Przydarzył mi się sen coś, co nie daje mi spokoju od kilku dni i nie wiem jak to nazwać. Były w tym śnie osoby, ale nie były z ciała ani nawet z mgły czy czegoś typowego, one były jak... zbudowane z czasu. Jakby każda ich warstwa to było inne wspomnienie, inny moment, i kiedy na nie patrzyłam to czułam, że patrzę jednocześnie na to, co było, co jest i co będzie. Jedna z tych postaci to była moja babcia, ale młoda i stara naraz, i ona nic nie mówiła, tylko stała i ten widok był spokojny ale jednocześnie tak bardzo przytłaczający, że obudziłam się z łzami. Kojarzy to ktoś? Bo ja nie umiem tego wrzucić do żadnej szuflady, ani sen o zmarłej, ani typowa wizja.
Ojej, brzmi nieprawdopodobnie i jednocześnie trochę mnie ściska w gardle jak to czytam. ja miałam raz coś, co chyba jest blisko tego co opisujesz, osoba we śnie była taka jakby przezroczysta i wielowarstwowa, ale u mnie to był obcy mężczyzna a nie ktoś bliski. to uczucie patrzenia na kogoś przez kilka czasów jednocześnie jest bardzo trudne do opisania i cieszę się, że ktoś w końcu to ubiera w słowa. Co czułaś po tej stronie fizycznej, bo to łzy to rozumiem, ale czy to był smutek, żałoba, czy coś innego?
Szczerze? Trochę mam mieszane uczucia z takim tematem. Bo z jednej strony rozumiem, że to doświadczenie było dla ciebie mocne. Ale to określenie "zbudowani z czasu" jest bardzo poetyckie i zastanawiam się, czy przypadkiem nie rzutujemy tutaj zwykłej psychologicznej pracy mózgu na coś duchowego. Mózg podczas snu przetwarza wspomnienia, więc widząc babcię jednocześnie młodą i starą to może być właśnie to, i nic więcej. Choć rozumiem, że efekt dla samopoczucia po przebudzeniu jest realny, to właśnie ciekawi mnie bardziej, jak długo to uczucie zostaje.
Z perspektywy czakr to co opisujesz może się wiązać z otwarciem czakry korony podczas snu, wtedy granice między wibracjami czasowymi się zacierają i postrzegamy istoty spoza linearnego czasu. Babcia jako przewodnik, który istnieje we wszystkich swoich warstwach jednocześnie, to dość klasyczny motyw w tradycji shamanistycznej. Ciekawi mnie jedno, czy ta postać coś ci przekazywała niewerbalnie? Nie chodzi o słowa, ale o odczucia, obrazy, cokolwiek.
przeglądam tę rozmowę i właśnie sobie uświadomiłam, że ja chyba miałam podobny sen ale nigdy tak tego nie nazwałam. u mnie to była obca kobieta i ona była jakby złożona z warstw, ale ja to we śnie odbierałam jako normalne i dopiero po przebudzeniu dotarło do mnie, że to było dziwne. czy to oznacza, że we śnie mamy inny sposób przyjmowania rzeczywistości i po prostu akceptujemy takie rzeczy bez zdziwienia?
To co opisała autorka tematu jest bardzo blisko pewnego archetypowego motywu, który Jung nazwał by zapewne spotkaniem z Aenem, czyli postacią ucieleśniającą czas cykliczny a nie linearny. Nie muszę być tu psychologiem Jungowskim, bo tradycja senna z wielu kultur mówi to samo, że są istoty które istnieją poza czasem i pojawiają się nam jako ktoś bliski właśnie dlatego, żebyśmy mogli to znieść bez lęku. Łzy po przebudzeniu to klasyczna reakcja na kontakt z czymś, co przekracza nasze normalne ramy. To nie żałoba, to coś innego.
o matko, właśnie przeczytałam ten opis i mam gęsią skórkę, bo moja koleżanka opisywała mi podobny sen i mówiła ze czuła się po nim jakby ją ktoś odwiedził z innego wymiaru, nie z zaświatów w klasycznym sensie, ale jakby z miejsca gdzie czas nie istnieje tak samo jak u nas. Ona była bardzo spokojna po tym, prawie wyciszona na kilka dni. Czy to normalne że takie sny działają tak długo na nastrój?
Ja bym tu powiedziała, ze to typowy sen czakrowy, konkretnie ajna albo sahasrara i takie sny są sygnałem ze czakry pracują i oczyszczają się w nocy. Osoby zbudowane z czasu to według mnie projekcje wyższego ja które w ten sposób komunikuje ze czas jest iluzją. Miałam kilka podobnych snów jak intensywnie medytowałam i zawsze po nich byłam bardziej spokojna.
no właśnie, ja też myślę że za szybko się tutaj skacze do gotowych odpowiedzi. bo może to kwestia jak ktoś normalnie śni, co czuje na jawie, w jakim jest miejscu życiowo. ja na przykład mam bardziej intensywne i wielowarstwowe sny kiedy jestem w środku jakiejś zmiany, niekoniecznie medytując. może te postaci z czasu pojawiają się wtedy, kiedy my sami jesteśmy na jakimś progu?
przepraszam, że wchodzę w środek, ale czytam to wszystko i zastanawiam się czy takie sny mogą być też po prostu... zaproszeniem? Jak gdyby ta istota czy ta postać daje ci do zrozumienia, że możesz wyjść poza własne pojmowanie czasu. Nie wiem, może to naiwne, ale mi się wydaje ze takie sny zostawiają ślad właśnie po to.
a da sie w ogole wywolac taki sen celowo? bo to brzmi jak cos co chcialbym doswiadczyc. czy sa jakies techniki zeby wejsc w taki stan? pyam bo zwykle moje sny sa nudne i malo symboliczne i zazdroszcze takich doswiadczen szczerze mowiac
mam takie pytanie bo nie wiem czy dobrze rozumiem, czy te osoby zbudowane z czasu we snie moga byc niebezpieczne w jakims sensie? tzn czy jest jakis powod do niepokoju jak sie takie cos sni czy to zawsze jest cos spokojnego i neutralnego? bo z jednej strony te opisy brzmia pieknie ale z drugiej troche mnie przeraza idea ze we snie sa istoty ktore sa poza czasem i patrza na nas
dobra, bo chce odpowiedziec na kilka rzeczy naraz. Igorek, tak, byłam w tamtym czasie w dużej zmianie, zupełnie nowe życiowe rozdanie. Mageczka, u mnie nie było nic niepokojącego, ten sen miał spokojny ton mimo ze był przytłaczający. I do całej dyskusji, ja mam wrażenie ze szukamy tutaj jednej interpretacji, a może te sny są indywidualne i nie ma jednej odpowiedzi. Ta babcia-nie-babcia pozostaje dla mnie czymś co po prostu noszę i jakoś żyje we mnie, nie wiem czy muszę to do końca rozszyfrować.
