Mam taki dziwny sen, który mi się powtarza od jakiegoś czasu. Słyszę w nim szepczące głosy, ale nie mówią po polsku. Nie po angielsku ani żadnym innym języku, który znam. A jednak we śnie rozumiem każde słowo. Jakbym nagle znał język, którego na jawie nie znam. Budzę się i nie pamiętam już słów, ale uczucie rozumienia zostaje na chwilę, potem znika. Ktoś miał coś podobnego? Bo zaczynam myśleć, że to może być coś związanego z przodkami albo jakąś starszą warstwą pamięci.
Moja babcia mówiła, że jak we śnie słyszysz mowę, której nie rozumiesz na jawie, to przodkowie coś przekazują. U nas w domu to było traktowane poważnie, nie jako coś dziwnego. Pytanie tylko, co konkretnie słyszysz w tych snach? Czy to są zdania, pojedyncze słowa, czy bardziej taki szmer?
Zapachy we śnie to nie halucynacje w żadnym klinicznym sensie. Mózg śniącego aktywuje ośrodki zmysłowe, to potwierdzone. Natomiast pytanie, które mnie tu bardziej interesuje, to co czujesz emocjonalnie podczas tych szeptów. Strach, spokój, coś pomiędzy? Bo to często mówi więcej niż sama treść.
Ten opis z zapachami mnie zatrzymał. Dym i mokra ziemia to bardzo konkretne bodźce, nie abstrakcyjne. Czytałam opisy podobnych doświadczeń w kontekście kontaktu z przodkami i właśnie zapachy pojawiają się tam często jako sygnał, że to nie zwykły sen. Czy ten zapach czujesz zanim zaczynają się szepty, w trakcie, czy pojawia się niezależnie?
A powiedz mi, czy w tych snach widzisz też jakieś miejsce, otoczenie, czy jest tylko dźwięk i zapach bez obrazu? Bo zastanawiam się, czy to nie jest przypadkiem coś z szóstą czakrą, takie przebłyski, które nie docierają w pełni.
Wróćmy do tego języka, bo to jest dla mnie najciekawszy element. Rozumienie czegoś we śnie, czego się nie zna na jawie, pojawia się w opisach doświadczeń z różnych tradycji. Niektórzy mówią o pamięci genetycznej, inni o wspólnym polu informacyjnym. Czy próbowałeś po przebudzeniu zapisać choćby brzmienie tych słów, fonetycznie, nie znaczenie?
Nagrywanie to dobry pomysł, moja babcia mówiła żeby zaraz po przebudzeniu nie wstawać, leżeć spokojnie i "trzymać sen". Podobno wtedy zostaje dłużej. Nie wiem czy to działa, ale u mnie chyba tak.
Ja kiedyś miałam coś podobnego z zapachami we śnie, ale u mnie to był kwiat, nie dym. I też towarzyszył temu spokój. Nigdy nie wiązałam tego z przodkami, ale po tym co czytam może powinnam.
Sceptycznie podchodzę do całej tej rozmowy, ale jedno mnie zastanawia. Skoro ten język istnieje tylko we śnie i znika po przebudzeniu, to jak można w ogóle stwierdzić, że to coś zewnętrznego, a nie po prostu własny umysł, który sobie konstruuje "poczucie rozumienia"? Mózg potrafi robić dziwne rzeczy.
Ten opis z ogniem z daleka i sylwetkami bardzo pasuje do tego, co babcia nazywała "siadaniem przy ogniu z przodkami". U nas w rodzinie mówiło się, że jak ktoś śni taki ogień, to znaczy że ktoś z tamtej strony chce powiedzieć coś ważnego, ale nie umie inaczej.
Wróćmy na chwilę do tego języka, bo to jest wątek, który nas gdzieś zgubił. Karrot, napisałeś że rozumiesz sens, nie słowa. Czy to rozumienie jest bardziej emocjonalne, czujesz co mają na myśli, czy jednak słyszysz jakieś znaczenie, jakbyś tłumaczył jednocześnie?
A to nie jest przypadkiem zwykłe złudzenie kompetencji we śnie? Czytałem, że mózg bardzo często produkuje we śnie poczucie, że się coś wie lub rozumie, a po przebudzeniu okazuje się, że nic tam nie było. Nie mówię złośliwie, ale to chyba trzeba wziąć pod uwagę.
Przepraszam że się wtrącam, ale czytam ten watek od początku i zastanawiam sie czy to moze miec związek z runami i praktykami słowianskich przodkow? Bo gdzies czytałam ze dawne ludy przekazywaly wiedze właśnie przez sny a nie pismem i może ten jezyk to cos takiego?
Ja mam pytanie do Karrota, trochę z boku. Czy te sny przychodzą o konkretnej porze roku, albo po jakimś ważnym wydarzeniu w życiu? Moje sny z zapachami zawsze były powiązane z jakimś przełomem i zastanawiam się czy u ciebie jest podobnie.
No to ta informacja zmienia kontekst. Kilka miesięcy po śmierci dziadka to klasyczny czas, kiedy według wielu tradycji dusza jeszcze jest blisko. I dziadek z małej wsi na wschodzie, to mogłoby dosłownie tłumaczyć ten język. Nie metaforycznie, ale całkiem konkretnie.
Słucham tej rozmowy i mi się przypomniało, że mój horoskop wskazuje na wzmożony kontakt z przeszłością przez parę miesięcy, to może też tłumaczyć takie sny? Nie tylko u Karrota, generalnie pytam czy astrologia i te sny mogą mieć wspólny mianownik?
Karrot, to co piszesz o dziadku i o tym że serie snów zaczęły się kilka miesięcy po jego śmierci, to mi każe zadać jedno konkretne pytanie. Czy dziadek w życiu mówił o snach, albo w ogóle o czymś takim? Czy w rodzinie był jakiś zwyczaj związany ze śnieniem?
to jest właśnie to co babcia nazywała "dziedziczeniem snów". Nie geny, nie pamięć biologiczna, ale jakiś rodzaj przekazu który idzie przez linię i czeka aż ktoś zacznie słuchać. Dziadek słuchał swojego ojca. Teraz może ty słuchasz dziadka.
No ale w końcu, jest jakiś sposób żeby przyspieszyć to rozumienie czy nie? Bo ta rozmowa kręci się w kółko i Karrot nadal nie wie co właściwie do niego mówią.
Karrot, napisałeś że jak zaczniesz za bardzo szukać, sny się wycofują. To jest bardzo konkretna obserwacja. Czy możesz powiedzieć co rozumiesz przez "za bardzo szukać"? Chodzi o myślenie o tym w dzień, o próby przypomnienia sobie w nocy, o coś innego?
A to znowu można wyjaśnić zupełnie prozaicznie. Jak się za dużo myśli o czymś w dzień, mózg ma to przetworzone i nie musi wracać do tego w nocy. To podstawa przetwarzania pamięci w fazie REM. Nie mówię że to wyklucza inne wyjaśnienia, ale to proste wytłumaczenie chyba powinno być pierwsze.
To może warto zacząć. Nie jako rytuał, ale jako zwykłą notatkę. Data, czy był sen z tym klimatem, i co robiłeś poprzedniego dnia. Kilka tygodni takiego zapisku i zobaczysz czy jest jakiś wzorzec. Karrot, czy w ogóle piszesz sny?
Ja właśnie tak robię, piszę zanim wstanę. Telefon leży na nocnym stoliku i dyktuje głosowo, bo ręka pisząca jakoś bardziej mnie budzi. Nie wiem czy to pomoże w twoim przypadku, ale może warto spróbować tej metody zanim zrezygnujesz całkiem z zapisywania.
To ciepło na klatce to nie jest mała rzecz. Babcia mówiła, że kiedy po takim śnie coś fizycznie zostaje, nawet przez chwilę, to znaczy że kontakt był prawdziwy, nie tylko "z głowy". Nie wiem jak to zweryfikować, ale ta obserwacja Karrota to coś co wykracza poza sam obraz senny.
To ciepło na klatce i pewność obecności kogoś bliskiego to jest właśnie ten rodzaj szczegółu, który odróżnia sen przelotny od czegoś, co ma jakiś ciężar. Karrot, powiedz mi jedno, czy to uczucie jest zawsze takie samo, czy różni się w zależności od snu? Bo jeśli jest identyczne za każdym razem, to może chodzić o tę samą obecność.
dla mnie tak. Jeśli nastrój się zmienia przy stałym uczuciu, to może to jest kilka różnych obecności, ale z tego samego źródła. Albo ta sama, ale pokazująca się z różnych stron. Trudno powiedzieć bez więcej danych.
Karrot, wracając do tej obserwacji, że sny znikają przy analizowaniu, mam pytanie. Czy to dzieje się tylko gdy analizujesz akurat te sny, czy wystarczy że jesteś w trybie analitycznym w ogóle, nawet przy zupełnie innych sprawach?
