Mam ten sen od jakichś trzech miesięcy i za każdym razem jest niemal identyczny. Stoję przed lustrem, zazwyczaj w jakimś starym domu, którego nie kojarzę z żadnym miejscem w życiu. Patrzę na swoje odbicie i w pewnym momencie zamiast odbijać - zaczyna mnie wciągać. Nie ma szarpania, nie ma strachu, to bardziej jak wchodzenie do wody. Przekraczam powierzchnię lustra i jestem po drugiej stronie, a tam jest świat, który wygląda jak mój, ale jest... odwrócony? Nie tylko w sensie lustrzanym. Kolory są inne, trochę wyblakłe, i ludzie których tam spotykam zachowują się jakby mnie znali, ale ja ich nie poznaję. Budzę się z bardzo wyraźnym uczuciem, że byłam gdzieś naprawdę. Nie jak po zwykłym śnie. Szukam czy ktoś miał coś podobnego, bo senniki tego nie rozgryzają dobrze.
to co opisujesz to jeden z tych snów który zostaje z tobą po przebudzeniu i to jest właśnie znak że to nie był zwykły sen. lustro w tradycji sennej to prawie zawsze próg - przejście między tym co zewnętrzne a tym co wewnętrzne, albo dosłownie między światami. mnie bardziej ciekawi ten fragment z wyblakłymi kolorami. czy to wyblakłe jak stare zdjęcie, czy raczej jak świat bez źródła światła?
Lustro jako portal to jeden z najstarszych motywów w tradycjach ezoterycznych - od egipskich tafli z polerowanego metalu, przez słowiańskie zakazy przykrywania zwierciadeł po śmierci kogoś bliskiego, aż po Alicję Carrolla, która absolutnie nie wziął się z powietrza. W ontologii astralnej przestrzeń za lustrem jest często opisywana jako plan eteryczny - dokładna kopia naszego świata, ale pozbawiona gęstości materii. Pytanie jest takie: czy w tym śnie byłaś sobą, czy miałaś poczucie że jesteś inną wersją siebie? To zmienia interpretację fundamentalnie.
To że ktoś mówi 'wróciłaś' to chyba jednoznaczne - to sen o poprzednim wcieleniu. Lustro w tych snach to zawsze przejście przez czas, nie przez przestrzeń. Ta druga strona to przeszłość duszy, nie równoległy wymiar. Czytałam o tym w kilku tekstach i zawsze to samo.
Mam pytanie do Marselli, bo to ważny szczegół - czy w tym śnie jest w ogóle twoje odbicie? To znaczy czy zanim wchodzisz do lustra, widzisz siebie w nim, czy może widzisz ten drugi świat bezpośrednio, zamiast odbicia?
Ten moment kiedy lustro przestaje odbijać i staje się oknem - to jest bardzo konkretny obraz i zastanawiam się czy to ma związek z czakrą trzeciego oka. Kiedy jest aktywna, pojawiają się właśnie takie doświadczenia graniczne, gdzie percepcja przestaje być jednostronna. Czy masz w ogóle jakąś praktykę medytacyjną albo ostatnio coś robiłaś z intencją otwarcia się na intuicję?
Ja w ogóle nie miałam takich snów, ale bardzo mnie ciekawi ten wątek z odbiciem które znika. Bo przecież lustro bez odbicia to jakby utrata własnej tożsamości - i nagle zamiast 'kim jestem' pojawia się pytanie 'co jest po tamtej stronie'. To chyba nie przypadek że właśnie wtedy wciąga?
To co opisujesz - nostalgia za miejscem w którym nie byłaś - to chyba ma swoją nazwę? Czytałem gdzieś o takim uczuciu ale nie pamiętam jak to się nazywa. Czy to nie jest właśnie ten rodzaj tęsknoty który może wskazywać na pamięć duszy między wcieleniami?
Mam może głupie pytanie, ale czemu lustro? To znaczy dlaczego akurat lustro miałoby być portalem a nie np. okno albo drzwi? W snach mam często drzwi przez które przechodzę i też budzę się z podobnym uczuciem, że byłem gdzieś naprawdę.
Czytam tę rozmowę od początku i to zdanie 'wróciłaś' nie daje mi spokoju. Bo jeśli ludzie po tamtej stronie mówią 'wróciłaś', to znaczy że oni pamiętają poprzednie wizyty - nawet jeśli ty nie pamiętasz. To by oznaczało że te sny nie są osobnymi zdarzeniami, ale częściami jakiejś ciągłości której ty nie widzisz na jawie. Czy zdarzyło ci się obudzić z poczuciem że coś ważnego zostawiłaś po tamtej stronie?
Przepraszam że się wtrącam bo zupełnie nie znam się na takich snach, ale to co piszesz - że budzisz się dokładnie wtedy kiedy ktoś zaczyna mówić - to się chyba zdarza w wielu snach że coś blokuje przekaz? Czy to może być celowe z jakiejś strony, że coś nie chce żebyś usłyszała za dużo naraz?
Nie w tym samym miejscu - to ważne. Jakby każdy sen zaczynał się trochę dalej niż poprzedni. Nie cofam się do wejścia przez lustro, tylko od razu jestem już wewnątrz, coraz głębiej. Jakby droga się skracała, a rozmowa zaczynała w połowie zdania. Tylko przebudzenie zawsze przychodzi zanim to zdanie się kończy.
To co opisujesz - że wchodzisz coraz głębiej z każdym razem - to trochę brzmi jak spirala, nie jak powtórzenie. Czy te miejsca w środku są te same za każdym razem, czy zmienia się też przestrzeń?
nie brzmi dziwnie, w ogóle. to co opisujesz - miejsce które dojrzewa między snami - to jest chyba jeden z bardziej charakterystycznych sygnałów że to nie jest zwykła projekcja mózgu tylko coś trwalszego. projekcja by się resetowała za każdym razem. tu jest ciągłość której nie tworzysz świadomie. Marsella - czy te sny zdarzają się częściej w określonym czasie, na przykład w okolicach nowiu albo pełni?
Prowadzę notatki z datami od kilku lat i mogę powiedzieć że sny z przejściami, portalami, lustrem - u mnie zdecydowanie skupiają się wokół pełni. Nie zawsze, ale na tyle często że trudno to uznać za zbieg okoliczności. Marsella, warto by zacząć chociaż od teraz notować - jeśli sen wróci, sprawdź kiedy dokładnie.
Przy pełni czakra trzeciego oka jest bardziej aktywna, to jest dość powszechnie opisywane w praktykach medytacyjnych. Jeśli lustro w śnie rzeczywiście wiąże się z ajna, to ma sens że taki sen byłby wyraźniejszy właśnie wtedy. Ale mam pytanie do Marselli - czy w tym lustrzanym świecie jest inne oświetlenie niż to które znasz z normalnych snów? Jakiś inny odcień światła albo źródło które nie ma logicznego wyjaśnienia?
To 'światło od środka' pojawia się w opisach doświadczeń granicznych naprawdę często - w relacjach z NDE, w opisach podróży astralnych i właśnie w snach progowych. Nie wiem czy to jest jeden i ten sam mechanizm, ale powtarzalność tego obrazu w tak różnych kontekstach jest dla mnie znacząca. Czy ktoś z was miał podobny opis światła w snach z lustrami, czy to specyficzne dla tej konkretnej sytuacji?
Nie miałem snów z lustrami, ale miałem raz bardzo dziwne doświadczenie półsenne - coś między jawą a snem - gdzie widziałem właśnie takie światło bez źródła. Siedziba pokoju była normalna, ale wszystko jakby delikatnie promieniowało. Trwało może minutę i minęło. Do tej pory nie wiem co to było.
To mnie zastanawia, bo w moich snach z drzwiami zawsze jest ten moment wyboru - otwieram je albo nie. Jeśli przy lustrzach tego nie ma, to faktycznie to jest coś innego. Trochę niepokojące, że nie masz tam kontroli.
Wciągana bez aktu woli - to mnie jednak niepokoi. Nawet jeśli wraca z nostalgią, to brak kontroli nad wejściem jest jednak czymś innym niż brak kontroli po drugiej stronie. Marsella, czy masz jakiekolwiek poczucie że możesz wyjść kiedy chcesz?
To 'lżejsze ja' po drugiej stronie pojawia się w opisach doświadczeń astralnych jako jeden z wyróżników oddzielenia od ciała emocjonalnego. Nie chcę jednak od razu przyklejać tej etykiety do tego co opisuje Marsella, bo może to być też coś specyficznego dla snów lustrzanych. Ciekawi mnie jedno - czy ta lżejsza wersja siebie robi tam coś, podejmuje decyzje, czy raczej po prostu jest i obserwuje?
Rozwidlenie drogi w środku lustra - to bardzo ciekawy detal. Czy to rozwidlenie było za każdym razem, czy pojawiło się raz? I co było po tej lewej stronie, skoro krajobraz się zmienił?
Poczekaj - mówisz że twoja decyzja z jednego snu zmieniła topografię na stałe we wszystkich kolejnych? To by potwierdzało to co pisał Augur wcześniej, że to miejsce ma ciągłość niezależną od ciebie. Normalny sen by się zresetował. Czy las jest za każdym razem dokładnie taki sam, czy też on dojrzewa jak ta miejscowość?
Ta ścieżka przetarta bez ciebie - to jest ten wątek który mnie zatrzymuje. Jeśli miejsce istnieje i zmienia się poza twoim snem, to albo mamy do czynienia z czymś naprawdę niezwykłym, albo twoja podświadomość buduje tę narrację stopniowo między snami. Pytanie tylko - czy ta druga opcja w ogóle wyklucza tę pierwszą?
Nie brzmi absurdalnie, ale bym była ostrożna. Takie miejsca w snach które 'żyją bez nas' to też klasyczny opis miejsc nawiedzonych - psychometria miejsc mówi że przestrzenie pochłaniają energię i ją oddają. Może Marsella trafia do miejsca które ma swoją historię i swoich stałych bywalców, i to oni wydeptują tę ścieżkę.
To rozróżnienie między pamięcią miejsca a zbiorowym polem onirycznym jest istotne, bo inaczej określa relację śniącego do tego miejsca. W modelu pamięci miejsca Marsella jest odbiorcą - czyta zapis. W modelu zbiorowego pola - jest uczestniczką i współtworzy. A na podstawie tego co opisuje, szczególnie tej ścieżki która się pojawia - bardziej pasuje mi ta druga opcja. Marsella, czy miałaś kiedyś poczucie że ktoś w tym lesie na ciebie czeka albo że zostawiłaś po sobie jakiś ślad?
Ten kamień przy drzewie - to brzmi jak nieświadomy rytuał graniczny. Chyba czytałam coś o zostawianiu znaczników w miejscach przejścia, że to jest instynktowne zaznaczanie własnej obecności w miejscach między-światowych. Marsella, czy zostawiłaś inne rzeczy oprócz tego kamienia, albo czy masz zwyczaj zostawiania czegoś po sobie w snach?
