Mam ten sen od dłuższego czasu i nie wiem jak go opisać, bo on jakby wymyka się normalnym kategoriom. Jestem w przestrzeni, która nie ma kierunków. Znaczy, są kierunki, ale chodzę i wracam do tego samego miejsca, choć idę prosto. Jakby każdy punkt był jednocześnie centrum i peryferiami. Nie ma tam ani wschodu, ani zachodu, ani góry. jest tylko ta sama, trochę mglistą przestrzeń i ja. I to uczucie, ze byłam tu milion razy, i że to jakoś wazne. Budzę się z tym dziwnym wyczerpaniem, jakbym całą noc coś szukała i nie znalazła. Ktoś miał coś podobnego?
Ha, o, to jest niesamowite bo to brzmi jak opis przestrzeni przed manifestacją, coś w rodzaju limbo między wibracjami. Ten brak kierunków to nie błąd snu tylko cecha tej przestrzeni, ona po prostu działa inaczej. Pytanie do ciebie, co czułaś w tej przestrzeni, spokój, lęk, znudzenie? Bo to może dużo powiedzieć o tym do czego twoja podświadomość albo coś więcej cię prowadzi.
Znam ten motyw, naprawdę. W tradycjach szamańskich jest coś takiego jak przestrzeń przed wejściem, miejsce w ktore sie idzie zanim sie idzie gdziekolwiek. I to wyczerpanie po przebudzeniu - to nie bez znaczenia. Jak sie wychodzi z ciała i nie wiadomo gdzie sie jest, to ciało fizyczne jednak pracuje i zużywa energie. Pytanie tylko czy to rzeczywiście wyjście czy cos innego.
Troche sceptycznie podejde do tego bo ta interpretacja "przestrzen przed manifestacja" to dla mnie troche za latwo. Kazdy sen gdzie sie chodzi w kółko od razu staje sie kosmicznym limbo? Mnie sie tez sniło ze wracam w to samo miejsce i po prostu mozg sie zapetlil, nie ma tu zadnej magii. Ale rozumiem ze chcecie szukac czegos wiecej, tylko wolalabym zeby nie kazde zapetlenie snu bylo od razu duchowym wyjsciem.
To wyczerpanie po takim śnie znam z opisow innych osob i z własnych notatek, zwlaszcza jak sen jest w tej konkretnej tonacji, spokoj-ale-napięcie. Mam wrazenie ze taka przestrzen bez kierunkow moze byc miejscem gdzie zostawiamy energie albo zbieramy cos czego nie pamietamy po przebudzeniu. Troche jak pamiec krotkotrwala duszy. Zastanawiam sie tez czy to sie powtarza w okreslone dni albo pory miesiaca, bo to mogłoby cos powiedziec o rytmie tego snu.
Zaglądam tu od jakiegoś czasu i jakoś mi sie to klei z czymś co słyszałam, że są miejsca w snach które są jak skrzyżowania, ale nie mają dróg. Sama nie miałam czegoś takiego ale to brzmi jakby ważne. 🙁 Nie wiem, może to głupie pytanie, ale czy ta przestrzen miała jakiś kolor albo światło? Bo może to cos mowi.
Szare. zawsze szare, ale takie ciepłe, nie zimne. I jest tam światło ale nie wiem skąd pochodzi, ojej, nie ma słońca ani lamp, po prostu jest jasno. To jest własnie to co sprawia ze to takie dziwne.
Szare ciepłe światło bez źródła to motyw który pojawia się w opisach stanów pomiędzy. Nie bede mówić od razu że to zaświaty czy cokolwiek konkretnego, bo za mało wiem, ale jedno mnie tu interesuje. Mówisz ze wracasz do tego samego miejsca idąc prosto. Czy masz poczucie ze jednak coś tam jest, jakiś punkt odniesienia, drzewo, ściana, figura, czy naprawdę nic? 😮
Ojoj ojoj, a wiesz, ja mam siostre ktora opisywała cos bardzo podobnego i ona to interpretowala jako cos w rodzaju wlasnej energii rezydualnej, czyli jakby nagromadziłas tam cos z poprzednich wizyt w tym miejscu i to jest to zmeczenie. Niby brzmi ezoterycznie ale jak pomyslec o tym ze mamy jakies energetyczne slady po sobie, no to ma sens. Nie masz wrazenia ze ta przestrzen jest ci coraz bardziej znajoma z kazda wizyta?
Jejku, hej, a pomyslales ze moze to nie jest sen o poszukiwaniu tylko o tkwieniu? Jakby podswiadomosc ci pokazuje ze sie krecisz w kółko w zyciu? Bo znam kilka osob ktorym sie sniły takie petle i potem sie okazalo ze coś blokowaly. moze ta ciemna plama to cos czego nie chcesz zobaczyc, dlatego nie mozna sie do niej zblizac?
Te dwa podejscia nie wykluczają sie wcale. Cos moze byc jednoczesnie rezydualnym energetycznym sladem i symbolem blokady. ale wracajac do meritum - ta niemoznosc zblizenia sie do ciemnego punktu to ciekawe. W kontekscie podrozy astralnych jest cos takiego jak punkt kotwicy, nie wiem, cos do czego zmierzasz ale co cię odpycha kiedy nie jestes gotowy. Nie mowie ze to na pewno tak jest, ale ta mechanika mi sie zgadza.
Czytam caly ten watek i naprawde mi sie w glowie klika pare rzeczy, bo tez mam podobny motyw w snach, nie identyczny, ale ta niemoznosc dojscia do jakiegos punktu - to znam. U mnie jest korytarz i koniec korytarza ktory sie oddala. Mysle ze to moga byc wlasnie te pozostalosci energetyczne o ktorych pisala Hortensja, ze my tam poprostu zostawiamy cos z siebie i przez to sie meczymy po przebudzeniu. Ale skad wiedziec co tam zostawilysmy i czy to dobrze?
To o czym piszecie obydwie, ta nieosiagalna przestrzen, ten punkt ktory sie oddala, to jest wedlug mojej numerologii ciekawa sprawa bo takie sny czesto intensyfikuja sie w okolicach szostek i dziewiatek w cyklu osobistym. Nie wiem czy to Wasz rok ale warto sprawdzic. Poza tym to cos co Dzidka napisala o zostawianiu energii, to mnie zastanawia czy mozna to w jakis sposob odwrocic, czy da sie cos z tego miejsca zabrać z powrotem.
przepraszam ze sie wtrące ale czy to nie moze byc tak ze ta przestrzen po prostu jest ze nie trzeba jej interpretowac ani odwracac ani sprawdzac cykli? 😀 moze sie tam chodzi i tyle, i moze to nie jest nic zlego tylko takie miejsce duszy gdzie sie odpoczywa ale inaczej niz normalnie. nie wiem, tak w ogóle, moze glupie co pisze
Nie glupie. Ale to zmeczenie po przebudzeniu ktore opisuje autorka tematu jest konkretnym sygnałem ze cos sie tam jednak dzieje, niekoniecznie zlego, ale nie jest to bierny odpoczynek. Miejsca bez kierunkow w tradycji onirycznej często są opisywane jako przestrzenie aktywnej pracy duszy, nawet jesli nie pamietamy co tam robilismy. pytanie, czy chcesz to zostawic samo sobie, czy zbadac głębiej.
