no dobra, nie mam pewności czy ktoś miał coś takiego, ale muszę napisać bo to mnie nie opuszcza od dłuższego czasu. Śniło mi się że stała nade mną jakaś postać, nie widziałam twarzy, tylko sylwetkę, i szeptała mi coś bardzo cicho. Nie słyszałam dokładnie słów ale miałam wrażenie że to były życzenia, jakby ktoś mi coś obiecywał. I dosłownie po kilku dniach dostałam tę pracę o którą się starałam od miesięcy. Zaczęłam się zastanawiać czy to był przypadek albo coś więcej. Czy ktoś miał podobnie? Że ktoś ze snu coś wyszeptał i potem to się stało?
To ciekawy temat bo sny z szeptem mają długą historię w różnych tradycjach. W dawnych kulturach wierzono że nocny szept to przekaz od przodków albo opiekunów. Pytanie jest takie, czy pamiętasz cokolwiek z tych słów po obudzeniu, nawet strzępek? Bo często podświadomość "wie" co zostało powiedziane, nawet jeśli umysł tego nie przechwyci wprost.
Ojej ja też miałam coś takiego! tylko u mnie to był wyraźniejszy głos, nie szept, i mówiło mi że mam zadzwonić do mamy. Zadzwoniłam rano i okazało się że akurat potrzebowała pomocy. To nie był przypadek chyba? Ale zastanawiam się jedno, skąd wiedzieć że to życzenie a nie ostrzeżenie? Bo u mnie to bardziej była instrukcja.
No właśnie tu jest problem z tym tematem. Jak coś się spełni to ludzie mówią "sen to przepowiedział", a jak się nie spełni to nikt o tym nie pisze. Klasyczny błąd potwierdzenia. Nie mówię że sny nie mają znaczenia, ale ta akurat praca mogła przyjść dlatego że byłaś dobrze przygotowana, nie dlatego że jakaś sylwetka coś szeptała.
Żeby porozmawiać sensownie o tym mechanizmie to trzeba najpierw ustalić kto szepcze. Bo to nie jest tak samo czy mamy do czynienia z duchem opiekuńczym, z przodkiem, z własną wyższą jaźnią czy z czymś co niektórzy tradycje nazywają "posłańcem". Każde z tych źródeł działa inaczej i inaczej powinniśmy się do tego odnosić. Cyrkonka, jak opisałabyś tę postać? Czy było w niej coś znajomego?
Ja mam takie sny dosyć regularnie i zawsze zastanawiałam się nad tym samym. U mnie ta postać jest zawsze ta sama, wysoka, ciepła jakoś w odczuciu, choć nigdy nie widzę szczegółów. I szepcze coś jakby... życzliwie? Nie pamiętam słów ale po przebudzeniu mam to ciepłe uczucie. Raz po takim śnie niespodziewanie wróciła do mnie osoba z którą straciłam kontakt lata temu. Zbieżność? Może. Ale takich zbieżności mam kilka.
Ciekawe to z tą postacią co zawsze wygląda tak samo. Ja w numerologii duszy sporo czytałam i niektórzy łączą takie powtarzające się figury ze snu z liczbą przewodnika, coś jak archetypiczny opiekun przypisany do konkretnej ścieżki życiowej. Czyli ta sama postać mogłaby być w pewnym sensie "zakodowana" w twoim systemie energetycznym. Nie wiem czy tu pasuje ale jakoś mi to zaświtało.
Ale tu chyba wchodzi pytanie etyczne, które jest ważne a mało kto o nim mówi. Jeśli ktoś (coś?) przekazuje nam życzenia przez sen, to znaczy że mamy na to wpływ? Że możemy "zamówić" życzenie? Bo widziałam na różnych forach jak ludzie próbują to używać jak sposób, że układają się do snu z intencją i czekają na szept. I nie wiem czy to jest w porządku w sensie etycznym, bo wchodzi w to kwestia manipulowania czymś czego nie rozumiemy do końca.
Tyle że czy to nie jest to samo w praktyce? Serio pytam, bo nie rozumiem różnicy. Czy to nie jest tak że w obu przypadkach próbujesz coś wywołać, tylko raz mówisz że to zamówienie a raz że otwarcie? Jak to rozróżnić od środka, z własnej perspektywy?
No i tu właśnie jest pies pogrzebany. Ta granica jest bardzo rozmyta i każdy może ją dowolnie interpretować na swoją korzyść. Ktoś ma sen, coś się spełnia, mówi że "był otwarty". Ktoś inny robi dokładnie to samo i mówi że to była "intencja". Efekt ten sam, interpretacja zależna od nastroju.
Wracając do tych szeptów, bo trochę odeszliśmy od sedna. Z mojego doświadczenia sny w których coś jest szeptane mają specyficzną jakość energetyczną, zazwyczaj bardzo spokojne tło, brak chaosu typowego dla snów przetwarzających. Jeśli po takim śnie jest uczucie spokoju a nie niepokoju, to dobry znak że przekaz był z życzliwego źródła. Niepokój po szepcie to już inna historia i warto to rozróżniać.
o matko, ja sobie czytam tę rozmowę i muszę się przyznać że sama mam jeden taki sen który wraca co jakiś czas. Starszy mężczyzna, myślę że to może być mój dziadek choć go nie znałam, stoi przy oknie i szepcze do mnie ale tyłem. Nigdy się nie odwraca. I zawsze po tym śnie coś się zmienia w moim życiu, niekoniecznie że się "spełnia" ale jakby coś się przesuwa. Nie wiem jak to opisać inaczej.
Ten wątek z przodkami jest naprawdę wart rozwinięcia. W wielu tradycjach marzenia senne z szepczącymi figurami które mogą być przodkami to jedna z form komunikacji przez co niektórzy nazywają "cienką zasłoną". Ale Augurka79, to że postać stoi tyłem może mieć znaczenie samo w sobie. W symbolice sennej odwrócona postać często oznacza że przekaz jest dla ciebie ale wymaga od ciebie własnej interpretacji, nie jest podany wprost. 😀
Przepraszam że wchodzę bokiem ale mam pytanie bo jestem ciekawa. Jak wy właściwie odróżniacie te "ważne" sny od zwykłych? Bo ja mam wrażenie że każdy mój sen mógłby pasować do jakiegoś znaczenia jeśli tylko wystarczająco długo go analizuję. Skąd wiadomo że ten z szeptem jest "prawdziwy" a nie po prostu lepiej zapamiętany bo był spokojniejszy?
To jest uczciwe pytanie. Dla mnie kluczowe jest to jak się czuję przez resztę dnia po śnie, nie bezpośrednio po przebudzeniu ale kilka godzin później. Sny które coś znaczą mają dziwną właściwość że się do nich wraca myślami bez wysiłku, same się narzucają. Zwykłe przetwarzanie zazwyczaj blednie i odpływa.
No tak ale to też jest subiektywne w sumie. Ja pamiętam sny o lataniu przez tydzień a one chyba nic nie znaczą, tylko że lubię takie sny 🙂 Ale rozumiem o co chodzi z tym "narzucaniem się". Ten sen z mamą właśnie taki był, nie mogłam o nim przestać myśleć.
Wracam do tematu bo trochę tu pojechaliśmy w stronę "jak odróżnić ważny sen od zwykłego" i to jest ciekawe, ale chciałam zapytać o coś konkretniejszego. Czy ktoś z was miał taki szept we śnie i potem zachodził w głowę, czy powinien przekazać tę wiadomość komuś innemu? Bo u mnie ten sen wyraźnie dotyczył mnie, ale przez chwilę miałam taką myśl że może to też jakaś wskazówka dla kogoś bliskiego. I to mi nie dawało spokoju.
To jest właśnie jeden z tych momentów gdzie etyka o której mówiła Hela nabiera bardzo praktycznego wymiaru. W tradycjach z jakimi się zetknęłam, sen jest przede wszystkim własnym doświadczeniem i przekazywanie innym "wiesz, przyśniło mi się że powinieneś..." jest obarczone ogromną odpowiedzialnością. Bo to co ty odebrałaś jako wskazówkę dla kogoś bliskiego może być twoją własną projekcją, twoim lękiem o tę osobę, a nie żadnym przesłaniem. I wiesz, ta różnica jest kluczowa.
No i to jest właśnie ta dziura w całym. Jeśli powiesz i nic się nie stanie, to wzruszysz ramionami i powiesz że źle zinterpretowałaś. Jeśli powiesz i coś się stanie, to będziesz pewna że to było przesłanie. A jeśli nie powiesz i coś się stanie, to będziesz się zadręczać. Jedyna wersja bez konsekwencji to "nie powiedziałam i nic się nie stało", ale tej wersji nikt nie zapamiętuje. Nie mówię że takich snów nie ma, ale mechanizm zapamiętywania jest tu bardzo stronniczy.
hmm ale irenka masz racje ze ta logika dziala w obie strony. tzn mozna tez powiedziec ze skoro nigdy nie sprawdzimy pelnego obrazu to nie mamy podstaw zeby mowic ze "to nie dziala". cos mi sie wydaje ze sceptycyzm jest tyle samo subiektywny co wiara w takie przeslania tylko w druga strone
Ja mam takie pytanie do wszystkich, bo czytam tę rozmowę od początku i jakoś mnie nurtuje jedna rzecz. mówimy o etyce przekazywania takich snów innym, ale czy ktoś kiedyś był po drugiej stronie? Tzn. ktoś wam powiedział "miałam o tobie sen i coś mi szeptało"? I jak to odebrałyście?
