Mam taki sen który wraca od jakichś trzech lat i za każdym razem budzi mnie z tym samym uczuciem - że ktoś na mnie czeka. Nie widzę twarzy, nie słyszę głosu, ale wiem że to rodzice. nie moi rodzice z tego życia, bo oboje żyją i mam z nimi kontakt. To jest coś innego, jakby obecność rodzicielska w sensie archetypowym. Stoję w jakimś korytarzu albo na progu i czuję że za drzwiami jest ciepło i ktoś kto mnie zna lepiej niż ja siebie. I za każdym razem budzę się zanim wejdę. brzmi znajomo komukolwiek? To uczucie czekania, nie strachu, właśnie ciepłego czekania. 😀
O w mordę, to brzmi bardzo intensywnie. Ja nie miałam czegoś tak konkretnego ale czasem śni mi się że ktoś stoi za moimi plecami i jak się odwracam to nikogo nie ma, ale to uczucie obecności zostaje nawet po przebudzeniu. Czy te sny przychodzą w jakimś konkretnym czasie, przed jakimiś ważnymi wydarzeniami albo w okolicach pełni?
Uczucie czekającej obecności rodzicielskiej to klasyczny motyw w snach, nie ma sensu od razu szukać ezoteryczengo wyjaśnienia. To u ciebie to tęsknota za bezpieczeństwem, które symbolizuje rodzic. Mózg przetwarza to w nocy i produkuje takie obrazy. Korytarz, próg, ciepło za drzwiami - to podręcznikowe symbole przejścia i potrzeby ochrony. Dlaczego zakladasz że to coś więcej?
To co u ciebie się dzieje ma dużo wspólnego z pracą drugiej czakry, sacrum. To ośrodek związany z więziami, z poczuciem przynależności, z tym skąd pochodzisz w sensie nie tylko rodzinnym ale i duszy. Kiedy ta czakra jest aktywna albo właśnie potrzebuje uwagi, pojawiają się we śnie symbole rodzicielskie, przodkowie, poczucie bycia prowadzoną. Nie jako strach, właśnie jako to ciepłe czekanie które opisujesz. Korytarz i próg to też jej terytorium - przepływ między tym co było a tym co jest.
Mam pytanie do tej dyskusji o czakrach bo nie bardzo rozumiem - czy te interpretacje przez czakry to jest narzucanie gotowej siatki na coś, co może być poprostu indywidualne? Znaczy, skąd wiadomo że sen Cebulki wyraża drugi albo czwarty ośrodek, a nie coś zupełnie innego? Pytam serio, bo sam pracuję z wierzeniami i tam sen traktuje się bardziej kontekstowo niż przez stałe klucze.
Wiesz co Wedrowiec, masz rację że to nie jest jeden klucz do wszystkich zamków. Ja zazwyczaj patrzę na to co przeważa w odczuciu. Cebulka mówi przede wszystkim o cieple i czekaniu - to jest energia przyjęcia. Dla mnie to brzmi jak drzwi do pracy z korzeniami ale też z sercem równocześnie, te dwa ośrodki potrafią grać w duecie kiedy mamy do czynienia z archetypem Matki i Ojca jednocześnie. Sen może nie być podpięty pod jeden punkt.
Właśnie, dziękuję Judytka że to powiedziałaś. ja wyczuwam w tym śnie oba te klimaty naraz. Jest i to "skąd jestem" i to "ktoś mnie kocha całą". Jakby te drzwi stały na granicy między nimi. To co mnie najbardziej zastanawia to dlaczego nigdy nie wchodzę. Trzy lata, serio, za każdym razem stoję na progu i się budzę.
To że nie wchodzisz to moze ochrona z tamtej strony. czasem przewodnicy nie wpuszczają nas za daleko bo nie jesteśmy gotowi albo jeszce nie pora. Ja miałam sen gdzie stałam przed bramą i coś mnie odpychało, a potem okazało się że bylam wtedy w bardzo złym miejscu energetycznie i to była blokada żeby mnie nie wciągnęło. Próg może być zamkniety celowo.
Ciekawi mnie jeszcze jedno. Piszesz ze to nie są twoi rodzice "z tego życia" - jak to rozumiesz? Że to może być pamięć wcześniejszego wcielenia, czy coś innego? Bo to zmienia dość mocno jak można to odczytywać
Wracam tu co kilka dni i zastanawiam się - czy jest jakiś sposób żeby się dowiedzieć kto to jest, coś zrobić zeby w końcu wejść przez te drzwi? Jakiś rytuał przed snem albo intencja? Pytam bo mam podobne uczucie w snach, nie takie samo ale rownież kogoś niewidzialnego kto "jest".
Zanim ktoś zacznie polecać rytuały na wchodzenie przez senne drzwi, to warto się zastanowić czy to na pewno dobry pomysł. Nie każde drzwi we śnie są do otwierania na siłę. Jeśli ten sen wraca trzy lata i zawsze zatrzymuje się w tym samym miejscu, to może to zatrzymanie jest właśnie przekazem, a nie przeszkodą. Może chodzi o samo stanie na progu, o świadomość tego co tam jest, a nie o przejście.
Hej, a czy to nie może być po prostu tak ze ta obecnosc to nie zadni rodzice ani przewodnicy tylko wlasna czes osobowosci? bo jakos czytam to i mysle, ze czakra sacrum to tez w koncu "ja sie tworze", hmm, nie tylko rodzina. Moze Cebulka czeska na siebie.
No i tutaj Astrolab mówi coś sensownego, co jest rzadkoscia w takichn dyskusjach 🙂 Czekanie na siebie, na jakąś część siebie którą się jeszcze nie przyjelo - to jest psychologicznie spójne i nie wymaga żadnych zaświatów ani archetypowych rodziców z innych wcielen. Może warto po prostu posiedzieć z tym uczuciem na jawie i zapytać siebie czego szukasz, bez owijania w bawełnę.
