Wracam do tego od jakiegoś czasu i nie wiem jak to nazwać inaczej niż... wina za ciszę. śni mi sie regularnie taka sytuacja: stoję przed kimś bliskim, ktoś na mnie czeka, widać że potrzebuje usłyszeć coś konkretnego ode mnie, a ja milczę. Nie dlatego że nie wiem co powiedzieć - w snie wiem dokładnie. po prostu nie mówię. I ta osoba odchodzi. I budze się z takim ciężarem jakbym naprawde cos zawinił. Sprawdzałem w kilku sennikach - mamy tam milczenie jako symbol ukrytej prawdy, jako blokadę czakry gardła ale żaden nie trafia w to co ja czuję. Bo to nie jest sen o milczeniu jako takim. To sen o słowach, ktore BYŁY, gotowe i których nie wypuściłem. zdarzyło się komuś coś takiego? I czy to wogole ma sens interpretowac jako coś więcej niż wyrzuty sumienia po prostu?
To u ciebie ma w sobie coś z progu. Takie sny, gdzie wiemy co powiedzieć a nie mówimy, to nie są sny o strachu przed mówieniem, to są sny o wyborze. I ten wybór w snie jest zawsze bardziej prawdziwy niż na jawie bo wyobraź sobie: podświadomość już dawno podjela decyzję, sen tylko ją pokazuje. Pytanie brzmi, czy ta osoba która odchodzi to ktoś konkretny z życia, czy moze symbol? Bo to by dużo zmieniało w interpretacji
Ojej, to mi bardzo przypomina jeden swój sen z jakiś czas temu. Też stałam przed kimś i miałam gotowe słowa, ale jakby gardło miałam zablokowane, tylko że fizycznie, wiesz? Jakby coś trzymało. Czytałam potem że to może być właśnie czakra gardła, vishuddha, i że takie sny pojawiają się kiedy w życiu na jawie tez blokujemy wyrażanie siebie. Ale twój wariant jest ciekawszy bo ty mówisz że wiedziałeś co powiedzieć i świadomie nie powiedziałeś. To już nie brzmi jak blokada energetyczna, to brzmi jak... moralna decyzja podjęta we snie? I ta wina po przebudzeniu - mam wrażenie że to klucz.
Zatrzymałabym się na chwilę, bo widzę że rozmowa idzie od razu w czakry i symbole, a najpierw warto by wiedzieć kilka rzeczy. Czy ten sen się powtarza z ta sama osobą, czy za każdym razem ktoś inny? I czy ta osoba w snie jest żywa, czy to ktoś kto już odszedł? Bo to dwie zupełnie różne ścieżki interpretacji i mieszanie ich nie ma sensu.
No nie, to "jakbym coś ukradł" jest bardzo mocne. bo kradzież to odebranie komuś czegoś co mu się należało. czyli w tym śnie te słowa były czymś czego ta osoba miała prawo oczekiwać od ciebie? nie wiem czy dobrze rozumiem ale wydaje mi się ze tu nie chodzi o twój strach, tylko o poczucie że zawiodłeś kogoś innego. czy tak to czujesz?
hej, ja sie troche boję zapytać bo to może głupie pytanie, ale czy te słowa ktore nie zostają powiedziane, to zawsze są cos trudnego do powiedzenia? znaczy przeprosiny, wyznania, coś takiego? czy mogą być też zwykłe słowa, bo mi sie raz śniło ze milczę kiedy ktoś pyta mnie o drogę i też miałam to dziwne poczucie winy po, ale sama nie wiem czy to ta sama kategoria 😮
a wiecie co, bo ja mam taką myśl. Merkury rządzi komunikacją i słowem, i jak on jest retrograde albo w trudnym aspekcie u kogos w natalu, to te sprawy niespełnionej komunikacji wychodzą wlasnie w snach. nie mówię ze to tłumaczy wszystko ale zastanawia mnie czy ktoś sprowdzil co mu w natalu siedzi w czwartym domu, bo to dom snu i podświadomości. mogłoby dac jakiś klucz do tego czemu wlasnie takie sny, nie inne
jest tez taka interpretacja,do której się skłaniam, że te sny działają jak spowiedź na odwrót. na jawie nie powiedzieliśmy czegoś, swoją drogą, dusza to zapamiętała, a sen jest miejscem gdzie ta sprawa wraca żeby ją dokończyć albo żebyśmy przynajmniej przyznali sobie samym że wiemy o co chodzi. i ta wina po przebudzeniu to nie kara, to sygnał że coś zostało otwarte i czeka.
to co Wieszczbiarz napisał o "duszy ktura zapamiętała" jakoś do mnie trafia. czytałam gdzieś, eee, nie pamiętam juz gdzie że slowa wypowiedziane i niewypowiedziane mają inną energię i że te drugie zostają w polu energetycznym człowieka jak niespłacony dług. może te sny to taki sygnał że to pole domaga się oczyszczenia? choć nie wiem jak się to robi praktycznie, czy są jakieś rytuały na uwalnianie przemilczanego
rytuałów na to jest kilka, ale nie zaczęłabym od rytuału. zaczęłabym od prostego pytania: czy jest jeszcze czas żeby to powiedzieć na jawie? bo jeśli jest, to żaden rytuał nie zastąpi prawdziwej rozmowy. sen może być tylko drogowskazem, nie rozwiązaniem. i to dotyczy i autora tematu i wszystkich którym to się przydarzyło.
a co jak to niemożliwe do powiedzenia na jawie bo np. osoba odeszła albo kontakt sie urywal? to co wtedy z ta wina? pytam bo znam to uczucie ze snu i nie mam pojecia co z tym robic
