Ech, miałem ostatnio sen, który do tej pory nie daje mi spokoju. Znalazłem sie w jakiejś krainie, wszystko wyglądało normalnie, łąki, sam nie wiem, drzewa, małe miasteczko, ale każdy przedmiot tam miał swoje imię. Nie mówię o nazwie gatunkowej, tylko o imieniu własnym, takim jak dla człowieka. Kamień przy drodze nazywał się Orwen. Stara ławka przy fontannie miała na sobie wyryte "Tessila". Drzewo, pod którym stanąłem, to był Marboch. 😀 i co dziwne, ja to po prostu wiedziałem, nie musiałem czytać żadnych tabliczek, ta wiedza była we mnie od razu jak wszedłem w ten sen. kojarzycie coś takiego? co to może znaczyć, że przedmioty mają imiona?
Interesujące. Kilka rzeczy mi tu wychodzi na wierzch od razu. po pierwsze to poczucie "wiedzy bez czytania" to klasyczny motyw sennej gnozy, jakbyś miał dostęp do informacji, ktore po prostu są, bez nosnika. po drugie imiona własne przedmiotów to stary stary wątek, w tradycjach animistycznych każda rzecz ma duszę i imię jest jej esencją, nie etykietka. Czy pamiętasz czy we śnie był ktoś inny oprócz ciebie? jacyś mieszkańcy tej krainy?
To co opisujesz bardzo mocno pachnie doświadczeniem ze sfery akaszycznej,tak przy okazji, gdzie każda forma ma swój odcisk energetyczny, a imię jest właśnie tym odciskiem zamkniętym w dźwięku. w tradycji kabalistycznej i w starszych nurtach magii ceremonialnej wiedza o prawdziwym imieniu rzeczy dawała nad nią władzę, ale też i odpowiedzialnosc. ciekawe że nie przyciągały cię ludzie tylko wlasnie przedmioty, bo to sugeruje że twoja dusza w tym śnie była bardziej zorientowana na zasadę niż na relację.
Zgubisz się w googlowaniu, szczerze mówię. sen nie jest kryptogramem do rozszyfrowania przez wyszukiwarkę, te imiona są ważne przez to co czułeś gdy je słyszałeś, a nie przez ich etymologię z zewnętrznej bazy. Bardziej interesuje mnie to co powiedziałeś że wiedziałeś imiona bez czytania. czy ta wiedza przychodziła jak wspomnienie? jak dotyk? jak głos?
no dobra ale powiedzmy sobie szczerze, mózg w nocy robi dziwne rzeczy i to ze coś "wiemy bez czytania" to poprostu efekt tego że sen niema normalnej logiki, tak? Pytam serio bo te imiona mogły być wylosowane przez podświadomość losowo i wy teraz szukacie w tym sensu. Skąd wiadomo że to nie jest po prostu kreatywny szum?
to poczucie niedokończenia to bardzo ważny sygnal! bardzo! moim zdaniem ta kraina może być miejscem do którego twoja dusza wraca w różnych snach, tylko że ty tego nie pamiętasz bo zwykle te sny zanikają zanim się obudzisz. Spróbuj przed snem powiedzieć na głos imiona które pamiętasz, Orwen, Tessila, Marboch, i poprosić o powrót. Naprawdę, z drugiej strony, działało u mnie. 😀
no nie wiem czy bym tak robiła szczerze, przywoływanie miejsc ze snu przez głośne mówienie imion to trochę ryzykowne jeśli nie wiesz co to za miejsce i kogo reprezentują te przedmioty. Sagea.2 skąd ta pewność że to bezpieczne?
mi chodzi po głowie coś innego, bo jak czytam że każdy przedmiot ma imię własne to przypomina mi się że w starych bajkach i mitach to właśnie nadanie imienia było aktem stworzenia, tak jakby coś zaczęło istnieć dopiero kiedy je nazwiesz. może ta kraina to jest jakieś miejsce przed stworzeniem? albo poza nim? albo ta wiedza którą miałeś Tolek to pamięć uczestniczenia w czymś takim dawno dawno temu 🙂 trochę abstrakcyjnie ale jakoś tak to czuję
to ciekawy trop, bo jest taka kabalistyczna idea że Bóg stworzył świat przez mowę, każde słowo było aktem stworzenia. ale są też tradycje gdzie to nie stwórca nadaje imiona tylko że rzeczy mają imiona same w sobie, wrodzone, i zadaniem człowieka jest je odkryć a nie nadać. te dwa podejścia dają zupełnie różną interpretację snu Tolka, w jednym on jest świadkiem stwarzania, w drugim on jest kimś kto wreszcie usłyszał co jest.
