Nie wiem jak to opisać ale ostatnio mam takie sny gdzie pojawiają się ludzie których kompletnie nie znam i to nie chodzi o to że po prostu są obcy. Chodzi o to że oni jakby nie mają żadnej historii. jak rozmawiasz z kimś we śnie to gdzieś tam czujesz że ta osoba coś przeżyła, ma jakieś wspomnienia, rodzinę, coś za sobą. A ci ludzie są... puste. Jak kartki. Śnią mi się od jakichś 3 tygodni. zawsze inne twarze ale to samo poczucie - jakby ktoś wziął i stworzył człowieka bez przeszłości. Stąd tytuł - narodzeni ostatnio. Czy komuś to brzmi znajomo?
Ciekawe bo właśnie prowadzę notatki od paru lat i rzeczywiście zdarzają się takie postacie w snach. Ja je sobie zapisałam jako "figury bez cienia" - nie rzucają cienia w sensie symbolicznym, nie mają tej głębi którą czujesz u prawdziwych ludzi albo nawet u dobrze osadzonych postaci sennych. Ale nigdy nie łączyłam tego w jeden temat, raczej traktowałam każdy taki przypadek osobno. To co opisujesz - to uczucie pustki za fasadą twarzy - to jest bardzo specyficzne i nie wyobraź sobie żebym to pomyliła z czymkolwiek innym.
Dla mnie to brzmi jak spotkanie z tym co w niektórych tradycjach nazywa się cieniami lub formami bez jaźni. Nie duszami, nie projekcjami podświadomości - raczej czymś w rodzaju szkieletów energetycznych które przybierają ludzki kształt ale nic za nimi nie stoi. W medytacji też można na coś podobnego trafić, szczególnie w stanach głębokiego skupienia. Pytanie do ciebie - czy te postacie w ogóle do ciebie mówią, reagują, próbują nawiązać kontakt?
Hm. Muszę powiedzieć że to co opisujesz to jest trochę niepokojące ale niekoniecznie w złym sensie. Ja takie sny kojarze z momentami kiedy własna podświadomość produkuje jakby placeholderów - ludzi którzy są tam żeby zapełnić przestrzeń snu ale nie żeby cokolwiek znaczyć. Nie jestem pewna czy to ma sens duchowy czy po prostu mózg oszczędza zasoby. Ale ten szczegół ze skryptem który się kończy - to już ciekawe.
No i tu mam pytanie - czy wy braliście ostatnio jakieś suplementy, zioła, cokolwiek nowego? Bo te puste postacie to bardzo często efekt uboczny pewnych substancji które wpływają na to jak mózg przetwarza twarze. Melatonina w dużych dawkach potrafi robić takie rzeczy - sny są intensywniejsze ale jakby nie dociągnięte, jak film z brakującymi fragmentami. Nie mówię że to odpowiedź na wszystko, ale zanim przejdziemy do energetyki to warto sprawdzić to co oczywiste.
A właśnie, bo ja też zaczęłam brać jakiś czas temu ashwagandhę i moje sny totalnie się zmieniły. nie że mam akurat te puste postacie, ale ogólnie sny stały się inne - jakby z innego materiału. Więc pytanie o substancje to nie jest głupie. sedzimir, brałeś coś nowego ostatnio?
szczerze to zacząłem brać takie ziołowe kapsułki na uspokojenie, waleriana + coś tam jeszcze, dokładnie nie pamiętam składu. to bylo jakies 4 tygodnie temu. zbieżność z tymi snami ewidentna ale nie wiem czy to powiązane
Skład ma znaczenie. Waleriana to jedno, ale jeśli w tych kapsułkach jest jeszcze dziurawiec albo męczennica - passionflower - to już całkiem inna bajka jeśli chodzi o wpływ na sny. Dziurawiec w połączeniu z niektórymi innymi ziołami potrafi mocno namieszać w tym jak mózg przetwarza twarze i osobowości we śnie. To nie jest duchowe wyjaśnienie, to po prostu biochemia. Sprawdź skład i napisz bo to może wiele wyjaśnić.
Wega ma racje w kwestii ziół ale powiem szczerze ze ta interpretacja "figur bez jaźni" od Pranavy to juz troche za daleko idzie. Mózg jest bardzo leniwy jeśli chodzi o generowanie postaci sennych. Nie każda pusta twarz to jakaś forma energetyczna bez duszy. Czasem po prostu śpisz za krotko albo za dlugo i mózg skleja szybkie skrypty. "Skrypt sie konczy" jak pisze Sedzimir to klasyczny objaw przesytu informacyjnego.
Przepraszam że wchodzę w środek ale jestem ciekawa jednej rzeczy - czy te postacie bez przeszłości wzbudzają jakiś konkretny emocjonalny odzew jak się budzisz? Tzn. strach, smutek, obojętność, coś dziwnego? Bo mi się wydaje że to może być ważna wskazówka co do tego skąd się biorą. pytam bo gdzieś czytałam że istoty ze snów które nie wywołują żadnego ładunku emocjonalnego mogą być zupełnie innym zjawiskiem niż te które budzą lęk albo coś ciągną za sobą.
Ojej to co opisujesz jest bardzo ciekawe! Nigdy nie miałam takich snów ale to uczucie "zapomniałam wyłączyć światło" - to robi wrażenie porównanie, od razu wiem o co chodzi choć nie miałam tego samego. Czy te postacie pojawiają się w jakimś konkretnym miejscu czy w różnych sceneriach za każdym razem?
ja mam taki swój pomysł na to i nie wiem czy sie sprawdzi ale - w astrologii jest cos co sie nazywa węzłami karmicznymi i czasem opisuje sie jako ludzi bez "naładowanego" wymiaru karmicznego tzn. postaci ktore sa w twoim polu energetycznym ale jeszcze nie weszły w relację z twoją duszą. troche jak potencjalnie ważne osoby ktore sie pojawią ale jeszcze sie nie "załadowały". ale to moje skojarzenie, nie wiem czy pasuje
a mogłabym zapytać - bo jestem ciekawa - czy to może być tak że te postacie to są po prostu... nas samych? Tzn. jakieś części siebie które jeszcze nie mają historii bo nie zostały jeszcze przeżyte? Gdzieś widziałam taką interpretację że puste postacie we śnie to nasze własne możliwe ja, wersje siebie których nigdy nie wcieliliśmy. nie wiem czy ma to sens.
Wracając do kwestii substancji bo to mnie nie opuszcza - mam w notatkach ze jeden z bardziej chaotycznych okresów snów zbiegł sie u mnie z braniem dziurawca. Wtedy wlasnie miałam sny bardzo szczegółowe wizualnie ale jakby bez warstwy emocjonalnej u postaci. Nie aż tak skrajnie jak tu opisujesz, ale podobnie. Po odstawieniu wróciło do normy po jakims czasie. Nie mówię że to wyjaśnienie duchowe czy nie, mówię że substancje robią konkretne rzeczy.
a ja chcialam zapytać bo może to nie na temat ale - czy jak się ma takie sny to można jakoś zapamiętać twarze tych postaci? Bo to brzmi jak coś co mogłoby być ważne żeby potem np. sprawdzić czy gdzieś się te twarze pojawiają w życiu na jawie. sedzimir, ty te twarze pamiętasz po przebudzeniu?
to co Sedzimir opisuje z tą mgłą przy próbie przypomnenia twarzy to ja mam właśnie coś takiego z jednym konkretnym snem który mi wraca. Budzę się i wiem że były tam jakieś postacie, czuję ich obecność, ale jak próbuję odtworzyć twarz to jest jakby ktoś zamazał ołówkiem. Nie wiem czy to ten sam mechanizm czy to tylko naturalne zapominanie snu. Ktoś wie jak to od siebie odróżnić?
Słuchajcie, to "statysci ze scenariuszem na 10 minut" to jest calkiem dobry opis tego jak mózg generuje postacie senne w ogóle - wiekszość z nich to wypełniacze bez głębi, mózg nie ma zasobów żeby każdemu dać pełne tło fabularne. To że ten konkretny statystyczny wypełniacz zachowuje się jak chatbot który ignoruje pytania off-script to jest normalny artefakt sennego myślenia a nie dowód na cokolwiek nadprzyrodzonego
dobra ale wróćmy do tej waleriany bo to nie zostało domknięte. Sedzimir napisał że bierze kapsułki od 4 tygodni i nie pamięta składu. waleriana sama w sobie raczej nie robi takich rzeczy z twarzami - ona generalnie pogłębia sen i może intensyfikować sny ale nie tworzy specyficznie tej "mgły twarzy". jeśli tam jest jeszcze coś innego to może być inna sprawa. masz gdzieś opakowanie żeby sprawdzić skład?
Tereska ma racje ze sklad ma znaczenie. Ja bralam kiedys cos z melatoniną i dziurawcem razem i wtedy miałam sny super wyraziste ale postacie były jakby... za szybkie? zmienialy sie zanim zdazyłam im sie przyjrzeć. nie to samo co Sedzimir opisuje ale podobny efekt "niemożności zobaczenia". po odstawieniu wróciło do normy
Melatonina z dziurawcem to akurat kiepski pomysł w ogóle bo dziurawiec wpływa na metabolizm wielu substancji i łączenie go z czymkolwiek bez konsultacji to loteria. Ale do rzeczy - jest jeszcze jedna roślina która robi dokładnie to "zamazanie twarzy" i to jest mugwort, czyli bylica zwyczajna. Ktoś tu z was brał coś z bylicą albo miał z nią kontakt?
o bylicy to wiedzialam ze robi intensywne sny ale żeby akurat twarze zamazywać? Wega masz jakieś źródło do tego czy to z własnych obserwacji? pytam serio bo to ciekawe i chciałabym wiedzieć czy to powtarzalny efekt u różnych ludzi czy jednostkowy
