Śnił mi się ostatnio sen, który kompletnie nie daje mi spokoju i nie wiem nawet jak go nazwać. Byłam w jakimś miejscu, krainie, nie potrafię tego inaczej określić, gdzie wszystkie pory dnia i nocy istniały jednocześnie. po jednej stronie był świt, po drugiej już zmierzch, gdzieś w środku pełne południe i głęboka noc, i to wszystko naraz, bez żadnej granicy między nimi. Ludzie tam chodzili jakby to była norma. Nikt się nie dziwił. Ja miałam wrażenie, że stoję w centrum czegoś ogromnego i że czas po prostu nie płynie - on tam po prostu JEST, cały naraz. Obudziłam się z uczuciem, że byłam gdzieś, gdzie prawa fizyki są inne. Czy ktoś to zna? Bo to nie był zwykły sen, czułam to w kościach.
No tak to co opisujesz bardzo mi się kojarzy z tym, co w niektórych tradycjach nazywa się wiecznym teraz, albo czasem bezczasowym. Nie w sensie ezopowym tylko właśnie dosłownie - wymiar, gdzie linearność czasu nie obowiązuje. Ja miałam raz podobne odczucie, ale nie tyle widziałam różne pory dnia ile czułam, że wszystkie momenty mojego życia istnieją jednocześnie, jakbym stała na wzgórzu i patrzyła na całą dolinę naraz zamiast iść ścieżką. Ale to trwało może chwilę. Ty opisujesz cały sen w takim stanie, to jest coś zupełnie innego. Czy tam byłaś sama czy były tam inne osoby?
Uff, to co opisujesz przypomina mi pewne koncepcje z mistycyzmu, nie tylko zachodniego. W sufizmie jest takie pojęcie "alam al-mithal", sama nie wiem, czyli świat obrazów pośrednich między materią a czystym duchem. czas tam nie działa jak tutaj. Sen o miejscu, gdzie jednoczesność czasu jest normą, a inni mieszkańcy traktują to naturalnie, może wskazywać na kontakt właśnie z taką przestrzenią. Szczególnie ten starszy mężczyzna, ktury wie więcej niż ty i tłumaczy ci zasady - to klasyczna postać przewodnika w snach granicznych. Nie twierdzę, że tak jest na pewno, ale to nie jest motyw, który się po prostu śni bez powodu. 🙂
Hm, ale zaraz, jak to fizycznie możliwe we śnie? Znaczy rozumiem, że sen może pokazać cokolwiek, ale czy ktoś wie czemu akurat czas? Bo mnie czasem się śni, że nie wiem która godzina i szukam zegara, ale żeby dosłownie widzieć kilka pór dnia naraz, to brzmi jak co innego. Czy to może być związane z czakrami? Czytałam gdzieś, że szósta czakra jak jest aktywna to można mieć jakieś przebłyski rzeczy, których normalnie nie widzimy.
Czakry to nie wyjaśnienie dla wszystkiego. Każdy teraz przykłada czakry do kazdego snu i to trochę nudne, szczerze. Ale sam motyw jednoczesnosci czasu to już coś ciekawszego, bo pojawia się w snach naprawde różnych ludzi w różnych kulturach. indianie Hopi mają w ogóle inny model czasu, nielinearny, i podobno ich sny tego też dotyczą. Więc pytanie czy to jest projekcja naszej podświadomości, ktura próbuje nam wytłumaczyć coś czego nie potrafimy opisać w 3D, czy naprawdę jest jakiś wymiar gdzie czas tak działa. To są dwa zupełnie różne pytania i mieszanie ich prowadzi donikąd.
O matko, śniło mi się coś troche podobnego ale myslalam ze to bez sensu i nic nie znaczy! U mnie był taki korytarz i z jednej strony widziałam siebie jako dziecko a z drugiej jakąś starą kobietę i czułam, że to tez ja, wszystko naraz. Ale twoje jest bardziej rozbudowane, ty miałaś całą krainę! Myślisz że można tam wrócić celowo? Tzn jak mam jakiś rytuał przed snem albo coś? 🙁
Do kwestii powrotu, chce tylko powiedzieć że świadome śnienie daje taką możliwość ale wymaga naprawdę solidnej intencji i dziennika snu, żeby najpierw utrwalić wszystkie szczegóły. Bez tego trudno trafić "w to samo miejsce", bo podświadomość nie działa jak GPS. Natomiast pytanie Ludomiry jest zasadne, choć może przedwczesne.
a mozna zapytac czy w tym miejscu bylo jakies uczucie ze sie juz tam bylo? bo wiem ze brzmi banalnie ale jak czytam ten opis to mam cos w rodzaju deja vu czytajac, jakbym to juz gdzies slyszal albo jakby cos mi to przypominalo. nie wiem czemu pisze o tym ale chcialem spytac.
Właśnie tak, było to uczucie. Nie deja vu w sensie "byłam tu kiedyś" tylko coś w stylu "to jest znajome, jakbym znała te zasady". Jakby ktoś mi je kiedyś tłumaczył i ja zapomniałam ale ciało pamięta. Nie wiem jak inaczej to opisać. I co do pytania o powrót - próbowałam zapisać wszystko natychmiast po przebudzeniu, żeby nie stracić szczegółów, ale to uczucie środka, że stoję tam gdzie spotykają się wszystkie pory naraz, tego nie da się zapisać słowami.
Wskoczę na moment ale cos mi tu nie pasuje. jak czas może być "cały naraz"? tzn rozumiem jako metafora w śnie, mozg tak robi, ale czy naprawdę chodzi tu o inny wymiar czy to tylko symbol czegoś innego? bo w numerologii jest takie pojecie że pewne liczby oznaczają wieczność albo cykl który się nie konczy, zero na przykład. może ten sen jest o jakimś cyklu a nie dosłownie o czasie?
To całkiem niezłe pytanie bo symbole rzadko znaczą dokładnie to co pokazują. Ale ja bym tu ostrożnie z numerologią bo to narzuca pewną siatkę interpretacyjną na coś, co może mieć inną naturę. ja bym raczej zapytala, czy w tym miejscu był jakiś środek, jakieś centrum, do którego zmierzały albo od którego rozchodziły się te pory dnia? Bo w wielu tradycjach ten punkt, gdzie spotykają się przeciwieństwa, jest rozumiany jako axis mundi, oś świata.
O kurcze, ok, ale zatrzymajmy się chwilę, bo to jest istotna różnica. Mówisz że NIE widziałaś centrum jako miejsca tylko TY byłaś tym centrum. 😀 To zmienia interpretację bardzo mocno. to już nie jest sen o krainie jako miejscu, to jest sen o tobie jako punkcie zbieznosci różnych strumieni czasu albo rzeczywistości. Pytanie - czy było to przytłaczające dlatego że to czułaś za dużo na raz, czy dlatego że nie wiedziałaś co z tym zrobić?
Jejku, hej, słuchajcie, a nie może to być po prostu sen o poczuciu przytłoczenia w życiu codziennym? mam na myśli że właśnie jak człowiek ma za dużo na głowie to może mu się śnić, że jest centrum wszystkiego i wszystko przez niego przechodzi. nie mówię że to na pewno tak jest, ale jakby nie trzeba od razu wymiarów i osi świata.
Właśnie, to mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić sen który jest "tylko" psychologiczny od takiego który naprawdę dotyczy czegoś duchowego? Bo przeglądam i każdy ma inną teorię i nie wiem która jest bliżej prawdy.
Odpowiem szczerze bo lubię szczerość. Nie ma jednego pewnego kryterium. Są wskazówki, na przykład intensywność, trwałość uczucia po przebudzeniu, niemożność zapisania słowami, poczucie "znajomości zasad" o ktorych mówiła autorka, ale to nie są dowody w sensie naukowym. to są po prostu jakości doświadczenia, ktore dla każdego mogą wyglądać inaczej. Kto chce dowodu, ten go nie dostanie. Kto chce pracować z doświadczeniem takim jakie jest, ten moze coś wyciągnąć.
Eee, wróćmy do tego co Talizmania powiedziała wcześniej, że ona była centrum przez które przechodziły te pory dnia. bo mnie to naprawdę nie daje spokoju interpretacyjnie. W tradycjach szamańskich jest takie pojęcie osi świata, axis mundi, i właśnie człowiek może pelnic taką role w doświadczeniach granicznych. Nie mowie że tak było, ale to nie jest przypadkowy motyw. Pojawia się zbyt często w zbyt różnych miejscach żeby to byla tylko psychologia stresu.
Wracam tu co kilka dni i mam takie wrażenie że ta rozmowa sama w sobie jest trochę jak ten sen. Każdy wnosi inny czas, inną perspektywę, a wszystko dzieje się w jednym miejscu. Może trochę przesadzam z tym porównaniem ale serio tak to teraz czuję. I do Znachorki, ta axis mundi to jest blisko. Nie wiedziałam jak to nazwać, ale oś świata brzmi jak coś co mogłabym rozpoznać z tamtego uczucia.
no dobra ale przepraszam, axis mundi to pojęcie z antropologii religii, tak myślę, tzn uczyłam się o tym na historii, i tam chodziło o konkretne miejsca, góry, drzewa, świątynie. 🙁 że człowiek jest osią świata to chyba trochę inne użycie tego słowa? nie mówię że źle, po prostu pytam czy to to samo
