dobra, bo muszę się z tym podzielić bo mi to nie daje spokoju. śniło mi się że siedzę w jakiejś starej klasie szkolnej, tylko zupełnie obcej, i ktoś mnie uczy pisać. ale nie po polsku ani żadnym normalnym języku. te znaki były takie... ostre? jakby każda litera miała kolce i kiedy je rysowałam na papierze to BOLAŁA mnie ręka naprawdę. fizycznie. obudziłam się i ręka mnie bolała z pół godziny. to nie był ból z ułożenia, czułam go dokładnie w tych miejscach gdzie trzymałam we śnie pióro. czy ktoś miał coś takiego? że sen zostawia ślad fizyczny?
ojej to niesamowite, mnie nigdy tak nie bolało po śnie ale miałam raz ze śniłam że ktoś mnie uderzył i obudziłam się z takim dziwnym mrowieniem, ale ból przez pół godziny to coś innego zupełnie. a ten język, te znaki, pamiętasz jak wyglądały? czy to były runy, litery, hieroglify czy coś w ogóle nie z tego świata?
to mogły być runy!! serio, runy mają bardzo specyficzną energię i każda niesie ładunek, który może być dosłownie odczuwalny fizycznie przy pierwszym kontakcie. Szczególnie Thurisaz albo Hagalaz potrafią boleć, i to nie metaforycznie. Czytałam o tym u kilku praktykujących runologów. Jak wyglądały te znaki, były kanciate, ostre kąty, coś jak błyskawice?
głos dochodzący z wewnątrz to klasyczna cecha przekazu z czakry gardla lub czołowej, nie z "zewnętrznej" postaci. to mogło być twoje własne wyższe ja albo przewodnik, który nie chciał się materializować wizualnie. ciekawsze dla mnie jest to że ból był zlokalizowany precyzyjnie. to nie jest przypadkowe. ciało astralnie "pamięta" ruch i może go odwzorować w ciele fizycznym przy intensywnym przekazie energetycznym
no właśnie, bo ja też zawsze najpierw patrzę na to co przyziemne. ale z drugiej strony ona mówi ze bolało przez pół godziny po przebudzeniu, a przy ucisku nerwy zazwyczaj przechodzą szybciej jak zmienisz pozycję. więc może jednak coś więcej. nie wiem, po prostu logicznie mi to nie pasuje do czystej fizjologii. Sylwunia, ruszałaś ręką po przebudzeniu, bolało tak samo czy inaczej niż normalny "uśpiony" nerw?
to brzmi dokładnie jak inicjacja! poważnie, są tradycje gdzie nauka świętego pisma zostawia ślad w ciele uczącego się bo przekaz jest na kilku poziomach naraz. to nie jest przypadkowe ze bolała ręka a nie np. głowa. pismo to sposób manifestacji, ręka to instrument tworzenia. ktoś cię uczył jak tworzyć rzeczy na innym poziomie. chciałabyś żeby sen wrócił?
ten wątek z inicjacją przez naukę pisania faktycznie ma pokrycie w tradycjach. mam na myśli konkretnie wedyjskie przekazy o dewanagari jako języku bogów, kabalistyczne podejście do hebrajskiego gdzie każda litera to żywa energia, i podobne ujęcie w niektórych nurtach sufickich. nauka takich pism miała być fizycznym doświadczeniem dla praktykanta, nie tylko intelektualnym. nie twierdzę że to dokładnie to samo, ale schemat jest zbliżony. Sylwunia, czy po tym śnie cokolwiek się zmieniło w ciągu dnia? jakieś inne postrzeganie, odczucia?
dobra a ja mam inne pytanie, trochę z boku. czy ten ktoś kto uczył was MÓWIŁ w tym śnie? znaczy czy podawał nazwy tych znaków, wyjaśniał jak je wymawiać, coś w tym stylu? bo pismo zazwyczaj idzie z mową i ciekawe czy ten język miał też dźwięk czy był tylko wizualny i przez ruch ręki
o, dobre pytanie Darek. nie było mowy w sensie słów, ale był taki... rytm? jakby każdy znak miał swój rytm który czułam zanim go narysowałam. i ten rytm był w głowie i w ręce jednocześnie. trochę jak jak nuci się melodię i jednocześnie ją gra. nie wiem czy to ma sens
to, co przywołujesz z tym rytmem brzmi jak synestezja we śnie, czyli mieszanie zmysłów. ale mam pytanie praktyczne do tych co tu mówią o inicjacjach i świętych pismach. skąd wiadomo że to była nauka autentycznego systemu a nie po prostu mózg sklecił sobie losowe znaki bo w dzień się czytało coś o runach albo hieroglifach? naprawdę interesuje mnie jak to odróżnić, nie piszę złośliwie
