Przyśniło mi się parę dni temu coś, nad czym siedzę już od kilku dni i nie mogę odpuścić. Była ze mną we śnie kobieta, którą znałam - ale nie do końca. Jakby ktoś zbudował ją z fragmentów rozmów, które nigdy nie zostały dokończone. Mówiła zdaniami, które ja zaczynałam w myślach i nigdy nie powiedziałam na głos. Te zdania, które połykasz w środku, wiesz? Zostawiasz je na potem albo w ogóle rezygnujesz. I ona je kończyła. Z tym samym tonem, którym ja bym je powiedziała. Ale twarz miała inną, ciało inne, tylko głos trochę mój. Zastanawiam się czy to jest jakaś projekcja niedopowiedzianej części mnie, czy raczej coś zewnętrznego - coś, co te słowa z przestrzeni zebrało i przybrało formę. Kojarzy to ktoś? Osobę zbudowaną z własnych nieskończonych myśli?
ojej, to brzmi trochę niesamowicie i trochę strasznie jednocześnie! Ja miałam sen, gdzie ktoś kończył moje zdania ale na głos, przy stole, i czułam że nie powinnam słuchać, bo jak usłyszę do końca to już nie będzie moje. Nie wiem czy to ten sam motyw, ale jak piszesz o tej kobiecie z twoich nieskończonych słów to mi się to skojarzyło od razu. Co czułaś w tym śnie, lęk czy raczej ulga że ktoś to w końcu powiedział?
eh, to, co relacjonujesz ma sporo wspólnego z tym co w niektórych tradycjach nazywa się cieniem - ale nie w sensie jungowskim wprost, raczej jako figura zbierająca wszystko to, czego nie dopowiedzieliśmy, nie wyraziliśmy, co zostało zawieszone. Sen ma tendencję do materializowania tych zawieszeń w postać. Pytanie które mnie tu bardziej interesuje: czy ta postać miała jakąś autonomię? Czyli - czy robiła coś poza kończeniem twoich zdań, czy tylko reagowała?
właśnie to jest kluczowe. Dopóki kończy twoje zdania, jest lustrem. Gdy zaczyna mówić własnym głosem - staje się czymś innym. Albo głębszą warstwą ciebie, do której normalnie nie masz dostępu. Albo, i to też trzeba brać pod uwagę, bytem który skorzystał z tego, że zostawiłaś otwarte wejście. Niedokończone zdanie to otwarta pętla energetyczna, dosłownie. Nie straszę, mówię o pewnym mechanizmie.
ta "otwarta pętla energetyczna" to ciekawe ujęcie, ale zastanawiam się czy nie za szybko idziemy w stronę zewnętrznego bytu. Bo asymetria o której mówi Kamilka65 - że figura zaczęła mówić coś własnego - może być właśnie dowodem na to, że to jest fragment niej samej, który wyrósł poza kontrolę, nie coś z zewnątrz. Podświadomość nie jest symetryczna względem świadomości. Ona ma swoje cele, swoje zdania których ty nie znasz.
no wlasnie, ja to tak samo czuje. Miałam kilka razy sny z postaciami, które były jakby ze mnie wycięte - fragment mnie z innej epoki życia albo mnie w jakiejś sytuacji, której unikałam. I te postacie zawsze wiedziały więcej. To nie był obcy byt, to byłam ja, tylko ta część która się nie zgadza na milczenie. Słuchajcie, a ta kobieta z twojego snu, jak wyglądała? Jakieś kolory, charakterystyczne ubranie?
dłonie własne na cudzym ciele to bardzo stary motyw. W tarotowej symbolice byłoby to spotkanie z tym co twoje, ale zapomniane - nie zło, nie zagrożenie, raczej coś co czeka na uznanie. Pytanie jest takie, czy po przebudzeniu miałaś jakieś fizyczne odczucie, coś w rękach, gardle, klatce? Bo takie sny zostawiają ślad w ciele jeśli są prawdziwe przekazy, a nie tylko przetasowanie dziennych wrażeń.
nie chcę przeszkadzać, ale, jestem tu nowa w tym temacie, ale to co piszecie o tej asymetrii mnie zastanawia. Czyli ta postać ze snu to nie jest po prostu nasza podświadomość? Że może być coś z zewnątrz co wchodzi przez te "otwarte pętle"? Trochę się tego boję szczerze mówiąc. Czy można zamknąć te pętle jakoś? Mam pytanie może głupie ale - czy to ma coś wspólnego z czakrami, bo czytałam że niezrównoważona czakra gardłowa to właśnie te rzeczy co zostały nienazwane
ale zaraz, czy to nie jest trochę zbyt proste? Bo jeśli te postaci ze snów są zbudowane z naszych niedomówień, to znaczy że każdy kto dużo milczy ma gęstsze sny, bardziej zaludnione? To by chyba oznaczało że introwertycy albo ludzie w złych relacjach mają po prostu więcej takich figur w snach, nie?
słuchajcie to jest mega ciekawy temat i ja go teraz przezywam doslownie. Od jakiegoś czasu sni mi sie jeden facet, którego nie znam z jawy, ale we snie jest kims bliskim. I on zawsze kończy moje mysli zanim je pomysle. Zawsze bylem przekonany ze to jakis przewodnik albo cos w tym rodzaju, ale po tym co tutaj czytam zaczynam sie zastanawiac czy to nie jest jakaś moja wewnętrzna figura. Jak w ogole to odroznic?
ja mam inne pytanie, bo siedzę tu i czytam i bardzo mi się to wszystko podoba ale jednej rzeczy nie rozumiem - ta asymetria pola o której mówił Gustlik68, co to właściwie znaczy w kontekście tych snów? Bo mi się wydaje że chodzi o to że my i ta postać ze snu nie jesteśmy na równych prawach, ona wie więcej, my jesteśmy w jakiś sposób odkryci. Ale może źle rozumiem?
to brzmi trochę jak spotkanie z kimś kto czytał twój pamiętnik a ty nie wiesz co on sam myśli. niekomfortowe. ja bym się bała takiego snu chyba
dziękuję Wam wszystkim za tę rozmowę, naprawdę, bo ja miałam podobny sen z kimś zbudowanym jakby ze strzępków moich rozmów i długo myślałam że to zwykłe echo dnia. A tu okazuje się że to może być coś głębszego. Kamilka65 czy ta postać wróciła do ciebie jeszcze raz, po tym pierwszym razie?
hej, wlazlem tu przypadkowo bo szukalem czegos innego ale temat mnie wciagnal. Mam pytanko troche z boku - jezeli te postacie sa zbudowane z naszych nieskonczonch zdan to co sie dzieje jak w koncu te zdania powiemy na jawie? Czy ta postac znika ze snow przestaje przychodizc? Czy moze wlasnie wtedy sie na prawde pojawia bo juz jest kompletna jakos?
