Miałem ostatnio dziwną rozmowę z kolegą z pracy. Opowiedziałem mu sen, który mi się kilka razy powtarza - idę przez miasto, które znam, ale jest jakby trochę inne, ulice są nie tam gdzie powinny, domy przesunięte. I on na to, że ma dokładnie ten sam sen, tylko u niego to jest wieś, a nie miasto. Ale uczucie jest identyczne - ta pewność, że się zna to miejsce, i jednocześnie coś jest nie tak z mapą. Zaczął mi tłumaczyć co to znaczy i gadał prawie słowo w słowo to samo co ja wymyśliłem dla swojego snu. Skąd takie zbieżności? Czy istnieje jakiś wspólny, ponadkulturowy alfabet snów?
To co opisujesz z tym kolegą to nie jest przypadek, za dużo takich historii słyszałam. Ale zanim powiem co o tym myślę, powiedz mi więcej o tym samym uczuciu - co konkretnie obaj poczuliście w tym śnie? Bo z mojego doświadczenia to właśnie emocja jest kluczem, nie sam obraz miejsca.
Czytam to i przypomina mi się coś z Junga - zbiorowa nieświadomość i archetypy. Ta "przestrzeń która jest ale nie do końca" to dość klasyczny motyw, pojawia się w mitologiach wielu kultur. Miejsca graniczne, progi. Ale to nie odpowiada na pytanie czy istnieje jeden słownik, bo Jung by raczej powiedział że istnieje jedna biblioteka, z której wszyscy podświadomie czytamy, niekoniecznie te same strony.
Hej, ale chwila. Skąd wiemy że ta zbieżność z kolegą to nie jest po prostu to, że rozmawialiście wcześniej o podobnych sprawach, obejrzeliście podobne filmy, no nie wiem, dorastaliście w tym samym środowisku kulturowym? Zanim wejdziemy w Junga i archetypy, to może mamy tu po prostu wspólne zasoby kulturowe a nie żaden ponadkulturowy alfabet snów.
A ja mam pytanie z innej strony. Czy ten sen z miastem który jest nie swoje, ale jakby swoje, to nie jest po prostu sen o zmianie? Bo jak zaczynam jakiś nowy etap w życiu to mi się śnią miejsca które znam, ale nie do końca. I zawsze się potem okazuje że coś się zmieniło. Może to nie jest kwestia słownika tylko kwestia że ludzki mózg przetwarza zmiany przez takie obrazy?
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak to jest z tymi słownikami snów które można kupić w każdej księgarni ezoterycznej? Czy one mają jakieś podstawy, czy to jest trochę losowe? Bo widziałem kilka i w jednym "dom" znaczy coś innego niż w drugim.
Dokładnie, i dlatego ja nie ufam gotowym słownikom. Ale to co opisuje Kappi ze swoim kolegą to inna sprawa - oni nie korzystali ze słownika, tylko niezależnie od siebie doszli do podobnych wniosków. To jest właśnie bardziej przekonujące. Sylwester, a czy próbowałeś kiedyś interpretować sen bez zaglądania do żadnej książki, tylko z własnego odczucia?
Ale jak to wyjaśnia te same emocje? Kappi mówił że ten kolega opisał uczucie zanim Kappi powiedział co czuł. Mózg jako maszyna do zlepków - ok, rozumiem - ale skąd dwie osoby mają ten sam emocjonalny ton do tego snu?
Wróćmy do tego słownika który ma działać dla wszystkich. Wydaje mi się że nawet jeśli istnieje jakiś wspólny rdzeń symboliki, to i tak nakładają się na niego warstwy osobiste. Miałam kiedyś sen z wodą i dla mnie woda to zawsze było coś niepokojącego, bo w dzieciństwie się prawie utopiłam. Żaden słownik by mi tu nie pomógł. Więc może pytanie powinno brzmieć: jak duży jest ten wspólny rdzeń i gdzie zaczyna się to co czysto osobiste?
Kappi, ok, mail to już inna sprawa. Tego nie można zbagatelizować. Ale mam jeszcze jedno pytanie zanim przyjmę to jako dowód na cokolwiek - czy wy dwaj znacie się dobrze? Czy rozmawiacie często o snach, o ezoteryce, o takich klimatach? Bo mogliście przez lata budować wspólny język interpretacyjny zupełnie nieświadomie.
To jest akurat ważny szczegół. Gdyby to był ktoś z kręgu ezoterycznego, można by mówić o wspólnym słowniku symbolicznym. Ale osoba "techniczna", która nie operuje tym językiem, a dociera do podobnego opisu emocjonalnego - to coś innego. Kappi, a on sam jak to skomentował? Co powiedział kiedy pokazałeś mu te podobieństwa?
To że on to zbagatelizował słowem "zbieżność" jest samo w sobie ciekawe. Jakby umysł racjonalny szukał najmniejszego naczynia które to pomieści. A to co opisujecie - identyczna emocja, zanim jedna strona powiedziała co czuje - nie mieści mi się w "zbieżności".
Ja mam swoje miejsce które wraca od lat. Taki korytarz, zawsze ten sam, zawsze te same emocje. Nie wiem czy to mój osobisty symbol, czy coś z poprzednich żyć, ale on jest zbyt stały żeby był przypadkowy. Czy ktoś próbował wchodzić głębiej w takie powtarzające się miejsca podczas świadomego śnienia?
Myślę że trafiliście na coś ważnego. "Próg który nigdy nie jest przekroczony" to jest motyw który pojawia się od mitologii po współczesne sny kliniczne. Miejsca graniczne, korytarze, drogi nie-na-miejscu. Ale uwaga - czy wasze emocje przy tym są takie same, czy tylko podobne? Bo Pytia pytała o to wcześniej i myślę że to rozróżnienie jest kluczowe dla całego pytania o ten słownik.
Kappi, właśnie to jest sedno. Ale chcę się cofnąć do jednej rzeczy - powiedziałeś że kolega był zaskoczony i zostawił temat. A ty? Jak ty się z tym czujesz po całej tej rozmowie? Bo widzę że stawiasz coraz głębsze pytania, ale nie powiedziałeś nic o sobie.
Ja mam inne pytanie do całej tej dyskusji. Mówimy o tym co jest wspólne - ale czy ktoś z was miał sen gdzie jakiś symbol znaczył coś zupełnie odwrotnego niż u innych? Bo może to też jest ważna informacja dla tego słownika.
To samo chyba mam z moim korytarzem. Pamiętam go bo budzi mnie z takim dziwnym uczuciem. Ale może śnię tysiąc innych korytarzy i nie pamiętam żadnego. Jak w ogóle można mieć pewność że to jest symbol, a nie tylko powtarzający się obrazek który akurat zapamiętuję?
Kappi dobrze to ująłeś. I to jest paradoks tych rozmów - zaczynamy od szukania słownika zewnętrznego, a lądujemy przy emocji wewnętrznej. Ale mam do ciebie pytanie wprost: to uczucie które dzielisz z kolegą - czy wy rozmawialiście o tym uczuciu przed tym jak porównaliście sny? Czy to wyszło dopiero przy porównywaniu?
i znowu wracamy do tego samego miejsca. Ile razy rozmawiałeś z tym kolegą o architekturze, o miastach, o filmach z takim klimatem? Bo ludzka pamięć jest porowata i wchłania rzeczy których nie pamiętamy świadomie.
Wchodzę w ten wątek, bo mnie to od początku ciągnie. To "nie na mapie" pojawia się w opisach snów bardzo często i to jest jeden z tych motywów które Hall notował jako powtarzalny. Miejsce które jest znajome ale nieistniejące. Czy ktoś z was poza Kappim miał coś takiego?
Słucham was i mam pytanie może głupie - czy to "miasto nie na mapie" może być za każdym razem to samo miasto? Kappi, ty śnisz je wielokrotnie? Czy za każdym razem jest nowe, tylko podobne?
właśnie to jest sedno. Czy to jest jedno miasto które śnisz wielokrotnie, czy to jest jedno miasto które składasz z wielokrotnych snów już po przebudzeniu? To jest fundamentalna różnica dla całej tej dyskusji o słowniku.
No to jest właśnie to co mnie w tej dyskusji najbardziej trzyma. Gdyby Kappi aktywnie szukał kogoś z podobnym snem, można by to zrozumieć jako efekt szukania potwierdzenia. Ale przypadkowe wyjście tego w rozmowie - to brzmi inaczej.
Kappi, ale właśnie o to chodzi - efekt potwierdzenia nie wymaga świadomego szukania. Mózg robi to w tle, bez twojej zgody. Słyszysz "miasto którego nie znam" i nagle twój mózg wyciąga z szafy pasujący sen i mówi: patrz, to samo. A te dwanaście rozmów gdzie nic nie pasowało - już tego nie ma.
To co opisuje Kappi z tym "wiem dokąd idę" - ja to rozpoznaję. I właśnie to jest najdziwniejsze, że we śnie ta wiedza jest absolutna, a po przebudzeniu znika. Jakby ta wiedza należała do tamtego miejsca i nie mogła wyjść razem z tobą.
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu wątku, bo trochę od niego odpłynęliśmy. Kappi pytał czy istnieje coś w rodzaju uniwersalnego słownika snów - i ta rozmowa o mieście jest tego najlepszym przykładem. Jeśli dwaj ludzie śnią identyczne miasto, to czy to znaczy że ten symbol coś oznacza obiektywnie? Czy po prostu obaj mają w głowie podobny szablon?
To słowo "misja" jest interesujące, bo to nie jest neutralny opis snu - to jest interpretacja. Kappi, czy wy obaj niezależnie użyliście tego słowa, czy jeden powiedział i drugi przytaknął? Bo to jest duża różnica dla całej tej rozmowy.
