Nie wiem czy ktoś miał podobnie, ale od jakiegoś czasu mam sny, w których czas po prostu nie działa normalnie. I nie mówię o tym, że sen trwa subiektywnie dłużej - mówię o czymś dziwniejszym. Śnię że jestem w miejscu, gdzie widzę jednocześnie jak coś się dzieje I jak to się już stało. Jakby przeszłość i przyszłość były jednym momentem. Ostatnio śniło mi się że stoję na jakimś placu i widzę dziecko które biegnie, ale widzę tez ślady jego stóp które jeszcze nie istnieją - są z przodu, jakby czas szedł w obie strony naraz. Obudziłam się z takim dziwnym spokojem, jakby coś we mnie wiedziało że to nie był zwykły sen. Ktoś pracuje z rytmami dobowymi albo bioenergią i wie co to może być? Bo mam wrażenie że to ma jakiś związek z energią czasu w ciele.
Aleś mnie zaskoczyła, to jest bardzo podobne do tego co mi się przydarzyło! tylko u mnie czas szedł wstecz jakby film puszczony od tyłu, ale ja rozumiałam wszystko co się dzieje i czułam że to MA sens. śniłam o rzece która płynęła pod górę i to nie było dziwne w snie, to było normalne. Dopiero po przebudzeniu pomyślałam - zaraz, wiadomo, rzeki nie płyną pod górę. Czy to jest ten rodzaj snu o którym piszesz?
Kurcze, powiem szczerze - samo mówienie że "czas idzie w obie strony naraz" brzmi jak opis poczucia, które mózg próbuje sklecić w jakąś narrację po przebudzeniu. Sen nie ma logiki chronologicznej, więc po obudzeniu nakładamy na niego ramę że oto "czas był dziwny". Natomiast - i to mnie bardziej interesuje - co to ma wspólnego z rytmami dobowymi i bioenergią, bo połączenie tych dwóch rzeczy jest dość specyficzne. Wera, skąd ten trop?
dobrze że zaznaczasz że to twoje kombinowanie, bo to ważne. 🙂 Rytmy dobowe w bioenergoterapii to głównie wpływ na pory energetyczne meridianów, wschód słońca, pory dnia kiedy ciało jest bardziej lub mniej otwarte. To nie jest dokładnie to samo co "czas duszy wychodzi poza ciało". Nie mówię że twój sen nic nie znaczy, mówię tylko żeby nie mieszać dwóch różnych rzeczy pod jednym parasolem.
Znam te sny gdzie czas się kruszy na kawałki, miałam cos takiego przez kilka miesięcy i to było niesamowite doświadczenie. U mnie wyglądało to tak że w środku snu wiedziałam jak się skończy, ale jednocześnie to zakończenie już się wydarzyło, i to co się dzieje teraz w snie jest jakby środkiem między końcem a początkiem który też był "teraz". Jak rosyjska lalka ale z czasu. Trudno mi to inaczej opisać. I te sny miałam kiedy Słońce przechodziło przez Wodnika akurat, nie mam pojęcia czy to coś mówi, ale zanotowałam.
Hm, z tym Wodnikiem to trochę naciągane nie? Pytam serio, bo nie rozumiem jak pozycja słońca miałaby wpłynąć na to jak doświadczamy czasu we śnie. Mnie bardziej ciekawi ta kwestia techniczna - czy podczas takich snów jesteście świadome że śnicie? Bo to brzmi trochę jak świadome śnienie, tylko z dziwnym timelinerem.
A ja dodam że numerologicznie dni z cyframi 7 i 11 są najsilniejsze jeśli chodzi o sny transgresywne, i to w dokumentach hermetycznych jest opisane jako "bramy czasu". Jak ktoś ma takie sny to polecam sprawdzić date - czy wypadała na dzień z vibracją 7, 11 albo 22. Mogę to sprawdzić jeśli ktos poda datę snu.
Uff, może trochę z innej beczki, ale moja babcia mówiła że sny gdzie czas idzie "po swojemu" to znaki od przodków. ^^ Ze dusze z tamtej strony nie maja czasu, bo tam wszystko jest równocześnie, i jak do nas przychodzą to trochę tego "bezczasu" przenika do snu. Nie wiem czy to ezoteryczne tłumaczenie czy po prostu ludowa mądrość ale jakoś mi to zostało.
To co mówisz Wandzia jest zaskakująco zgodne z tym jak czas opisują różne tradycje mistyczne, nie tylko ludowe. W kabale jest coś takiego jak "ayin sof" czyli nieskończoność gdzie czas nie obowiązuje, w niektórych tradycjach indianskich mówi się że przodkowie żyją w "wiecznym teraz". Więc może babcia mówiła mądrze, prawda, tylko innym jezykiem.;)
To co opisuje Wera i Nebularia to w tradycji onirycznej nazywa się często snem chronoplastycznym, choć to termin dość niszowy. Chodzi o to, że w pewnych stanach głębokiego snu świadomość przestaje być "zakotwiczona" w linearnym czasie i zaczyna odczuwać czas jako przestrzeń, szczerze, czyli coś w co można wejść z różnych stron. To jest bliskie doswiadczeniom szamanskim przy rytualnym wejściu w stan zmienionej świadomości. Nie jest to tożsame z rytmami dobowymi z bioenergoterapii, które dotyczą raczej przepływu qi w meridianach o konkretnych porach, ale może istnieć powiązanie przez wspólny mianownik jakim jest "otwartość ciała energetycznego" w konkretnych fazach nocy.
Rety, godzina 3-4 w nocy to w tradycji taoistycznej czas Płuca, a w kontekście energetycznym jest to moment największego "otwarcia na wewnątrz", ciało jest najdalej od jawy. Niektóre szkoły medytacyjne mówią wprost że godzina 3 to "cienka zaslona". Termin chronoplastyczny spotkałam w pracach Claudio Naranjo i kilku autorów piszących o stanach szamańskich, choc nie jest on powszechnie używany, to raczej moje robocze określenie dla tego zjawiska.
Ojej, czytam to z otwartą buzią! Ja śniłam coś podobnego tylko raz i byłam tak zdezorientowana po przebudzeniu że nie wiedzialam przez chwilę ktury jest rok 🙂 Śniło mi sie że rozmawiałam z kims i wiedziałam ze ta rozmowa już sie wydarzyla, ale jednoczesnie sie wydarza, i juz sie skończyła. Jak to opisać? właśnie tak jak piszecie - wszystko naraz. Czy to ma jakis symbol w sennikach? Nigdy nie znalazłam pod haslem "czas".
Senniki raczej nie mają hasła "czas" jako takiego, są symbole jak klepsydra, zegar, ale to inny rodzaj symboliki. Mnie zastanawia co innego - jak odróżnić że taki sen ma "duchowe" znaczenie od tego że mózg po prostu źle skleja sceny podczas REM? Bo fizjologicznie sen nie jest linearny i mozg sam tworzy narrację post factum. Skąd wiemy że to nie jest po prostu efekt tej montażowni w głowie? 🙁
O matko, pytanie o odróżnienie jest fałszywie postawione. Mózg i dusza nie są przeciwnikami w procesie snu, są narzędziami tego samego doświadczenia. Jeśli "montażownia w głowie" produkuje sen o czasie który płynie w obie strony, to warto zapytać - dlaczego akurat taki obraz, akurat tej nocy, akurat tobie? Przypadek to wygodna odpowiedź która nic nie wyjaśnia. Sny o czasie nielinearnym to w tradycji sybillańskiej i we wschodniej tradycji wizyjnej jeden z najstarszych typów snu przepowiedniego, i nie dlatego że ktoś wymyślił interpretację, ale dlatego że taki sen zostawia po sobie ślad - poczucie które zostaje, które zmienia coś w patrzeniu na własne życie.
O to mi chodzi! To poczucie które zostaje. Ja po tym śnie z rzeką płynącą pod górę przez kilka dni inaczej patrzyłam na rzeczy które mi się przytrafiają, jakby wiedziałam że są częścią czegoś i nie muszę się spieszyć żeby to zrozumieć. To nie mogło być tylko mózgowy montaż, to coś zrobiło ze mną po przebudzeniu.
Rany boskie, to co Nebularia napisała o kilku dniach "inaczej" po takim śnie, to jest DOKŁADNIE to co ja czułam! Nie mogłam sie skupić na tym żeby gonić za rzeczami bo miałam z tyłu głowy że jakoś to jest i tak juz "poukładane". Nie mam pomyslu jak to wyjaśnić inaczej. i właśnie dlatego mnie bierze na te sny o czasie, bo to nie jest tylko sen, sama nie wiem, po nim zostaje coś konkretnego w głowie i w ciele. Wera, czy u ciebie rownież zostaje jakieś takie fizyczne wspomnienie po przebudzeniu, nie tylko to co pamiętasz obrazowo?
Dobra, chcę doprecyzować jedną rzecz bo widzę że w kilku postach przewija się to "otwieranie ciała energetycznego" w godzinach nocnych i to 3-4 w nocy jako jakiś szczyt. W bioenergoterapii i tradycji meridianowej mówi się o cyklu narządów przez dobę, i faktycznie Płuco to godzina 3-5. Ale to nie oznacza że wtedy łatwiej o sny prorocze albo o "nielinearny czas". To jest czas pracy wewnętrznej danego narządu, nie brama do innych wymiarów. Nie chcę gasić nikomu świecy, ale to dość duże przeskoczenie od bioenergii do metafizyki snu.
