - że pewne symbole są jakby 'wspólne' i dostępne dla wielu ludzi niezależnie, co Jung nazywał zbiorową nieświadomością. Ale Jung nie wykluczał, że ta nieświadomość ma coś poza nami - tylko nie chciał tego nazywać wprost. Więc może to nie jest albo-albo: albo wewnętrzne, albo zewnętrzne. Może dostęp do wiedzy działa jak biblioteka - nie piszesz książek, które w niej są, ale żeby wejść, musisz mieć coś, co otwiera drzwi.
Przepraszam że się wtrącam, bo jestem tu raczej od cyfr niż od snów, ale ta biblioteka to piękny obraz. Mnie się śniło coś podobnego dosłownie - byłam w miejscu, które wyglądało jak archiwum i ktoś przyniósł mi kartkę z liczbami. Nie pamiętam liczb po przebudzeniu, tylko poczucie, że były ważne. Czy to jest właśnie ten typ snu, o którym rozmawiacie?
Ta postać z neutralną twarozą - mnie to bardzo uderza, bo u mnie też. Zawsze myślałam, że to dziwne, że postacie, które czegoś uczą, nie są ciepłe ani miłe, są po prostu... rzeczowe? Jakby nie obchodził ich kontakt, tylko dostarczenie. Liliana pisała wcześniej o tym kalibrowanym milczeniu - i teraz myślę, czy ta neutralność to nie jest właśnie część tego samego - że te istoty nie przychodzą dla relacji, tylko po to, żeby dać co mają dać.
Szafirowa, trafiłaś w coś ważnego. U mnie ta postać też nigdy nie była czuła. Była precyzyjna. I właśnie dlatego zaufałam jej bardziej niż postaciom, które były miłe i ciepłe - bo ciepło może być manipulacją, a precyzja nie. Nie wiem, czy to dobre kryterium, ale działa.
To rozróżnienie między ciepłem a precyzją jako kryterium wiarygodności jest bardzo ciekawe z perspektywy pracy z tarota. W kartach mamy figury, które dają wiedzę - Hierofant, Pustelnik - i żadna z nich nie jest 'miła'. Są poważne. I właśnie ta powaga jest tym, co odróżnia przekaziciela mądrości od postaci, która chce czegoś od ciebie. Może w snach działa podobny mechanizm?
Wchodzę z boku, bo śledziłam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do wszystkich, nie do jednej osoby - czy kiedykolwiek postać ze snu powiedziała Wam coś, co potem okazało się błędne? Pytam poważnie, bez złośliwości. Bo jeśli te istoty są prawdziwymi nauczycielami, to czy mogą się mylić?
Teodozja zadała pytanie, które siedzi mi od jakiegoś czasu - czy to w ogóle jest wiedza w sensie, który możemy przekazać dalej. Bo kiedy próbuję opisać to, czego nauczyła mnie ta postać, wychodzi mi albo banał, albo coś, co brzmi jak moje własne przekonanie powiedziane cudzym głosem. A jednak coś zostaje. Nie jako informacja, bardziej jako... zmiana w tym, jak zadaję pytania. Jakby nauczyciel ze snu nie dał mi odpowiedzi, tylko inaczej ustawił mi soczewkę. I zastanawiam się, czy o to właśnie chodzi - że te istoty nie są skarbnicami faktów, tylko czymś, co zmienia perspektywę. Czy ktoś z Was miał podobne poczucie, że po takim śnie nie wiesz więcej, ale widzisz inaczej?
