Nie wiem jak to dobrze opisać, ale od jakiegoś czasu ćwiczę świadome śnienie i coraz częściej mam sny, w których dosłownie oddaję się pod czyjąś opiekę. Nie wiem kto to jest, nie widzę twarzy, ale w śnie mam poczucie, że ta istota przejmuje kontrolę nad tym gdzie idę, co robię, a nawet nad moimi myślami. Brzmi niepokojąco, ale w samym śnie jest to uczucie... ulgi? Jakbym wreszcie mógł odpocząć od bycia sobą. Problem jest inny - kiedy próbuję się wybudzić, mam wrażenie że coś mnie trzyma. Nie paraliż senny, bo się ruszam, ale jakby niechęć do powrotu. Trwa to coraz dłużej. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to jest niebezpieczne w ogóle?
To co opisujesz z tą ulgą przy oddawaniu kontroli - czy to się zaczęło od razu gdy nauczyłeś się świadomego śnienia, czy dopiero po jakimś czasie? Bo te dwa elementy mogą być ze sobą powiązane albo wcale nie muszą.
Czytam i zastanawiam się czy to nie ma związku z czakrą korony. Jak ktoś oddaje kontrolę, to jakby otwiera się na połączenie z czymś wyższym, ale bez zakorzenienia może być trudno wrócić do ciała. Czy robisz jakieś uziemienie przed spaniem?
To ciągnięcie z powrotem - czy masz wrażenie, że to coś zewnętrznego wobec ciebie, czy bardziej wewnętrzny opór? Bo to jest różnica, która zmienia całą interpretację tej sytuacji.
Miałam kiedyś długi okres, kiedy moje sny były bardzo podobne w odczuciu - ta ulga z oddania się, trudny powrót. U mnie skończyło się jak zrozumiałam, że szukałam w snach tego czego mi brakowało na jawie. Nie mówię, że u Ciebie jest tak samo, ale to pytanie warto sobie zadać - czy jest coś, od czego uciekasz w tym śnie?
Wróćmy do tego co Kappi napisał na początku - "przekazywanie kontroli nad duszą". Skąd taki opis? Czy to dosłowne poczucie ze snu, że chodzi o duszę, czy po prostu tak to opisałeś metaforycznie? Bo to jest jednak duże słowo i warto wiedzieć czy mamy do czynienia z odczuciem symbolicznym, czy czymś bardzo konkretnym.
Jak to czytam, to przypomina mi stare opowieści mojej babci o "oddaniu się pod opiekę" przed snem - ona to robiła modląc się, ale zawsze mówiła, żeby uważać do kogo się oddajesz, bo nie każda obecność życzy ci dobrze. Nie wiem jak to jest w tym śnie, ale ta czujność o której pisała, chyba jest ważna niezależnie od tradycji.
To co opisujesz - że odpowiedź wydaje się oczywista WE śnie, ale po przebudzeniu jej nie ma - to jest klasyczna pułapka tego rodzaju stanów. Umysł może budować poczucie pewności i sensu, które są zupełnie niespójne z jawą. Mam jedno pytanie: czy po przebudzeniu z tych snów jesteś wypoczęty, czy raczej zmęczony?
Ta "godzina nie do końca obecności" - to brzmi jak coś więcej niż zwykłe przebudzenie. Znam opisy podobnych stanów i tam mówi się właśnie o tym, że granica po takich kontaktach staje się cieńsza. Kappi, jak długo już to trwa? Mówię o całym tym cyklu, od kiedy zaczęły się te konkretne sny z tą istotą.
Właśnie. I nie rozumiem po co się spieramy o terminologie kiedy Kappi ma konkretny problem - czuje że trudno mu wrócić i że coś go zatrzymuje. Czy ktokolwiek tu miał podobne doswiadczenie ze swiadomym snieniem i wie jak to ogarnąć praktycznie?
To trochę jak nauka nurkowania z filmików na YouTubie bez żadnej teorii o bezpieczeństwie. Serio nie mówię tego złośliwie, ale te techniki mają swoje protokoły właśnie dlatego, że stany graniczne bywają nieprzewidywalne. Kappi, a zdarza ci się to każdej nocy czy sporadycznie?
Ten opór przed przerwaniem to jest chyba najważniejsza rzecz jaką napisałeś w tym wątku. Jak człowiek nie chce odpuścić czegoś, co go niepokoi - to właśnie wtedy warto się zatrzymać i zapytać dlaczego. Czy ta istota jakoś na ciebie wpływa poza snem? Mam na myśli w ciągu dnia, w myślach?
Jeśli chodzi o rytuały zakorzenienia, to chcę tylko dodać, że przy pracy z takimi stanami często stosuje się coś banalnie prostego - dotyk fizyczny zaraz po przebudzeniu, zimna woda, cokolwiek bardzo fizycznego. Nie żeby walczyć z przeżyciem, ale żeby przypomnieć ciału że jest tu. Kappi, próbowałeś kiedyś czegoś takiego po przebudzeniu z tych snów?
Leżenie i analizowanie to chyba najgorsze co można robić zaraz po przebudzeniu z takiego stanu. Umysł zostaje wtedy w tej samej przestrzeni, tylko z otwartymi oczami. Kappi, spróbuj jutro czegoś konkretnego - nogi na podłogę, zimna woda na nadgarstki, dosłownie pierwsze trzydzieści sekund po przebudzeniu. Nie myśl jeszcze o śnie, wróć do niego dopiero po kwadransie.
Dobra, to brzmi wykonalnie. Ale mam pytanie - czy to nie zburzy samego wspomnienia snu? Bo mi zależy żeby zapamiętać co się tam dzieje, a jak od razu wstaję i lecę do kranku, to chyba zapomnę.
Piętnaście minut to akurat nie jest mało. Mam pytanie do Kappi - czy w tym czasie pomiędzy masz kontrolę nad myślami, czy one jakoś się same prowadzą? Mówię o tym czy twój umysł wraca do tej istoty, czy raczej błądzi po różnych rzeczach?
No i właśnie o to mi chodziło wcześniej. Jak myśli same się kierują do czegoś z przestrzeni snu przez kwadrans po przebudzeniu, to jest sygnał że ta granica jest naprawdę cienka. Kappi, a ta istota - daje ci coś w zamian za tę kontrolę którą oddajesz? Jakieś poczucie spokoju, odpowiedzi na pytania, cokolwiek?
To "poczucie że zaraz się dowiem czegoś ważnego" - to jest klasyczny haczyk. Nie mówię że złośliwy, ale właśnie to sprawia że człowiek chce wracać. Bo nigdy nie dostaje odpowiedzi, tylko obietnicę odpowiedzi. Kappi, czy zdarzyło ci sie kiedykolwiek żebyś faktycznie coś wyniósł konkretnego z tych spotkań?
To "bez energii w południe" w połączeniu z tym że myśli same wracają do istoty przez kwadrans po przebudzeniu - dla mnie to razem brzmi niepokojąco. Nie chcę straszyć, ale to już nie jest tylko kwestia techniki snu. Czy ktoś z was miał podobny zestaw objawów i wie co wtedy zrobić?
Dobra, ale wracam do pytania którego nikt nie zadał wprost - czy Kappi w ogóle rozważa żeby to całkowicie zatrzymać? Bo słuchajcie, mamy tu: opór przed przerwaniem, myśli które same wracają, brak energii, piętnaście minut pomiędzy stanami. Ile sygnałów potrzeba?
Ten opór i jednoczesna świadomość że coś jest nie tak - to jest dobry punkt wyjścia, bo przynajmniej widzisz obie strony. Chcę jednak zapytać jeszcze o jedną rzecz: czy ten opór przed przerwaniem pojawia się tylko kiedy o tym myślisz, czy też kiedy próbujesz konkretnie nie wchodzić w świadomy sen - na przykład czy próbowałeś kiedyś świadomie nie stosować techniki MILD i co się wtedy działo?
To co opisujesz - że opór rośnie dokładnie w momencie kiedy próbujesz podjąć decyzję - to jest bardzo specyficzny mechanizm. Chcę zapytać wprost: czy ten ucisk w środku czujesz gdzieś fizycznie? W klatce piersiowej, w brzuchu, w gardle?
Brzuch to splot słoneczny. To mnie nie dziwi po tym co wcześniej pisałam, ale teraz mam pytanie do kogoś bardziej doświadczonego - czy przy takim napięciu w okolicy splotu słonecznego jest sens robić coś z czakrą, czy raczej zacząć od czegoś innego?
To jest ważna informacja. Mechanizm gdzie napięcie pojawia się na samą próbę decyzji i opada jak decyzja zostaje cofnięta - to klasyczny wzorzec warunkowania. Nie mówię że duchowy czy nie, ale czysto mechanicznie twój układ nerwowy już nauczył się odpowiedzi na ten bodziec. Pytanie jest takie: jak długo to trwa?
Dobra ale jak to jest uzależnienie od stanu to co, po prostu ignorować te sny i czekać aż przejdzie? Bo ja nie rozumiem jak się wychodzi z czegoś takiego. Czy ktoś tu ma doświadczenie z wyciąganiem się z podobnej pętli?
No właśnie, brak jedzenia, kawa na pusty żołądek i piętnaście minut z głową w tym stanie - to chyba nie pomaga. Ale mam inne pytanie bo nie daje mi spokoju - ta istota we śnie, czy ona wygląda zawsze tak samo? Czy się zmienia?
To że rozpoznajesz ją natychmiast mimo że nie możesz opisać jak wygląda - to jest dla mnie bardziej niepokojące niż reszta. Jakbyś rozpoznawał kogoś bez twarzy. Czy masz jakieś skojarzenia emocjonalne z nią? Czy wzbudza coś konkretnego poza tym przyciąganiem?
