Mmm, ciężko mi to opisać bo brzmi dziwnie, ale ostatnio śniłam że uczą mnie się modlić i to nie były słowa. Znaczy, były, ale nie w żadnym języku który znam. Jakby ktoś pokazywał mi jak układać usta, jak oddychać między frazami i z każdym oddechem z moich ust wychodziło coś jakby... świetliste? Nie jestem pewna czy to dobre słowo. Modlitwa bez słów, albo ze słowami których nie da się zapisać. Obudziłam się z uczuciem że wiem coś czego nie umiem powtórzyć. I od razu to zniknęło. Ktoś miał kiedyś coś podobnego, bo nie bardzo wiem co z tym zrobić.
Ojejciu, miałam bardzo podobny sen, z tym że u mnie nie było mowy o żadnej modlitwie, ale to uczucie ze wiesz coś czego nie umiesz powiedzieć po obudzeniu - to znam bardzo dobrze. Jakbyś miała to na czubku języka i to ucieka. Myślę sobie czy to przypadkiem nie jest właśnie ta warstwa snu, do której trafiamy rzadko, gdzie nie ma mowy o ludzkim języku w ogole. Czytałam gdzies że są tradycje, w których uważa się iż dusza ma swój własny język i on sie aktywuje właśnie przez sen. Co czułaś w trakcie? Strach, spokój, coś innego?
No dobra ale czy to nie jest po prostu hipnagogia albo coś z pogranicza jawy i snu? Bo to uczucie że "wiesz coś czego nie umiesz powtórzyć" to chyba dość powszechne przy takich stanach przejściowych. Nie podważam że doświadczenie było intensywne, ale ten "język światła" to trochę mocno poetyckie. Co to właściwie znaczy że coś jest świetliste? Jakiś kolor? Dźwięk? Czy to tylko takie odczucie emocjonalne bez konkretnej formy?
To co opisujesz kojarzy mi się z czymś co w kilku tradycjach mistycznych nazywa się językiem pierwotnym, albo językiem sprzed Babel jeśli lubisz ten obraz. Nie chodzi o konkretny ludzki język, tylko o jakiś poziom komunikacji który poprzedza słowo. W runach mamy coś podobnego - runy to nie są litery, to są siły, i zanim nauczysz sie ich znaczeń to je czujesz. Pytanie do ciebie czy po przebudzeniu zostało jakieś fizyczne odczucie? W gardle, w klatce piersiowej, gdziekolwiek?
A mozna zapytac ile ten sen trwal z twojego punktu widzenia? Bo pytam bo numerologicznie jest roznica czy to bylo krotkie przeblyskowe doswiadczenie czy dluga sekwencja z jakims poczatkiem i koncem. Sny ktore maja wyraznie zaznaczony poczatek srodek koniec sa zdaniem niektorych nosnikami innego rodzaju przekazu niz takie fragmenty.
mam pytanie moze glupie ale co to znaczy jezyk swiatla? bo jak czytam to sobie wyobrazam ze ktos swieci latarka i cos tam mruguję 😀 przepraszam za glupi dowcip, ale serio nie rozumiem o czym mowimy. to jest jakis konkretny termin ezoteryczy czy bardziej metafora tego snu?
O w mordę, to jest niesamowite doswiadczenie! faustynko, to ze czulas mrowienie w gardle po przebudzeniu chyba nie jest przypadkowe, czakra gardla odpowiada za komunikacje i tworczosci wiec moze ten sen to jakies jej przebudzenie? Czytalam ze sny w ktorych uczysz sie czegos nowego to czesto znaki ze jestes gotowa na nowy etap. Czy wczesniej miałaś cos podobnego? 😮
To z istotą bez stałej twarzy jest ciekawe. nie jest to rzadkie w snach o nauczaniu. Zmieniająca się twarz czasem oznacza że to co naprzeciwko ciebie reprezentuje coś zbiorowego, nie jedną duszę. Albo że twój umysł nie jest gotowy żeby nadać temu konkretną formę. Mam pytanie, czy ta postać coś mówiła, czy komunikowała się inaczej, gestami, spojrzeniem, może przez sam fakt bycia tam?
Słuchajcie, ja jestem dosyć sceptyczna generalnie, ale to co opisuje Faustynka jest jednak... nie wiem, coś w tym jest. ten konkret z mrowieniem w gardle, z istotą o zmiennej twarzy, to nie brzmi jak coś co sie wymyśla zeby zaimponować na forum. Pytanie mam takie, czy macie jakiś sposób żeby sprawdzić czy takie doświadczenie to "naprawdę coś" czy po prostu intensywny sen? Bo rozumiem że tu nie ma aparatu naukowego, ale jakis subiektywny test na autentyczność?
No dobra ale mrowienie w gardle moze byc zwykla reakcja fizjologiczna na pozycje podczas snu albo oddechy. Nie chce byc ta osoba ale jak mozemy sie tutaj odrzucic fizjologie? Nie mowie ze to co miała Faustynka nie bylo wazne, to oczywiscie bylo dla niej prawdziwe doswiadczenie. Ale skad wiemy ze mrowienie w gardle to 'czakra gardla a nie to ze po prostu lezala z glowa krzywo?
o rany to jest niesamowity watek. Dzieki Faustynka ze to napisalas bo chyba bym sam nigdy nie zaczal myslec o swoich snach w ten sposob. Mam pytanie, czy ktokolwiek z was probowal po takim snie jakiegos rytualu albo medytacji zeby to doswiadczenie podtrzymac albo wrocic do niego? Bo mam wrazenie ze Faustynka dotknela czegos i teraz to moze sie zamknac jesli nic sie nie zrobi.
to z tymi odcieniami tej samej substancji to ciekawe co mowisz Faustynka. Brak ostrych kolorow ale rozne gestosci, to numerologicznie moze sie wiazac z wibracja liczby 11 ktora jest liczba illuminacji i wlasnie tak sie czasem opisuje ten stan, nie jasnosc jako swiatlo ale jako gestosc informacji. Gubię się czy to ma sens ale skojarzylo mi sie. Pamietasz mniej wiecej o ktorej godzinie sie obudziles po tym snie?
czwarta to godzina przejsciowa, miedzy dwoma cyklami, numerologicznie 4 to liczba fundamentu ale tez granicy. Jezeli bylas otepiona to nie weszlas do snu ponownie tylko zostałas w tym stanie zawieszenia. To moze byc wazne. Chetnie bym policzyl co daje data tego snu jesli pamietasz chociaz miesiac
Oj, wracam do tej zmieniajace sie twarzy nauczyciela bo to mi nie daje spokoju. faustynka napisalas ze miałas pewnosc ze ta istota ci ufa. To jest niezwykłe sformulowanie bo zazwyczaj mowimy ze my komus ufamy, a nie ze ktos nam. Czy mozesz powiedziec cos wiecej o tym uczuciu? Czy to była pewnosc z glowy, ze tak to rozumiesz, czy bardziej cos w ciele?
nie przepraszaj,to jest dokladnie ten opis ktory ma znaczenie. Cieplo w klatce to nie jest serce w sensie anatomicznym, to jest anahata, srodkowy kanal. Jak nauczanie idzie przez serce a nie przez glowe to jest bardzo specyficzny rodzaj przekazu. Mam jeszce jedno pytanie czy w tym śnie bylas uczennica czy miałas tez chwile kiedy sama cos nadawałas?
No proszę,jaki ten watek piekny, przepraszam ze sie wbijam ale czytam od poczatku i coraz bardziej mi ciarki po plecach. To co Faustynka opisuje o zaufaniu istoty to tak bardzo przypomina mi jeden moj sen sprzed lat gdzie tez nie wiedzialam kto to jest ale wiedzialam ze ta osoba przyszla specjalnie po mnie. Nie nauczac ale byc. Czy ktokolwiek mial taki sen ze ktos po prostu PRZY was jest i nie musi nic robic?
Edytka, miałam cos takiego. Nie raz. I zawsze po takich snach czuje sie rano zupelnie inaczej niz po zwyklym snie, co ciekawe, spokojniej, ale tez jakby mocniej postawiona na ziemi. Nie wiem jak to polaczyc z tematem jezyka swiatla ale mam wrazenie ze to moze byc podobne zjawisko, tylko inny rodzaj kontaktu. Raz transmisja przez dzwiek i wibracje, raz przez sama obecnosc.
hej no ale mozemy na chwile przymknac oczy na te transmisje i zapytac o cos praktycznego? Faustynka, czy po tym snie cos sie zmienilo w tym jak normalnie sie komunikujesz? Nie duchowo, po prostu w zyciu. Bo jak juz mowimy ze nauka jezykow swiatla ma jakas moc to jakis slad powinien zostac, nie?
szczerze? nie wiem. Chyba... milcze troche wiecej niz normalnie. Nie z powodow zlosci ani smutku, po prostu słowa jakby wazą troche wiecej niz wazyli wczesniej. brzmi glupawos ale zanim cos powiem to jakby sie zatrzymuje na sekunde. Moze zbieg okolicznosci.
