Miałam ostatnio sen, który mnie trochę poruszył i nie wiem jak go nazwie. Śniła mi się moja przyjaciolka z dzieciństwa, z którą od lat nie mam kontaktu, bo zerwałyśmy znajomość dość bolesnie. We śnie byłyśmy razem jak dawniej, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Ale ona we śnie nie wiedziała, że jesteśmy pokłócone. Że cokolwiek się między nami stało. Jakby żyła wersją nas, która nigdy nie istniała albo przestała istnieć. I pomyslalam rano: ona jest żywa, chodzi gdzieś po tym samym mieście, ale ta osoba ze śnie, ten jej obraz, ta relacja - to jest martwe. Czy śniłam prawdziwą ją, czy kogoś, kto już nie istnieje? znacie to?, ojej, ze śnicie kogoś żywego, ale jakby nie żyjącego? 🙂
Matko kochana, jak dobrze ze ktos to napisał bo ja od dawna mam cos takiego i nie umialam tego nazwac. U mnie to bylam moja siostra, z która od dawna mamy skomplikowane relacje. we śnie jest jak kiedys, ciepla, bliska, rozmawiamy godzinami. Budzę sie i mam takie dziwne uczucie ze to ona, ale jednoczesnie nie ona. Jakby we snie zyła ta starsza wersja naszej relacji, ktora dawno umarla w realu. I przez caly dzień potem czuję jakaś pustkę, jakbym kogos pochowała.
To bardzo ciekawy trop który otwieracie. W tradycji onirycznej mówi się o tym rzadko, bo zazwyczaj skupiamy się na snach o zmarłych w sensie dosłownym. Ale jest coś takiego jak "żywy ślad duszy" - czyli ślad energetyczny osoby, która nadal istnieje fizycznie, ale w twojej przestrzeni psychiczno-duchowej już przeszła jakiś proces zakończenia. Pytanie które bym postawił: czy we śnie ta osoba ma taką samą twarz i głos jak w rzeczywistości, czy jest trochę przesunięta, jakby nie do końca ona?
Słuchajcie, bo mam trochę inne podejście do tego. Prowadzę notatnik snów od jakichś trzech lat i miałam sporo takich przypadków. I nie jestem pewna czy to "żywy ślad duszy" czy zwykła praca mózgu z niedokończoną sprawą. Bo te sny mam zawsze po jakims trudnym dniu albo kiedy cos mi przypomina tę osobę. Lutobor, tak przy okazji, skąd bierzesz że to energetyczny ślad a nie po prostu niezamknięty rozdział emocjonalny? 😀
No i masz, ciekawy watek. Ja mialem sny o moim ojcu - zyje ale od lat nie rozmawiamy. We snie jest obecny i jakos cieplejszy niz w zyciu. Zawsze myslalem ze to po prostu wspomnienia, ale cos w tym co piszecie mi klikneło. Jakby ta idealna wersja relacji zyła gdzie indziej, w jakims innym planie.
Jest taka koncepcja, nie pamiętam w której tradycji dokładnie ja spotkałem, ze każda głęboka relacja tworzy wspólny węzeł energetyczny. Kiedy relacja się rozrywa, węzeł nie znika od razu, on powoli się rozpada. I właśnie w snach można go jeszcze dotknąć, bo we śnie bariera między planami jest cieńsza. Ta żywa osoba gdzieś chodzi, ale jej energetyczny ślad w twoim polu jeszcze istnieje. To by tłumaczyło to poczucie że śnisz kogoś i nie-kogoś jednocześnie.
Ojoj ojoj ale czy to znaczy ze oni tez nas śnią? Bo jeśli jest jakiś wspólny węzeł to działa w dwie strony chyba? Zastanawiam sie czy mój były mnie śni tak samo jak ja jego, bo mam te sny regularnie i za każdym razem budze sie z uczuciem ze cos sie nie skonczylo.
Glifia,ale to trochę niebezpieczne myślenie jeśli mam być szczera. Znaczy, rozumiem ze chcesz wierzyć ze ta więź jest obustronna, ale raczej niema jak to sprawdzić. I można bardzo długo trzymać się kogoś przez takie sny, czekac na jakis znak. Nie mówię ze węzły energetyczne nie istnieja, ale ze to akurat może być po prostu twoja własna tęsknota, niekoniecznie wzajemna
A ja mam inne pytanie bo mnie nurtuje cos innego w tym wątku. Magini pisała ze po takim śnie czujemy pustkę jakbys kogoś pochowała. ja tez tak mam. I zastanawiam sie - czy ten sen to jest jakaś ulga dla tej relacji, jakby ostatni oddech, czy wrecz przeciwnie, czy on tą relację podtrzymuje i sprawia ze trudniej odpuścić?
no właśnie to mnie też zastanawia, bo po tych snach o przyjaciółce czuję sie inaczej niz po snach o kimś kto umarł naprawdę.;) Tamte sny o przodkach czy babci dają mi spokój jakis. A te o żywych-martwych relacjach dają taką nieokreśloność. Nie żal za osoba, z drugiej strony, bardziej za czymś co było a przestało byc.
Magini mnie to co piszesz bardzo trafia bo mam identycznie. Śnie czasem dawnego przyjaciela z którym skończyłem kontakt po jednej trudnej sytuacji. On żyje, ma się dobrze, ale we śnie wracamy do momentu przed tym wszystkim. I to nie jest sen o tęsknocie do człowieka, raczej tęsknota za wersją siebie który był wtedy. Czy to możliwe ze te sny to nie są sny o tej osobie, tylko o nas samych z tamtego czasu?
Piotrek to bardzo ważne spostrzeżenie. Część tych snów może być nie tyle o drugiej osobie ile o fragmencie własnej duszy, ktury żył w tamtej relacji. Kiedy relacja umiera, umiera też ta konkretna wersja ciebie. I we śnie możesz się z nią spotkać przez obecność tamtej osoby jako klucza czy punktu dostępu. Ta osoba jest w śnie jak brama, niekoniecznie jako podmiot sam w sobie.
dokładnie, to sie zgadza z tym co wiem o rytuałach pracy ze stratą. Nie zawsze opłakujemy osobę, często opłakujemy siebie z relacji. I sny moga być przestrzenią gdzie ta stara wersja ciebie żyje normalnie, bo we śnie czas działa inaczej.
przepraszam ze wchodzę bo jestem tu nowa w tym temacie ale to co Lutobor napisal o bramie mnie uderzylo. jak sie pracuje z takim snem, zeby go zrozumiec a nie tylko przezyc? Czy jest jakies podejście do tego? Pamiętam ze śnilam mojego nauczyciela ze szkoly sredniej, z którym sie rozminelysmy po prostu przez życie. Zył ale jakby umarl dla mnie. I nie wiedzialam co z tym snem zrobic. 😛
Lubomila zgadzam sie co do notatek, to podstawa. Ale mam tez obserwacje ze kiedy zacznam zbyt intensywnie "pracować ze snem", analizować, szukać, to następne sny o tej osobie zaczynają tracić tę naturalną jakość. Jakby analiza je splaszczała. Wy nie macie tak?
Wracając do tego co Magini opisała na początku,bo mi się kręci w głowie jedna myśl. Ta "nieokreśloność" po takim snie, którą opisujesz, to nie jest zwykły smutek ani tęsknota. To jest żałoba za czymś co nie ma grobu. 😮 Nie możesz iść na cmentarz, nie możesz powiedzieć "ona odeszła", bo ona jest. Żyje. A jednak we śnie śnisz jej cień, jakiś odcisk. I nie wiesz co z tym zrobić po przebudzeniu.
No i masz, stanislawa ma racje w tym ze to inna kategoria straty. Ojciec ktorego snie zyl, zyje i bedzie zyl, ale juz nie jako moj ojciec w sensie relacji. i we snie on jest ojcem, pelnym. A w zyciu jest po prostu czlowiekiem z ktorym nie rozmawiam. Nie wiem czy to co snie to jego dusza, moje wspomnienie czy cos jeszcze innego. 😛
Zatrzymajcie sie na chwile przy tym rozróżnieniu, bo myśle ze miesza sie tu kilka rzeczy. Jest po pierwsze sen jako przetwarzanie emocji - to psychika. Jest po drugie sen jako dostęp do energetycznego śladu relacji - to już inna warstwa. A jest po trzecie cos co w tradycji runistycznej nazywa sie "wydr gifting" - dar niedokonczonej nici, tak w ogóle, czyli nierozerwana nić która wiąże dwie dusze nawet po rozstaniu. I te trzy rzeczy moga współistnieć w jednym śnie. Pytanie to nie "czy to psychika czy duchowość", ale co z tym zrobić.
wiem ze to troche z boku ale chce dodac cos do watku o tej "nici". W praktyce rytualnej jest cos takiego jak swiadome przecinanie nici - nie po to zeby unicestwic, ale zeby oswobodzic. I zastanawiam sie czy te sny o zywych-martwych relacjach sa wlasnie sygnałem ze nic czeka na przeciecie. Czy watek snowy jest poprostu efektem tego ze nic dalej ciagnie.
Nie jestem pewna czy da sie to rozpoznać z zewnątrz w ogóle. To chyba bardzo indywidualne. Ale mam jedno proste kryterium których uzywam: jeśli te sny po kilku latach nadal bolą tak samo intensywnie, coś jest zablokowane. Jeśli z czasem stają sie spokojniejsze, swoją drogą, łagodniejsze, to znaczy ze coś sie naturalnie domyka. Magini piszesz te sny o przyjaciółce masz od kiedy.
