Śniłam ostatnio coś, co mnie kompletnie wybiło z rytmu i nie mogę przestać o tym myśleć. Byłam w dziwnej krainie, bardzo płaskiej, prawie jak step, ale nie szary, raczej złocisty. I wszyscy ludzie tam byli dokładnie na tym samym poziomie, tzn. żaden nie mógł stać wyżej, usiąść wyżej, wejść na żaden pagórek, bo pagórków po prostu tam nie było. Jak ktoś próbował się podnieść nad innych, np. wspiąć na kamień, to kamień znikał. Jakby sama przestrzeń pilnowała tej zasady. I było tam mnóstwo ludzi, wszyscy chodzili po tej złocistej rowninie i... wchłaniali słońce. Nie dosłownie jak jedzenie, bardziej jak oddychanie, świadomie, z głęboką ulgą. I miałam wrażenie, że tu nie chodzi o żadną hierarchię czy politykę, ale o coś dużo głębszego, jakiś porządek duchowy. Ktoś miał coś podobnego albo wie co to może być?
ojej, ta złocista równina mnie uderzyła. w tarocie mam skojarzenie ze Słońcem odwróconym albo właśnie z taką przestrzenią gdzie ego zostaje wyrównane. to nie jest kraina bez hierarchii w sensie społecznym, to jest kraina bez hierarchii energetycznej, gdzie każda dusza dostaje tyle samo dostępu do źródła. wchłanianie słońca jak oddech to piękny obraz, bo oddech jest niedobrowolny, dzieje się sam. jakbyś we śnie dostała informację, że energia słoneczna po prostu jest, nie trzeba na nią zasługiwać.
a ta zasada "zaden wyżej niz inny" to nie brzmi jak duchowe wyrównanie, to brzmi jak jakaś regula z zewnątrz, której przestrzeń pilnuje. czy ta kraina miała jakiegoś strażnika, kogoś kto decyduje o tej zasadzie? pytam bo to istotna roznica: albo to naturalne prawo tej przestrzeni, albo ktoś to narzucił 😀
muszę powiedzieć wprost bo inaczej się pogryzę w język. ten sen jest bardzo ładny, serio, ale przenoszenie z niego bezpośrednio idei o "pobieraniu energii słonecznej" to trochę ryzykowna ścieżka. bo jeśli podświadomość buduje nam metaforę o równości i dostępie do źródła, to jedno. a jeśli zaczynamy z tego wyciągać wnioski o fizycznym karmieniu się słońcem, to idziemy w zupełnie inne rejony i niekoniecznie bezpieczne.
dobra ale co to konkretnie znaczy dla tej osoby która śniła? mam wrażenie że dyskusja zaraz pójdzie w tysiąc kierunkow i zostaniemy z piękną teorią a bez żadnej odpowiedzi 🙂
a jakie masz słońce w horoskopie? bo to nie bez znaczenia. jeśli słońce jest np. w znakach ziemskich albo w trudnym aspekcie do Saturna, to taki sen może być kompensacją, duszą która we śnie doświadcza swobodnego dostępu do energii, której nie ma na jawie. ta równa wysokość wszystkich to też brzmi jak znak wodnika, równość, wspólnota, zniesienie hierarchii. może tranzyt Saturna lub Urana coś ci teraz miesza?
ten motyw złocistej równiny i oddychania słońcem pojawia się w pewnych snach jako typ podróży astralnej do wymiaru solarnego. czytalam o tym. to nie jest sen-nauka, to jest sen-doświadczenie, ciało astralne rzeczywiście tam bywa i wynosi to coś. nie tylko symbol.
no i to zmęczenie po powrocie to ważny sygnał. ale wróćmy do tej krainy bo mnie ten jeden szczegół nie daje spokoju. ta zasada, że kamień znika jak ktoś próbuje wejść wyżej. to nie jest zakaz, to jest jak prawo fizyki w tym miejscu. to mi przypomina opisy pewnych sfer astralnych gdzie ego po prostu nie ma czym działać, nie ma struktury drabiny, nie ma góry i dołu energetycznie. i właśnie w takich przestrzeniach podobno energia słoneczna, przynajmniej jej odpowiednik w subtelnym wymiarze, jest dostępna bez pośredników.
ale to mnie ciekawi,czy ta zasada wyrównania była odczuwana jako dobra, wyzwalajaca, czy może trochę niepokojąca bo w snach takie narzucone zasady, nawet jeśli działają jak prawo natury, mogą być i przestrzenią wolności i przestrzenią ograniczenia. co czułaś stojąc w tej krainie?
Ojejku, to brzmi jak jedno z tych snów, o których wiesz że jest ważny zaraz po przebudzeniu, jeszcze zanim zdążysz go w pełni zapamiętać. ja miałem raz coś podobnego, nie z tym słońcem, ale z ta atmosferą równości, jakby wszyscy byli z tego samego materiału i nikt nie miał więcej ani mniej. zostało mi to bardzo długo.
żeby nie było, że tylko hamuje, to przyznam, że motyw poziomej przestrzeni jako strefy sacrum jest naprawde stary. w różnych tradycjach teren rytualny musi być płaski, nie wolno budować ołtarza wyżej niż uczestników, bo to zaburza przepływ. to jest symbol, nie zalecenie dietetyczne. i wlasnie to mnie interesuje: czy ta kraina miała granice? czy rozciągała się bez końca?
nieskonczona złocista przestrzeń, brak hierarchii, wchłanianie słońca razem z innymi, to mi wygląda na jeden z tzw. snów inicjacyjnych pierwszego progu, tych które mówią: "teraz zaczyna się etap". nie wiem co konkretnie się zaczyna, to wymagałoby dłuższej rozmowy, ale taki sen nie przychodzi bez powodu. jesli dobrze pamiętam symbolikę, złoto to w snach najczęściej nie bogactwo, tylko świadomość. i wszyscy w złocistej przestrzeni jednakowo to... wszyscy jako aspekty jednej świadomości? może to sen o jedności Jaźni.
ta nieskończoność bez lęku którą opisujesz to ciekawy szczegół, bo w większości snów przestrzenie bez granic są niepokojące. tu było odwrotnie. to trochę odwraca schemat i zastanawiam się a może to po prostu jest właśnie ten klucz do interpretacji, nie "co to miejsce znaczy" tylko "dlaczego akurat dla ciebie bylo bezpieczne"
nie da sie tego przewidzieć z zewnątrz, naprawde. to może być zmiana w relacjach, w pracy, wewnętrzna, cokolwiek. sny inicjacyjne nie są precyzyjne jak przepowiednie, raczej mówią "jestes gotowa na nowy etap" i tyle. resztę sama musisz zobaczyć. obserwuj najbliższe tygodnie, nie dramatyzuj, kurcze, tylko obserwuj
mam pytanie bo czytam ten wątek od dawna i nie rozumiem jednej rzeczy. czy ta zasada ze kamien znika to jest dobra czy zla bo czytam i jedni mowia wyzwolenie, inni ze to ograniczenie, i nie wiem jak to rozstrzygniecie. wydaje mi sie ze to musi byc jedno albo drugie
spokój po przebudzeniu który trwa to też coś. nie zawsze jest to gwaltowne "wróciłam",nie wiem, czasem jest bardziej miękkie. te kilkanaście minut ciszy to nie jest standard przy zwykłym snie, przynajmniej u mnie nigdy nie jest. u mnie po zwykłym śnie od razu głowa włącza się na jutrzejsze sprawy
