Śni mi sie miejsce, które niema nazwy ani mapy, a jednak za każdym razem kiedy się w nim pojawiam, wiem dokładnie gdzie iść. Nie ma tu drogowskazów, nie ma nic co by wskazywało kierunek, a i tak nogi same mnie niosą i zawsze ale to zawsze, szczerze, dochodzę tam gdzie trzeba. Ostatnio ta kraina wrocila po dłuższej przerwie i zacząłem się zastanawiać: czy to broń Boże nie jest tak, że w pewnych snach cel istnieje zanim wogole pomyslimy o drodze? jakby topografia tego miejsca była teleologiczna, zbudowana z góry pod jakiś konkretny punkt dojścia. Chciałem zapytać, bo może ktoś z was miał podobnie, że w takim miejscu nie można się zgubić nawet jeśli bardzo chcesz.
oj tak, ja mam bardzo podobne miejsce! zawsze jest tam taka droga przez coś w rodzaju łąki i nieważne czy idę prosto czy skręcam, zawsze wychodze na ten sam pagórek z widokiem na wodę. kilka razy specjalnie próbowałam iść w bok, żeby sprawdzić co tam jest, i jakoś ta droga mnie i tak prostowała. to niesamowite że opisujesz to jako "zbudowane pod punkt dojścia", bo ja właśnie tak to czuję! jakby sen wiedział więcej niż ja
nie wiem,czy to aż tak niezwykłe. sen w ogole ma tendencje do zaokraglania fabuł, mózg konstruuje spójne narracje i pewnie dlatego "wszystko prowadzi do celu", bo tak poprostu działa narracja w REM. nie twierdzę że to nudne doświadczenie, ale zanim wpiszemy coś w teleologię wymiaru, może warto sprawdzić czy aby to nie jest po prostu schemat narracyjny
No nieźle, właśnie przeczytałam i mam gęsią skórkę bo ja od lat mam takie "miasto bez mapy" do którego wracam i też zawsze wiem gdzie skręcić. jest tam taka uliczka z czerwoną lampą na końcu i zawsze tam dochodzę, nawet jeśli wydaje mi się że idę w zupełnie inną strone. ciekawe czy te miejsca u różnych osób mają podobny klimat? bo u mnie jest zawsze późny wieczór, lekka mgła, i jakaś cisza taka... nieoczekiwana
a czy te miejsca mogą byc prawdziwe? tzn. czy gdzies naprawde istnieje ta kraina czy to jest tylko w głowie? pytam bo czytałam ze niektórzy ezoterycy mówia o wspólnych przestrzeniach snów gdzie kilka osób moze sie spotkac
no dobrze, ale powiem szczerze że trochę mnie dziwi to "zawsze dochodzisz do celu". bo ja miewam sny, tak mysle, w których chodzę w kółko i nigdzie nie docieram. to byłoby przeczaco tej teorii o teleologicznej topografii nie? albo mam jakiś inny typ snów, albo ta zasada nie jest tak powszechna
No proszę,mam podobne miejsce od chyba dziesięciu lat. stary park, zawsze jesień, zawsze dochodzę do tej samej ławki przy stawie. i wiesz co, kilka razy próbowałam w tym śnie zawrócić, wejść za krzaki, pójść za ogrodzenie, i zawsze coś mnie odwracało. raz to był nagle zmrok który sprawił że bałam się iść dalej, raz zaczął padać deszcz. jakby to miejsce miało swoje granice i swój jeden punkt docelowy. nie wiem co o tym myśleć bo z jednej strony to piękne, z drugiej trochę niepokojące
a czy próbowałaś przez świadome śnienie wymusić inną drogę? bo ja jak mam świadomy sen to w takich sytuacjach staram sie isc "pod prąd" żeby sprawdzić co jest za granicą. ciekawi mnie czy ta teleologiczna zasada wytrzymuje lucidarność czy pęka
to ciekawe co mówisz o nicości za granicą. mi sie sniło podobne miejsce i tez poszłam za krawędź i był tam taki bialy szum, jak zepsuta telewizja. zastanawiam się czy te krawdzie w snach to nie sa miejsca gdzie nasz umysl konczy swoja mape a zaczyna sie cos innego. czy mozna powiedziec ze to jest "krawedz swiata snow"?
ta "nicość za granicą" to poprostu koniec wyobraźni, nie żadna krawędź wymiaru. mózg nie renderuje tego, na co niema zasobów albo co nie jest potrzebne fabule. to nie jest mistyczne, to jest ekonomia snu. przepraszam ze studze nastrój ale na prawde wolę jak mówimy wprost
właśnie, bo chyba kluczowe jest to co mówi Agaa, że te miejsca mają stałość detali której zwykłe sny nie mają. czy to nie jest może tak, że kraina bez mapy to metafora czegoś co już jest w nas jako wzorzec, jak archetyp Junga, i dlatego zawsze prowadzi do centrum? w sensie, cel nie jest gdzieś zewnętrznie, tylko jest zakodowany w samej strukturze tego wymiaru i w nas
kurcze, czytam to i nagle sobie przypominam sen którego w ogole nie łączyłam z tym tematem. byłam w lesie i WIEDZIAŁAM że za każdym drzewem jest ta sama ścieżka prowadząca do środka, jakby las był zbudowany wkoło jednego punktu jak słoje w pniu. i jakkolwiek nie szłam, zawsze wychodziłam na tę samą polankę. wtedy myślałam że to po prostu sen, a teraz czytam was i... hm. może to jest ta sama zasada co Zygmunt opisał na początku
przepraszam że sie wtrącam bo jestem tu raczej nowa w takich tematach ale chciałam zapytac, czy te miejsca coś po sobie zostawiają? tzn. czy po takim śnie macie jakies uczucie albo wiecie cos czego nie wiedzieliście wczesniej? mnie to naj bardziej zastanawia, bo jeśli zawsze prowadzi do jakiegoś punktu, to moze ten punkt cos przekazuje
