Chcę opisać coś, co towarzyszy mi od bardzo dawna i dopiero ostatnio zaczęłam to rozumieć inaczej niż wcześniej. Śnię muzykę. Nie zwykłą muzykę, nie melodie z radia, nie piosenki, które gdzieś słyszałam. To jest coś zupełnie innego. Dźwięk, który zdaje się dochodzić z zewnątrz i jednocześnie z wnętrza ciała, jakby wibrował w kościach. We śnie wiem, że to "muzyka sfer" i mam absolutną pewność co do tego, choć na jawie nikt mnie tak tego nie nazwał. Byłam w różnych miejscach podczas tych snów, ale najintensywniejsze były przy tzw. miejscach mocy. Dolmeny, stare sanktuaria, skrzyżowania rzek. Zawsze tam ten dźwięk był najgłośniejszy i miał jakby strukturę, harmonię wielowarstwową. Zastanawiam się, czy inne osoby mają podobne doświadczenia i czy wiążą je z energią konkretnych miejsc, nie tylko z ogólną duchowością. Bo ja wyraźnie czuję, że to nie jest sen o muzyce, to jest sen, w którym SŁYSZĘ coś realnego, co istnieje poza mną.
ojej, właśnie przeczytałam i dostałam gęsiej skórki dosłownie. Ja też miałam cos takiego raz, przy pełni, ale u mnie to był raczej jeden ton, długi i czysty jak kryształowa miska do dźwiękoterapii. Ale muiałam wrażenie że ten dźwięk... zmienia mnie w środku? Trudno to opisać. Czy ty też tak miałaś, że po przebudzeniu coś jest inaczej, jakaś inna niż przed snem?
To o czym mówisz w kontekście miejsc mocy ma swoje uzasadnienie w starszych tradycjach. Pitagorejczycy mówili o harmonii sfer jako o realnych wibracjach, które ciało subtelne może odbierać wtedy gdy umysł dzienny jest wyciszony. Sen jest akurat jednym z nielicznych stanów, kiedy to odbiór jest możliwy. Mam jednak pytanie do ciebie - czy w tych snach przy "miejscach mocy" jesteś w lokalizacji, którą rozpoznajesz jako konkretne miejsce z jawy, czy to są miejsca archetypiczne, tylko z poczuciem "tu jest stare"?
czytam i troche mi sie miesza, bo ja mialam cos podobengo ale nie w miejscu mocy tylko w zwyklym snie o rynku miejskim, ale ten dzwiek byl i byl przerazajacy troche, jakby zbyt dużo naraz. Czy to moze byc ta sama rzecz tylko ze jakis inaczej skalibrowana? Nie wiem jak to inaczej opisac 🙂
szczerze to brzmi trochę jak te wszystkie opisy "usłyszałam muzykę wszechświata" i człowiek się zastanawia, skąd wiadomo, że to nie jest po prostu mózg generujący dźwięk podczas snu, bo tak robi. Nie mówię że tak jest, ale jak wy odróżniacie te dwie rzeczy? Co sprawia, że to jest "harmonia kosmosu" a nie zwykły sen z muzyką?
o kurcze ale ten wątek, siedzę i czytam od początku i nie mogę wyjść! Dziękuję że to napisałaś bo nigdy nie wiedziałam jak to nazwać a też miałam takie chwile kiedy słyszałam we śnie jakby brzęczenie, ale myślałam że to problem z uszami albo coś. Teraz wiem że może to byc cos wiecej. Dadzbog napisał o pitagorejczykach i muszę zapytac - czy można jakoś specjalnie przygotować się żeby ten dźwięk usłyszeć? Jakiś rytuał przed snem albo medytacja?
Piszę o związku między energią miejsca a odbiorem tych dźwięków we śnie, bo to wydaje mi się kluczowe w tym wątku. Miejsca sakralne, niezależnie od tradycji, maja jedną wspólną cechę - generują lub skupiają określone częstotliwości. Ziemia, woda podziemna, krzemień, granit, pewne układy skał. To nie jest mistyka, to jest fizyka, której jeszcze nie mierzymy dobrze. Sen w takim miejscu albo sen O takim miejscu, kiedy z nim miałeś kontakt, może otwierać odbiór. Mam pytanie do autorki tematu - czy te sny zdarzają się częściej po tym jak byłaś fizycznie w takim miejscu, czy nie ma zależności?
to z tym snem przed wizytą to brzmi jak klasyczna prefiguracja, znam kilka opisów z tradycji słowiańskiej i celtyckiej, gdzie miejsca mocy same zapraszają. jak byś to opisała - miałaś we śnie poczucie, że to miejsce czeka na ciebie, zaprasza? Czy raczej byłaś obserwatorem? 🙁
wchodzę w temat, bo muzyka we śnie to cos z czym się spotkałam, ale nie w kontekscie miejsc tylko w kontekscie osób. Raz śniłam muzykę i w tym samym śnie pojawił się ktoś, kogo nie znałam, ale miałam poczucie, że to jakiś przewodnik. Czy to może być ten sam rodzaj zjawiska co wy opisujecie, tylko zamiast miejsca - istota? Zastanawia mnie, czy nośnik (miejsce, osoba, zjawisko) zmienia coś w przekazie.
czytam od początku i mam taki refleks, że wy wszyscy zakładacie, że ta muzyka jest zewnętrzna, że coś "wysyła". A co jeśli to jest wewnętrzne, że dusza sama wytwarza ten dźwięk kiedy trafi do pewnego stanu rezonansu z miejscem albo z czymś innym? Nie jako zarzut, tylko tak myślę na głos. Bo te opisy, że to jest i wewnątrz i zewnątrz jednocześnie, może obie rzeczy są prawdą?
właśnie pomyślałam, że może kamienie mogą coś z tym mieć? Mam kwarc różowy i czysty i raz położyłam je przy poduszce i śniłam cos bardzo wyraźnego, ale nie muzykę, bardziej takie wibrujące obrazy. Nie wiem czy to jest w ogole powiązane ale może ktoś wie? 😉
wracam do wątku z miejscami, bo Nashira zapytała o poczucie zaproszenia. Tak, to słowo jest bardzo dobre. We śnie poprzedzającym wizytę miałam dokładnie takie poczucie, że idę na spotkanie, które jest umówione, nie przeze mnie. I ta muzyka była jakby powitaniem, a nie tłem. Właśnie to sprawia, że traktuję te doświadczenia inaczej niż inne sny. One mają strukturę spotkania, dialogu, a nie spektaklu który oglądam. Co do pytania Willowej o to czy nośnik ma znaczenie, myślę że tak. Miejsce niesie pewien rodzaj pamięci, istota niesie intencję. Może dlatego muzyka przy miejscu mocy brzmi inaczej niż muzyka przy pojawieniu się przewodnika. Inna geometria, powiedziałabym.
