Chcę opisać coś, co mnie od jakiegoś czasu niepokoi i jednocześnie... no nie wiem jak to nazwać. W snach pojawiają mi się postacie, które widzę tylko jako zarys, sylwetkę z lekkiego światła albo cienia, ale słyszę je bardzo wyraźnie. Mówią do mnie, czasem po imieniu, czasem w formie zdań, które brzmią jak odpowiedzi na pytania, których nawet nie zdążyłam zadać. Nie mają twarzy, nie mają dłoni, które mogłabym zobaczyć, ale są OBECNE w sposób bardziej realny niż cokolwiek innego w tym śnie. Zastanawiam się, czy to jest jakiś etap pracy ze snem, w którym przekraczam jakąś granicę, czy może te istoty to coś zupełnie innego niż projekcja podświadomości. Ktoś miał coś podobnego?
Opisujesz coś, co w tradycji spirytystycznej nazywa się niekiedy 'formami energetycznymi' albo 'bytami bez ciała przyczynowego'. Ale zanim wejdę w interpretacje, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem twój opis. Czy te sylwetki są zawsze tej samej postury, podobnego 'kształtu', czy za każdym razem to coś innego? I czy masz poczucie, że to ta sama istota, która wraca, czy różne?
Ja miałam coś bardzo podobnego i długo myślałam, że to mój przewodnik. Ale u mnie te sylwetki nigdy nie mówiły tyle co u ciebie. Raczej pokazywały gesty albo kierunek. Ten głos, który słyszysz, czy brzmi jak coś z zewnątrz, czy raczej jak myśl, która nie jest twoja?
Słuchajcie, ale czy nie jest tak, że skoro te istoty nie mają ciał, to może są to właśnie dusze, które jeszcze nie zdążyły przybrać formy w nowym wcieleniu? Jak gdyby czekały gdzieś pomiędzy i korzystały ze snu jako okna?
Przepraszam, że wchodzę z takim pytaniem, bo może naiwnym, ale jak w ogóle odróżnić, że to nie jest po prostu sen, w którym mózg sobie losowo generuje postacie bez twarzy? Pytam serio, bo czytam ten wątek i chciałabym zrozumieć, gdzie jest ta granica.
Myślę, że to czakra ajna, trzecie oko, które zaczyna się otwierać i w stanie snu dosłownie widzi subtelniejsze warstwy rzeczywistości. Sylwetka bez ciała to po prostu byt astralny i tyle. Tarot też to potwierdza, bo kiedy wyciągam Hierofanta w kontekście snów, zawsze mówię klientce, że staje przed komunikatem z wyższego planu. To nie jest nic nowego.
To, co opisujesz z tym odpływaniem, jest bardzo charakterystyczne dla snów z pogranicza. Normalnie w zwykłych snach pamiętamy chaos, szczegóły, twarze, miejsca. A to, co jest najistotniejsze duchowo, zostawia uczucie, a nie obraz. Czy prowadziłaś kiedyś dziennik senny przy tych śnach, żeby łapać to zaraz po przebudzeniu?
Ja mam trochę inne doświadczenie do dorzucenia. Śniły mi się raz przez kilka tygodni 'niemal-postacie', jak je dla siebie nazwałam. Były jak zarys dymu, nie mówiły, ale emitowały coś, co czułam jako emocje, których nie miałam przed snem. Jakby przesyłały pakiet uczuć zamiast słów. Zastanawiam się czy to podobna kategoria.
A da się jakoś wywołać taki kontakt celowo? Pytam bo wolę sama inicjować niż czekać aż coś do mnie przyjdzie. Są jakieś techniki?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku. Czy te istoty, o których piszecie, mogą się pojawiać też w stanach między snem a jawą, takich gdy człowiek nie do końca śpi, ale i nie do końca jest przytomny? Bo miałam coś takiego i zawsze myślałam, że to po prostu drzemania.
No właśnie trudno to opisać. To nie był kształt człowieka, bardziej jak drganie powietrza, które miało rozmiary i wysokość osoby. I czułam, że to patrzy, chociaż oczu nie było. Dźwięku żadnego. Ale obecność była bardzo wyraźna, wręcz namacalna.
Mam poczucie, że słowo 'zasłużyć' jest tutaj mylące. Czy to nie jest bardziej kwestia tego, że po prostu zaczynasz to zauważać, a nie że nagle dostajesz dostęp? Jakby one były tam cały czas, ale większość z nas tego nie rejestruje.
W nordyckich wieżeniach są byty zwane fylgjami, które towarzyszą człowiekowi przez całe życie, ale są widoczne tylko w momentach granicznych, szczególnie przy narodzinach, śmierci albo przełomach. Opisywane były wlaśnie jako formy bez konkretnego ciała, czasem jako cień, czasem jako zwierze, rzadko jako postać ludzka ale bez wyraźnych rysów. Może to jest ta sama kategoria istot pod inną nazwą.
Nie, właśnie w tym rzecz. U niej to się pojawiło w dość spokojnym okresie, bez żadnej straty ani przełomu. To mnie wtedy zaskoczyło, bo moje doświadczenia były mocno powiązane z konkretnym momentem w życiu.
Nie wiem nic o predyspozycjach ani tradycjach, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówimy teraz o istotach, które są inne dla każdej osoby, czy o jednej kategorii bytów, które tylko wyglądają podobnie? Bo dla mnie to, co widziałam, było tak... pojedyncze. Nie miałam wrażenia, że to coś masowego.
Właśnie dlatego pyta się o powtarzalność, spójność i to, czy istota zachowuje się tak samo przy kolejnych kontaktach. Jedno pojawienie się nic nie rozstrzyga. Ale z tego co słyszę, twoje było jednorazowe jak dotąd, więc trudno cokolwiek z tego wnioskować.
Wchodzę z trochę innej strony. Pracuję dużo z czakrami i energią i zastanawiam się, czy te istoty bez ciała mogą być w jakiś sposób wyczuwalne energetycznie poza snem. Czy ktoś z was miał wrażenie takiej obecności w ciągu dnia, nie tylko w stanach granicznych?
Był głos, ale nie głos w sensie dźwiękowym. Raczej wiedzenie, że coś zostało powiedziane, bez słyszenia. Jak gdyby informacja się pojawiała bezpośrednio, z pominięciem ucha. To jest najtrudniejsze do opisania, bo potem nie mogę powiedzieć 'usłyszałam', bo to nie był dźwięk, ale i nie mogę powiedzieć 'pomyślałam', bo to nie było moje.
To jest bardzo konkretne rozróżnienie i właśnie to mnie od dawna zastanawia w takich relacjach. Ta granica między 'pomyślałam' a 'przyszło z zewnątrz'. Jak to się rozpoznaje w praktyce, nie w teorii?
W tradycji, z której pracuję, mówi się o tym tak: twoje własne myśli mają twój rytm i twój język. Coś z zewnątrz często ma inną składnię, inny ton, bywa że formułuje pytania, których byś sama sobie nie zadała. To nie jest niezawodny test, bo umysł potrafi być twórczy, ale ta różnica w rytmie jest dla mnie osobiście najbardziej wyraźnym sygnałem.
Możesz spróbować wrócić do starych zapisów i poszukać zdań, które brzmią inaczej niż reszta. Mnie się zdarzyło znaleźć w swoim starym dzieniku zdanie, które kompletnie nie pasowało do reszty opisu snu i dopiero po czasie zrozumiałam, skąd mogło pochodzyć. Nie zawsze to jest widoczne od razu, ale czasem jest.
Przepraszam, że przerywam, ale chcę zapytać o coś podstawowego. Czy te istoty, o których mówicie, są przez kogokolwiek tu traktowane jako coś, co może być niebezpieczne? Czytam i wszystko brzmi dość... neutralnie, albo wręcz pozytywnie. A co jeśli ta forma bez ciała nie jest przyjazna?
Mnie to, co czułam, w żadnym momencie nie było przerażające. I to mnie trochę zaskoczyło, bo bałam się, że będzie. Może to jest jakiś sygnał sam w sobie? Że strach nie przyszedł, mimo że obiektywnie powody do strachu były.
Neutralność jest zresztą jedną z bardziej mylących cech tych doświadczeń. Nie wszystko, co nie straszy, jest przyjazne. I nie wszystko, co odpycha, jest wrogie. Przy istotach bez ciała emocja, którą wywołują, może być po prostu artefaktem kontaktu, a nie ich faktyczną naturą.
Przepraszam, że wchodzę z czymś może głupim, ale właśnie sobie uświadomiłam, że może te istoty bez ciała, które tu opisujecie, mają coś wspólnego z tym, co astrologia mówi o Neptunie i duchu? Czytałam gdzieś, że planety odpowiadają za pewne typy snów. Czy to ma jakieś zastosowanie tutaj?
I to właśnie ta powtarzalność sprawiła, że przestałam myśleć o tym jako o przypadkowym sennym śmieciu. Bo pierwsze spotkanie można zbyć, drugie wzruszyć ramionami. Ale czwarte już pytasz siebie: skąd ona wie, jak mnie znaleźć?
To bardzo ważne, co mówisz. Mam pytanie do reszty wątku, nie tylko do ciebie: czy ktoś z was, kto miał tego rodzaju kontakt, próbował w kolejnym spotkaniu coś zainicjować ze swojej strony? Nie czekać, ale zaprosić, zapytać, poruszyć się jako pierwszy?
