Czytam tę dyskusję o pozycjach i mam takie pytanie może trochę z innej strony - czy jak ktoś z was miał ten sam sen dwa razy, ale za każdym razem w innej pozycji, to sen był naprawdę inny? Tzn. ta sama fabuła ale inne odczucia albo inne zakończenie? Bo zastanwiam się czy to w ogóle możliwe żeby pozycja zmieniała nie tylko nastrój ale i to co się śni.
Przepraszam że wracam do wcześniejszego pytania, ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi - skoro śpię niespokojnie i obracam się całą noc, to czy te techniki w ogóle są dla mnie, czy muszę najpierw jakoś ustabilizować sen? Czuję się trochę wykluczona z tej rozmowy, bo u mnie to wszystko jest za chaotyczne żeby cokolwiek śledzić.
Zorza, nie jesteś wykluczona - po prostu twoja praca ze snami wygląda inaczej. Może zamiast śledzić pozycje, skup się na emocji przy przebudzeniu. Emocja jest często ważniejszym śladem niż pozycja ciała, bo zostaje nawet wtedy, gdy szczegóły znikają. Jeśli budzisz się z wyraźnym uczuciem - zapisz to najpierw, zanim cokolwiek innego.
Ja tu jestem od jakiegoś czasu i głównie czytam, ale chcę zapytać o jedną rzecz, bo mnie nurtuje od początku - Kamilka, napisałaś że ta postać przychodzi niezależnie od pozycji, ale każda pozycja zmienia charakter wizyty. Czy ona kiedykolwiek powiedziała ci wprost, czym jest albo skąd pochodzi? Czy to zawsze jest do odczytania tylko przez kontekst?
Właśnie to miałam na myśli - jakby ta postać celowo zostawiała puste miejsce. To trochę jak dobry nauczyciel, prawda? Ale czy nie boisz się, że to ty sama wypełniasz te puste miejsca tym, czego chcesz? Że to twoje własne myśli wchodzą w tę lukę?
Wracając do pytania Szafirek o to, czy sami wypełniamy luki - mam takie doświadczenie, że we śnie na plecach ta postać u mnie jest bardziej 'zewnętrzna', jakby obserwująca. A na boku - bardziej jak rozmówca, który czeka na moją odpowiedź. Jakby pozycja wpływała na dystans między mną a tą istotą. Czy ktoś jeszcze to czuje?
To co Gabrysia pisze o kierunku spojrzenia - nigdy o tym nie myślałam tak dosłownie, ale ma sens. Na plecach patrzysz w górę, w niebo, w otwartość. Na boku patrzysz poziomo, jakbyś rozmawiała z kimś równym sobie. Może pozycja ciała ustawia coś w relacji z postacią, nie tylko w treści snu?
Czyli jakby hierarchia? Na plecach kontakt z czymś wyższym, na boku - z czymś na tym samym poziomie? To by tłumaczyło, czemu wizyty w różnych pozycjach mają inny charakter emocjonalny. Ale czy to nie jest zbyt prosta interpretacja?
Mam pytanko może trochę naiwne - jak wy w ogóle wiecie, w jakiej pozycji spaliście jak śnił wam się ten konkretny sen? Ja się obracam w nocy i rano pamiętam sen, ale nie pamiętam jak leżałam. Czy jest jakiś trik żeby to zanotowac?
Wchodzę w ten wątek, bo też mam postać, która wraca do mnie regularnie. Moje pytanie do Kamilki i Mandragorki - czy ta postać we śnie jest widoczna przez cały sen, czy pojawia się i znika? Bo u mnie ona wchodzi i wychodzi z snu jakby miała swoje sprawy, a ja jestem tylko jednym z miejsc, do których zagląda. Zastanawiam się, czy charakter obecności też zmienia się z pozycją.
No właśnie - i ta odpowiedź, którą dajesz sobie sama, może zależeć od pozycji ciała. Może w jednej pozycji ta postać jest bardziej skupiona na tobie, a w drugiej bardziej rozproszona? To by pasowało do tego, co mówiłyście wcześniej o dystansie.
Słucham tej rozmowy o tym, że postać 'ma swoje sprawy' i nagle myślę, że to jest zupełnie inne doświadczenie niż to, o którym głównie mówimy. Większość z nas opisuje postać, która przychodzi do nas z czymś - przesłaniem, obecnością, relacją. Ale postać, która po prostu przy nas jest i ma własne życie - to brzmi bardziej jak obserwowanie czegoś, niż bycie odbiorcą komunikatu. Hortensja, czy ona kiedyś zwraca się do ciebie wprost?
I to jest właśnie coś, co mnie mocno zastanawia w kontekście całego tematu - bo jeśli postać 'ma swoje sprawy' to znaczy, że przychodzi do snu niezależnie od nas, a nie jako odpowiedź na naszą potrzebę. To zupełnie inaczej ustawia pytanie o pozycję ciała. Może pozycja nie determinuje charakteru postaci, tylko to, jak my ją odbieramy w danym momencie?
Ale jeśli to jest filtr, to czy możemy świadomie dobierać pozycję, żeby przepuścić więcej? Albo inaczej - żeby przepuścić coś konkretnego, co nam umknęło w poprzednim śnie?
Przepraszam, że może to proste pytanie - ale czy ktoś z was próbował celowo zasnąć w konkretnej pozycji i sprawdzić, czy postać przyjdzie i co powie? Albo czy to jest coś, czego nie da się zaplanować?
Intencja przed snem to jest praca z czakrą trzeciego oka - jeśli ją aktywujesz przed zaśnięciem, masz większą szansę na świadomy kontakt z taką postacią. Polecam położyć dłoń na czole i oddychać głęboko skupiając się na miejscu między brwiami. Wtedy intencja wchodzi głębiej.
Słuchajcie, to pytanie o intencję jest ciekawe, ale prowadzi mnie do innego miejsca - jeśli celowo przywołujemy postać, to czy to nadal jest 'ona' czy już nasza projekcja tego, czego od niej oczekujemy? Bo wydaje mi się, że spontaniczne wizyty i wywoływane to mogą być dwie różne rzeczy, nawet jeśli wyglądają podobnie w śnie.
Zastanawiam się, czy pozycja ciała, o której mówimy cały czas, nie jest powiązana z tym, który znak zodiaku aktualnie rządzi nocnym niebem? Bo na przykład w znakach ziemskich może być większa otwartość na kontakt przez sen na boku, a w znakach powietrznych - na plecach? Czy ktoś śledził swoje sny pod kątem takiego powiązania?
Wracam do tego co Izoldka pisała o spontanicznych wizytach i wywoływanych - bo mam wrażenie, że moja postać zawsze przychodzi sama. Nigdy jej 'nie zapraszałam'. I zastanawiam się teraz, czy właśnie dlatego ciężko mi sobie wyobrazić, że intencja mogłaby to zmienić. Jakby ona miała własny harmonogram.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do wszystkich - jak opisałybyście fizycznie tę postać? Czy to jest zawsze wyraźna sylwetka, twarz, głos? Pytam bo u mnie takie powracające postaci są raczej jako obecność, nie mają konkretnej formy, i zastanawiam się czy to jest inny rodzaj doświadczenia.
Głównie z góry albo z tyłu, nigdy twarzą w twarz. I nigdy nie słyszę głosu - raczej coś w rodzaju pewności, że coś wiem po tym jak się obudzę, bez słów. To jest dziwne opisywać, bo jakby wiadomość omijała słowa i wchodziła bezpośrednio.
Przepraszam że wchodzę z tym teraz, ale mam wrażenie że cały czas mówimy o tym co postać robi albo mówi, a właściwie nigdy dokładnie nie powiedziałyśmy - jak ona wchodzi do snu? Czy po prostu jest, czy pojawia się z jakiegoś kierunku? Bo zastanawiam się czy to może mieć związek z pozycją ciała, skoro mówimy o stronach.
Chcę na chwilę wrócić do wątku o wywoływaniu postaci - bo mi się wydaje, że rozmowa o tym czy intencja zmienia postać jest ważna i trochę ją urwałyśmy. Jeśli postać przychodzi spontanicznie i ma przekaz, a my potem próbujemy ją przywołać z konkretnym pytaniem - to czy w ogóle możemy zakładać, że to ta sama istota? Może intencja przyciąga coś zupełnie innego, co tylko przybiera znany nam wygląd?
Jeszcze mam pytanie bo gdzieś to mi umknęło - czy te postaci w snach mówią do was po imieniu? Bo zastanawiam się, czy to też nie jest jeden ze sposobów rozpoznania, o których mówi Izoldka. Jeśli postać zna twoje imię i zawsze go używa, to może to jest ta sama istota. Jeśli nagle nie wie jak masz na imię albo używa innego - może to sygnał, że coś się zmieniło.
Słuchajcie, jestem trohce zagubiona - mówimy teraz o duchach czy o częściach naszej własnej psychiki? Bo czytam i raz to brzmi jak rozmowa o prawdziwych istotach z innych wymiarów, a raz jak o czymś wewnętrznym. Czy da się w ogóle to rozróżnić? Albo czy to ma znaczenie?
Wracam do wątku o lewej i prawej stronie, bo zastanawiam się czy nie ma tu też powiązania z fazami księżyca. Na przykład podczas pełni śpię inaczej i moje sny są bardziej wizualne i głośne, a podczas nowiu - ciszej, bardziej odczuciowo. Czy ktoś zauważył, czy te nocne postaci pojawiają się częściej w konkretnej fazie i czy wtedy pozycja ciała ma większe albo mniejsze znaczenie?
Słuchając tej rozmowy o fazie księżyca i lewej i prawej stronie - zaczynam się zastanawiać, czy nie zbieramy za dużo zmiennych naraz. Pozycja ciała, faza księżyca, imię, twarz, głos, kanał słowny czy bez słów. Może zamiast szukać systemu, który to wszystko łączy, powinniśmy najpierw każde z tych spostrzeżeń sprawdzić osobno? Co wy na to - od czego byście zaczęły?
