Naszła mnie we śnie coś, co kompletnie wywróciło mi myślenie o ludziach, którzy pojawiają się w snach. Była ze mną starsza kobieta, nie znałam jej z życia, ale we śnie wiedziałam, że to moja prababka, która umarła zanim się urodziłam. I ona mi coś opowiadała, ale nie o sobie, tylko o mnie, o tym co mam przed sobą. Jakby miała dostęp do czegoś, czego ja nie widzę. Właśnie o to mi chodzi, te osoby ze snów, zwłaszcza te z przeszłości albo z zaświatów, działają jak mostki. Nie są tu, żeby sobie pobyć, ale żeby przekazać coś między tym co było a tym co będzie. Czy wy też macie takie odczucie, że niektóre senne postacie są po prostu... posłańcami między epokami?
ojej, właśnie to co piszesz bardzo mi pasuje do snu, który miałam jakiś czas temu. przyszedł do mnie dziadek mojej koleżanki, nigdy go nie poznałam za życia, a we śnie wiedziałam kim jest i przekazał mi coś do niej, konkretną wiadomość. kompletnie nie wiedziałam co z tym zrobić, czy powiedzieć jej czy nie. powiedziałam w końcu i ona się popłakała, bo to miało sens. jak to tłumaczyć?
no dobra ale jak ten dziadek twojej kolezanki miałby wiedziec ze akurat ty snisz i ze ja znasz? to troche bez sensu. moze po prostu twoj mozg skonstruował kogoś i dopasowales znaczenie potem? ludzie mają skłonność do szukania sensu tam gdzie go niema
to jest właśnie ten moment, gdzie trzeba zachować spokój i nie rzucać się od razu w żadną stronę. ani "to cud", ani "to twoja wyobraźnia". ja takie sny notuję i przez jakiś czas obserwuję czy coś się potwierdza, zanim wyciągnę jakiekolwiek wnioski. ta rozmowa o mostkach jest ciekawa, ale mam pytanie do autorki, ta prababka mówiła coś konkretnego o przyszłości? coś sprawdzalnego?
o matko, dziennik senny, myślałam żeby założyć, ale zawsze mi coś przeszkadza. a właściwie to chciałam zapytać, bo może to głupie pytanie, ale czy te osoby-mostki to muszą być koniecznie osoby z rodziny? bo mi we śnie pojawiają się czasem ludzie, których w ogóle nie kojarzę, a mam poczucie że są starzy, starodawni, jakby z innej epoki. i też coś sygnalizują. chociaż nie wiem czy dobrze odczytuję, jestem w tym zielona zupełnie...
pytanie o rodzinę jest bardzo trafne. w wielu tradycjach, nie tylko słowiańskiej, nie ma znaczenia czy to krew czy nie. liczy się coś co można by nazwać powinowactwem duszy, czyli że pewne istoty mają dostęp do twojej linii czasu nie dlatego że są z tobą spokrewnione biologicznie, ale dlatego że istnieje między wami jakaś nici. ten "starodawny" charakter o którym piszesz, ten ciężar, ta archaiczność, to często sygnał że kontakt jest prawdziwy a nie wytworzony przez umysł, bo umysł raczej produkuje twarze które znamy
dobra, muszę tu wejść z innej strony, bo ta rozmowa jest ciekawa, ale kręci się trochę w kółko wokół jednej kwestii. mnie bardziej interesuje ten motyw który Eleonorka poruszyła, że czas biegnie w obie strony. bo to nie jest tylko poetycka metafora, to jest opisane w różnych tradycjach właśnie jako funkcja snu, że w pewnych stanach świadomości linearność czasu przestaje obowiązywać. i wtedy osoby z przeszłości mogą przekazywać informacje o przyszłości, bo z ich perspektywy to nie są osobne wymiary. czy ktoś próbował świadomie wejść w taki sen i zapytać o coś konkretnego?
ja probowalam raz wejść swiadomie i zapytać babci o jedną rzecz ale skonczylo sie tak ze zamiast babci pojawil mi sie jakis nieznajomy mezczyzna i mowil do mnie po staropolsku i nic nie rozumiałam haha 😀 ale serio, może to był właśnie taki mostek z innej epoki? czy to ze nie rozumialam jezyka cos znaczy?
Aldonka to ze nie rozumiałaś mnie akurat nie dziwi te postacie z głębszych warstw snu czesto mówia starymi jezyki albo w ogole bez slow, przez obrazy i uczucia. może nie rozumiałaś słów ale czy miałaś jakieś uczucie podczas tej rozmowy? to czesto wazniejsze niz treść
no właśnie i tu jest problem z całą tą dyskusją, bo wyście miesza ze sobą dwa różne typy snów. sny proroctwa to zupełnie inne zjawisko niż te sny kontaktowe z duchami. w przypadku proroctw nie potrzebny jest żaden "mostek", informacja przychodzi bezpośrednio, często w formie symbolicznej a nie przez pośrednika. a to co tu opisujecie to raczej kontakt mediumiczny przez sen, i to jest osobna kategoria. nie należy ich mylić bo interpretacja jest zupełnie inna
właśnie chciałam zapytać o tę wiarę w to co sen przynosi, bo jakoś tak czytam tę rozmowę i myślę sobie, czy to nie jest tak że żeby te sny w ogóle działały jak mostki to trzeba im wierzyć? znaczy, że jeśli ktoś kompletnie nie wierzy to te postacie i tak przychodzą ale nie przenoszą nic, bo nie ma kto odebrać? nie wiem czy to ma sens co mówię...
Bogusia87 to ma ogromny sens i to jest właściwie serce tej sprawy. ja myślę że wiara nie jest warunkiem pojawienia się kontaktu, ale jest warunkiem jego odbioru. to jak z radiem, sygnał idzie czy słuchasz czy nie, ale bez odbiornika nie masz dźwięku. te postacie mogą przychodzić do zupełnych sceptyków i nie zostawiać śladu właśnie dlatego że blokada jest za silna. mnie też kiedyś nie działo się nic w snach, dopiero jak zaczęłam prowadzić dziennik i traktować sny poważnie, ten kontakt się pogłębił
ale to jest troche błędne kolo nie? zaczynam traktowac sny powaznie, wiec zaczynam przypisywac im znaczenie, wiec "potwierdzam" ze maja znaczenie. to niekoniecznie znaczy ze na prawde cos sie tam dzieje, moze po prostu zmieniam sposob w jaki interpretuję to co juz tam bylo
szczerze to mnie Szeptun trochę przekonuje, bo sama jestem na bakier z tym całym "wierz a zadziała". jakby wiara była warunkiem to cały system jest nieweryfikowalny, bo jak nie wychodzi to zawsze można powiedzieć że za mało wierzyłaś. to nie fair jako argument
Wisnia71 to jest uczciwa uwaga i ja jej nie odrzucam, bo mam podobny odruch. ale chcę tylko zwrócić uwagę na jedno, że ten sam zarzut można postawić np. nastawieniu w medytacji, im bardziej napięta i pełna oczekiwań tym mniej przychodzi. to nie znaczy że medytacja jest zależna od magicznego myślenia, tylko że pewne stany wymagają określonej receptywności. wiara w tym kontekście może być po prostu brakiem aktywnego blokowania, a nie aktem religijnym
Lunella68 ta analogia z medytacją jest dobra, zapiszę ją sobie. bo faktycznie mam w notatkach kilka sytuacji gdzie im bardziej chciałem żeby coś się potwierdziło tym bardziej wypadało blado. natomiast mam też odwrotne, gdzie zupełnie nie spodziewałem się niczego i sen po prostu przyniósł coś konkretnego. więc może napięcie wokół wiary nie jest tym co blokuje kontakt, tylko tym co blokuje odbiór? to trochę inne postawienie sprawy.
ok ale to jest dalej ta sama pulapka. nie ma efektu bo za bardzo chcialas, jest efekt bo nie chcialas, a jak nie ma efektu gdy nie chcialas to co, po prostu pominiesz ten przypadek? zawsze mozna znalezc wyjasnienie ktore pasuje do tezy. to nie jest weryfikacja, to jest po prostu szukanie potwierdzenia
hej, weszlem tu bo szukalem czegos o snach proroczyc i utknalem na tej dyskusji, bo jest swietna. mam pytanie moze naiwne ale, czy te osoby ktore sa "mostkami" to musza byc martwe? bo mi sie sni regularnie ktos kogo znam z zycia i te sny maja zupelnie inna jakosc niz zwykle sny. jakby ta osoba cos wiedzila i probowala mi cos powiedziec, ale nie mowie jej o tym bo by pomyslala ze wariuje 😀
pytanie Perepluta jest bardzo na miejscu. w wielu tradycjach mostek nie musi być duchem, może to być żyjąca osoba która ma szczególny dostęp do twojej linii czasu, świadomie lub nie. takie osoby bywają nazywane różnie, świadkami duszy, strażnikami progu, ale istota jest ta sama: ich obecność w twoim śnie nie jest przypadkowa i ma wyraźną funkcję posłańca. to zresztą wraca do tego co Eleonorka opisywała na początku, ta babcia też była mostem, nie tylko duchem.
dobra Czulu ale jak mam odróżnić "strażnika progu" od tego ze po prostu o tej osobie dużo myślę i dlatego mi się śni? serio, bo to jest moje podstawowe pytanie do całej tej rozmowy i jakoś nikt tego nie powiedział wprost
Wisnia71 mam jeszcze jeden wskaźnik który działa u mnie, chociaż wiem że subiektywny. w snach kontaktowych postać jest zwrócona do mnie, mówi o mnie, nie bawi się w ogóle w to co ja czuję albo myślę. w snach które sama produkuję te osoby jakoś dziwnie odbijają moje własne lęki, są jak lustro. a mostek mówi coś co do mnie nie należy, jakby przynosił list z zewnątrz, a nie wyciągał coś ze środka. ta różnica jest dla mnie dosyć wyraźna, choć nie wiem czy da się ją opisać lepiej niż właśnie tak.
