Śni mi się to od dłuższego czasu i nie wiem jak to opisać inaczej niż tak: dom w moim śnie zachowuje się jakby wiedział, że tam jestem. Przechodzę przez korytarz i ściana po lewej stronie powoli uchyla się w połowie, odsłaniając kolejny pokój, ale tylko wtedy, gdy idę w tamtą stronę. Jakby budynek otwierał przede mną kolejne przestrzenie w zależności od tego, dokąd zmierzam. Nie ma żadnej siły, żadnego mechanizmu, po prostu ściana odpycha się cicho w bok. I czuję, że ten dom mnie zna. Czy ktoś miał kiedyś podobne doświadczenie? Zastanawiam się, czy to ja mam nad nim jakąś moc, czy to on ma moc nade mną.
To co opisujesz brzmi jak dom, który jest czymś w rodzaju żywej mapy twojej psychiki. Czytałam kiedyś o tym, że domy w snach bardzo często odpowiadają warstwom jaźni, każdy pokój to inna część siebie. Ale ten motyw ze ścianami, które się otwierają same, to coś innego niż zwykły dom-symbol. To jakby struktura reagowała aktywnie. Mam pytanie, czy czułaś wtedy jakiś konkretny nastrój, coś w rodzaju zaproszenia czy raczej niepokoju?
Nigdy nie miałam takiego snu, ale słuchając tego mam wrażenie, że to nie jest dom z kamienia czy cegły, tylko jakieś stworzenie. Jak gdyby miał własną wolę. Czy w tym śnie dom mógłby nie wpuścić w jakieś miejsce, zamknąć ścianę przed tobą?
To co mówisz o tym zamkniętym korytarzu jest dla mnie ciekawe. Mam takie przekonanie, że zamknięte przestrzenie w snach to rzeczy, na które jeszcze nie jesteśmy gotowi. Jakby podświadomość albo cokolwiek to jest, chroniło nas przed czymś, czego psychika nie jest w stanie jeszcze przetworzyć. Ale może się mylę, to tylko moja teoria. Czy dom zawsze jest ten sam, czy zmienia się między snami?
To co opisujesz z tym zamkniętym korytarzem bardzo mnie zastanawia. W pracy ze snami często pojawia się motyw progu, miejsc, do których dostęp jest odmówiony nie przez zagrożenie, ale przez rodzaj gotowości. To nie musi być coś mrocznego. Ale chcę wrócić do pytania o tę relację: czy ty robisz coś, żeby ściany się otwierały, czy po prostu chodzisz i one same reagują?
Przepraszam że wejdę bo ten temat mnie bardzo ciągnie. Ja miałam sen w którym dom reagował ale inaczej, podłoga się uginała pode mną jak żywa, miękła w miejscach gdzie byłam smutna i twardniała kiedy szłam z determinacją. Nie pomyślałam wtedy że budynek ma świadomość, ale teraz jak czytam to co opisujecie to zaczynam inaczej na to patrzeć. Może to nie jest symbol tylko dosłownie jakiś rodzaj kontaktu ze strukturą?
Muszę powiedzieć, że podchodzę do tego z dużą ostrożnością, bo dla mnie naturalnym wyjaśnieniem jest to, że to wszystko nasza własna projekcja. Piszemy ten dom sami w głowie i sam fakt, że ma on zamknięty korytarz albo reaguje na emocje, to po prostu nasza psychika wizualizuje siebie. Ale co jeśli jednak jest inaczej, co by to oznaczało? Że dom we śnie istnieje niezależnie od nas?
Ja mam podobne sny z domem, ale u mnie to okna same się otwierają, nie ściany. Ale mam wrażenie, że jest to podobny mechanizm. Chciałam zapytać czy ktoś próbował w takim śnie celowo coś zrobić, zatrzymać się, poczekać, porozmawiać z domem? Zastanawiam się czy można wejść w świadomy dialog ze śniącą strukturą.
Słuchajcie, moja babcia mówiła że domy mają swojego ducha, coś w rodzaju opiekuna miejsca. Nie wiem czy to pasuje do tego co opisujecie, bo u niej to był raczej konkretny duch przodka, który mieszka w domu rodzinnym. Ale może to co widzicie we śnie to właśnie ten rodzaj obecności, coś co jest strażnikiem przestrzeni i reaguje na tego kto do niej wchodzi?
A czy to nie może być tak, że my wnosimy do domu swoją energię i dlatego on reaguje? Może to nie dom ma świadomość, tylko my mamy taką moc, że otaczające nas rzeczy zaczynają ją odbijać? Pytam bo wydaje mi się, że to by tłumaczyło dlaczego reakcja zależy od nastroju.
To jest właśnie to pytanie, z którym tu przyszłam. Bo jeśli dom to ja, to czego nie chcę przed sobą otworzyć? A jeśli dom ma własną świadomość, to co to jest za świadomość i skąd pochodzi? Ani jedno, ani drugie nie daje mi spokoju. I cieszę się, że to tu napisałam, bo widzę że to nie jest tylko mój sen.
Dobrusia, to co napisałaś na końcu mnie zatrzymało. Że ani jedno, ani drugie nie daje spokoju. Bo to jest chyba najuczciwsza odpowiedź, jaką można tu dać. Ale chcę dopytać o ten moment czekania, kiedy stanęłaś i dom też czekał. Czy to był spokój, czy napięcie? Bo to może dużo zmieniać.
To co Dobrusia opisuje z tym oczekiwaniem bez presji jest dla mnie bardzo charakterystyczne. W niektórych tradycjach mówi się, że miejsca mocy mają własny rytm i trzeba się do niego dostroić, a nie narzucać swój. Może ten dom wymagał właśnie tego, zatrzymania, a nie działania? I tu wracam do pytania o ten zamknięty korytarz. Czy kiedy czekałaś, tamta ściana też... czekała?
Słuchajcie, nie chcę ciągle odgrywać tego sceptyka, bo widzę, że to wam nie odpowiada, ale mam jedno konkretne pytanie do Dobrusi. Czy poza tym snem masz jakieś poczucie, że miejsca, w których przebywasz, reagują na ciebie? Pytam zupełnie serio, bo jeśli tak, to może to jest coś w rodzaju zmysłu, który wyraża się właśnie przez sny.
Ja mam pytanie do Zenobii, bo ciekawię się tym co mówi o geomancji. Czy to znaczy że takie sny o reagującym domu mogą być czymś w rodzaju treningu tego zmysłu? Że przez sen uczymy się w ogóle czuć miejsca? Bo to by dużo tłumaczyło, może właśnie dlatego te sny są takie żywe i pozostają po przebudzeniu.
Zostaje. Nie jako obraz, bo nie pamiętam szczegółów. Ale jako coś, co ciągnie. Jakby tam zostawiła część siebie albo jakby stamtąd coś do mnie należało. To brzmi dziwnie, wiem.
Wcale nie brzmi dziwnie. Babcia mówiła, że jak dom cię przyciąga, to znaczy że zostawiłaś tam coś z siebie albo ktoś cię tam zaprasza. Ona to tłumaczyła duszą miejsca, ale słyszę w tym co Dobrusia mówi dokładnie to samo, tylko innymi słowami.
Czytam was od dłuzszego czasu i chce dorzucić coś z tarota, bo mi się to skojarzyło. Karta Domu Bożego, czyli Wieża, często pokazuje struktury które trzymają coś zamknięto w środku i nie jest to złe, dopóki czas nie nadejdzie. Ale jest też Pustelnik, który stoi przed otwartymi drzwiami, tyle że nie wchodzi, bo lampa musi najpierw oświetlić drogę. Nie wiem czy to tu pasuje, ale coś w tym zamkniętym korytarzu i tym czekaniu mnie do tego przyprowadziło.
Chcę wrócić do samego mechanizmu reagowania ściany, bo trochę odeszliśmy od tego, co mnie najbardziej zastanawia. Mówisz, że ściana otwiera się szerzej przy ciekawości, a ostrożniej przy lęku. Ale czy kiedykolwiek zdarzyło się, że twoje uczucie i reakcja domu nie zgadzały się? Że czułaś coś, a dom zrobił coś zupełnie przeciwnego?
To jest według mnie najważniejsza rzecz, którą powiedziałaś w całym wątku. Dom zobaczył coś, czego ty sama nie widziałaś. Jeśli to projekcja podświadomości, to i tak jest to podświadomość głębsza niż ta, do której masz świadomy dostęp. A jeśli to coś zewnętrznego, to jest to coś, co cię zna lepiej niż ty siebie. W obu przypadkach to nie jest zwykły budynek.
To porównanie z bliskim, który mówi ci coś nieprzyjemnego o tobie samej, jest bardzo trafne. Ale mam pytanie, czy po takim śnie czujesz się... ulżona? Czy raczej niepewna? Bo jedno to wiedzieć, że coś jest prawdą, a drugie to wiedzieć co z tą prawdą zrobić.
Zastanawiam się nad czymś, co trochę odbiega od kierunku dyskusji, ale chyba nie za bardzo. Czy ten dom we śnie ma zawsze ten sam układ? Mam na myśli, czy ściany otwierają się w tych samych miejscach, czy za każdym razem to inna ściana, inne przejście? Bo jeśli jest jakaś powtarzalność, to może układ ma znaczenie, jak plan czegoś.
Niemożliwa geometria to mi przypomina coś ważnego z tarota, dom który sie nie trzyma w logice trójwymiarowej może symbolizować przekroczenie zwykłego czasu i przestrzeni. Nie błąd, ale inny porządek. Jakby ten dom był zbudowany z czegoś innego niż cegły i belki.
Chcę dopowiedzieć do tej geometrii, bo to coś, co pojawia się w relacjach z podróży astralnych i w opisach doświadczeń granicznych. Przestrzeń oniryczna często nie respektuje euklidesowej logiki, a to bywa traktowane jako wskazówka, że umysł operuje w innym trybie przetwarzania. Nie mówię, że to obala tezę o świadomości miejsca, ale zmienia pytanie. Może nie chodzi o to, czy dom jest żywy, ale o to, jakiego rodzaju życie tam pulsuje.
A wróćmy na chwilę do pytania Karro, bo ono mnie nie puszcza. Jeśli ściany otwierają się w różnych miejscach, ale jest jeden powtarzający się korytarz, to może ten korytarz jest kluczem. Dobrusia, co jest na końcu tego korytarza? Dochodzisz do końca czy zawsze coś cię zatrzymuje?
Babcia mówiła, że w starych domach były miejsca, których się nie dotykało, nie z przesądu, tylko z szacunku. Że każdy dom ma swoje serce i do niego się nie wchodzi bez zaproszenia. Może ten korytarz prowadzi właśnie do serca tego domu i on cię tam jeszcze nie zaprasza, ale pokazuje ci, że istnieje.
To pytanie Świętowita jest ważne, ale myślę, że jest w nim ukryte założenie, że celem jest dojście do końca. A jeśli nie? Jeśli sam fakt, że korytarz istnieje i że Dobrusia go zna, jest wystarczający na tym etapie? Nie wszystkie drzwi we śnie muszą się otwierać, żeby sen był kompletny.
